Neapol- miasto pysznej pizzy!

Pomimo tego, iż z Neapolu wróciliśmy już jakiś czas temu, to nadal, czuje smak wspaniałej pizzy, aromatycznej kawy, czy nieziemskich lodów (i mam tu na myśli nie tylko doznania smakowe, ale również ich wielkość). To włoskie miasto kusi nie tylko smakami… Pewnie zastanawiacie się, co warto zobaczyć w Neapolu i czy zaledwie 3 dni wystarczą? W dzisiejszym wpisie znajdziecie odpowiedź na to pytanie oraz kilka praktycznych wskazówek, zatem zapraszam do lektury!

Po pierwsze dojazd – ponieważ mieszkam w Wielkopolsce – najwygodniej mi było wylecieć z Wrocławia. Bilety można, i to bez promocji, kupić za śmieszne pieniądze. Ja leciałam Rayanairem i za bilet, w obie strony, zapłaciłam zaledwie 110 zł. To była cena za tak zwaną „podstawę”, czyli podróż tylko z małym, podręcznym bagażem. Przyznam szczerze, że trochę się obawiałam, czy uda mi się spakować… Bo wiecie –  my kobiety, lubimy brać „dużo za dużo”. No ale dałam radę! A skoro ja dałam, to każdy z Was też da :).

Po Neapolu najlepiej poruszać się pieszo. Mieszkając w centrum jesteśmy w stanie dojść do wszystkich najważniejszych atrakcji turystycznych i najpyszniejszych restauracji (a wierzcie mi – jest ich tyle, że trudno się zdecydować, ponieważ wszystkie są pyszne :)). Natomiast, jeżeli zarezerwujecie nocleg na uboczu (tak jak my), to do samiuteńkiego centrum, bez problemu, możecie się dostać autobusem kursującym co 13 minut za 1,10 Euro.

Co robić w Neapolu? Przede wszystkim jeść i jeszcze raz jeść :-). Nigdzie nie znajdziecie i nie skosztujecie tak pysznej pizzy, jak w małych knajpkach Neapolu. To tutaj, pierwszy raz, skosztowałam pizzy smażonej na głębokim tłuszczu! Taka smażona pizza wygląda jak ogromny, pokrytymi pęcherzami pieróg calzone, wypełniony w środku farszem. Obawiałam się, że taki rarytas będzie ociekał tłuszczem i że moja wątroba może tego nie wytrzymać. Jednak nic bardziej mylnego  – lekkość tej potrawy (biorąc pod uwagę sposób przygotowania) pozytywnie mnie zaskoczyła. Była pysznaaaa! Knajpka, która serwuje wspaniałą smażoną pizze nazywa się Pizzeria De’Figliole i znajdziecie ją na ulicy Via Giudecca Vecchia, 39. Zresztą, równie pyszna jest tradycyjna odmiana neapolitańskiego przysmaku. Pizza w Neapolu ma nieregularny kształt, zazwyczaj jest trochę przypalona i prawie w całości pokryta pomidorowym sosem. Moim zdaniem to właśnie ten sos robi „całą robotę” – smakuje zupełnie inaczej niż ten serwowany w Polsce. Po prostu „niebo w gębie”. Będąc w Neapolu mogłabym przez cały czas jeść pizze i pić wspaniałe wino! Na szczęście, mój zdrowy rozsądek, w natarczywy sposób podpowiadał mi, że będąc w tak pięknym miejscu wypadałoby jednak coś zobaczyć ;-). Mając zaledwie 3 dni musiałam dokonać wyboru i z wiadomych względów pominąć kilka z atrakcji na rzecz innych, które moim zdaniem były absolutnie warte zobaczenia. Zresztą, nic straconego, bo do Neapolu jeszcze wrócę i wtedy, jak już odkleję się od pizzy, nadrobię wszystkie miejsca „must visit”.

Wezuwiusz i Herkulanum!

Wezuwiusz! Nie wyobrażam sobie być tak blisko i go nie zobaczyć – to przecież wciąż aktywny wulkan, który znajduje się zaledwie kilkanaście kilometrów od Neapolu! Wezuwiusz jest jedynym czynnym wulkanem na stałym lądzie Europy! A biorąc pod uwagę, że już kiedyś się zbuntował i wybuchł, niszcząc sławne Pompeje i nie tylko, to obcowanie i to bliskie, z tak potężnym i groźnym wytworem natury robi wrażenie. Ja do teraz mam ciarki na rękach, jak pomyśle sobie, co by było gdyby…  Pewnie się zastanawiacie, jak do niego dotrzeć i czy można się dostać na sam szczyt? Wystarczy na głównej stacji – Stazione di Napoli, na Piazza Garibaldi wsiąść do kolejki, która nazywa się Circumvesuviana. Obieramy trasę w kierunku Sorrento i wysiadamy na stacji Ercolano Scavi. Będąc już na miejscu, warto wybrać się również na zwiedzanie Herkulanum, które znajduje się dosłownie 10 minut spacerem od stacji kolejowej. Herkulanum – nie tak sławne i wielkie, jak Pompeje, ale to przecież drugie starożytne miasto zniszczone przez Wezuwiusza. Choć oba miasta zostały zniszczone podczas wybuchu wulkanu w 1979 roku, to Herkulanum jest tym miastem, które zachowało się w lepszym stanie (ponoć ze względu na błoto wulkaniczne, które pozwoliło zachować sporo konstrukcji, zarówno tych z kamienia, jak i z drewna). W Pompejach nie byłam, ale to co zobaczyłam w Herkulanum, w zupełności mi wystarczyło, żeby poczuć klimat tego miejsca. Podczas podróży, warto wybrać się przynajmniej do jednego z tych antycznych miast.

Wychodząc z Herkulanum zaczepił nas Włoch, który zaoferował nam „usługę pokazania wulkanu”, także kwestia tego, jak się dostaniemy na Wezuwiusza rozwiązała się sama :-). Pamiętajcie, aby w takich przypadkach dość mocno się targować, inaczej skończycie tak, jak  para Czechów, która zapłaciła dwa razy tyle co my! Samo wejście na Wezuwiusza to koszt 10 Euro.  Od podnóża na szczyt Wezuwiusza, tam gdzie znajduje się krater, jest kawałek drogi. Dostanie się na sam szczyt zajęło nam jakieś 20 minut. Jednak, przy kalkulowaniu czasu potrzebnego na zwiedzanie, warto dodać jeszcze obowiązkowe i częste postoje na zrobienie zdjęć. Widok z góry robi naprawdę piorunujące wrażenie, a wydobywające się z krateru gazy, przypominają nam, że Wezuwiusz, po którego głowie spacerujemy, tylko śpi i że lepiej go nie drażnić :).

Procida!

Procida to niewielka wyspa nieopodal Neapolu, na którą można dostać się promem. Koszt to 15 euro w jedną stronę. I choć wydaje się, że 30 euro za sam transport nie jest małym wydatkiem, to wierzcie mi, że warto! Klimat jaki panuje na tej maleńkiej wysepce jest nie do opisania. Dopiero tam, spacerując po tych wąskich uliczkach, poczułam się jak na wakacjach. Miałam wrażenie, że na wyspie czas jakby się zatrzymał! Nikt się tam nie spieszy, nie hałasuje… Pełen relaks! A widoki? Zapierają dech w piersiach! Zresztą zobaczcie sami!

Neapol: Stacja Metra Toledo!

Uważana za najbardziej spektakularną. Została wyróżniona przez Daily Telegraph jako najpiękniejsza i najbardziej imponująca stacja metra w Europie! Największe wrażenie robi chyba wychodzący na powierzchnie komin, sprawiający wrażenie błyszczącej gwiazdy. Mogłabym tam spędzić godziny… Niestety tłum pojawiających się co chwile ludzi utrudniał mi cieszenie się tym pięknym widokiem. Słyszałam również, że  inne stacje metra w Neapolu są równie imponujące… Będę musiała to koniecznie sprawdzić… oczywiście następnym razem :).

Galeria Umberto!

Galeria Umberto to nic innego, jak ogromna galeria handlowa (jej powierzchnia to ponad tysiąc metrów kwadratowych!). Spacerując po jej wnętrzu poczujecie się, jakbyście spacerowali po zakamarkach jakiegoś przepięknego pałacu, ale  zamiast komnat mamy sklepy, kawiarnie i biura. Galeria Umberto to niewątpliwie jeden z symboli Neapolu wyróżniająca się wspaniałą neorenesansową architekturą. Nawet, jeżeli nie planujecie zakupów, zajrzyjcie do niej – nacieszcie oczy, zróbcie kilka fotek, a później koniecznie skosztujcie pysznych i ogromnych lodów, które znajdziecie na Via Toledo, tuż na przeciwko wyjścia z galerii.

Pałac Królewski w Neapolu!

Palazzo Reale di Napoli to obiekt, który z zewnątrz wygląda, jak mnóstwo innych budynków w Neapolu, a wewnątrz – skrywa prawdziwe skarby. Wchodząc do Pałacu, nie wiedziałam, czego mogę się wewnątrz spodziewać. Obiekt przytłoczył mnie swoim bogactwem, pięknem i przepychem. Oprócz „tradycyjnych” komnat, znajdziemy tu ogromny hol (tak nawiasem mówiąc idealny do zdjęć :)), teatr  oraz kaplicę. Kupując bilet wstępu (4 euro) dostajemy słuchawki z audio przewodnikiem, który opowiada nam o zakamarkach tego miejsca. Z całego serca polecam! Nie będziecie zawiedzeni! Obok Pałacu Królewskiego znajduję się chyba najsłynniejsza kawiarnia Neapolu – Gambrinus! Wpadnijcie na Caffe alla nocciola a zrozumiecie fenomen tego miejsca :).

Kiedyś przeczytałam, że Neapol albo się kocha, albo nienawidzi – nie ma stanów pośrednich! Jak dla mnie – Neapol jest cudowny! I tak, jak pisałam na samym początku, na pewno jeszcze nie raz go odwiedzę. Jestem zachwycona nie tylko lokalną, przepyszną kuchnią, ale również gwarem zatłoczonych ulic i pięknem budowli, które robią piorunujące wrażenie.

A w mojej głowie, już są kolejne plany podróżnicze, o których na pewno tu przeczytacie :).

Continue Reading

Cozy Black & White!

Połączenie bieli i czerni to klasyka w najczystszym wydaniu. Co więcej, sprawdza się w każdej sytuacji, zarówno jeśli chodzi o spotkanie biznesowe, randkę czy spotkanie z przyjaciółką. Ja uwielbiam takie nieskomplikowane kolorystycznie zestawy. Kiedy to nie trzeba zastanawiać się, co do czego pasuję i czy barwny akcent w postaci torebki to nie będzie za dużo. Dzisiejszy zestaw jest propozycją roboczo nazwanego przeze mnie „cozy looku biznesowego”. Szpilki zastępujemy tutaj eleganckimi baletkami, a koszule i marynarkę oversizowym białym swetrem. Jest wygodnie, ale i elegancko. Gdybym pracowała w biurze, śmiało na codzień sięgałabym właśnie po takie zestawy. A Wy wolicie klasyczną elegancję czy jej wygodne wydanie? 🙂

Foto: Bartosz Skopiński

Spodnie, sweter, torebka- Promod

Buty- CCC

Continue Reading

Puchówka w roli głównej!

Puchówka to rzecz, którą bardzo długo omijałam szerokim łukiem, zupełnie nie wiedzieć czemu. Wydawała mi się zbyt szeroka, zbyt sportowa, zupełnie nie w moim stylu… bo przecież kurtka puchowa z założenia miała być okryciem wierzchnim alpinistów. Obecnie odkrywam ją na nowo. Od kiedy egzemplarz ten trafił do mojej szafy, zupełnie zmieniłam zdanie na temat puchówki. I wiecie co? Ona naprawdę pasuję do wszystkiego! Można z jej udziałem stworzyć typowo casualowe stylizację (jak ta, którą Wam dzisiaj prezentuję), ale i trochę bardziej zaszaleć. Zakładając ją do eleganckiego bądź glamour looku nadamy całości więcej nonszalancji! No bo przecież obecnie w modzie wszystkie chwyty są dozwolone. Zatem nie bójcie się eksperymentować! 🙂

Foto: Dorota Siemianów

Kurtka, bluza, kolczyki- Stradivarius

Spodnie, buty- Reserved

Torba- Bon Prix

Okulary- Komono (KLIK)

Szalik- H&M

 

Continue Reading