Filmy- piękne, mądre, wzruszające!

Dzisiaj, chciałabym Was zachęcić do obejrzenia filmów, które są nie tylko pozytywne, ale również przypominają nam o pięknych wartościach, i o tym, co jest w życiu ważne. Osoby, które uwielbiają oglądać horrory, dreszczowce, czy obrazy z dużą dawką przemocy, mogą poczuć się trochę zawiedzione. Uważam, że obecnie wszędzie jest tak wiele przemocy i złych wiadomości, że powinniśmy otaczać się pięknem i przyciągać do swego życia tylko dobrą energię… a taką niewątpliwie znajdziecie w przygotowanych przeze mnie propozycjach. Aaa – i jeszcze jedno – decydując się na seans filmowy z poniższej listy nie zapomnijcie zaopatrzyć się w popcorn i chusteczki… gwarantuje, że poleje się „morze oczyszczających” łez. 😊

1. Cudowny Chłopak

-to film, o którym już wspominałam na insta stories i który poruszył mnie do tego stopnia, że postanowiłam stworzyć tę oto listę. Obraz dość nowy, bo z 2017 roku i z genialną obsadą (Julia Roberts, Owen Wilson, Jacob Tremblay). Ale nie obsada, a wartości jakie przekazuje są tutaj najważniejsze. Jest to film o 10-letnim chłopcu, który rodzi się ze zdeformowaną twarzą i któremu nagle przychodzi zmierzyć się z życiem. Jego nowe życie to coś więcej niż „wnętrze własnego domu”. Więcej nie zdradzę, ale uprzedzam, że ja na tym filmie płakałam 6 razy, a jestem dość twardą sztuką jeśli chodzi o „wyciskacze łez”. Najbardziej poruszyło mnie to, jak  główny bohater (ale nie tylko on) przypomina nam, że piękno to nie tylko wygląd zewnętrzny, ale przede wszystkim to, jak postępujemy i jakimi jesteśmy ludźmi; że „inny” nie znaczy gorszy. Uczy tolerancji, akceptacji, ale też spojrzenia na tą samą sytuacje z różnej perspektywy. Mój ulubiony cytat z całego filmu: „Bądź dobry, bo każdy boryka się z losem. A żeby dostrzec, jacy ludzie naprawdę są wystarczy po prostu patrzeć”.


2. „Cuda z nieba”

– to kolejny film, na który trafiłam całkowicie przypadkiem (no ale przecież dobrze wiemy, że w życiu nie ma przypadków 😊). Trochę starszy niż „Cudowny Chłopak”, bo z 2016 roku, ale za to oparty na faktach. Już na samym początku, kiedy dowiadujemy się, że  jedna z córek Państwa Beam (w roli mamy – Jennifer Garner) zaczyna chorować na bardzo rzadką i straszną chorobę, zdajemy sobie sprawę, że  bez chusteczek się nie obędzie. Mocno poruszający, trudny, ale i przepiękny obraz dający dowód na to, że cuda się zdarzają. Mało tego, wcale nie trzeba szukać daleko, wystarczy rozejrzeć się dookoła!!! Wiara, nadzieja i miłość – to trzy wartości, o których warto pamiętać każdego dnia.  

3. „Żyj dwa razy, kochaj raz”

– tym razem zachęcam do obejrzenia hiszpańskiej produkcji ‚Vivir dos veces’. Całkiem nowa, bo z 2019 roku, ale do wczoraj o niej nie słyszałam ;-). Na to, że film ten mocno chwycił mnie za serce składa się kilka rzeczy: język hiszpański, który kocham, a który w jakiś magiczny sposób potrafi mocniej nasycić emocjami wypowiadane słowa; piękne, urokliwe hiszpańskie miasteczka i historia życia ze straszną chorobą w tle (Alzhaimer). Jeśli kiedykolwiek wydawało Wam się, że najpiękniejsze deklaracje miłosne w literaturze i kinie już padły, to obejrzyjcie ten film. Mój ulubiony fragment filmu – to wyznanie miłosne wypowiedziane językiem matematyki, tak logiczne i magiczne zarazem. Coś pięknego! Ale nie myślcie sobie, że jest to typowo płaczliwa produkcja – wręcz przeciwnie, gwarantuję, że uśmiech również zagości na Waszych twarzach. Jak dla mnie – bomba emocjonalna pokazująca miłość we wszystkich jej kolorach. Film zdecydowanie lżejszy niż poprzedni. Idealny na sobotni wieczór.

4. „17”

– kolejna hiszpańska produkcja i kolejny obraz, w którym jestem zakochana. Hiszpańskie kino ma w sobie coś takiego, że w dość „leniwy” sposób potrafi opowiedzieć nam historię, która nie dość, że wciąga, to przekazuje też „między wierszami”, jakie są najważniejsze wartości w życiu. Nie ma tu dynamicznych zwrotów akcji, jak w typowych hollywoodzkich produkcjach. Jest za to powoli opowiadana piękna historia. Film w  prosty, ale i cudowny zarazem sposób pokazuje rodzinne więzy, braterstwo, szacunek do starszych. Historia zaczyna się od tego, jak 17-letni Hector ucieka z ośrodka dla młodych przestępców, aby odnaleźć psa, z którym stworzył piękną więź (Ci co posiadają jakieś zwierzątko, a w szczególności psa – wiedzą o czym mówię). Jest to film o przyjaźni i lojalności, głębokich relacjach i miłości. Dodatkowo – mamy przepiękne hiszpańskie krajobrazy i podróż camperem (która „nawiasem mówiąc” jest moim skrytym marzeniem). Obejrzyjcie i pozwólcie się ponieść tym emocjom, doświadczcie wspaniałej lekcji uczciwości i pokory. 

5. „Sekret”

– na koniec film, który mam nadzieję większość z Was już widziała. To obraz, który przypomina nam o tym, jak potężnym narzędziem jest nasz umysł; to dowód na to, że to my kreujemy swoją rzeczywistość, a to jakim życiem żyjemy zależy tylko i wyłącznie od nas. Film ten zmienił moje życie już 10 lat temu (wtedy to po raz pierwszy go obejrzałam). Od tego czasu nieustannie doświadczam, na własnej skórze „prawa przyciągania”. Jeśli chcecie coś zmienić w swoim życiu – to jest to, razem z książką „Potęga podświadomości”, pozycja obowiązkowa. 😊


Wszystkie filmy, o których pisałam powyżej znajdziecie na Netflixie. Życzę udanych seansów i dajcie znać, która z wymienionych propozycji podobała Wam się najbardziej. 

FOTO: Marta Bressa Fotografia

Bluza: Pull&Bear

Continue Reading

Sportowa elegancja!

Nowy modowy sezon wiosna-lato 2020 rozpoczął się na dobre. I choć większość z nas, zgodnie ze zdrowym rozsądkiem i odpowiedzialnością społeczną, większość dnia spędza w domu to i tak warto orientować się w trendach jakie będą królować na ulicach (jak już z tych domów wyjdziemy) światowych stolic mody i nie tylko. 🙂 W tym sezonie żegnamy, tak modne jeszcze niedawno, neony… rezygnujemy też z zachowawczych barw jakie nosiliśmy zimą i wskakujemy w wesołe kolory kojarzące się z budzącą się do życia przyrodą. Oprócz niebieskiego, koloru kurkumy czy elektryzującej czerwieni, warto zaopatrzyć się w jakąś część garderoby w kolorze pastelowej zieleni. Nie jest to kolor łatwy, ale w połączeniu z bielą prezentuję się naprawdę pięknie.

Ja w dzisiejszej stylizacji postawiłam na marynarkę właśnie w kolorze miętowej rozbielonej zieleni. Do tego dobrałam białe spodnie, białą koszulę i adidasy. Miało być stylowo, ale i wygodnie. W takim zestawie śmiało można iść do pracy, ale także na randkę czy spotkanie z przyjaciółką. Na chłodniejsze wieczory polecam marynarkę zamienić na oversizowy sweter w kolorze pudrowego różu. W ten sposób przy niewielkim wysiłku mamy dwie fajne stylizacje. Która podoba Wam się bardziej?

Foto: Marta Bressa Fotografia

Spodnie: Exittoshop

Koszula- H&M

Marynarka- NA-KD Lounge

Sweter: Exittoshop

Continue Reading

Kwarantanna nie taka straszna!

28 marca 2020 roku… dokładnie pamiętam tą datę… bo był to nie tylko dzień mojego powrotu z Gruzji do Polski, ale też urodziny mojej mamy, których świętowanie tym razem musiałyśmy odłożyć na jakiś czas… Zanim dano mi szansę powrotu do kraju, który przez te 3 tygodnie tak bardzo się zmienił, bardzo długo się wahałam. Intuicja mówiła mi, żebym została jeszcze jakiś czas w Gruzji, a zdrowy rozsądek namawiał na powrót do Ojczyzny. Ostateczna decyzja zapadła, gdy od mojej mamy usłyszałam słowa, że „mój powrót będzie dla niej najlepszym prezentem urodzinowym”. Cóż było robić, klamka zapadła. Nie mogłam jej tego zrobić… Kupiłam więc bilet na #LOTdodomu, spakowałam walizkę, bardzo ubolewając, że w Tbilisi zostawiam przyjaciół i świat, w którym tak naprawdę czułam się bezpieczna, w którym trochę odcięłam się od koronawirusa. O samym powrocie nie będę się tutaj rozpisywać (wszystko jest zapisane w wyróżnionych relacjach na Instagramie). Postanowiłam, że w tym wpisie skupię się na tych 14 dniach obowiązkowej kwarantanny, które trzeba było odbyć, a które właśnie dobiegają końca…

Obowiązkowa kwarantanna, czyli absolutny zakaz 14-sto dniowego opuszczania domu po powrocie z innego kraju do Polski to coś, co u większości ludzi budzi przerażenie. Nawet nie wiecie ile razy słyszałam: „Ale jak Ty dasz radę? Przez 14 dni? Sama, zamknięta, bez telewizora?

Ha! Dałam! Powiem więcej, mam się świetnie, a te dwa tygodnie wiele mnie nauczyły.

Zacznijmy od tego, że nauczyłam się celebrować każdą chwilę. Szczerze to nie pamiętam, kiedy ostatnio, w tym normalnym, choć ja wolę go nazywać „starym świecie” miałam czas, żeby zjeść śniadanie dłużej niż 5 minut. Teraz, moje posiłki to jest prawdziwe święto. Jem wolno, w skupieniu, doceniając to, że mogę delektować się każdym kęsem. Ostatnio często jem z zamkniętymi oczami, a to sprawia, że moja celebracja śniadania, czy obiado-kolacji jest jeszcze bardziej świadoma. Śmiać mi się chce, jak przypominam sobie śniadania jedzone w pośpiechu, między wejściami na antenę, czy przed telewizorem, albo obiady pochłaniane na szybko w samochodzie!!!. Dobrze, że świat, postanowił mi w dość okrutny, ale jednak skuteczny sposób przypomnieć, jak to powinno wyglądać.

Druga rzecz, która ponownie pojawiła się w moim życiu to KSIĄŻKI/LITERATURA. Pamiętam czasy, jak za dzieciaka uwielbiałam książki, które stanowiły najlepszy prezent. Gdy szlam z babcią lub dziadkiem do sklepu, zawsze prosiłam, żeby zamiast zabawki kupili mi książeczkę… Bynajmniej nie służyły mi one do oglądania kolorowych obrazków, a do „czytania” – mogłam przez wiele godzin słuchać czytane przez dziadków bajki… Do teraz mam w swojej głowie obrazy, jak z babcią albo dziadkiem leżymy w łóżku, a ja wsłuchuje się w skupieniu w fabułę swoich ulubionych książeczek, które po jakimś czasie znałam już na pamięć. Smutne jest, że z czasem książki poszły w odstawkę i zostały zastąpione telefonem i komputerem. Kwarantanna przypomniała mi, jak cudownie można spędzić wolny czas, bez ciągłego gapienia się w ekran smartfonu.

Kolejny kwarantannowy bonus – to poranna medytacja, joga i ćwiczenia- te 3 rzeczy włączyłam do mojej codzienności i przyznam Wam szczerze, że jest mi z tym niesamowicie dobrze. Dzień zaczynam od medytacji, pozytywnego myślenia i miłości, później robię 20-minutowy program jogi na stres i dobre samopoczucie, jedną sekwencje jogi kundalili, po czym kończę ten mój poranny maraton 25-cio minutowym programem treningowym Focus T25 od Shauna T. Nie dość, że po tej mega dawce endorfin czuję się o niebo lepiej, to dodatkowo, gratisowo – pojawiły się pierwsze zmiany w moim ciele. Ufff, dobrze, że kwarantanna trwa tylko 2 tygodnie bo mogłabym siebie nie poznać do lata. 😉

Zamknięcie w domu, w którym oprócz mnie nie ma nikogo innego, dało mi też dużą swobodę psychiczną. Moje ego, które zawsze zastanawia się co o nas pomyślą inni, odłożyłam na półkę, a skupiłam się na poznawaniu siebie. Jaką naprawdę jestem osobą, kim jestem? Co czuję? Czego pragnę? Co w moim życiu robiłam z przyzwyczajenia, wygody, lenistwa i czy naprawdę to mi służyło? Mogę sobie również pozwolić na totalną swobodę. Tańczę pod prysznicem, śpiewam mantry i robię wszystko to, co do tej pory mogłoby się wydawać co najmniej dziwne  .

Zapytacie – a co z samotnością? O dziwo, stwierdzam, że nie odczuwam jej kompletnie… To, że jestem sama, nie znaczy, że jestem samotna. Rozmawiam z przyjaciółmi na video konferencjach, z rodzicami przez telefon… a codziennie odwiedza mnie również osiedlowy kot, z którym się nawet zaprzyjaźniłam. 

Dla mnie czas kwarantanny okazał się czasem przełomowym. Odkryłam życie na nowo, tak naprawdę zwolniłam, zaczęłam doceniać zwykłe rzeczy – nauczyłam się siedzieć na tarasie, cieszyć się każdą chwilą, wsłuchiwać w śpiew ptaków, oglądać zachody słońca, po prostu być tu i teraz i czerpać z tego radość. Tak naprawdę jestem niesamowicie wdzięczna losowi, że zmusił mnie, żebym zwolniła, żebym przewartościowała pewne rzeczy i celebrowana każdą chwilę, bo ostatnio żyłam w takim pędzie, że mogłabym sobie przypomnieć o zwolnieniu w sytuacji, gdzie mogłoby być już za późno…

Foto: Marta Bressa Fotografia
Sukienka: Exitto
Sweter: Exitto
Buty: Born2be
Continue Reading