Szerokie rękawy i hafty!

W końcu przyszło – prawdziwe lato… Oj, długo w tym roku kazało na siebie czekać.

Nasza cierpliowość chyba się opłaciła, ponieważ nareszcie możemy wskoczyć w krótkie szorty, do tego dorzucić słomkowy kapelusz i ruszać na podbój okolicznych lasów i łąk. Zdjęcia zrobione w takiej scenerii mają w sobie swoistą magię i pewnie nie tylko mi, kojarzą się z wakacyjnym okresem i z naszą piękną Polską. Do stylizcji wykorzystałam modny ostatnio trend, którego jeszcze na blogu chyba nie pokazywałam. Haftowane kwiaty pojawiają się nie tylko na bluzce, ale również – trampkach (i wcale nie uważam, żebym przesadziła).

Mam nadzieje, że i Wam ta stylizacja przypadnie do gustu. Lecę korzystać z pierwszego, od dłuższeg czasu, wolnego weekendu, a Was zostawiam ze zdjęciami! 🙂

Foto: Bartosz Skopiński

Bluzka- Stradivarius

Szorty- Cropp

Kapelusz- F&F

Tenisówki- Casu

Okulary- F&F

Continue Reading

Beauty & Food- kuchenne inspiracje!

Dzisiaj zapraszam Was na pierwszy post z nowej serii, która zagości na blogu. Tak jak mówiłam na Insta Story postanowiłam, że raz na jakiś czas, prawdopodobnie raz w miesiącu, ale zobaczymy jak to wyjdzie w praniu :), będę tutaj dodawać kilka przepisów z jednej, wybranej książki, którą już kiedyś Wam polecałam. Tak żebyście mogli wypróbować sobie te przepisy i zdecydować o ewentualnym kupnie danej książki. Będą to sprawdzone na własnej skórze, a raczej własnym żołądku dania, godne polecenia i wypróbowania! Tyle tytułem wstępu! 😉 To co, zaczynamy?!

Na pierwszy ogień idzie książka „Beauty&Food” Emilie Hebert wydawnictwa Muza. Jest to nie tylko książka z przepisami, ale też z poradami dotyczącymi urody, czyli tym co my kobiety lubimy najbardziej. 🙂 Znajdziecie w niej między innymi przepisy na domowe kosmetyki, oraz porady co jeść żeby na przykład pozbyć się zmarszczek? :O Zdradzę tylko, że orzechy włoskie i pekan są bardzo wskazane. 😉

Ja zdecydowałam się przygotować antystresową granolę, która jest bogata w węglowodany, a płatki owsiane które w niej znajdziecie wzmagają produkcję serotoniny, tak zwanego hormonu szczęścia, pełniącego funkcję naturalnego antydepresantu. Dodatkowo suszone owoce są bogate w witaminę C, a orzechy dostarczają wartościowych tłuszczów, które napędzają nasze ciało i dostarczają mu niezbędnej energii na cały dzień!

Co będzie potrzebne do wykonania naszej „Antystresowej Granoli”?

  • 300 g płatków owsianych
  • 75 g orzechów laskowych
  • 75 g migdałów
  • 50 g suszonych, miękkich moreli
  • 10 g jagód goji
  • 40 g nasion chia
  • 80 ml soku jabłkowego
  • 50 g syropu klonowego lub z agawy
  • 1/2 łyżeczki soli

Przepis jest banalny i bardzo szybki, a zrobiona tak granola starczy na wiele śniadań 😉

  1. Rozgrzej piekarnik do 170°C.
  2. Na czystą ściereczkę wsyp migdały i orzechy laskowe, zawiń je i roztłucz wałkiem niezbyt drobno.
  3. Zmieszaj wszystkie składniki w foremce (oprócz jagód goji) i wstaw do piekarnika na 45 minut, aż się zezłocą. Jeśli lubicie duże, chrupiące kawałki, warto od czasu do czasu wszystko wymieszać.
  4. Wyjmij z piekarnika i wystudź, a następnie dodaj jagody goji. Przechowuj granolę w szczelnym słoiku.

Kolejny przepis idealnie sprawdzi się w upalne dni. A truskawkowe smoothie  zapewni nam pełną blasku cerę. Nie wiem czy wiecie, ale truskawki chronią przed wieloma chorobami degeneracyjnymi i stanami zapalnymi skóry, także pomogą też osobom borykającym się z trądzikiem.

Składniki na 2 duże szklanki:

  • 200 g świeżych truskawek
  • 2 odpestkowane daktyle Medjool
  • 50 g orzechów nerkowca (najlepiej namoczonych przez 4 godziny i osuszonych)
  • szklanka wody mineralnej
  1. Umyj i odszypułkuj truskawki. Włóż wszystkie składniki do blendera, a następnie miksuj kilka minut, do uzyskania gładkiego smoothie.

Daktyle są niezwykle odżywcze i zawierają więcej błonnika niż chleb razowy oraz więcej potasu niż banany. Wspomagają też trawienie, także warto je włączyć do listy składników, nawet jeśli przygotowujecie inny wariant smoothie. 🙂

Trzeci przepis to coś dla łasuchów i wielbicieli słodyczy. Clafoutis bez pudła zapewni nam skórę pełną blasku i dobry koloryt. W tej wersji clafoutis nie ma cukru, glutenu, ani laktozy. Jest idealną alternatywą chociażby dla zwykłej szarlotki. Można też dorzucić tak jak ja, gałkę lodów, ale wtedy nie będzie to już tak zdrowe! 😉

Składniki na 6 porcji:

  • 3 duże nektarynki (lub inne sezonowe owoce)
  • 4 duże łyżki kaszki ryżowej lub innej bezglutenowej (na przykład ararutowej)
  • 250 ml mleka migdałowego
  • 250 ml mleka ryżowego
  • 4 łyżki syropu z agawy

Wykonanie:

  1. Rozgrzej piekarnik do 180°C.
  2. Wymieszaj widelcem kaszkę z syropem z agawy i oboma rodzajami mleka roślinnego.
  3. W naczyniu do zapiekania ułóż nektarynki  pokrojone w ósemki i zalej je kaszką.

Wstaw potrawę do piekarnika na 45 minut. Odstaw do ostygnięcia, a następnie włóż do lodówki. Podawaj na zimno.

I na koniec danie, które świetnie sprawdzi się, jeśli będziemy mieć ochotę na zdrową kolację. Jest to cukiniowe spaghetti z jarmużowym pesto.

Składniki na 4 porcje:

  • 4 małe zielone cukinie
  • 4 małe żółte cukinie

Na pesto:

  • 1 pęczek jarmużu (około 10 liści)
  • 3 dojrzałe awokado
  • 1/2 cebuli
  • sok z limonki
  • garść siekanej, świeżej kolendry (ja ten składnik pominęłam)
  • 1 łyżka  pasty tahini
  • szczypta soli morskiej

Wykonanie:

  1. Umyj cukinie. Obieraczką do warzyw pokrój cukinie w cienkie paski.
  2. Zrób pesto: umyj jarmuż. Z każdego liścia usuń aż do góry łodygę, czyli twardą część. W gotującej się wodzie parz przez minutę liście, a następnie je osącz i przepłucz zimną wodą, by jarmuż zachował kolor i witaminy.
  3. Obierz i posiekaj cebulę. Obierz awokado i włóż je do miski robota. Dorzuć cebulę, kolendrę, sok z limonki i tahini. Miksuj kilka sekund. Dodaj zblanszowany jarmuż, sól i znów miksuj kilka sekund. Dolej troszkę wody, by rozrzedzić sos.

Podawaj spaghetti cukiniowe z jarmużowym pesto.

Wszystkie 4 przepisy, jak już pewnie zauważyliście, są bardzo proste, także każdy na pewno, nawet jeśli nie jest kolejnym Masterchefem, ba nawet Masterchefem Juniorem sobie poradzi. Spróbujcie zrobić je w domu, a jeśli Wam zasmakują przedstawione tutaj dania, to zaręczam, że i reszta przepisów z książki „Beauty&Food” przypadnie Wam do gustu. 🙂

Continue Reading

Trend- Falbany!

Falbany to kolejny trend sezonu wiosna-lato, który zdominował moją letnią garderobę. I choć w sieciówkach można je spotkać dosłownie wszędzie to ja stawiam na sukienki z tym charakterystycznym akcentem, bo uważam, że nie potrzeba im konkurencji. Sukienka w delikatnym kolorze stanowi idealne tło dla falbanistego dekoltu i dołu sukienki, a złote kropki na tkanine dodają dziewczęcego uroku. Żeby nie było za słodko, zdeycodwałam się podkreślić talię czarnym paskiem, który choć stanowi tutaj dość mocny kolorystyczny akcent, to fajnie się wkomponował w całość stylizacji. Powiem Wam, że gdybym tylko wybierała się w tym roku na wakacje do Hiszpanii to byłaby to sukienka, która na 100% pojawiłaby się w mojej walizce. Zakładając ten strój poczułam się jak na prawdziwej Corridzie! 😉

Foto: Dorota Siemianów

Sukienka- YAS YASDOTELLA (Zalando)

Buty- casu.pl

Naszyjnik- Lilou

Torebka- Orsay

Okulary- Mohito

 

Continue Reading

Flamingo Shirt!

Sezon wakacyjny to czas, kiedy na blogu powinny pojawiać się stylizacje w zwiewnych, delikatnych sukienkach, odkrywających sporo ciała. Niestety, pogoda w tym roku ewidentnie nas nie rozpieszcza i sprawia, że zamiast w krótkie sukienki, czy szorty, mam ochotę wskoczyć w ciepły sweter, który bardziej niż latem sprawdziłby się jesienią. W związku z powyższym, dzisiejszy look nie jest typowo letnim zestawem, ale dzięki fajnemu „printowi” na koszuli sprawia, że czujemy się, jak na wakacjach. Wzór w flamingi przełamuje znany nam tak dobrze, klasyczny wyraz koszuli i nadaje mu wakacyjnego luzu. Tym razem zrezygnowałam również z jeansów, a postawiłam na wygodne spodnie, o luźnym kroju, które kupiłam już ładnych kilka lat temu, a które do tej pory czekały w szafie na swój debiut. Wystarczyło dodać jeszcze moje ulubione ostatnio szpilki (które świetnie wydłużają sylwetkę) i ruszyć na poszukiwanie lata! 🙂

A  jak to wygląda u Was? Lubicie takie niebanalne koszule, czy stawiacie na klasykę?

Foto: Dorota Siemianów

Koszula- Willsoor

Spodnie- Mohito

Szpilki- Stradivarius

Torebka- New Look

Okulary- F&F

Continue Reading

Kosmetyczni ulubieńcy czerwca 2017!

Hej Kochani! Ponieważ mamy „upalny” lipiec, hahaha, taki żarcik – na dobry początek, czas więc na gorące podsumowanie! 😀 Dzisiaj „na tapetę” postanowiłam wziąć  kosmetycznych ulubieńców. Niektóre z prezentowanych w dzisiejszym poście kosmetyków używałam już wcześniej i powróciłam do nich po przerwie w stosowaniu, inne –  to całkowite „świeżynki”. Jest nawet kosmetyk, który na moją toaletkę trafił przez zupełny przypadek, a teraz – nie wyobrażam sobie, bez niego, mojego codziennego makijażu! Gotowi? No to zaczynamy!

Błyszczyk Clarins!

Na początek chciałabym Wam zaprezentować błyszczyk do ust, z którym polubiłam się od pierwszego użycia. Zazwyczaj, wśród moich ulubieńców, mogłyście znaleźć albo matowe pomadki, albo kredki również o matowym wykończeniu. Błyszczyk firmy Clarins jest nowością w mojej kosmetyczce, ale  tak się złożyło, że na lato nabrałam ochoty na błysk. Błysk na policzkach, na skórze no i oczywiście na ustach! A co daje piękniejszy efekt niż błyszczyk w pięknym karmelowym odcieniu? (jeśli macie inne pomysły, to koniecznie dajcie znać w komentarzach).  Błyszczyk Clarins’a jest wprost wymarzonym produktem na lato – nie dość, że ma piękny karmelowy zapach, to jeszcze nie powoduje dyskomfortu podczas noszenia. Gdyby nie zapach, który jest przepiękny, praktycznie możnaby zapomnieć, że został zaaplikowany. Na pewno, docenią go wszystkie fanki słodyczy ;-).  Ja wybrałam Nr 06 – odcień, który lekko wpada w ciepły brąz, a więc pięknie podkreśli delikatną opaleniznę. Zdradzę Wam jeszcze jeden powód, dla którego warto go kupić i przetestować na własnej skórze – w Douglasie, obecnie, znajdziecie go w promocji! Nie wiem do kiedy promocja trwa także Hurry Up! 🙂

Dermablend 3D Correction- Vichy!

Podkład 3D Correction jest właśnie tym produktem, który pojawił się u mnie przez totalny przypadek (bo sama nigdy bym go nie kupiła). Początkowo byłam do niego sceptycznie nastawiona, a ciężka (naprawdę ciężka!) konsystencja budziła moje głębokie obawy co do naturalnego wyglądu, który przecież każda z nas, po nałożeniu produktu, chce osiągnąć. Jak się okazało, moje obawy okazały się zupełnie niepotrzebnie. Ten „ciężki kaliber” marki VICHY, czyli podkład wyrównujący powierzchnię skóry, potrzebował po prostu odpowiedniego „kompana”, czyli gąbeczki Beauty Bledner. Wilgotna gąbeczka pomaga na odpowiednie, wg naszego uznania, stopniowanie krycia, a podkład dopiero wtedy ukazuje swoje świetne właściwości – maskuje wszystkie niedoskonałości. Dodam może jeszcze, że producent zaleca ten produkt do skóry tłustej, skłonnej do trądziku, czyli dokładnie takiej jaką sama posiadam! Co do trwałości, to niestety nie mam żadnego zarzutu. Dziewczyny, które tak jak ja, posiadają jakiekolwiek blizny potrądzikowe, powinny spróbować tego kosmetyku. Myślę, że będziecie zachwycone, a Wasze niedoskonałości znikną pod warstwą tego cuda jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki! 🙂 Do kupienia w aptece!

Korektor Full Cover – Make Up For Ever!

Jak już załatwiliśmy sprawę podkładu, to czas na kolejny ciężki, ale idealny do zadań specjalnych produkt. Jest to korektor, do którego powróciłam po rocznej przerwie (niestety nie udało mi się znaleźć tańszego i równie dobrego odpowiednika). Full Cover, jako jedyny korektor (z tych, które do tej pory stosowałam ;)) w pełni radzi sobie z moimi cieniami pod oczami (to niestety uroki wczesnego wstawania). Idealnie sprawdzi się też w przypadku blizn, czy niespodzianek, które od czasu do czasu pojawiają się chyba u każdej z nas. Abyście sobie jeszcze bardziej zwizualizowały moc krycia tego produktu – dodam, że korektor ten z powodzeniem zakryje również tatuaż. Jedna rzecz, o której musicie pamiętać – przed nałożeniem korektora, szczególnie pod oczy, należy zadbać o odpowiednie nawilżanie odpowiednim kremem. Na koniec, dodam jeszcze, że jest to produkt wodoodporny, także żadna ulewa, czy wysiłek fizyczny nam nie groźny. 😉 Mój kolor to czwóreczka (04), do kupienia w Sephorze.

Maskara Better than sex- Too Faced!

Kolejny ulubieniec, choć jest jedynie próbką, to już skradł moje serce i na pewno wkrótce zaopatrzę się w pełnowymiarowy produkt. Maskara od Too Faced cudownie upiększa rzęsy, sprawia, że po jego użyciu stają się długie, pogrubione i idealnie rozczesane. Będąc cały dzień w biegu, nie muszę się martwić, że coś mi się rozmaże, albo odciśnie na powiekach. Dodatkowo, próbka tego tuszu, idealnie sprawdzi się w podróży, gdzie każdy centymetr w walizce czy kosmetyczce jest na wagę złota :).

Rajstopy w sprayu – Lirene!

Ostatni produkt, który chce Wam polecić i który warto wypróbować, szczególnie latem, to rajstopy w sprayu Firmy Lirene. Dla mnie, zagorzałej fanki pięknej, opalonej skóry, ale z drugiej strony – przeciwniczki opalania, takie rajstopy są zbawieniem w okresie letnim. Dzięki nim nie wyglądam, jak córka młynarza, a jak osoba, która wróciła z egzotycznych wakacji :). Świetnie sprawdzą się też w przypadku sesji zdjęciowych: nogi po takim naspreyowaniu pięknie wyglądają, mają wyrównany koloryt i zapewniają efekt opalonej skóry. Dziwią mnie negatywne opinie w internecie jakoby produkt nie wywiązywał się ze swoich obietnic i wszystko brudził. Jest to absolutną nieprawdą – gdyby tak było, na pewno nie kupiłabym kolejnego opakowania. Oczywiście, można też kupić dwa razy droższy produkt od Sally Hansen, który ma zdecydowanie przyjemniejszą konsystencję i jest dużo łatwiejszy w nakładaniu  (też kiedyś stosowałam), ale skoro ten sprawdza się równie dobrze, to po co przepłacać. Wg mnie, przy odpowiednim roztarciu, można osiągnąć bardzo satysfakcjonujący efekt.

I to już wszyscy moi czerwcowi ulubieńcy!

Jestem ciekawa Waszych perełek, także koniecznie dajcie znać w komentarzach! 🙂 Chętnie podpatrzę i wypróbuję na własnej skórze! Uwielbiam testować nowe kosmetyki! <3

 

Continue Reading