Panterka inaczej!

Jesienne trendy powoli zalewają nas z każdej strony, a ja pomału zaczynam kompletować je także i w mojej garderobie. Jednym z absolutnych „must have” tego sezonu jest motyw panterki. Pojawia się ona na swetrach, spodniach, dodatkach, a nawet i płaszczach. Pamiętajcie jednak, że z „panterką” trzeba  bardzo uważać, żeby stylizacja wyszła ze smakiem, a nie kiczowato. Osobiście stawiam na jeden element garderoby z tym motywem. Natomiast kolorami chętnie się bawię. W dzisiejszym looku macie przykład jak zmiana kolorów tego popularnego wzoru może dodać fajnego efektu całej stylizacji. Czerwień to mój ulubiony jesienny kolor, a w połączeniu z odcieniem wrzosowym wygląda naprawdę ciekawie. Jak Wam się podoba? Dajcie znać czy macie w swojej szafie już jakieś „panterkowe” łupy. 🙂

Foto: Dorota Siemianów

Sweter- NA-KD (KLIK) Na hasło: fitashionnx20 macie 20% zniżki 🙂

Sukienka- Cinamoon

Torebka- Orsay

Buty- Renee

Biżuteria- Bovem

Continue Reading

Czerwony Sweter!

Przyznam się szczerze, że przez ostatnich kilka miesięcy z czerwonym nie do końca było mi po drodze. Zdecydowanie częściej sięgałam po odcienie różu, szarości, zieleń… ale nie czerwony! Ten kolor (może przez swój ognisty temperament) jakby mnie raził. Wszystko zmieniło się gdy przyszła jesień, a liście zaczęły mienić się piękną feerią barw, przypominając mi jak czerwień pięknie łączy się z innymi jesiennymi barwami. Kropką nad i , albo inaczej mówiąc „truskawką na torcie” był mój powrót do rudych włosów. I jakoś tak wszystko to teraz pięknie współgra, a różowe elementy garderoby zastąpiłam czerwonymi i musztardowymi swetrami. Mam nadzieje, że i Wam taka rewolucja w stylizacjach oraz na mojej głowie przypadnie do gustu. 🙂

Foto: Dorota Siemianów

Sweter- House

Spodnie- Sinsay

Torebka- Mohito

Buty- Renee

Bransoletka- Daniel Wellington (KLIK) Do 15.10 na hasło: FITASHION możecie ją kupić 15% taniej!

Continue Reading

Kosmetyki do pielęgnacji- nowości w mojej łazience!

Ostatnio tak mocno zacumowałam w srticte makijażowych produktach, że zupełnie do głowy mi nie przyszło aby uzupełnić braki u podstaw… 😉 Na szczęście drogeria Hebe przyszła z pomocą w samą porę i zaopatrzyła mnie w to co najważniejsze. Moja codzienna pielęgnacja pod prysznicem nie należy do bardzo skomplikowanych. Muszę jednak przyznać, że jestem wymagająca i wybredna w kwestii produktów, które mają zagościć w mojej łazience na dłużej.
Wiadomym jest, że po kilku zastosowaniach nie jestem obiektywna, ale śmiało mogę stwierdzić, gdzie pojawiła się chemia i nie mam tu na myśli SLS’ów 😉

Head, shoulders,… czyli zacznijmy od włosów


Jeśli śledzicie mój kanał na IG, pewnie zauważyliście, że od kilku dni jestem posiadaczką miedzianych włosów. Z blondem zawsze mi po drodze, ale raz na jakiś czas mam ochotę na powrót do korzeni, co jednocześnie zaspokaja moją potrzebę nagłej życiowej zmiany. Nawilżający szampon micelarny Charles Worthington do codziennego stosowania, który chroni kolor wydaje się być w tej chwili jednym z trafniejszych wyborów. Jest łagodny, więc można stosować go każdego dnia. Producent zapewnia, że wolny od sulfatów skład skutecznie usuwa zanieczyszczenia nie obciążając przy tym włosów. Niezaprzeczalną zaletą tego szamponu jest jego zapach, który utrzymuje się przez cały dzień! W połączeniu z delikatną, nieobciążającą włosów odżywką mam z głowy jakiekolwiek dodatkowe zabiegi. Odżywcza formuła ma za zadanie zredukować uszkodzenia, czyli to co funduję im podczas farbowania. Za równo szampon jak o odżywkę możecie obecnie kupić taniej (KLIK , KLIK)

Peeling solny

Prawda jest taka, że uwielbiam peelingi. Ich efekt chyba jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. Ten tutaj czyli Sanctuary SPA jest na bazie soli z Morza Martwego, a także z dodatkiem bogatej mieszanki olejków: jojoba, kokosowego i migdałowego. Obiecałam sobie, że wypróbuję go, jak tylko trafi mi się wolny wieczór. Mogłabym oczywiście zastosować peeling standardowo pod prysznicem, ale najlepszy efekt jest wtedy, gdy wmasujemy kosmetyk w suchą skórę, a dopiero później spłuczemy go ciepłą wodą. Muszę tylko pamiętać, że ten nie nadaje się do stosowania na twarzy. Obecnie w promocyjnej cenie, kupicie go nawet o połowę taniej (KLIK)

Krem, czy żel pod prysznic?

Tego produktu producent również nie zaleca do stosowania na twarzy, ale o pozostałą część ciała faktycznie dba fantastycznie. Często szukam takich rozwiązań, które pozwolą mi zaoszczędzić czas w łazience. Wczesne wstawanie lub późne powroty do domu sprawiają, że pielęgnację ciała chcę „odbębnić”, ale bez efektów ubocznych. Ten krem pod prysznic z serii Sanctuary Spa z powodzeniem pozwala ominąć balsamowanie ciała. Formuła wzbogacona w witaminę E, masło shea i olej słonecznikowy delikatnie nawilża i pozostawia skórę gładką i elastyczną. No i ten zapach… zastanawiam się tylko jak na dłuższą metę zniosę go w połączeniu z moimi perfumami?

„Wonder Body”

To rozświetlający balsam do ciała, który zazwyczaj stosuję latem. Tym razem stwierdziłam, że niby dlaczego pora roku miałaby mnie ograniczać? Często odsłaniam kawałek ciała nosząc sukienki, czy swetry z duży dekoltem. Migoczące drobinki w jesiennych promieniach słońca, które cały czas nas rozpieszcza też wyglądają pięknie! Domyślam się, że balsam lekko podrasuje koloryt mojej skóry, która z natury jest bardzo blada. Jaki będzie efekt, będę mogła Wam powiedzieć dopiero po kilku aplikacjach. Balsam jest wzbogacony o ekstrakt z pestek winogron i olejków abisyńskich. Brzmi całkiem nieźle! Znajdziecie go tutaj (KLIK)


I to już wszystkie nowości, które zagościły w mojej małej łazience. Kilka skradło moje serce natychmiast, inne chciałabym jeszcze trochę potestować, by móc wydać ostateczny werdykt. Na pewno będę sięgać po nie, gdy do wyjście zostanie mi 15 minut, a ja będę „w proszku”. Ich wielozadaniowość może okazać się sporą zaletą. Wszystkie te produkty znajdziecie w drogeriach Hebe. Są więc w zasięgu ręki większości z Was, a ja niedługo przypomnę o nich w podsumowaniu ulubieńców. Co Wy na to? Czy znajdzie się tutaj i dla Was jakiś faworyt?

Continue Reading

Czy to można połączyć? Czerwona maxi nie tylko od święta!

Wiecie co najbardziej lubię w modzie? Totalny brak granic. Obecnie modą możemy się bawić, a eleganckie wieczorowe sukienki łączyć z codziennymi dodatkami. Nikogo już nie szokuje, balowa suknia i ciężki buty… Minęły też czasy kiedy buty musiały być w tym samym kolorze co torebka, a decydując się na złote kolczyki absolutnie nie mogliśmy sobie pozwolić na srebrny zegarek. Dzisiaj te wszystkie „niedozwolone” kiedyś chwyty są na porządku dziennym. Nie będę ukrywać, że mnie to bardzo cieszy, bo jeszcze kilka lat temu, długą czerwoną suknie, kupioną specjalnie na wesele odwiesiłabym do szafy (i pewnie na tym zakończyłby się jej żywot), a obecnie dodając do niej kilka rockowych dodatków śmiało mogę występować w niej na codzień. Dwa moje ulubione połączenia to czarne mokasyny i oversizowa bluzka, którą zarzucam luźno na sukienkę, albo ramoneska i czarna nerka. Ten drugi zestaw Wam dzisiaj prezentuję i po cichu mam nadzieje, że Wam również taki look przypadnie do gustu.

Foto: Bartosz Skopiński

Sukienka- E-Lili Butik

Szpilki- Orsay

Nerka- Mohito

Ramoneska- Top Secret

Continue Reading

Olejowanie włosów- hit czy kit?

Tłusta robota

Przyznam szczerze, że jak na osobę, która jest kosmetycznym freakiem  w jednym temacie wciąż wiedziałam niewiele. Ba! Nadal raczkuję, ale w końcu by coś dobrze poznać musimy zrobić pierwszy krok ku odkryciu. Mowa o olejowaniu włosów. Miałam w swoim życiu kilka podejść do tematu, każde kończyło się na przeczytanym leadzie jakiegoś wpisu, czy artykułu. Myślałam sobie: przecież moje włosy są zdrowe, mam ich całe mnóstwo, błyszczą, lśnią, zawsze jakoś wyglądają. Myślałam, że w moim przypadku olejowanie nie jest konieczne. Nic bardziej mylnego, jak się okazało…

Moja blond głowa przechodziła kilka eksperymentów, a zdecydowanie najbardziej szkodzi im farbowanie. Do największego koszmaru w kwestii włosów zaliczam ich rozczesywanie po umyciu. Są poplątane w ten charakterystyczny sposób, bardzo suche i kruche. Kiedy więc usłyszałam, że olejowanie chroni włosy podczas farbowania stwierdziłam, że muszę ten temat zgłębić i rozebrać na części pierwsze.

Na czym to polega?

Olejowanie włosów to po prostu nakładanie kilku kropel naturalnych olei na włosy. Nie ma większego znaczenia czy będą one suche czy wilgotne. W zależności od potrzeb nakłada się specyfik na same końcówki lub także na skórę głowy i włosy na całej długości. Wybór oleju jest bardzo ważny, a na rynku dostępne są między innymi takie jak: palmowy, rycynowy, migdałowy, kokosowy, morelowy, z awokado, kukurydziany, lniany, sezamowy, słonecznikowy, rozmarynowy i wiele innych. O każdym z nich znajdziecie kilka słów w Internecie.
Korzyści z olejowania są ogromne! Po kuracji włosy stają się odżywione, elastyczne, pełne blasku, odporne na zniszczenia, bardo sprężyste. I muszę tu użyć ulubionej formułki reklamodawców: już po pierwszym stosowaniu. Naprawdę! Dobroczynne składniki olejków wnikają głęboko w strukturę włosa i cebulek. W rezultacie skalp jest zdrowy, normuje się wydzielanie serum, komórki są dotlenione.

Co może pójść nie tak?

Zabieg wydaje się prosty z pozoru, ale można popełnić kilka błędów, które przeszkodzą w osiągnięciu odpowiednich rezultatów. Przede wszystkim:
→Nie należy nakładać oleju na bardzo brudne, tłuste już włosy. Może to spowodować nadmierne ich wypadanie.
→Nie można przesadzić z ilością oleju. Lepiej jest wykonać zabieg dwa razy w tygodniu niż raz z podwójną dawką produktu (ok. 2ml oleju będzie wystarczające). Co jeśli już zdarzy Wam się wylać na włosy za dużo olejku? Dodatkowo należy zaaplikować odżywkę lub maskę by zemulgować olej.
→Nie każdemu olejowanie służy, nie ma więc sensu usilnie poddawać włosy tym zabiegom, skoro ewidentnie nie przynosi to efektu. Włos włosiu nierówny.

Klucz do sukcesu

Tak jak w przypadku innych zabiegów, które stosujemy w domowym zaciszu, tak i olejowanie wymaga od nas po prostu regularności. Jeśli będziemy fundować sobie takie Spa tylko wtedy gdy nam się akurat o tym przypomni, to nie doszukujmy się w lustrze efektów. Wybierz zatem dwa dni w tygodniu i staraj się tego trzymać.

Mój wybór

Spośród wszystkich dostępnych na rynku olejków mi najbardziej do gustu przypadł  olej makadamia (więcej na jego temat TUTAJ). Jego skład jest zbliżony do budowy ludzkich komórek. Zawiera nienasycone kwasy tłuszczowe, witaminy B, E i A, lecytynę i właśnie sam skwalen, czyli to co znajduje się w płaszczu lipidowym skóry. Jego zapach jest bardzo przyjemny, a włosy po zabiegu gładkie, łatwe do rozczesania i błyszczące.  Olejek ten zapobiega rozdwajaniu końcówek. Jest także nazywany „znikającym olejkiem”, ponieważ włosy i skóra głowy wchłaniają każdą jego ilość. Naprawdę potrafi uratować zniszczone zabiegami fryzjerskimi czupryny. Dla mnie stał się obowiązkowym elementem dostępnym w łazience. Czytając o nim więcej znalazłam dla niego kilka innych zastosować, ale to już temat na odrębny wpis. Dodam jeszcze tylko, że olej makadamia składa się z kwasów tłuszczonych jednonienasyconych, co sprawia, że jest lepszy niż oliwa z oliwek. Póki co jednak cieszę się, że tak dobrze dba o witalność moich cebulek włosów!

Continue Reading