Kosmetyczni Ulubieńcy Marca!

Hej Kochani! W kalendarzu już 9 dzień kwietnia, czas więc podsumować ubiegły miesiąc jeśli chodzi o kosmetyki. Wśród beauty ulubieńców jest kilka perełek, które trafiły w moje ręce przypadkiem, a coś czuję, że na dłużej zagoszczą w mojej kosmetyczce, jesteście ciekawi co to za produkty? Czytajcie dalej! 😉

Różana seria marki Bielenda to można powiedzieć moje kosmetyczne odkrycie 2017 roku (i żeby być tak do końca z Wami szczerym, to nie moje tylko mojej przyjaciółki, której dziękuję za uświadomienie, że coś takiego istnieje). Zachwycałam się już na blogu olejkiem i serum z różanej serii (KLIK do wcześniejszego wpisu), czas więc na wodę, również różaną, która przepięknie pachnie. Nie wiem czy wiecie, ale róża ma właściwości nawilżające, a przy okazji łagodzące i faktycznie już po pierwszym użyciu czuć poprawę w kondycji skóry. Jest to również kosmetyk przeznaczony dla kobiet z wrażliwą cerą, także nie powoduję żadnego uczulenia, nie szczypie i nie podrażnia. Jest to bardzo fajny produkt, który świetnie radzi sobie również z oczyszczaniem buzi. Zmywa makijaż równie dobrze jak o wiele droższe kosmetyki.  Polecam, wypróbujcie, a myślę, że się nie zawiedziecie! 😉

Kolejni ulubieńcy to maseczki w płachcie od koreańskiej firmy Lomi Lomi. Powiem Wam szczerze, bez ściemy, że obecnie nie wyobrażam sobie pielęgnacji cery bez zastosowania chociażby dwa razy w tygodniu maski w płachcie. Rewelacyjnie działanie, przyjemna aplikacja i komfort użytkowania to coś co zauważymy już po „pierwszym razie” ;). Jedynym minusem jest (zazwyczaj) dość wysoka cena takiej maseczki bo może ona wynosić nawet 20 zł za sztukę. A biorąc pod uwagę, że jest to maska jednorazowego użytku to 40 zł na tydzień jak dla mnie to zdecydowanie za dużo. Dlatego cieszę się, że w Hebe znalazłam firmę Lomi Lomi, nie dość, że jakościowo maski te nie odbiegają od droższych odpowiedników to jeszcze kosztują niecałe 5 zł.  Dodatkowo wybór jest naprawdę spory bo mamy maski na każdy dzień tygodnia. Aloes nawilżający na poniedziałek, miłorząb japoński, który ma działać przeciwzmarszczkowo na wtorek, winogrono, które rozjaśnia naszą buzię na środę, ujędrniający ogórek na czwartek, regenerująca acerola na piątek, witalizujący granat na sobotę i kojący jaśmin na niedzielę! Czyli dla każdego coś miłego! Oczywiście ja nie stosuję ich codziennie, także zdarza mi się (o zgrozo ;P) kojący jaśmin z niedzieli nałożyć we wtorek. No jak tak można?! 😉 Kolejnym plusem jest to, że tkanina maski jest naprawdę porządnie nasączona płynem z wyciągiem z poszczególnej rośliny, super przylega do twarzy i nie powoduje żadnego dyskomfortu podczas noszenia. Moją ulubioną jest ta z granatu, ale jeszcze nie wszystkie wypróbowałam, także na podium mogą jeszcze zajść przetasowania. 🙂

Kolejny produkt czyli matowy błyszczyk od Maybelline to produkt z którym mam pewien problem. Nie polecam dziewczynom, które oczekują po zastosowaniu błyszczyka matu na ustach bo mat to to zdecydowanie nie jest. Konsystencja jest aksamitna albo jak kto woli kremowa, ale na pewno nie matowa. Błyszczyk nie jest trwały bo nie zasycha na ustach, ale z drugiej strony nie wysusza ich tak jak inne matowe produkty. Duży plus za kolor, bo takiego odcienia szukałam bardzo długo. Oko cieszy też estetyczne opakowanie. Zastanawiacie się pewnie teraz dlaczego Vivid Matte Liquid znalazł się w ulubieńcach, skoro nie do końca mi pasuję…? Spieszę z wyjaśnieniem! 😉 Kilka dni temu zdałam sobie sprawę, że był to kosmetyk do ust po który najczęściej sięgałam w marcu.

Rozświetlający korektor od firmy Catrice to bardzo lekki produkt, dlatego nie nastawiajcie się, że zakryje Wam on cienie pod oczami. Na tego typu problemy są korektory, jak ja to nazywam, do zadań specjalnych, a nie produkty rozświetlające. Dlatego nie rozumiem oburzenia dziewczyn na forach internetowych, przecież nikt nam nie obiecywał, że korektor ten ukryje sińce pod oczami i zaczerwienienia. Już sama nazwa wskazuję na to jakie jest jego zadanie. Dlatego tym wszystkim marudom radzę porządnie czytać opis produktu. Kremowa konsystencja po dokładnym przypudrowaniu nie zbiera się w zmarszczkach i ładnie  rozświetla okolice pod oczami, zapewniając nam promienne spojrzenie. Ja używam go również do rozświetlania grzbietu nosa, okolicy nad ustami i miedzy brwiami i jestem bardzo zadowolona z efektu.

Ostatni już produkt dzisiejszych ulubieńców to Instantly Ageless of firmy Jeunesse. Jest to skondensowany mikro krem przeciwzmarszczkowy, który już jakiś czas temu dostałam do przetestowania. I jak to ja, kompletnie o nim zapomniałam. Do czasu aż… (i tutaj nastąpi mała dygresja ;)) Ci którzy mnie obserwują na instagramie i oglądają moje Insta Story wiedzą, że w marcu miałam do poprowadzenia bardzo ważną dla mnie imprezę, a niestety rozkładała mnie choroba. Wyglądałam fatalnie, na pewno nie jak okaz zdrowia, za który chciałam uchodzić… i tutaj z pomocą przyszedł mi Instantly Ageless. Co więcej wiem już dlaczego krem ten stał się hitem firmy Jeunesse?! Jego działanie widać już w chwile po zaaplikowaniu produktu. Wygładza zmarszczki, rozjaśnia i wyrównuję koloryt skóry. Na to wystarczy nałożyć trochę pudru i voila! Efekt wow gwarantowany! Wiele z Was pisało mi, tego marcowego dnia, że wyglądam super i wcale po mnie nie widać, że jestem chora… No to teraz znacie już moją tajemnicę. 😉 Więcej o produkcie przeczytacie TUTAJ

I to tyle jeśli chodzi o marcowych beauty ulubieńców. Mam nadzieję, że dotrwałyście do końca. 😉 I koniecznie dajcie znać jakie kosmetyki u Was się ostatnio sprawdziły! Buziaki i do następnego!

Continue Reading

Książkowi Ulubieńcy Marca!

Hej Kochani! Jak Wam weekend mija? Ja przyznam się szczerze,że jak zerknęłam wczoraj do kalendarza, to wierzyć mi się nie chciało, że mamy już kwiecień. Serio, gdzie mi te wszystkie marcowe dni umknęły? Dlatego w kwietniu mam mocne postanowienie, żeby również w dni wolne od pracy wstawać wcześniej, najpóźniej o 7, tak żeby jak najdłużej cieszyć się kwietniowymi, wiosennymi dniami. W końcu to jedna z piękniejszych pór roku. No i być może będę dzięki temu miała więcej czasu na czytanie, tym razem już na świeżym powietrzu. 🙂 Bo w marcu po książki sięgałam dopiero późnym wieczorem… Niemniej pozycje, które chce Wam polecić są na tyle ciekawe, że mimo mojego ogromnego zmęczenia, zamiast przyłożyć głowę do poduszki, zakładałam okulary, zapalałam lampkę (inne lampki też mi czasami towarzyszyły ;)) i przenosiłam się w zupełnie inny świat. Właściwie w 3 zupełnie rożne światy, wszystkie cudowne i fascynujące! Interesuje Was jakie pozycje mnie w tym miesiącu zainteresowały? To zapraszam do dalszej lektury.

I na początek chce Wam polecić powieść brytyjskiej dziennikarki i pisarki Jojo Moyes- „Razem będzie lepiej”. Jest to przyjemna lektura do poduszki, którą pochłonęłam bardzo szybko. Tak to chyba jest, że jeśli coś jest napisane fajnym językiem, a do tego pojawia się bohaterka, która od początku wzbudza naszą sympatię to od razu chcemy uczestniczyć w tym wyimaginowanym świecie. Ja od samego początku kibicowałam Jess, podziwiałam jej upór, wewnętrzną siłę i to, że mimo niełatwego życia zawsze znajdowała rozwiązanie. I niech mi ktoś powie, że my kobiety to słaba płeć?! Nie chce Wam tu zdradzać za dużo, dlatego napisze tak: Jest to powieść o podróży na drugi koniec kraju, po to aby spełnić marzenie córki. Oprócz Jess, jej córki, która ma chorobę lokomocyjną i  problematycznego nastolatka, który jest przyszywanym synem Jess w podróż tę wyrusza również ogromnym, śliniący się psiak i przypadkowo spotkany mężczyzna. To nie może być nudna podróż! A biorąc pod uwagę, że wszyscy muszą się pomieścić w jednym samochodzie i spędzić ze sobą kilka dni robi się czasami naprawdę gorąco. Polecam! Szczególnie na ciepłe, wiosenne dni. Ja na pewno sięgnę również po inne książki Pani Moyes! 🙂

Kolejna książka, którą bardzo Wam polecam, zabiera nas w zupełnie inny świat. To już nie jest powieść, a bardzo rzetelnie napisany poradnik autorstwa wykwalifikowanej i wykształconej kosmetolog Bożeny Społowicz. Pani Bożena , która od kilkudziesięciu lat zajmuje się tematem skóry wymyśliła sobie nawet nowy zawód- Skin Coach. I jak to w przypadku różnego rodzaju coachów bywa… jako pierwszy w Polsce Skin Coach, zajmuję się doradztwem w sprawie naszej skóry. Po terapii z Panią Bożeną ponoć każda z nas wyjdzie z domu bez makijażu, bo nie będzie go potrzebować. „Dzięki Skin Coachowi polubisz siebie, uśmiech będzie Twoim najlepszym makijażem, poznasz potrzeby swojej skóry i dowiesz się, jak ją odpowiednio pielęgnować, zaoszczędzisz czas i pieniądze, będziesz odporna na marketingowe obietnice.”- to zdanie przepisane z książki, które najlepiej oddaje to co w niej znajdziecie. Tak jak już kiedyś mówiłam, jest to taki nasz polski odpowiednik książki Charlotte Cho- „Sekrety Urody Koreanek”. Napisana troszkę inaczej, zwracająca uwagę na naturalne sposoby dbania o skórę, uświadamiająca nam, że nie tylko kosmetyki, ale też sposób w jaki żyjemy wpływa na to jak wyglądamy. W przypadku tej lektury notatnik jest nieodzownym elementem procesu czytania. Ja notowałam sobie najważniejsze rzeczy, tak aby w każdej chwili móc sobie je przypomnieć nie musząc przekopywać się znowu przez 280 stron. 🙂 Mam nadzieje, że Pani Bożena odniesie tą książką taki sam sukces jak wspomniana wcześniej Charlotte Cho. Powiedzenie „Dobre, bo polskie” jest tu w 100% uzasadnione. Polecam!

I ostatnia lektura, o które chce dzisiaj wspomnieć  to chyba najpiękniej wydana książka kucharska autorstwa Wendy Rowe. Przyznam się szczerze, że mnie jako typową sroczkę najpierw zauroczyła okładka, a dopiero później zagłębiałam się w treść „Jedz i bądź piękna”. Na szczęście w tym przypadku powiedzenie „Nie oceniaj książki po okładce” się nie sprawdziło i zarówno szata graficzna, jak i treść pięknie się uzupełniają. Z książki dowiesz się między innymi co pomaga, a o przeszkadza w utrzymaniu zdrowia i promiennej cery. Bo czy wiedziałyście na przykład, że nadmiar nabiału nam szkodzi, a picie wody kokosowej działa na nasz wygląd zbawiennie?! Ja też nie, dlatego chętnie uzupełniłam swoją wiedzę  o wspomniane kwestie. W książce znajdziecie przepisy na wszystkie  4 pory roku. Dodatkowo porady dla urody i przepisy na domowe kosmetyki. Jest to kolejne książka- urodowa biblia, która moim zdaniem powinna znaleźć się na półce każdej świadomej kobiety, która chce wyglądać pięknie.

I to już koniec na dzisiaj. Dajcie znać, czy którąś z tych książek czytałyście? Czekam też, w komentarzach, na Waszych „książkowych ulubieńców” bo chętnie sięgnę po coś sprawdzonego! 🙂 Buziaki i do następnego!

Continue Reading