Los Angeles! City Break w Mieście Aniołów, czyli co zobaczyć w 1 dzień!

Zapraszam Was na kolejną podróż po Stanach. Tym razem skupimy się na tym co warto zwiedzić będąc w Mieście Aniołów. Los Angeles to ogromna metropolia, która co roku, z całego świata, przyciąga miliony turystów. Jeszcze przed wyjazdem do USA, postanowiłam sobie, że LA jest miastem, które koniecznie muszę zobaczyć! Z uwagi na mocno napięty plan podróży, w Los Angeles spędziłam zaledwie 1,5 dnia. To jednak wystarczyło, żeby postanowić, że do Miasta Aniołów jeszcze wrócę… Dziś chciałabym Wam pokazać, co warto zobaczyć mając tak, jak ja dość mocne ograniczenia czasowe! 🙂

1.  Studio Filmowe!

Być w LA i nie odwiedzić przynajmniej jednego ze studiów filmowych (a mamy ich do wyboru naprawdę sporo – Universal, Disney, Warner Bros. i wiele innych), to jak być w Polsce i nie napić się wódki. ^^ My, zdecydowałyśmy się na Warner Bros., co w dość krótkim czasie okazało się strzałem w dziesiątkę. Jako fanki takich produkcji jak „Przyjaciele”, „Harrego Potter’a”, czy „Batmana” byłyśmy zachwycone. Cena biletu początkowo powaliła nas na łopatki (63$), ale wierzcie mi, wejście do tego magicznego świata jest warte każdej złotówki… tfu każdego centa. 🙂 Polecam kupić bilet wstępu przez Internet, wtedy nie będziemy tracić czasu na oczekiwanie (ok. 2 godz.). Muszę podkreślić, że cena biletu zawiera zwiedzanie Warner Bros.’a z przewodnikiem, co jest niewątpliwym atutem – przewodnik świetnie przybliża perypetie różnych seriali i opowiada o tym,co działo się na planach poszczególnych produkcji. Do niewątpliwych atrakcji tego miejsca należy zwiedzanie „garażu”, a właściwie to ogromnego hangaru, z samochodami i innymi pojazdami użytymi w filmie „Batman”. Gdybym była fanką serialu „Big Bang Theory” pewnie równie mocno byłabym podekscytowana wizytą na faktycznym planie, gdzie kręcone są poszczególne odcinki (w piątek, zawsze przy udziale prawdziwej publiczności, a nie tak zwanego „śmiechu z puszki”). Jakież było moje zdumienie, gdy dowiedziałam się, że jeden odcinek kręci się od 3 do 5 godzin! A teraz mała podpowiedź dla fanów serialu – jeżeli chcecie pojawić się na planie – wystarczy, przez stronę internetową, zgłosić się i liczyć na to, że w planowanym terminie przyjazdu będzie jeszcze miejsce wśród publiczności. Kolejnym miejscem, które zrobiło na mnie ogromne wrażenie – to pomieszczenie z rekwizytami i strojami z filmów „Wonder Woman” i „Harry Potter”. Jeśli chodzi o ten drugi, to możnabyło nawet przymierzyć prawdziwą „tiarę przydziału” i dowiedzieć się do jakiego domu byśmy trafili będąc częścią tego magicznego świata. Trochę abstrakcyjne, ale z drugiej strony ile przy tym było frajdy! ^^ Ostatnim już punktem zwiedzania studia Warner Bros. jest wizyta w interaktywnym hangarze, gdzie m.in. można polatać na miotle, poprowadzić Bat Mobile, czy sterować ruchami Zgredka. No i dla mnie, ogromnej fanki serialu „Przyjaciele”, punktem obowiązkowym było zdjęcie na słynnej kanapie z Central Perku.

2. Napis Hollywood!

Mało wyszukany, ale obowiązkowy punkt zwiedzania LA, czyli fotka z napisem „Hollywood”. Jestem pewna, że na starość nie raz mi się łezka w oku zakręci na jej widok. A tak na poważnie, to fajnie mieć taką pamiątkę i wcale nie przeszkadza mi fakt, że wszyscy odwiedzający Miasto Aniołów, zapewne mają podobną w swojej kolekcji. Jeśli chodzi o idealne miejsce na fotkę, to najciekawszy, moim zdaniem, punkt widokowy, znajduje się nieco powyżej przecięcia Coldwater Canyon i Mulholland Drive. Na pewno traficie – zatrzymuje się tam mnóstwo samochodów.

3. Rodeo Drive!

Rodeo Drive to chyba najsłynniejsza ulica w tym zaskakującym na każdym kroku mieście. Znajdują się tu luksusowe butiki i restauracje. Normalnemu człowiekowi, aż strach wejść do tych wychuchanych i ociekających przepychem i luksusem sklepów. Niemniej jednak, taki spacer po Rodeo Drive należy do całkiem przyjemnych. Można się poczuć, jak prawdziwa żona Hollywood, tylko bez milionów na koncie… No, ale przecież wszystko w swoim czasie! 😀 Dla osób kochających modę, podziwianie samych witryn sklepowych jest już niemałym przeżyciem. Panowie też nie powinni być zawiedzeni, bowiem znajdziemy tutaj chyba największą w Los Angeles kumulację drogich i sportowych samochodów. No i nie przejmujcie się, jeśli wyglądacie jak prawdziwi turyści, w trampkach i z aparatem fotograficznym na szyi. Na nasze szczęście takich jak my jest na Rodeo Drive całkiem sporo!

4. Long Beach!

Ostatni i oczywiście obowiązkowy punkt na naszej liście jednodniowego zwiedzania, to wizyta na Long Beach. Jak sama nazwa wskazuje –  Long Beach to długa plaża z białym piaskiem, ta sama, na której ponoć kręcili „Słoneczny Patrol” (chociaż po wizycie w studiu filmowym, nie jestem tego na 100% pewna ;)) Będąc na tej cudnej plaży, musiałam wskoczyć na jedną z ratowniczych budek, tak dobrze mi znanych z amerykańskiego serialu, a później i filmu o bohaterskich ratownikach. Tutaj panuje zupełnie „inny klimat” niż w centrum LA, czy chociażby na Rodeo Drive. Wszyscy są bardziej wyluzowani, uśmiechnięci, jakby zadowoleni z obecności wody. Przyznam Wam szczerze, że nie myślałam, że Long Beach aż tak przypadnie mi do gustu i bardzo żałuję, że nie miałam wystarczająco dużo czasu, żeby porządnie się nią przespacerować i nacieszyć widokiem.

Te 4 punkty, to moim subiektywnym zdaniem, minimum, które będąc w LA trzeba zobaczyć! Spokojnie, jeden dzień Wam w zupełności wystarczy. A jeśli, tak jak mi, spędzony w Mieście Aniołów czas tylko zaostrzy apetyt, to zawsze możecie tu wrócić po więcej… Ale o tym innym razem, przy okazji mojej kolejnej wizyty w Kalifornii… 🙂

 

Continue Reading

Postanowienia Noworoczne 2018!

Temat postanowień noworocznych jest u mnie wałkowany co roku… Co roku również obiecuję sobie, że w tych postanowieniach wytrwam. I pewnie nie trudno się domyślić, że z wytrwałością różnie to bywa… Po części dlatego, że z biegiem czasu zapominam, co też sobie w ramach „noworocznej euforii” obiecałam ^^, a po części dlatego, że gdzieś po drodze – brakuje mi motywacji. Ale w 2018 roku powiedziałam „basta”! Czas wreszcie dojrzeć i podejść odpowiedzialnie do realizacji wyznaczonych sobie celów; czas wreszcie spełnić postanowienia, które przecież mają sprawić, że moje życie będzie lepsze, pełniejsze… A ten wpis ma mi o tym nieustannie przypominać! Gotowi? No to zapraszam do lektury mojej listy postanowień noworocznych.

1. Przynajmniej raz w miesiącu gdzieś wyjechać!

Ten kto śledzi mojego instagrama wie, że nie ma drugiej takiej rzeczy, która sprawiałaby mi tyle radości i dawała tyle szczęścia co podróże. Wybierając się chociażby na weekendowy wyjazd wracam z maksymalnie naładowanymi akumulatorami, a pozytywną energią mogłabym zarazić co najmniej pół Leszna (a musicie wiedzieć, że nie jest to wcale takie małe miasto :)). Właśnie tak na mnie działa odkrywanie nowych miejsc, poznawanie nowych ludzi, zwyczajów i pysznej kuchni z różnych zakątków globu. W związku z powyższym – obiecałam sobie, że w tym roku będęco miesiąc, regularnie wyjeżdżać. Nie musi to być od razu kraniec świata, zadowoli mnie chociażby krótki weekend w Karpaczu, do którego mam całkiem blisko. Postanowienie póki co ma się świetnie. Bilety na koniec stycznia już zarezerwowane. A gdzie się wybieram? O tym na pewno niebawem tu przeczytacie! 🙂

2. Nieustannie się doskonalić!

W różnych dziedzinach. Chociaż myśląc o tym postanowieniu, głównie chodzi mi po głowie jedna rzecz – MAKIJAŻE. Pomimo tego, że w ciągu minionego roku zrobiłam niesamowity postęp, jeśli chodzi o sztukę makijażu, to bardzo chciałabym uczyć się więcej i więcej :). Wystarczy ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Na moją listę na rok 2018 obowiązkowo wpisałam udział w co najmniej dwóch kursach makijażu (oczywiście u moich ulubionych wizażystek). Dodatkowo, w ramach doskonalenia w domowym zaciszu, obiecałam sobie, że raz w tygodniu będę przygotowywać dla Was makijażową inspirację i będę ją wrzucać na instagram. Uważam, że jak do tej pory, całkiem nieźle mi wychodzi dotrzymywanie tego postanowienia. Zresztą zerknijcie sami –> KLIK 

3. Czytać!

Nie żebym mało czytała. Przeglądam przecież codziennie masę blogów, instagramowych profili, czy stron internetowych… ^^ Nie zmienia to jednak faktu, że strasznie brakuje mi tej dość oldschoolowej formy spędzania wolnego czasu, czyli czytania książek. Obiecałam sobie, że codziennie będę czytać chociażby 30 minut. Ktoś może powiedzieć – niby niewiele, ale jak to się zbierze w tygodnie, miesiące, a później podliczy rok to wyjdzie całkiem sporo – jakieś 160 godzin. Nieźle, prawda? Sama jestem też ciekawa ile książek uda mi się przeczytać, jeśli będę działać wg tego schematu…

4. Wspierać potrzebujących!

To chyba jedno z tych postanowień, za które najbardziej trzymam kciuki. Wierzę, że mój zapał dotyczący wspierania różnych akcji/aukcji charytatywnych nie zmaleje i że kończąc 2018 rok z dumą spojrzę na ten wpis, myśląc sobie „I did it!”. Postanowiłam sobie, że co miesiąc będę zasilać określoną sumą pieniędzy różne cele charytatywne. Na stronie „siepomaga.pl” można znaleźć mnóstwo tego typu próśb, a każda złotówka dla tych potrzebujących ma znaczenie! Dlatego, każdego z Was, chciałabym również gorąco zachęcić do tego typu działań. Jak to się kolokwialnie mówi „w kupie siła” , a ja wiem, że my Polacy, w dobrym celu potrafimy się pięknie jednoczyć, czego dowodem jest chociażby rekordowa zbiórka na WOŚP. Poza tym pamiętajcie, że dobro zawsze wraca ze zdwojoną siłą!

5. Skończyć remont domu!

Pewnie nie wszyscy z Was wiedzą, że od zeszłego roku mieszkam w swoich własnych „czterech kątach”. Dom, który sobie wymarzyłam, nadal jest w fazie remontu i urządzania. O ile można by było powiedzieć, że dół jest już prawie całkowicie skończony, o tyle góra –  wymaga jeszcze mnóstwa pracy. Wierzę jednak, że w tym roku uda się postawić przysłowiową „kropkę nad i” i wreszcie z dumą będę mogła powiedzieć „zrobiłam to”. Póki co, najbardziej doskwiera mi brak garderoby, która chyba nie tylko dla mnie, jest jedną z niezbędnych przedmiotów. Trzymajcie zatem kciuki, aby skończenie remontu było kwestią kilku najbliższych miesięcy.

6. Postawić na aktywność fizyczną!

Pod koniec 2017 roku złapałam jakiegoś treningowego doła. Mając do wyboru siłownie, czy wieczór z Netflixem i paczką popcornu, czy też chipsów, zawsze stawiałam na to drugie! Na efekty moich wyborów nie musiałam długo czekać… (odbiło się to oczywiście na mojej sylwetce). Ale, od tego tygodnia wreszcie powróciłam na właściwe tory i od poniedziałku zaliczyłam już 3 treningi!!! Oczywiście zamierzam do treningów podchodzić z głową – będę ćwiczyć regularnie, ale nie więcej niż 5 razy w tygodniu (tak, żeby znowu nie pojawiło się przetrenowanie i niechęć do sali treningowej). Dodatkowo, odstawiłam wszystkie smażone rzeczy i słone przekąski, a w to miejsce pojawiły się warzywa. O i tutaj przydadzą mi się niesamowite pokłady silnej woli, ale wierzę, że się uda! 🙂

7. Próbowanie nowych rzeczy!

Postanowienie, które tak naprawdę może przybierać różne formy (ze względu na to, że jest bardzo ogólne). Generalnie chodzi o to, żeby próbować czegoś, czego nigdy wcześniej nie robiłam, bo: albo się bałam, albo byłam zbyt leniwa, albo nie miałam ku temu okazji. Pierwszą z rzeczy, która przychodzi mi do głowy jest spróbowanie jazdy na snowboardzie. Na nartach jeżdzę od wielu, wielu lat i nie wywołują one u mnie już takiej ekscytacji jak kiedyś, dlatego z chęcią przerzucę się na coś nowego. W związku z tym przy najbliższej wizycie w górach wypożyczam dechę i próbuję. Jestem bardzo ciekawa, czy snowboard podbije moje serce równie mocno, jak kiedyś narty.

Kolejna rzecz, z tych których nigdy nie robiłam, to hybrydowy manicure w domowym zaciszu. Całkiem niedawno zaopatrzyłam się w zestaw startowy od Firmy NeoNail i już nie mogę się doczekać pierwszych efektów. Zatem koniec wymówek. Czas sprawdzić, czy faktycznie jest to takie łatwe, jak wszyscy mówią. Dodatkowo, nowa kolekcja Paris My Love, całkowicie skradła moje serce i dlatego, jako pierwsza, wyląduje na moich paznokciach.

Jeśli również chcecie zacząć swoją przygodę z hybrydą, to firma NeoNail przygotowała dla Was bardzo fajny konkurs, w którym do wygrania między innymi: tydzień metamorfoz z Ewą Chodakowską, zestaw biżuterii marki Lilou oraz Starter Set Premium od NeoNail. Aby wziąć w nim udział należy zrobić zakupy za minimum 50 zł, zachować paragon, wejść na stronę https://happynewyou.neonail.pl/ i odpowiedzieć na proste pytanie: „Jak dotrzymać swoich postanowień noworocznych”. Prawda, że łatwe? Zatem do dzieła!

8. Dbać o relacje z przyjaciółmi!

Ubiegły rok nauczył mnie, że jedną z najważniejszych rzeczy w życiu jest otaczanie się właściwymi, życzliwymi i ciepłymi ludźmi. Takimi, którzy ciągną nas w górę, a nie pchają w dół. Prawdziwymi przyjaciółmi, którzy życzą Ci dobrze, cieszą się z Twoich sukcesów, a nie takimi, którzy czerpią radość z naszych potknięć i porażek. Rok 2017 był dla mnie rokiem weryfikacji wielu znajomości. Teraz wiem, w jakie przyjaźnie warto wchodzić i w 2018 roku zamierzam pielęgnować te znajomości. Mogę nie widzieć się z kimś bardzo długo, bo na przykład dzieli nas sporo kilometrów, ale jeśli ta osoba jest na liście życzliwych mi osób, prawdziwych przyjaciół, to obiecuję, że zrobie wszystko aby ta znajomość nie uschła.

9. Cieszyć się życiem!

 Tak po prostu!

Continue Reading

Militarne grochy!

Grochy, groszki i czarno białe stroje to coś co niewątpliwie kojarzy się z czasami lat 70. , a mi dodatkowo jeszcze z kultowym serialem tvn-u Magda M. (o czym wspominałam Wam ostatnio na insta story :)). Po ciemnej stronie internetu krążą również plotki, że produkcja wróci na ekrany w postaci pełnowymiarowego kinowego obrazu. A zatem warto sobie przypomnieć elegancki styl pani prawnik. Biała sukienka w groszki to coś czego nie powstydziłaby się żadna fanka tytułowej Magdy M., ale również żadna fanka mody. Jest delikatnie, kobieco i stylowo. W połączeniu z beretem można się w takim stroju poczuć jak prawdziwa paryżanka.  Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie dorzuciła do stylizacji trochę siebie. Dlatego eleganckie okrycie wierzchnie zastąpiłam płaszczykiem w stylu militarnym, który dodaje całości więcej luzu. A Wam jak się podoba takie połączenie? Czekam na Wasze komentarze i obiecuję, że częściej będą się tutaj pojawiać stylizacje! 🙂

Foto: Bartosz Skopiński

Sukienka – BonPrix (znajdziecie ją TUATJ)

Okulary, zegarek- KOMONO od Freshbrands (KLIK, KLIK )

Bransoletka- Paul Hewitt (TUTAJ)

UWAGA! Do 29.01 na hasło: fitashionn macie 15% zniżki na wszystkie nieprzecenione produkty w sklepie Time&More

Płaszcz- F&F

Beret- Orsay

Continue Reading

Odkrycia kosmetyczne 2017 roku!

Nowy rok! Nowa ja i nowy sposób myślenia. 2018 wydaję się całkiem fajną liczbą i jestem pewna, że będzie on rokiem przełomowym w moim życiu. Zanim jednak zacznę na maksa z niego korzystać i wyciskać każdy dzień, godzinę, a nawet minutę to czas podsumować to co już odeszło, czyli dobry, stary rok 2017.

Był on rokiem wielu podróży, nowych znajomości, umacniania starych przyjaźni, a także weryfikacji pewnych osób i sytuacji. Ale nie o tym jest ten wpis, bo 2017 rok to też rok kiedy na poważnie zajęłam się tematem makijaży, które zawsze gdzieś tam pojawiały się w moich planach i marzeniach, ale których nie miałam odwagi spełnić. Teraz (o rok starsza! I mądrzejsza!) wiem, że warto próbować… i nawet jeśli na początku skutki będą mało satysfakcjonujące, to zawsze będzie to kolejny malutki kroczek do przodu. A przecież o to chodzi!

Makijaże i świat kosmetyków tak zawładnął moim sercem, że oszalałam na punkcie testowania nowych produktów. Podczas tego całego kosmetycznego szaleństwa trafiłam na wiele produktów, które mnie rozczarowały, a ich jakość pozostawiała wiele do życzenia. Ale również i na takie, które okazały się absolutnymi perełkami i które z czystym sumieniem mogę Wam polecić. Chcecie wiedzieć co znalazło się na liście kosmetycznych odkryć roku 2017?

Czytajcie dalej!

Paletka Anastasia Beverly Hills- Prism

Choć produkty Anastasii są już znane w światku makijażystek i osób, które interesują się makijażami od dobrych kilku lat, ja dopiero w tym roku zapoznałam się z tymi kosmetykami. Będąc w San Francisco, weszłam do tamtejszej Sephory, obejrzałam, „pomacałam” i przepadłam. Świetna pigmentacja i kolory to rzeczy na które ja bardzo zwracam uwagę w przypadku palet cieni. Tutaj mamy jedno i drugie! Pracuję się nimi cudownie, a kolor nie znika z powieki po kilku godzinach „noszenia”. Warto też podkreślić, co jest bardzo ważne w przypadku osób, które dopiero zaczynają przygodę z makijażem, że cienie blendują się bardzo ładnie, co znacznie ułatwia nam wykonanie perfekcyjnego makijażu. Jedynym minusem palety jest cena, która w Polsce jest znacznie wyższa niż w USA. Także jeśli będziecie miały okazję zdobyć ją w cenie w jakiej dostępna jest w Stanach Zjednoczonych- nie wahajcie się!

Kredka do brwi Anastasia Beverly Hills

Kolejny produkt Anastasi bez którego nie wyobrażam sobie obecnie mojego codziennego makijażu to kredka do brwi. Moja jest w odcieniu dark brown . Szczerze przyznam, że nie wiem co jest w tych produktach takiego, że dają taki rewelacyjny efekt? No bo niby kredka, jak kredka, a jednak różnice widać gołym okiem. Trwała, precyzyjna i w wygodnym opakowaniu. Z jednej strony znajduję się wykręcany rysik, ścięty po skosie, a z drugiej szczoteczka do wyczesywania brwi. Czytałam opinie w internecie, że kredką tą nie da się uzyskać naturalnego efektu, co moim zdaniem jest bzdurą. Wszystko zależy od intensywności nacisku i koloru jaki wybierzecie. Ja akurat lubię mocniej podkreślone brwi, także taki intensywny efekt, który w łatwy sposób osiągniemy jak najbardziej mi odpowiada.

Transparenty puder utrwalający makijaż Laura Mercier

Puder, który stał się moim numerem jeden. Mocno zmielony, o ładnym odcieniu, świetnie utrwala makijaż, nie pozostawiając na buzi białych plam. Używam go przede wszystkim do utrwalenia korektora pod oczy, bo jako jeden z nielicznych nie wchodzi w zmarszczki i nie podkreśla suchych skórek. Dla mnie dużym plusem jest również ogromne wręcz opakowanie, które pewnie zwykłemu śmiertelnikowi wyda się za duże, ale dla osoby wykonującej makijaże na sobie i klientkach będzie zbawieniem. Muszę też podkreślić, że produkt ten nie daje całkowitego matu, a ładne satynowe wykończenie. Skóra dzięki temu wygląda świeżo  bardziej naturalnie. Mój ulubiony sposób aplikacji? Mokrym Beauty Blenderem. Jedyna wada to tak jak w przypadku Anastasi cena. Ale jeśli nie robicie zawodowo makijaży możecie kupić produkt na spółę z przyjaciółką bądź mamą i podzielić się po połowie. Inną opcją jest tropienie promocji w Douglasie. Wtedy puder można kupić nawet z 20% rabatem. 🙂

Podkład MAC- Matchmaster

Podkład MACa to mój zakupowy eksperyment, który niesowicie się udał. Mimo iż produkt ma skrajnie różne opinie to w moim przypadku spisuję się świetnie! Matchmaster (mój w odcieniu 1,5) idealnie stapia się z kolorem skóry. Nie zauważyłam też wysypu wyprysków na który narzekają niektóre panie, a wierzcie mi, że moja skóra jest z rodzaju tych bardzo kapryśnych i wrażliwych. Ci którzy śledzą mojego bloga od dłuższego czasu, doskonale wiedzą, że moim faworytem wśród podkładów jest Estee Lauder Double Wear. Ten może i nie zdetronizuję Double Wear’a, ale świetnie sprawdzi się jako jego zamiennik. Sięgam po niego, kiedy mam ochotę na delikatniejsze krycie. Pamiętajcie jednak, że nie jest to podkład matujący, także zwolenniczkom matu na buzi-odradzam. Ale tym z Was, które lubią świeży, długotrwały efekt polecam wypróbować. W duecie z pudrem Laury Mercier dają piękny rezultat na skórze.

Produkty Kiehl’s

Produkty Kiehl’sa to moje pielęgnacyjne odkrycie 2017 roku. Zarówno krem „Ultra Facial Cream” jak i  koncentrat na noc „Midnight Recovery” to obecnie moje pielęgnacyjne niezbędniki. Tego pierwszego używam codziennie pod makijaż. Jako jeden z nielicznych świetnie nawilża i współpracuję ze wspomnianym wcześniej podkładem Double Wear Estee Lauder. Ma lekka, nietłustą konsystencję, ale o tym  już wspominałam, także nie będę się rozpisywać tylko odeślę Was do tego wpisu–> KLIK

Natomiast ten drugi oprócz tego, że świetnie pachnie, to również rozpieszcza i pielęgnuję moją skórę podczas snu. Na dłonie nabieram dosłownie kropelkę, rozcieram i nakładam (wklepując dłońmi) na twarz. Rano budzę się z wypoczętą, promienną i dobrze nawilżoną buzią. Taki właśnie efekt chciałam uzyskać stosując różnego rodzaju kremy, ale udało się to dopiero od kiedy do mojej kosmetyczki trafiły produkty firmy Kiehl’s. Jeśli boicie się jak Wasza skóra zachowa się w zetknięciu z tymi produktami, to polecam wybrać się do sklepu stacjonarnego Kiehl’sa gdzie dostaniecie darmowe próbki.

I to wszystko jeśli chodzi o kosmetyczne odkrycia roku 2017. Mam nadzieje, że rok 2018 przyniesie kolejne pielęgnacyjne i makijażowe perełki. Dajcie znać o swoich odkryciach, albo ulubieńcach bo jak zwykle chętnie przetestuję nowe produkty. 🙂 Do następnego!

 

 

 

Continue Reading