Letnia elegancja!

Witajcie! Ten poniedziałek jest wyjątkowy, bo zupełnie inny niż wszystkie dotychczasowe. Od marca – czyli od kiedy wybuchła pandemia koronawirusa na taką skalę, że podróżowanie w ogóle nie wchodziło w grę – strasznie za tym tęskniłam. Dlatego dzisiaj, mknąc greckimi uliczkami w kierunku oddalonej o dwie godziny jazdy plaży, nie mogę przestać się uśmiechać. Nie przeszkadza mi upał w samochodzie, długa droga, ani smęty jakie lecą w radiu! Jest pięknie i bardzo doceniam, że mogę tu być. Zatem przesyłam Wam gorące jak grecki klimat pozdrowienia i zostawiam ze stylizacją, która również pięknie wpasowałaby się w styl białych greckich uliczek. Krótkie spodenki w połączeniu z uroczą bluzką w kwiatki, daje nam look dziewczyny z sąsiedztwa. Jest uroczo, kobieco i z nutą elegancji – czyli tak jak lubię. A cytrynowa ramoneska to hit w mojej szafie. Bardzo często po nią sięgam, bo kiedy jak nie latem?! 😉 Jak Wam się podoba?

Białe sandałki można zastąpić trampkami i uzyskamy super casualową stylizacje.
Total look – ORSAY
Wpis powstał we współpracy z marką Orasay.
Continue Reading

Długa sukienka – czy warto nosić?

Długie sukienki od kilku już sezonów wracają do łask. I choć nie są tak wygodne, jak te za kolano, mini czy jeansy to wyglądają zdecydowanie bardziej dostojnie i kobieco. Mało tego, noszenie ich ma też dodatkowe korzyści. Kiedyś gdzieś przeczytałam, że my – kobiety jesteśmy tak zbudowane przez naturę, że w przeciwieństwie do mężczyzn, energię czerpiemy od Matki Ziemi – czyli z dołu. To właśnie Ziemia daje obfitość poprzez plony i urodzaj. Przypadek? Oczywiście, że nie. 🙂 Energia Matki jest bardzo ważna ponieważ materializuje się w dobrach materialnych. Kiedy ubieramy spodnie, Drogie Panie, zamykamy tym samym kanał więzi energetycznej z Matką Ziemią.

Częstym argumentem, który pojawia się w naszej głowie wybierając spodnie jest wygoda i szybkość działania bo długa suknia czy spódnica faktycznie nas spowalniają… ale wg praktyk duchowych to spowolnienie dla nas kobiet jest bardzo dobre. Naszym stanem w którym osiągamy harmonię jest spokój i równowaga.

Dlatego od czasu do czasu wskocz w długą sukienkę (tak, wg praktyk duchowych długość też ma znaczenie), a od razu poczujesz jak zmieni się Twoje samopoczucie. Nie oceniajcie, tylko obserwujcie. Czy tego dnia jesteście bardziej delikatne, zmysłowe, bardziej zauważalne dla płci przeciwnej? A jeśli chcecie ten eksperyment przeprowadzić na tak zwanym „wyższym levelu” to spróbujcie w długich sukienkach lub spódnicach chodzić przez tydzień. Zobaczycie, że zaczną dziać się małe cuda. Powodzenia i dajcie znać jak było! 🙂

Do końca czerwca na hasło: FIT11 macie 15% rabatu

Sukienka – Bon Prix (KLIK)

Sandałki – Bon Prix (KLIK)

Biżuteria – Exitto Shop

Continue Reading

Dworek Tradycja – magiczne miejsca w Polsce!

Trochę to trwało, ale w końcu, zapraszam Was na kolejny wpis podróżniczy. Jeszcze do niedawna używając słowa „podróż” raczej miałam na myśli oddalone setki, albo tysiące kilometrów miejsca na Ziemi. Dzisiaj, w obliczu panującej na świecie pandemii, która wymusiła nie tylko na mnie, zmianę sposobu myślenia – przekonałam się, że tak naprawdę nie trzeba wyjeżdżać setki kilometrów, żeby piękne miejsca mieć na „wyciągnięcie ręki”. Wystarczy wsiąść w samochód i zaufać intuicji. W dzisiejszym wpisie chciałabym Wam opowiedzieć o magii pewnego miejsca na Pomorzu Zachodnim. Gotowi? No to zapnijcie pasy, włączcie mapy Googla i lecimy.

Idealne miejsce dla osób, które chcą zwolnić #slowlife.

Dworek Tradycja, to 300-letnia pastorówka, która znajduje się we wsi Bełczna na Pomorzu Zachodnim. Z Leszna jest to około 300 km, a dojazd do dworku zajął nam niecałe 4 godzinki. Ale zarówno ja, jak i moja mama, która tym razem była moją towarzyszką podróży, stwierdziłyśmy, że trasa, szczególnie od połowy jest tak malownicza, że nawet nie zorientowałyśmy się, kiedy nam ta droga zleciała. Warto też wspomnieć, że do plaży w Kołobrzegu mamy zaledwie 45 minut jazdy samochodem. Ja z mamą z opcji odwiedzenia polskiego morza nie skorzystałyśmy – zdecydowanie wolałyśmy zaszyć się w 300-letnim dworku i korzystać z energii tego miejsca.

Wracając do magii tego miejsca, zacznijmy od jedzenia. Jako osoby, które w gościnnych progach Pani Niny i Pana Tadeusza byłyśmy po raz pierwszy,  zupełnie niepotrzebnie zrobiłyśmy zakupy spożywcze w pobliskiej miejscowości Łobez, nie zdając sobie sprawy, że właścicielka Dworku jest prawdziwą czarodziejką w kuchni! Zaraz po przyjeździe zostałyśmy zaproszone na Ivan Czaj i domowy serniczek. Ivan Czaj wywodzi się z Rosji (stąd jej nazwa), ale tak naprawdę nie robi się jej z liści herbaty, tylko z naszej polskiej wierzbówki kiprzycy. Wierzbówkę na herbatkę osobiście zbiera Pani Nina, podobnie zresztą jak ślimaki, które zaserwowała nam na kolację. Wcześniej była jeszcze przystawka – zupa szczawiowa, domowy chlebek, kompot, ciasto i naleweczka z lipy. I jak już myślałam, że nie może być lepiej, to ku naszemu początkowemu przerażeniu, które z czasem zmieniło się w zachwyt, zostałyśmy zaproszone na kolacje na świeżym powietrzu, w towarzystwie natury i z naturą (ślimakami) na talerzu. Ślimaki jadłyśmy pierwszy raz i niestety nie mamy porównania, jak smakują na przykład te we Francji, ale przeczucie mówi nam, że lepszych już długo nie zjemy. O smakołykach dnia następnego może nie będę szczegółowo pisać, bo zobaczycie je na zdjęciach, ale śniadaniowe racuchy czy krupnik (którego ja normalnie nie lubię), domowe pierogi z truskawkami i jagodami – skradły nasze serca. To o czym natomiast muszę wspomnieć i czego nigdy wcześniej nie jadłam to przeróżne kiszonki (i nie mam tu na myśli ogórków, czy kapusty)! Pani Nina kisi dosłownie wszystko… Kto kiedykolwiek jadł kiszone pomarańcze, jarzębinę, paproć, czy krewetki? Takie doznania moje kubki smakowe zapamiętają na długo. Pani Nina korzysta w kuchni z tego, co oferuje nam lokalny świat fauny i flory i to jest naprawdę fantastyczne. A miłość i pasja, z jaką opowiada o swoich eksperymentach kulinarnych sprawiają, że można tego słuchać godzinami…

Ivan Czaj i domowy serniczek (moje ulubione ciasto).
„Delikatna uczta” przed gwiazdą wieczoru – ślimakami.
Zdrowie! Naleweczką z lipy.
Ślimaki (wyglądają jak grzybki, prawda?) jedzone na łonie natury.
Za każdym razem posiłek w Dworku Tradycja to była prawdziwa uczta.

Dworek Tradycja, dawna pastorówka, ma w swojej ofercie nie tylko kilka pokoi przeznaczonych dla gości, ale również saunę, czy bibliotekę. W tym budynku mieści się również piwniczka – spiżarka ze smakołykami własnej roboty, które serwowane są gościom.

Piwniczka pełna domowych smakołyków.
Zejście do piwniczki – klimatycznie.
Stary piec na którym stały pyszne świeżo pieczone chlebki.
Sukienka w grochy – EXITTO

Pokój, w którym się zatrzymałyśmy – to tak zwany „pokój anielski”. Piękne anioły są wszędzie – widnieją na ścianie, na obrazkach malowanych przez znanego artystę, jako figurki na stole, a sielski klimat i dobra energia sprawia, że naprawdę chce się w nim przebywać. I choć oprócz nas byli jeszcze inni goście, to czułyśmy się tam tak, jakbyśmy były same. I sama nie wiem, czy to kwestia tej przestrzeni i miejsc w których można się w Dworku zaszyć, czy po prostu intuicyjnie nie wchodziliśmy sobie w drogę. 

W takim anielskim towarzystwie niezwykle dobrze się śpi 🙂
Prezent powitalny.

W wielkim ogrodzie, oprócz 300-letniego drzewa, mieści się pawilon ogrodowy, który świetnie sprawdzi się jako letni salon, bądź miejsce do zorganizowania fajnego „babskiego” wypadu/wieczoru. Dlaczego pisze babskiego? Bo obawiam się, że większość panów nie doceniłoby uroku tego miejsca, a nas – kobiety taki klimat od razu  wprowadza w dobry nastrój. Coś co może natomiast zainteresować mężczyzn to duży taras tuż przy pawilonie z miejscem do grillowania.

Każdy detal dopracowany do perfekcji.

Dla tych co szukają czegoś na wyłączność, to do dyspozycji gości jest również drewniana Wiejska Chata – Ekomuzeum z 3 pokojami dwuosobowymi. Na dole znajduje się ogromna przestrzeń z aneksem kuchennym i starym piecem, na przykład na warsztaty kulinarne, rozwojowe itp. To co zwróciło moją uwagę w tym pomieszczeniu to cudowny zapach drewna, który kojarzy mi się ze spokojem i wakacjami.

W ofercie jest też opcja dla tych, którzy całkowicie chcą się odciąć od świata zewnętrznego –  „Dom pod Gruszą” znajduje się w Klępnicy, około 4 km od Bełczna. Jest to miejsce na uboczu w otoczeniu drzew, z bezpośrednim dostępem do jeziora, przy którym znajduje się prywatny pomost. Siedząc właśnie na tym pomoście w bujanym fotelu, obserwując spokojną taflę wody i majaczących w oddali wędkarzy doznałam wspaniałego uczucia wdzięczności za to, że żyję i mogę na własne oczy podziwiać i na własnej skórze doświadczać magii tego miejsca. W otoczenia Domu pod Gruszą jest jakaś niesamowita energia, która uspokaja… a delikatny szum trzcin daje sygnały, że wszystko będzie dobrze. Już sobie wyobrażam, jak to miejsce musi pięknie wyglądać o świcie, spowite poranną mgłą lub podczas zachodu Słońca. Szkoda, że nie było mi dane tego doświadczyć…

Z tarasu jest piękny widok na jezioro, które jest kila kroków od domku
Prywatny pomost – cisza, spokój. Prawdziwy luksus
Wnętrze Domu pod Gruszą – jedna z dwóch sypialni
Na wyjazd wzięłam mój czytnik e-booków INKBook (sprawdził się świetnie)
Tak trzeba żyć!
Fotel wyniosłyśmy z domku i zaniosłyśmy na prywatny pomost, bo to dosłownie „rzut beretem”

Coś co zachwyci tak zwanych #naturelovers’ów – to przepiękny las nieopodal dworku ze źródełkiem Świętego Nepomucena, które nieoczekiwanie zmienia się w porośnięty roślinnością strumyczek. Rośnie tu między innymi rukiew wodna, z której śmiało można robić pyszne sałatki. W okolicy jest też sporo jezior, ze stanowiskami do wędkowania – zatem, fani ryb będą zachwyceni, a Ci którzy wolą po prostu relaksować się na łonie natury, mogą udać się nad któreś z nich i podziwiać zachody słońca. Jest tu „dziko” i pięknie, czyli tak jak lubię najbardziej.

Mówiłam, magia!

To, co niewątpliwie wyróżnia miejsca, do których chce się wracać to energia ludzi, którzy je tworzą. W Dworku Tradycja zostaniecie ugoszczeni i poczujecie się jak w domu. Ja już planuję kolejną, jesienną wizytę w Dworku. Chciałabym zobaczyć te wszystkie miejsca spowite barwami mojej ulubionej pory roku i jestem pewna, że będą wyglądały równie pięknie.

Z właścicielką Dworku Tradycja i Domu pod Gruszą – Panią Niną.

I to tyle. Mam nadzieję, że wpis Wam się podobał, a gdybyście mieli niedosyt to zapraszam na mój profil na instagramie (KLIK) do relacji wyróżnionych.

Continue Reading

Filmy- piękne, mądre, wzruszające!

Dzisiaj, chciałabym Was zachęcić do obejrzenia filmów, które są nie tylko pozytywne, ale również przypominają nam o pięknych wartościach, i o tym, co jest w życiu ważne. Osoby, które uwielbiają oglądać horrory, dreszczowce, czy obrazy z dużą dawką przemocy, mogą poczuć się trochę zawiedzione. Uważam, że obecnie wszędzie jest tak wiele przemocy i złych wiadomości, że powinniśmy otaczać się pięknem i przyciągać do swego życia tylko dobrą energię… a taką niewątpliwie znajdziecie w przygotowanych przeze mnie propozycjach. Aaa – i jeszcze jedno – decydując się na seans filmowy z poniższej listy nie zapomnijcie zaopatrzyć się w popcorn i chusteczki… gwarantuje, że poleje się „morze oczyszczających” łez. 😊

1. Cudowny Chłopak

-to film, o którym już wspominałam na insta stories i który poruszył mnie do tego stopnia, że postanowiłam stworzyć tę oto listę. Obraz dość nowy, bo z 2017 roku i z genialną obsadą (Julia Roberts, Owen Wilson, Jacob Tremblay). Ale nie obsada, a wartości jakie przekazuje są tutaj najważniejsze. Jest to film o 10-letnim chłopcu, który rodzi się ze zdeformowaną twarzą i któremu nagle przychodzi zmierzyć się z życiem. Jego nowe życie to coś więcej niż „wnętrze własnego domu”. Więcej nie zdradzę, ale uprzedzam, że ja na tym filmie płakałam 6 razy, a jestem dość twardą sztuką jeśli chodzi o „wyciskacze łez”. Najbardziej poruszyło mnie to, jak  główny bohater (ale nie tylko on) przypomina nam, że piękno to nie tylko wygląd zewnętrzny, ale przede wszystkim to, jak postępujemy i jakimi jesteśmy ludźmi; że „inny” nie znaczy gorszy. Uczy tolerancji, akceptacji, ale też spojrzenia na tą samą sytuacje z różnej perspektywy. Mój ulubiony cytat z całego filmu: „Bądź dobry, bo każdy boryka się z losem. A żeby dostrzec, jacy ludzie naprawdę są wystarczy po prostu patrzeć”.


2. „Cuda z nieba”

– to kolejny film, na który trafiłam całkowicie przypadkiem (no ale przecież dobrze wiemy, że w życiu nie ma przypadków 😊). Trochę starszy niż „Cudowny Chłopak”, bo z 2016 roku, ale za to oparty na faktach. Już na samym początku, kiedy dowiadujemy się, że  jedna z córek Państwa Beam (w roli mamy – Jennifer Garner) zaczyna chorować na bardzo rzadką i straszną chorobę, zdajemy sobie sprawę, że  bez chusteczek się nie obędzie. Mocno poruszający, trudny, ale i przepiękny obraz dający dowód na to, że cuda się zdarzają. Mało tego, wcale nie trzeba szukać daleko, wystarczy rozejrzeć się dookoła!!! Wiara, nadzieja i miłość – to trzy wartości, o których warto pamiętać każdego dnia.  

3. „Żyj dwa razy, kochaj raz”

– tym razem zachęcam do obejrzenia hiszpańskiej produkcji ‚Vivir dos veces’. Całkiem nowa, bo z 2019 roku, ale do wczoraj o niej nie słyszałam ;-). Na to, że film ten mocno chwycił mnie za serce składa się kilka rzeczy: język hiszpański, który kocham, a który w jakiś magiczny sposób potrafi mocniej nasycić emocjami wypowiadane słowa; piękne, urokliwe hiszpańskie miasteczka i historia życia ze straszną chorobą w tle (Alzhaimer). Jeśli kiedykolwiek wydawało Wam się, że najpiękniejsze deklaracje miłosne w literaturze i kinie już padły, to obejrzyjcie ten film. Mój ulubiony fragment filmu – to wyznanie miłosne wypowiedziane językiem matematyki, tak logiczne i magiczne zarazem. Coś pięknego! Ale nie myślcie sobie, że jest to typowo płaczliwa produkcja – wręcz przeciwnie, gwarantuję, że uśmiech również zagości na Waszych twarzach. Jak dla mnie – bomba emocjonalna pokazująca miłość we wszystkich jej kolorach. Film zdecydowanie lżejszy niż poprzedni. Idealny na sobotni wieczór.

4. „17”

– kolejna hiszpańska produkcja i kolejny obraz, w którym jestem zakochana. Hiszpańskie kino ma w sobie coś takiego, że w dość „leniwy” sposób potrafi opowiedzieć nam historię, która nie dość, że wciąga, to przekazuje też „między wierszami”, jakie są najważniejsze wartości w życiu. Nie ma tu dynamicznych zwrotów akcji, jak w typowych hollywoodzkich produkcjach. Jest za to powoli opowiadana piękna historia. Film w  prosty, ale i cudowny zarazem sposób pokazuje rodzinne więzy, braterstwo, szacunek do starszych. Historia zaczyna się od tego, jak 17-letni Hector ucieka z ośrodka dla młodych przestępców, aby odnaleźć psa, z którym stworzył piękną więź (Ci co posiadają jakieś zwierzątko, a w szczególności psa – wiedzą o czym mówię). Jest to film o przyjaźni i lojalności, głębokich relacjach i miłości. Dodatkowo – mamy przepiękne hiszpańskie krajobrazy i podróż camperem (która „nawiasem mówiąc” jest moim skrytym marzeniem). Obejrzyjcie i pozwólcie się ponieść tym emocjom, doświadczcie wspaniałej lekcji uczciwości i pokory. 

5. „Sekret”

– na koniec film, który mam nadzieję większość z Was już widziała. To obraz, który przypomina nam o tym, jak potężnym narzędziem jest nasz umysł; to dowód na to, że to my kreujemy swoją rzeczywistość, a to jakim życiem żyjemy zależy tylko i wyłącznie od nas. Film ten zmienił moje życie już 10 lat temu (wtedy to po raz pierwszy go obejrzałam). Od tego czasu nieustannie doświadczam, na własnej skórze „prawa przyciągania”. Jeśli chcecie coś zmienić w swoim życiu – to jest to, razem z książką „Potęga podświadomości”, pozycja obowiązkowa. 😊


Wszystkie filmy, o których pisałam powyżej znajdziecie na Netflixie. Życzę udanych seansów i dajcie znać, która z wymienionych propozycji podobała Wam się najbardziej. 

FOTO: Marta Bressa Fotografia

Bluza: Pull&Bear

Continue Reading

Sportowa elegancja!

Nowy modowy sezon wiosna-lato 2020 rozpoczął się na dobre. I choć większość z nas, zgodnie ze zdrowym rozsądkiem i odpowiedzialnością społeczną, większość dnia spędza w domu to i tak warto orientować się w trendach jakie będą królować na ulicach (jak już z tych domów wyjdziemy) światowych stolic mody i nie tylko. 🙂 W tym sezonie żegnamy, tak modne jeszcze niedawno, neony… rezygnujemy też z zachowawczych barw jakie nosiliśmy zimą i wskakujemy w wesołe kolory kojarzące się z budzącą się do życia przyrodą. Oprócz niebieskiego, koloru kurkumy czy elektryzującej czerwieni, warto zaopatrzyć się w jakąś część garderoby w kolorze pastelowej zieleni. Nie jest to kolor łatwy, ale w połączeniu z bielą prezentuję się naprawdę pięknie.

Ja w dzisiejszej stylizacji postawiłam na marynarkę właśnie w kolorze miętowej rozbielonej zieleni. Do tego dobrałam białe spodnie, białą koszulę i adidasy. Miało być stylowo, ale i wygodnie. W takim zestawie śmiało można iść do pracy, ale także na randkę czy spotkanie z przyjaciółką. Na chłodniejsze wieczory polecam marynarkę zamienić na oversizowy sweter w kolorze pudrowego różu. W ten sposób przy niewielkim wysiłku mamy dwie fajne stylizacje. Która podoba Wam się bardziej?

Foto: Marta Bressa Fotografia

Spodnie: Exittoshop

Koszula- H&M

Marynarka- NA-KD Lounge

Sweter: Exittoshop

Continue Reading