Army Green- Spring Version!

 Hej Kochani! Nie wiem czy też tak macie, ale ja wiosną zrzucając zimowe okrycia, stęskniona za słońcem i wszechogarniającą jasnością, rzucam się na pastele! No i nie byłoby w tym pewnie nic złego, gdyby nie fakt, że od nadmiaru różu nawet największym jego fankom może zrobić się mdło. Dlatego fajnie jest czasami, kompletując rano garderobę chwycić za coś innego, nieoczywistego, coś co z wiosną ma tyle wspólnego co „zeszłoroczny śnieg”. Bordo to (jeśli chodzi o moje upodobania) kolor przeznaczony na jesień i zimę, a wojskowa zieleń pięknie go podkreśla. Dlaczego by więc nie założyć zestawu w takiej kolorystyce wiosną? Takie pytanie pojawiło się w mojej głowie w niedzielny poranek i nie zastanawiając się długo po prostu skompletowałam zestaw we wspomnianych wcześniej kolorach. Wyszło na tyle ciekawie, że postanowiłam uwiecznić ten nieoczywisty wiosenny look na zdjęciach i się nim z Wami podzielić! 😉 Jak myślicie czy w dobie trendu na morowy klimat jest miejsce w wiosennej garderobie na takie kolory? Dajcie znać w komentarzach. Buziaki i do następnego! :*

 

Foto: Dorota Siemianów

Koszula- Reserved

Spodnie- Reserved

Kurtka- C&A

Buty- Mohito

Torebka- Parfois

Bransoletka- YES

Okulary- Sinsay

Continue Reading

Floral!

Hej Kochani! Dzisiaj zapraszam na prawdziwy powiew wiosny! 🙂 „Kwiaty we włosach potargał wiatr…” chciałoby się zaśpiewać, chociaż motyw kwiatów z włosów, w tym sezonie, przeniósł się na wszystkie inne części garderoby. Wiosnę widzimy wszędzie, na spodniach, bluzach, bluzkach, torebkach czy nawet butach, ale to koszula wydaje mi się częścią garderoby z kategorii „must have”. Jest to świetny przykład rzeczy, która potrafi „zrobić nam” cały wiosenny look, przy czym nie wyglądamy jak jeden wielki akt desperacji i wołania: Wiosno przybywaj! (chociaż powiem Wam w sekrecie, że aż mnie czasami korci, żeby tak się wydrzeć, a nóż usłyszy i w końcu na stałe zawita do Polski ;)) Ja do pięknej koszuli z motywem kwiatowym, dobrałam subtelne dodatki w delikatnych, pastelowych odcieniach i moim zdaniem wyszedł świeży i bardzo przyjemny dla oka look. A Wy, co o nim myślicie? Jak zwykle z niecierpliwością czekam na Wasze komentarze! Buziaki i do następnego!

Mani: Salon Kosmetyczny Muscari

Foto: Dorota Siemianów

Koszula- La Boca

Koszule z motywem kwiatowym znajdziecie TUTAJ  TUTAJ TUTAJ i TUTAJ

Spodnie, płaszczyk- Mohito

Torebka, Buty- New Look

Continue Reading

Pozwól jej oddychać- czyli sposób na zdrową cerę!

Hej Kochani! Dzisiaj znowu post z kategorii beauty. Od razu uspokajam tych stęsknionych za stylizacjami bo to, że beauty temat znowu pojawił się na tapecie  nie oznacza, że od teraz mam zamiar już na zawsze porzucić modę na rzecz kosmetyków. Co to to nie! 🙂 Post z wiosenną stylizacją też już prawie gotowy i spokojnie czeka w kolejce na swoje pięć minut. Ostatni wpis z kosmetycznymi hitami i kitami został bardzo fajnie przez Was przyjęty, dlatego postanowiłam pociągnąć dalej ten temat. Bo co z tego, że zaopatrzymy się w droższe koreańskie kosmetyki skoro nie będziemy wiedzieli jak ich prawidłowo używać ? W kosmetycznym świecie zasady są prawie takie same jak w kuchni, trzeba wiedzieć co z czym połączyć, czym wymieszać i doprawić żeby wyszło pięknie i smacznie, a nasze buzia wyglądała promiennie i zdrowo (no dobra nie bójmy się tego powiedzieć) jak u Azjatek. 😀

Do niedawna, moja pielęgnacja polegała tylko! na zmyciu makijażu i to tylko! przy użyciu jednego kosmetyku, zazwyczaj płynu micelarnego. O zgrozo, zastanawiam się jak to możliwe, że mimo mojej pielęgnacyjnej ignorancji zdołałam dożyć prawie 30-ki ze stosunkowo małą liczbą zmarszczek. 🙂 Na szczęście w porę (miejmy nadzieję) się ocknęłam i teraz poświęcam cały kwadrans, albo i dłużej kiedy jest to dzień z zastosowaniem maseczki, z każdego wieczoru na pielęgnacje. I wiecie co? Wcale nie żałuję, bo efekty widzę gołym okiem, a mam nadzieję, że i na zdjęciach są one widoczne! Ha i obyło się bez skalpela! 😉

Jeśli chcecie wiedzieć co wprowadziłam do mojej wieczornej rutyny, żeby nie tylko oczyścić, ale i odżywić, a tym samym przygotować twarz na kolejny intensywny dzień, czytajcie dalej!

 Pierwszy krok, który kiedyś był i pierwszym i ostatnim, pozostał bez zmian, czyli przemywam twarz wacikiem nasączonym płynem micelarnym. Powierzchownie zmywam to co miałam w ciągu dnia na powiekach i twarzy, nie przykładając jednak do zbyt dużej wagi. Bo na dogłębne oczyszczanie przyjdzie jeszcze czas! Jeśli chodzi o płyn micelarny, to nie mam swojego ulubionego, obecnie stosuje ten z L’Oreal.

Drugi krok, zdecydowanie ważniejszy, to dokładne oczyszczenie twarzy przy pomocy rękawiczki do demakijażu firmy GLOV. Bardzo polubiłam się z tym produktem i podoba mi się to, że faktycznie wystarczy tylko woda i nasza buzia jest pięknie oczyszczona. Myślę, że GLOV świetnie sprawdzi się również w podróży, kiedy to nikt nie chce taszczyć ze sobą kosmetyczki rozmiarów naszej walizki wypełnionej kosmetykami do demakijażu. Rękawiczka wykonuje też delikatny (bardzo delikatny) peeling twarzy, czyli mamy 2 w 1.

Twarz oczyszczona z resztek makijażu to można przejść do dalszego etapu zabawy z buzią. I tutaj sięgam po produkt, o którym pisałam Wam w ulubieńcach czyli olejek myjący firmy Klairs. Moja buzia go uwielbia, dlatego nie widzę powodu dla którego miałabym jej odmawiać tej odrobiny przyjemności. Idziemy na kompromis, ja poświęcam jej trochę więcej czasu, a ona naprawdę na drugi dzień wygląda pięknie.

Kolejny kosmetyk to żel do mycia twarz marki BeBeauty, który jest kosmetykiem na bazie wody. Tak jak pisałam wyżej bardzo ważne jest co z czym połączyć i który kosmetyk użyć pierwszy. Z książki „Sekret Urody Koreanek” dowiedziałam się, że kosmetyk na bazie oleju używamy przed kosmetykiem na bazie wody i wtedy wszystko działa tak jak należy. Pewnie pukacie się w głowę czytając to wszystko i myślicie sobie, że zwariowałam po raz setny myjąc twarz, ale wierzcie mi, gdybym nie widziała efektów to (biorąc pod uwagę, że należę raczej do osób leniwych i idących na łatwiznę, jeśli chodzi o pielęgnacje) bym tego nie robiła.

No dobrze koniec mycia, czas przetrzeć buzie wacikiem nasączonym tonikiem-również marki Klairs, żeby przywrócić jej odpowiednie pH.

Na tak przygotowaną buzię, czasami (zazwyczaj 2-3 razy w tygodniu) nakładam maseczkę, ostatnio bardzo często sięgam po tą z L’Oreal w kolorze zielonym. Czyli oczyszczającą maskę z glinką. Po takiej kuracji, mam poczucie, że buzia jest naprawdę dobrze oczyszczona i przygotowana na to aby zaaplikować jej to co zostanie już na twarzy do rana.

Jak już wiecie z ostatniego wpisu z kremem Mizona się nie polubiliśmy, dlatego odstawiłam go na jakiś czas, a sięgnęłam po dużo tańsze kosmetyki firmy Bielenda, z serii różanej. I to był strzał w dziesiątkę! Jak się okazuję my kobiety, nie tylko lubimy dostawać róże, ale też nasza cera z tymi różami się bardzo lubi. No i ten zapach! Przepiękny. Ja obecnie stosuję kosmetyki z serii różanej na zmianę, raz serum, raz olejek i jestem nimi zachwycona.

Na koniec nakładam jeszcze krem pod oczy. Obecnie ten z Mincera- Vita C Infusion. Ale za krótko go stosuję, żeby wydać jakąś opinie, dlatego musicie być cierpliwi.

Tak własnie wygląda mój wieczorny rytuał oczyszczająco- pielęgnacyjny. Mam nadzieję, że post okaże się dla Was przydatny. Ja wiem jedno, im więcej czasu poświęcimy naszej cerze, tym piękniej ona nam się później odwdzięczy. Bo nawet najlepszy makijaż, bez odpowiednio przygotowanej cery, nie będzie wyglądał dobrze. Powtarzały to zawsze wszystkie makijażystki i ja już chyba „dojrzałam” żeby się z nimi w 100% zgodzić.

Na koniec mam dla Was jeszcze miłą niespodziankę, czyli kody rabatowe do Sephory KLIK od Rabble. Korzystajcie bo naprawdę warto! Może dzięki nim i Wasza wieczorna pielęgnacja wzbogaci się o dodatkowy krok do zdrowej cery! 🙂 Buziaki i do następnego

Continue Reading

Kosmetyczne Top & Not- czyli ulubieńcy i rozczarowania!

Hej Kochani! Dzisiaj zapraszam Was na kolejny post z serii beauty. Ze statystyk bloga wynika, że bardzo lubicie tego typu wpisy, dlatego też postanowiłam trochę rozszerzyć temat i tym razem oprócz kosmetyków, które wzbudziły mój niepohamowany zachwyt, pojawią się też totalne klapy i rozczarowania. Będzie ciekawie bo prawdopodobnie jestem jedyną osobą w blogosferze, która nie pokochała tego kosmetyku! 😀 Jeśli chcecie wiedzieć co to za beauty produkty- czytajcie dalej! 🙂

Zaczniemy (tak jak w dowcipach, w których bohater ma do wyboru dobrą i złą wiadomość i zawsze wybieraj najpierw tą pierwszą) od ulubieńców bo tak naprawdę gdyby nie one, dzisiejszy wpis by nie powstał. Także pierwszym naszym pozytywnym bohaterem jest olejek do mycia twarzy koreańskiej firmy Klairs. Zapewne się domyślacie, że po ten produkt sięgnęlam po przeczytaniu książki „Sekret urody Koreanek” o której pisałam w innym wpisie (KLIK). Wcześniej moja wieczorna pielęgnacja twarzy polegała na umyciu buzi żelem i przejechaniu tego wszystkiego na szybko wacikiem nasączonym wodą micelarną. And that’s it! A jak się okazało olejek do mycia jest bardzo istotnym etapem pielęgnacji czego dowodem jest moje cera po ponad miesiącu stosowania. Olejków innej firmy póki co nie stosowałam, także nijak mam z czym porównać, jedno jednak jest pewne-ten produkt zdecydowanie mojej (wybrednej) cerze służy i z czystym sumieniem mogę Wam go polecić.

Znajdziecie go TUTAJ

Kolejny produkt, to również dziecko firmy Klairs- tym razem chodzi o nawilżający tonik. Jak zapewnia producent tonik ma za zadanie nawilżać i odżywiać, a dodatkowo ma również działanie przeciwzapalne i kojące- i z tym wszystkim się zgadzam. Tonik stworzony został na bazie ekstraktów roślinnych i zapewnia skórze odpowiednie pH, zatem niweluje uczucie ściągnięcia i napięcia, które czasami powstaje po umyciu twarzy żelem.  Bardzo zaintrygowała mnie również konsystencja tego produktu, która przypomina rozwodniony żel, co jest akurat plusem bo daje nam to większe pole manewru przy wyborze stosowania. Można użyć do tego wacika, albo wylać kilka kropel na dłoń i wmasować kosmetyk rękoma. Obie wersje przetestowane i obie się sprawdzają 😉 Myślę, że posiadaczki każdego rodzaju cery mogą śmiało sięgnąć po ten produkt.

Do kupienia TUTAJ

Kolejnym kosmetykiem, który chce Wam polecić jest matowa pomadka firmy Zoeva. Także jak widzicie, w moim szaleństwie na temat koreańskich kosmetyków do pielęgnacji znalazło się też miejsce miejsce dla czegoś z kolorówki. Jest to pomadka trwała, matowa, ale nie wysuszająca jak inne tego typu produkty. Dodatkowo ma piękny intensywny kolor! Czego chcieć więcej? 🙂 Aaa dodam jeszcze tylko, że po wyjęciu „szpatułki” z opakowania ilość produktu jaka się na niej znajduje w zupełności wystarczy na dokładne pomalowanie całych ust! ;D Także nie dobierajcie kolejnej porcji bo jak wiadomo we wszystkim umiar jest wskazany, a czasami mniej znaczy więcej 🙂

Zerknijcie też na inne kolory TUTAJ

No i tym optymistycznym akcentem kończymy serię ulubieńców, a przechodzimy do kosmetyków, które miały być bombą, a okazały się niewypałem… Całe szczęście, że nie spowodowały tylu szkód jak prawdziwe materiały wybuchowe, nie mniej jednak moje rozczarowanie jest spore.

Zaczynamy od czarnej maski firmy Pilaten. Ani nie poradziła sobie z moimi zaskórnikami, ani nie pozostawiła cery oczyszczonej, ani nawet ładnie nie pachnie. Jedyne moje skojarzenie póki co po kilku stosowaniach to czerwona twarz (i nie chodzi tutaj o indiański pseudonim), a o wygląd mojej skóry po zdjęciu maski oraz niemiłosierny ból, który temu towarzyszy. Także jeśli macie sadomasochistyczne ciągoty, można spróbować, może u Was się sprawdzi, ale ja ogólnie jestem na nie i nie polecam. Jedyny plus, którego jestem w stanie się doszukać to niska cena, która niestety idzie w parze z jakością. A szkoda, bo wierzyłam, że w końcu znalazłam coś co poradzi sobie z moimi wągrami! 🙁

Jakbyście jednak chciały wypróbować na własnej skórze, do kupienia TUTAJ

I ostatnim produktem, który śmiało mogę nazwać największym rozczarowaniem ubiegłego miesiąca, jest kultowy krem Mizona z wydzieliną ślimaka. Oj ja naiwna, po tym wszystkim co przeczytałam na temat tego kremu w internecie, naprawdę myślałam, że ze ślimaczkiem się polubimy. Prawda okazała się bolesna i to dosłownie. Krem, który miał regenerować moją skórę najzwyczajniej w świecie wysusza (zastanawiam się czy któraś z Was miała podobny problem?). Wysusza do tego stopnia, że robią mi się suche placki na twarzy, które chyba nie muszę pisać, nie wyglądają zbyt dobrze, szczególnie pod warstwą podkładu, który się w tych miejscach zbiera i roluje. Zastanawiałam się czy to nie przypadkiem wina innego kosmetyku, który używam i który w połączeniu ze ślimakiem może dawać takie mało przyjemne rezultaty, ale szczerze mówiąc nie mam pojęcia kto mógłby być tym drugim ukrytym agentem! 😉 Niemniej dam mu jeszcze szansę i spróbuję zużyć go w innych kombinacjach, jeśli moja opinia na temat kultowego Mizona się zmieni to na pewno dam Wam znać! 🙂

Znajdziecie go TU

I to wszystko na dzisiaj! Mam nadzieję, że nowa forma ulubieńców przypadnie Wam do gustu! 🙂 Dajcie znać co u Was się ostatnio sprawdziło, a co kompletnie nie dało rady! Buziaki i do następnego!

Continue Reading

Pinkish Dress!

Hej Kochani! Ostatnio było elegancko, to teraz, żeby nie było za nudno zapraszam Was na bardziej sportową stylizację. Wygodna, dresowa sukienka świetnie sprawdzi się na przykład w podróży, ma nie tylko krój, który ukryje nam niechciane boczki, ale również piękny różowy odcień! Można powiedzieć zyskujemy dwa w jednym, czyli pożyteczne (dla wyglądu naszej figury) łączymy z przyjemnym (dla naszego oka). Także nie krępujcie się uzupełnić swoją garderobę na wiosnę w dresową sukienkę. Uratuje Wam „życie” (tak wiem, przesadzam ;)) nie jeden raz! Białe dodatki to tylko uzupełnienie stylizacji, ale jakże pięknie rozświetlają całość! Jeszcze kilka słów o „plecaku”… Pamiętacie torebkę Victoria’s Secret, która nie raz pojawiła się na blogu? Tym razem, występuje w roli plecaka! I znowu mamy „ciuch” dwa w jednym! Ależ ja się na wiosnę robie praktyczna! 😛 Buziaki i do następnego!

 

 

Foto: Dorota Siemianów

Sukienka, Kurtka- La Boca

Buty- DeeZee

Torebka- Victoria’s Secret

Zegarek- Daniel Wellington

 

Continue Reading