O tym dlaczego moi znajomi przestali ze mną jeść + stylizacja z Piranu.

Cześć wszystkim!

Dzisiaj chciałabym Wam opisać pewne zdarzenie. Sytuacja sprzed kilku dni. Jestem z moimi przyjaciółmi  w przepięknej Słowenii, a dokładniej – tego dnia nad Adriatykiem, w malowniczej miejscowości Piran. Wszyscy zadowoleni. Chodzimy, zwiedzamy… Czasami komuś zdarzy się trochę ponarzekać, że trochę za mocno wieje… Ale ogólnie jest fajnie, wakacyjnie i przyjemnie. Tak intensywnie zachwycamy się malowniczym Piranem, że zapominamy o „Bożym świecie”, a o którym drastycznie postanowiły nam przypomnieć nasze „kiszki”, które zaczęły grać przysłowiowego marsza. Co tu robić? Szukamy fajnej miejscówki, niezbyt tłocznej, najlepiej też nie za drogiej, ukrytej w którejś z licznych wąskich uliczek. Ma być kameralnie i pysznie, ot takie nasze małe widzimisię! Jednak znalezienie naszej idealnej knajpki  okazuje się nie lada wyzwaniem! Na szczęście jest w naszej paczce ktoś, kto mimo długiego pobytu na słońcu, jeszcze potrafi trzeźwo myśleć i wpada na pomysł skorzystania z niezwodnego Trip Advisora. Dzięki niemu, trafiamy do klimatycznego Fritolin pri Cantini, położonego na malutkim placyku, mało uczęszczanym przez turystów. Jest dokładnie tak jak być powinno: owoce morza i potrawy z ryb na sąsiednich stolikach wyglądają tak smakowicie, że „marsz” naszych żołądków przekształca się w „bieg”. Zamawiamy i czekamy! Czekamy… czekamy! Wcale nie tak długo, ale pamiętajcie, że Polak głodny, to Polak zły. Minuty oczekiwania na nasz posiłek zamieniają się w tryliardy lat świetlnych! 😉 W końcu obsługa wiesza kartonową rybkę z numerkiem naszego zamówienia na haku… Nasze danie jest wreszcie gotowe! Odbieramy talerze pełne pyszności, chwytamy za widelce i…

Nagle przypomina mi się, że przecież jestem również blogerką, że co jak co, ale moi czytelnicy na pewno chcieliby zobaczyć zdjęcia tych pyszności… A nóż będą kiedyś w Piranie. Mówię: STOP! I patrzę na zbolałe miny moich towarzyszy. Ale nie ma zmiłuj, nie jemy dopóki nie zrobię satysfakcjonujących mnie zdjęć (a wierzcie mi, że wykonanie ich aparatem stanowi dla mnie nie lada wyzwanie). Po dłuższej chwili  odkładam aparat, zdjęcia wreszcie zrobione, możemy zacząć delektować się pysznościami słoweńskiej kuchni… Moi współtowarzysze sięgają po widelce, a mi nagle przypomina się, że przecież jeszcze Instagram!. Żeby nie przeginać, tym razem chwytam za telefon… Kątem oka zauważam lekkie zirytowanie osób siedzących przy stole, moi przyjaciele podejrzanie mocniej zaciskają ręce na swoich nożach… Szybko nagrywam Instastory, cykam kilka fot i łaskawie pozwalam na konsumpcję. Uff, groźne miny znikają, a na ich twarzach pojawia się błogie zadowolenie, że wreszcie mogą kosztować tych pyszności… Szkoda tylko, że nasze dania, pierwotnie ciepłe, trochę ostygły… Na moje szczęście, wszyscy byli tak głodni, że nikt tego faktu nie raczył zauważyć.

Foto: Bartosz Skopiński

Sukienka- Sugarfree

Plecak, zegarek- Parfois

Okulary- Mohito

Naszyjnik- Ania Kruk

Continue Reading

Włochy- pomysł na city break!

Hej Kochani!

Dziś ponownie powróciła do nas wiosna… Widać ją nie tylko w kalendarzu, ale również za oknami … co mnie osobiście bardzo cieszy, bo powiem szczerze, że perspektywa zimy i widok śniegu w maju trochę budził moje obawy co do zbliżającego się wielkimi krokami lata. Jedno jest pewne, bo choć u nas w kraju pogoda kapryśna, to są miejsca w Europie, które kuszą – po pierwsze wiosenną aurą, po drugie –  pysznym jedzeniem, a po trzecie i najważniejsze (jak dla mnie) – wspaniałymi widokami. Dlaczego by nie zrobić sobie małego „city breaku” i wyskoczyć na 2-3 dni gdzieś, gdzie tego wszystkiego możemy doświadczyć?

Ci z Was, którzy śledzą mojego instagrama (KLIK) wiedzą, że z Włoch wróciłam już dobry miesiąc temu. Nie zmienia to jednak faktu, że cały czas mam przed oczami malownicze uliczki Bari, urocze kamienne domki Trulli w Alberobello, czy Sassi di Matera – włoskie miasto wykute w skale. Dlatego, dzisiaj chciałabym Was zabrać w krótką wirtualną podróż po najpiękniejszych zakątkach południowych Włoch.

 

Bari, które jest stolicą regionu Apulia stanowi świetną bazę wypadową do miasteczek położonych w okolicy i to właśnie do Bari można się dostać samolotem z Warszawy i Katowic (jeśli dobrze pamiętam :)) za naprawdę niewielkie pieniądze. Polecam przeglądać oferty Wizzair’a bo często zdarzają się cenowe perełki na tej trasie. Ja za swój bilet płaciłam 250 złotych i może to nie była jakaś wielka promocja jeśli chodzi o cenę, ale zależało mi na konkretnym terminie, a wtedy jak wiadomo mamy mniejsze pole manewru! 🙂

Z lotniska, które nosi nazwę Karola Wojtyły, bardzo łatwo dostać się do centrum Bari. Co 10-20 minut kursuje kolejka, która kosztuje 5 euro.

Jeśli chodzi o nocleg, to właśnie w Bari znajdziecie mnóstwo ofert typu B&B czyli Bed and Breakfast. Nie oznacza to jednak (jak jest w słynnym przeboju Piaska), że śniadanie zostanie Wam zaserwowane do łóżka! 🙂 Filozofia Bed and Breakfast polega na tym,  że wykupując nocleg otrzymacie najprawdopodobniej talon na śniadanie w pobliskiej kafejce, tak jak to było w moim przypadku. Hmmm muszę jeszcze dodać, że „śniadanie” w tym wypadku to za dużo powiedziane, bo czy my Polacy możemy nazwać śniadaniem – kawę i croissanta jedzone w biegu? Pozostawiam to Waszej ocenie… 😉

W związku z tym, że w południowych Włoszech spędziłam tylko 2 pełne dni, plan był napięty. Zaraz po zakwaterowaniu się, ruszyliśmy na dworzec kolejowy, który mieliśmy dosłownie „pod nosem” i postanowiliśmy pojechać do oddalonego o jakieś 56 km miasteczka Alberobello. Znowu pociąg okazał się najtańszym środkiem transportu (cena biletu 5 euro). Uzbrojcie się jednak w cierpliwość, bo na tej trasie pół godzinne opóźnienia pociągu są normą! A sama podróż trwa jakieś 2-3 godziny mimo niedużej przecież odległości. Wszystkie te frustrujące rzeczy odchodzą jednak w niepamięć, kiedy dotrze się w końcu na miejsce i zobaczy to piękne miasteczko, z główną atrakcją, czyli domkami Trulli.

Legenda głosi, że taki rodzaj budowy tych uroczych teraz domków został wymuszony na chłopach przez hrabiów (chciano w ten sposób uniknąć płacenia podatków nałożonych przez Królestwo Neapolu na każdy nowo wybudowany SOLIDNY dom). Dacie wiarę, że zbudowane są z łupków wapiennych bez zaprawy cementowej? Poprzez swoją konstrukcje miały sprawiać wrażenie nietrwałych i tymczasowych. W rzeczywistości jednak Trulli okazały się nie tylko zadziwiająco trwałe, ale też idealne pod względem utrzymania równowagi termicznej: latem – zapewniają przyjemny chłód, a zimą – trzymają ciepło. Zwróćcie uwagę na ozodoby dachów – ezoteryczne symbole miały zapewnić domownikom pomyślność.

Największe skupisko tych niezwykłych kamiennych domków można zobaczyć w miasteczku Alberobello; miasteczko to jest jednym z 47 włoskich miejsc wpisanych na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO!

Niesamowite i zdecydowanie warte zobaczenia.

Kolejny dzień to kolejna wyprawa pociągiem (i znowu trzeba zapłacić 5 euro – coś Włosi upodobali sobie tą symboliczną kwotę ;)) Tym razem naszym celem była Matera, której stara część – Sassi została wykuta w skale. Z takich ciekawostek, to do końca XX wieku Matera była jednym z najbiedniejszych regionów we Włoszech. Dla mnie największym szokiem była informacja, że tamtejsza ludność funkcjonowała bez prądu, bieżącej wody i kanalizacji. Co więcej – mieszkając w tych skalnych chatkach na bardzo małej powierzchni (przeważnie były to tylko 2 pomieszczenia), razem z rodziną i zwierzętami – byli bardzo szczęśliwi i towarzyscy.

Dopiero w 1993 roku zabytkową część miasta Sassi di Matera wpisano na Światową Listę Dziedzictwa UNESCO. Było to prawdziwe wybawienie dla mieszkańców, wiele kościołów i domów odrestaurowano i zaczęto zarabiać również na turystyce.

Kręte uliczki, piękne widoki robią ogromne wrażenie i zapierają dech w piersiach. To tutaj kręcono wiele filmów, na czele z „Pasją” Mela Gibsona. Jeśli będziecie kiedyś w południowych Włoszech to nie możecie ominąć tego miejsca!

Widziecie te jaskinie? Tam kiedyś mieszkali ludzie! :O

Matera to również piękno przyrody i zapierające dech w piersiach widoki. Sasii położona jest na wysokim brzegu wąskiego kanionu rzeki. Z jednej strony mamy klimatyczne domki i jeszcze piękniejszego miasteczka, a z drugiej – nierzeczywistą wręcz potęgę natury! Myślę, że jak tam kiedyś będziecie, to niejednokrotnie z Waszych ust padnie bardzo wymowne „WOOOW”! 🙂

I to tyle jeśli chodzi o mój mały kwietniowy „city break”. Trochę żałuję, że na samo Bari pozostało niewiele czasu… Jestem pewna, że  to miasto też ma sporo do zaoferowania. 🙂 Już dziś wiem, że  muszę tam jeszcze wrócić i odkryć uroki kolejnych miasteczek regionu Apulia, tak od siebie różnych!

Mam nadzieję, że taki wpis był dla Was miłą odskocznią od postów modowych!

Dajcie znać, bo przede mną kolejna krótka wyprawa… o której chętnie Wam opowiem! 😉

Continue Reading

Summer Vibes!

Kochani! Dzisiaj mam dla Was kolejny wiosenny, a nawet letni look. Bo czy może być coś bardziej kojarzącego się z latem, niż biel połączona z jakimkolwiek pastelowym odcieniem? Jak dla mnie takie kombinacje to „must-have” letnich stylizacji. Białe szerokie spodnie już znacie, pojawiły się na blogu jakiś czas temu, wtedy połączone z płaskim obuwiem, nie prezentowały się tak szykownie, jak w dzisiejszej wersji, z sadałkami na koturnie. Do tego asymetryczna bluzka z falbaną i mała torebka (od jakiegoś roku nie noszę już dużych toreb, które kiedyś towarzyszyły mi non-stop :O) i mamy strój, który jest miksem klasyki i najnowszych trendów.

A Wy, wiosną i latem wskakujecie w pastele i jasne barwy czy stawiacie na mocne kolory?

Buziaki i do następnego! 🙂

 

 

  

Foto: Dorota Siemianów

UWAGA! Pamiętajcie o instagramowym konkursie–> KLIK w którym do wygrania jest taka sama torebka jak w dzisiejszej stylizacji! 🙂

Bluzka- TOSAVE (znajdziecie ją TUTAJ )

Spodnie- Szafa mamy (są z czasów kiedy spodnie się jeszcze szyło ;))

Torebka-Parfois

Buty- Ryłko

Okulary- F&F

Continue Reading

Metamorfoza!

Hej Kochani! Dzisiaj zapraszam Was na wpis jakiego jeszcze na tym blogu nie było ;-). Jego bohaterką, wyjątkowo, będzie Patrycja -zwyciężczyni konkursu „Wygraj Metamorfozę”, w jakim mogliście wziąć udział, jakiś czas temu, na moim profilu na facebooku–> KLIK Patrycję pozanałam tydzień temu, kiedy to odbyła się cała „akcja” łącznie ze sesją zdjęciową, a której efekty będziecie mogli zobaczyć poniżej. Jest to przesympatyczna mama dwójki urwisów, która na codzień pracuje w przedszkolu. Zazwyczaj cały swój wolny czas poświęca rodzinie i dzieciom, dlatego bardzo się ucieszyłam, że tym razem to „my” mogliśmy ją trochę porozpieszczać.

Zapraszam na fotorelację z tego wyjątkowego dnia!

Metamorfozę zaczęłyśmy od Salonu Beauty Design (KLIK). Na początek, konieczne okazało się „ujarzmienie” i  nawilżenie włosów naszej bohaterki. Patrycja została poddana zabiegowi „ozonowej sauny parowej”, która jest idealnym zabiegiem głębokiego nawilżania włosów, a w szczególności włosów wysuszonych, słabych, porowatych, zniszczonych, łamliwych i pozbawionych blasku. Daje efekt pięknych, elastycznych, sprężystych i lśniących włosów, który w domowych warunkach niestety jest nie do osiągnięcia.

Następnie, wspólnie z Agnieszką z Beauty Design, ustaliłyśmy fryzurę w jakiej Patrycja będzie nie tylko wyglądać „odlotowo”, ale też będzie odpowiednia dla jej typu urody. Aga przekonała nas, że delikatne fale upięte na bok, nie tylko pięknie odsłonią buzię naszej bohaterki, ale też dodadzą sylwetce zwiewności, a całej stylizacji bardziej kobiecego charakteru… Z pewną dozą nieśmiałości muszę stwierdzić, że to był „strzał w dziesiątkę”. Naturalna, nieprzekombinowana fryzura idealnie się w tym przypadku sprawdziła.

Przy okazji, wszystkim czytelniczkom bloga z Leszna i okolic, chciałam bardzo polecić salon Beauty Design, i pracującą tam Agnieszkę. To profesjonalistka w każdym calu, nie tylko spełnia wszystkie życzenia swoich klientek, ale też cały czas się rozwija, szkoli i podąża za obowiązującymi trendami. Miła atmosfera jaka panuje w salonie sprawia, że siedząc na fotelu ma się wrażenie, jakby się wpadło na kawkę do dobrej znajomej, a nie do fryzjera…

Kolejnym etapem naszej Metamorfozy był oczywiście makijaż, który profesjonalnie wykonała Ada z Salonu Kosmetycznego Muscari (KLIK). Ada zaproponowała tzw. dzienną wersję „smokey eyes”  (kojarzymy go zazwyczaj ze specjalnymi okazjami i wieczornymi wyjściami, a w naszym wydaniu Patrycja mogła przekonać się, że można go również zastosować na codzień).  Wykonany przez Adę makijaż przepięknie podkreślił urodę Patrycji; ładne duże oczy i pełne usta wreszcie miały odpowiednią oprawę, a sama Patrcyja przyznała, że choć na codzień się nie maluje, to bardzo dobrze się czuje w takiej odsłonie.

Ada i jej dzienna propozycja makijażu idealnie wpisała się w moją wizję „Patrycji po metamorfozie”. Koniecznie zajrzyjcie na jej profil na FB! Znajdziecie tam nie tylko makijażowe propozycje… „Mani” wykonane przez Adę nie ma sobie równych (ja osobiście jestem ich ogromną fanką)! Z czystym sumieniem polecam i wpisuję Salon Muscari na swoją osobistą „Beauty Mapę” Leszna.

Kiedy już załatwiłyśmy sprawę fryzury i makijażu, przyszła kolej na coś, co tygryski lubią najbardziej… Udałyśmy się do dobrze Wam już znanego sklepu La Boca (KLIK) i zaczęłyśmy wybierać odpowiednią dla Patrycji stylizację. Jak się okazało, nasza bohaterka pięknie prezentuje się w czerwieni… Czerwona sukienka, która od razu wpadła nam w oko – stała się główną bohaterką pierwszej stylizacji.

Kolejną perełką w La Boca okazła się granatowa marynarka w wiśnie oraz spodnie, tzw. „marchewki” – jest to fason ze zwężającymi się nogawkami; tak naprawdę nadaje się do każdej figury, ponieważ nie zaburza proporcji. Spodnie tego typu dobrze wyglądają zarówno z butami na obcasie, jak i balerinami.

Patrycja w granatowym garniturze wyglądała przepięknie! Zobaczcie sami – jest klasycznie, elegnacko, ale i z nutką humoru, a T-shirt i baleriny nadają całej stylizacji bardziej casualowy charakter.

Naszej bohaterce przypadło do gustu kilka zaproponowanych stylizacji, a voucher upominkowy, który był jedną z nagród w metamorfozie, na pewno zostanie przez Patrycję we właściwy sposób spożytkowany 😉

Bardzo jestem ciekawa, która stylizacja i które „wydanie” Patrycji bardziej przypadnie Wam do gustu! Z niecierpiliwością czekam na Wasze komentarze.

Pysznym zwieńczeniem naszego wspólnego dnia była wspólna kawa w restauracji Zielona Antresola (KLIK). Piękny wytrój, przemiła obsługa i nasze uśmiechnięte buzie, myślę powiedzą Wam więcej niż tysiące słów…;)

I na koniec zostawiam Was ze zdjęciami ślicznej Patrycji! Koniecznie dajcie znać czy Wam się podoba metamorfoza jaką przeszła nasza bohaterka!

Foto: Dorota Siemianów

Continue Reading

Flowers, Baby Blue & Pink- Perfect Combo!

Hej Kochani! Wczoraj przeżyłam niesamowicie emocjonujący dzień! W końcu odbyła się „akcja metamorfoza”, która była do wygrania w konkursie organizowanym na moim profilu na facebooku, a ja poznałam Patrycję, która okazała się wspaniałą osobą. Ale więcej o tym jak wspólnie spędziłyśmy niedziele w kolejnym poście bo na przygotowanie tego wpisu muszę poświęcić trochę więcej czasu. Także stay tuned! 🙂

Co do dzisiejszego stroju to na pierwszy rzut oka widać, że znowu motywem przewodnim są kwiaty. Bardzo upodobałam sobie ten trend, bo jest niezwykle kobiecy, delikatny, a przy okazji też stylowy. Tym razem moja kwietna łąka pojawiła się nie na maxi sukience, a na zwiewnej bluzce z najnowszej kolekcji Mohito. Do tego dobrałam pastelowe dodatki i voila. Wiosenny look, na przekór pogodzie za oknem, wywołuję dobry humor. Polecam przekonać się na własnej skórze! 😉

Buziaki i do następnego!

PS Śledźcie mój profil na instagramie, bo lada dzień pojawi się tam kolejny konkurs z super nagrodą! 😉

 

Foto: Dorota Siemianów

Bluzka- Mohito (podobna TUTAJ)

Płaszczyk- Mohito

Spodnie- Stradivarius

Torebka- Victoria’s Secret

Buty- DeeZee

Continue Reading