Korfu – pomysł na 3-dniowy wypad na grecką wyspę!

Dzisiaj przychodzę do Was z wpisem, który jest gotowym planem na 3 dni (niecałe) na Korfu. Idealna sprawa na spędzenie wiosennego weekendu w towarzystwie ukrytych, przepięknych plaż, dobrego jedzenia i ładnej pogody. Postanowiłam, że rozpiszę Wam po kolei jak wyglądał nasz wypad, co robiłyśmy, gdzie spałyśmy i ile nas to kosztowało. Gotowi? No to zaczynamy.
Na Korfu najlepiej, moim zdaniem wybrać się w kwietniu, jest to termin jeszcze poza sezonem, dlatego niektóre knajpki są nadal zamknięte, ale spokojnie można coś fajnego i pysznego znaleźć. Plusów kwietniowego wypadu jest natomiast dużo więcej. Z tych najważniejszych jakie przychodzą mi do głowy to kwestie finansowe, ceny nie są tak wygórowane jak podczas wakacyjnych miesięcy, upał tak nie doskwiera (temperatura była na poziomie 20 stopni) i brak jest dzikich tłumów, które w sezonie będą okupować plaże i szaleć na drogach, które do lekkich i przyjemnych nie należą. Im mniej samochodów na trasie tym lepiej, wierzcie mi na słowo. 🙂 Czasami jest tak wąsko, że człowiek zastanawia się czy to nadal jest droga dla samochodów, ale o tym później…
Zacznijmy od biletu lotniczego. Bardzo fajne połączenie można znaleźć na trasie Poznań- Corfu i taką opcje my również wybrałyśmy. Lot w obie strony z dwoma bagażami podręcznymi (w tym jednym większym, 10-cio kilowym) i pierwszeństwem wejścia na pokład kosztował 370 zł. Wylot miałyśmy z Poznania w piątek o 12.50 (na miejscu byłyśmy około 16 lokalnego czasu), a powrót o godzinie 18 w niedziele (w Poznaniu byłyśmy 19.20 czasu polskiego). Na Korfu jest godzina później, stąd te rozbieżności jeśli chodzi o czas lotu.
Noclegu szukałam zarówno na airbnb jak i na bookingu i chociaż jestem ogromną fanką tego pierwszego to tym razem korzystniejsze warunki (stosunek jakości do ceny) znalazłam na bookingu. Zatrzymałyśmy się w uroczym małym pensjonacie (tak to chyba powinnam nazwać) z przepięknym widokiem- Ipsia Apartments. Dom znajdował się na wzgórzu dlatego widok z tarasu i ogrodu, który był do naszej dyspozycji, był tak oszałamiający. Życzliwy właściciel, który był bardzo otwarty i pomocny, czyste, zadbane wnętrze i niska cena, sprawiły, że chętnie bym tam wróciła. Jedyny minus o którym muszę wspomnieć to fakt, że na górkę musiałyśmy się wspiąć na piechotę bo nasz samochód odmówił posłuszeństwa i przy pierwszym (tym mniej stromym jak się później okazało podjeździe) zgasł. Całe w strachu (jak to dwie baby za kierownicą) postanowiłyśmy zostawić samochód na dole, a my same po około 10 minutach marszu byłyśmy na miejscu. Cena za dwie noce to około 100 zł na osobę.
Samochód wynajęłyśmy z wypożyczalni Greenmotion, którą w sumie średnio mogę polecić. Wypożyczalnia Greenmotion była najtańsza, ale obsługa pozostawiała wiele do życzenia. Nie dostałyśmy zarezerwowanej wcześniej Skody Citigo z klimatyzacją, tylko bardzo styranego (greckimi ulicami) Fiata Pande (bez klimy). Jedyny plus tego, że nasz model był obdrapany z każdej możliwej strony był taki, że nawet gdybyśmy zrobiły dodatkową ryskę, czy dwie, o co nietrudno w Grecji, nikt by tego nie zauważył. 🙂 Pamiętajcie też, jeśli będziecie zwracać auto w niedziele, żeby zatankować je z samego rana, bo później 4 na 5 stacji po drodze będzie zamkniętych. A jeśli nie zwróci się samochodu z taką samą ilością paliwa jak przy odbiorze, to zostaniecie obarczeni dodatkową, dużo wyższą opłatą. Cena za wynajem samochodu z dodatkowym ubezpieczeniem to 170 zł, tankowałyśmy tylko raz za 20 euro.
Jak wyglądał nasz plan podróży krok po po kroku:
W piątek nie pozostało nam już wiele czasu na zwiedzanie… po odebraniu samochodu z wypożyczalni, zameldowaniu się w Ipsia Apartments zrobiła się godzina 18, czyli do zachodu słońca miałyśmy dwie godziny. Postanowiłyśmy wybrać się do Porto Timoni. I choć Porto Timoni oddalone było od naszego noclegu tylko jakieś 30 kilometrów, to podróż krętymi greckimi drogami zajęła nam dobrą godzinę. Po dotarciu do miejscowości Afionas (gdzie zostawiłyśmy samochód) trzeba było troszeczkę dojść do miejsca skąd rozciąga się pocztówkowy widok na Porto Timoni. Po 20 minutach marszu trafiłyśmy na taki oto widok. Jeden z piękniejszych jaki widziałam podczas tej podróży.
W drodze powrotnej, z różnych punktów widokowych, podziwiałyśmy zachód słońca. A po drodze do miejsca gdzie miałyśmy nocleg zatrzymałyśmy się w bardzo fajnej lokalnej knajpce, w której jedli praktycznie sami Grecy, a to dobry znak. Jeśli chodzi o menu to obowiązkowym punktem który powinien pojawić się na Waszych talerzach jest moussaka i sałatka grecka. Za 2 mousaki, 2 sałatki greckie, kieliszek wina i herbatę zapłaciłyśmy 23 euro. Niestety nazwy restauracji nie pamiętam, a na mapie też jej nie mogę znaleźć, także musicie mi wybaczyć i szukać w tym przypadku czegoś na własną rękę. Ale jakby to Magda Gessler powiedziała, przechodząc obok restauracji musi pachnieć jedzeniem. 🙂 Idąc tym tropem na pewno dobrze traficie.
Dzień drugi czyli sobotę, zaczęłyśmy od śniadania na tarasie, podziwiając cudny widok, który mogliście zobaczyć na insta stories. Później udałyśmy się na nieźle ukrytą, prawie bezludną plażę Limni. Żeby do niej dojść trzeba zostawić samochód przy drodze, a następnie powoli spacerkiem zejść w dół, przechodząc przez gaj oliwny. Znaki są mało widoczne, dlatego trzeba iść na tak zwanego „czuja”. My weszłyśmy w pierwszą ścieżkę, która wyglądała w miarę porządnie i doszłyśmy. Można powiedzieć więcej szczęścia niż rozumu ;). Ale jeśli jakimś cudem pomylicie drogę to na pewno dojdziecie w inne piękne miejsce, także nie bójcie się i odkrywajcie nowe wspaniałe zakątki i prawie opustoszałe (przynajmniej w kwietniu) plaże.
Następną naszą destynacją był Canal D’Amour czyli Kanał Miłości, który zrobił na mnie największe wrażenie. Termin w którym się wybrałyśmy (kwiecień) był strzałem w dziesiątkę, bo kanał tak bardzo oblegany przez turystów latem był tylko do naszej, i jeszcze kilku osób, dyspozycji. Legenda głosi, że dziewka, która przepłynie kanał, znajdzie miłość na całe życie. Nie wiem, nie próbowałam, ale pisałyście mi na instagramie, że kanał przepłynęłyście już jakiś czas temu, a męża, albo chociażby kandydata na narzeczonego nadal brak. 🙂
Po Kanale Miłości chciałyśmy się udać do knajpki o nazwie 7th Heaven, ale niestety była zamknięta. Szkoda, bo wyglądała naprawdę super, a widok jaki się z niej rozciąga to ponoć najlepsze miejsce na wyspie do podziwiania zachodów słońca.
Niedziele natomiast spędziłyśmy w Corfu Town, czyli cudownym miasteczku z wąskimi bardzo włoskimi uliczkami, pięknymi kamieniczkami i mnóstwem sklepów z pamiątkami. Także jeśli chcecie zrobić zakupy dla najbliższych, to Corfu Town będzie świetnym rozwiązaniem, na pewno znajdziecie tu to czego szukacie. Pamiętajcie też, żeby do Corfu Town udać się w miarę wcześnie, bo później znalezienie miejsca parkingowego może graniczyć z cudem. Jeśli chodzi o jedzenie to z całego serca polecam knajpkę która się nazywa Pane e Souvlaki, jeśli będziecie mieć trochę szczęścia (tak jak my) to dostaniecie stolik na niewielkim balkonie z którego rozpościera się wspaniały widok na pobliski plac. W Pane e Souvlaki jadłyśmy oczywiście souvlaki, czyli mięso grillowane na patyku z frytkami i oczywiście sałatkę grecką. 🙂 Corfu Town jest oddalone tylko 6 minut drogi od lotniska, także to idealne rozwiązanie na ostatni dzień pobytu.
I to by było na tyle, w 3 dni zwiedziłyśmy tylko, albo aż tyle. Zależy jak na to spojrzymy ;). Naszym głównym celem było wypocząć, niespiesznie zwiedzić sobie najpiękniejsze zakątki wyspy i podelektować się pysznym greckim jedzeniem. Jeśli macie jakieś pytania, śmiało piszcie, ja chętnie na nie odpowiem. 🙂
Continue Reading

Neapol- miasto pysznej pizzy!

Pomimo tego, iż z Neapolu wróciliśmy już jakiś czas temu, to nadal, czuje smak wspaniałej pizzy, aromatycznej kawy, czy nieziemskich lodów (i mam tu na myśli nie tylko doznania smakowe, ale również ich wielkość). To włoskie miasto kusi nie tylko smakami… Pewnie zastanawiacie się, co warto zobaczyć w Neapolu i czy zaledwie 3 dni wystarczą? W dzisiejszym wpisie znajdziecie odpowiedź na to pytanie oraz kilka praktycznych wskazówek, zatem zapraszam do lektury!

Po pierwsze dojazd – ponieważ mieszkam w Wielkopolsce – najwygodniej mi było wylecieć z Wrocławia. Bilety można, i to bez promocji, kupić za śmieszne pieniądze. Ja leciałam Rayanairem i za bilet, w obie strony, zapłaciłam zaledwie 110 zł. To była cena za tak zwaną „podstawę”, czyli podróż tylko z małym, podręcznym bagażem. Przyznam szczerze, że trochę się obawiałam, czy uda mi się spakować… Bo wiecie –  my kobiety, lubimy brać „dużo za dużo”. No ale dałam radę! A skoro ja dałam, to każdy z Was też da :).

Po Neapolu najlepiej poruszać się pieszo. Mieszkając w centrum jesteśmy w stanie dojść do wszystkich najważniejszych atrakcji turystycznych i najpyszniejszych restauracji (a wierzcie mi – jest ich tyle, że trudno się zdecydować, ponieważ wszystkie są pyszne :)). Natomiast, jeżeli zarezerwujecie nocleg na uboczu (tak jak my), to do samiuteńkiego centrum, bez problemu, możecie się dostać autobusem kursującym co 13 minut za 1,10 Euro.

Co robić w Neapolu? Przede wszystkim jeść i jeszcze raz jeść :-). Nigdzie nie znajdziecie i nie skosztujecie tak pysznej pizzy, jak w małych knajpkach Neapolu. To tutaj, pierwszy raz, skosztowałam pizzy smażonej na głębokim tłuszczu! Taka smażona pizza wygląda jak ogromny, pokrytymi pęcherzami pieróg calzone, wypełniony w środku farszem. Obawiałam się, że taki rarytas będzie ociekał tłuszczem i że moja wątroba może tego nie wytrzymać. Jednak nic bardziej mylnego  – lekkość tej potrawy (biorąc pod uwagę sposób przygotowania) pozytywnie mnie zaskoczyła. Była pysznaaaa! Knajpka, która serwuje wspaniałą smażoną pizze nazywa się Pizzeria De’Figliole i znajdziecie ją na ulicy Via Giudecca Vecchia, 39. Zresztą, równie pyszna jest tradycyjna odmiana neapolitańskiego przysmaku. Pizza w Neapolu ma nieregularny kształt, zazwyczaj jest trochę przypalona i prawie w całości pokryta pomidorowym sosem. Moim zdaniem to właśnie ten sos robi „całą robotę” – smakuje zupełnie inaczej niż ten serwowany w Polsce. Po prostu „niebo w gębie”. Będąc w Neapolu mogłabym przez cały czas jeść pizze i pić wspaniałe wino! Na szczęście, mój zdrowy rozsądek, w natarczywy sposób podpowiadał mi, że będąc w tak pięknym miejscu wypadałoby jednak coś zobaczyć ;-). Mając zaledwie 3 dni musiałam dokonać wyboru i z wiadomych względów pominąć kilka z atrakcji na rzecz innych, które moim zdaniem były absolutnie warte zobaczenia. Zresztą, nic straconego, bo do Neapolu jeszcze wrócę i wtedy, jak już odkleję się od pizzy, nadrobię wszystkie miejsca „must visit”.

Wezuwiusz i Herkulanum!

Wezuwiusz! Nie wyobrażam sobie być tak blisko i go nie zobaczyć – to przecież wciąż aktywny wulkan, który znajduje się zaledwie kilkanaście kilometrów od Neapolu! Wezuwiusz jest jedynym czynnym wulkanem na stałym lądzie Europy! A biorąc pod uwagę, że już kiedyś się zbuntował i wybuchł, niszcząc sławne Pompeje i nie tylko, to obcowanie i to bliskie, z tak potężnym i groźnym wytworem natury robi wrażenie. Ja do teraz mam ciarki na rękach, jak pomyśle sobie, co by było gdyby…  Pewnie się zastanawiacie, jak do niego dotrzeć i czy można się dostać na sam szczyt? Wystarczy na głównej stacji – Stazione di Napoli, na Piazza Garibaldi wsiąść do kolejki, która nazywa się Circumvesuviana. Obieramy trasę w kierunku Sorrento i wysiadamy na stacji Ercolano Scavi. Będąc już na miejscu, warto wybrać się również na zwiedzanie Herkulanum, które znajduje się dosłownie 10 minut spacerem od stacji kolejowej. Herkulanum – nie tak sławne i wielkie, jak Pompeje, ale to przecież drugie starożytne miasto zniszczone przez Wezuwiusza. Choć oba miasta zostały zniszczone podczas wybuchu wulkanu w 1979 roku, to Herkulanum jest tym miastem, które zachowało się w lepszym stanie (ponoć ze względu na błoto wulkaniczne, które pozwoliło zachować sporo konstrukcji, zarówno tych z kamienia, jak i z drewna). W Pompejach nie byłam, ale to co zobaczyłam w Herkulanum, w zupełności mi wystarczyło, żeby poczuć klimat tego miejsca. Podczas podróży, warto wybrać się przynajmniej do jednego z tych antycznych miast.

Wychodząc z Herkulanum zaczepił nas Włoch, który zaoferował nam „usługę pokazania wulkanu”, także kwestia tego, jak się dostaniemy na Wezuwiusza rozwiązała się sama :-). Pamiętajcie, aby w takich przypadkach dość mocno się targować, inaczej skończycie tak, jak  para Czechów, która zapłaciła dwa razy tyle co my! Samo wejście na Wezuwiusza to koszt 10 Euro.  Od podnóża na szczyt Wezuwiusza, tam gdzie znajduje się krater, jest kawałek drogi. Dostanie się na sam szczyt zajęło nam jakieś 20 minut. Jednak, przy kalkulowaniu czasu potrzebnego na zwiedzanie, warto dodać jeszcze obowiązkowe i częste postoje na zrobienie zdjęć. Widok z góry robi naprawdę piorunujące wrażenie, a wydobywające się z krateru gazy, przypominają nam, że Wezuwiusz, po którego głowie spacerujemy, tylko śpi i że lepiej go nie drażnić :).

Procida!

Procida to niewielka wyspa nieopodal Neapolu, na którą można dostać się promem. Koszt to 15 euro w jedną stronę. I choć wydaje się, że 30 euro za sam transport nie jest małym wydatkiem, to wierzcie mi, że warto! Klimat jaki panuje na tej maleńkiej wysepce jest nie do opisania. Dopiero tam, spacerując po tych wąskich uliczkach, poczułam się jak na wakacjach. Miałam wrażenie, że na wyspie czas jakby się zatrzymał! Nikt się tam nie spieszy, nie hałasuje… Pełen relaks! A widoki? Zapierają dech w piersiach! Zresztą zobaczcie sami!

Neapol: Stacja Metra Toledo!

Uważana za najbardziej spektakularną. Została wyróżniona przez Daily Telegraph jako najpiękniejsza i najbardziej imponująca stacja metra w Europie! Największe wrażenie robi chyba wychodzący na powierzchnie komin, sprawiający wrażenie błyszczącej gwiazdy. Mogłabym tam spędzić godziny… Niestety tłum pojawiających się co chwile ludzi utrudniał mi cieszenie się tym pięknym widokiem. Słyszałam również, że  inne stacje metra w Neapolu są równie imponujące… Będę musiała to koniecznie sprawdzić… oczywiście następnym razem :).

Galeria Umberto!

Galeria Umberto to nic innego, jak ogromna galeria handlowa (jej powierzchnia to ponad tysiąc metrów kwadratowych!). Spacerując po jej wnętrzu poczujecie się, jakbyście spacerowali po zakamarkach jakiegoś przepięknego pałacu, ale  zamiast komnat mamy sklepy, kawiarnie i biura. Galeria Umberto to niewątpliwie jeden z symboli Neapolu wyróżniająca się wspaniałą neorenesansową architekturą. Nawet, jeżeli nie planujecie zakupów, zajrzyjcie do niej – nacieszcie oczy, zróbcie kilka fotek, a później koniecznie skosztujcie pysznych i ogromnych lodów, które znajdziecie na Via Toledo, tuż na przeciwko wyjścia z galerii.

Pałac Królewski w Neapolu!

Palazzo Reale di Napoli to obiekt, który z zewnątrz wygląda, jak mnóstwo innych budynków w Neapolu, a wewnątrz – skrywa prawdziwe skarby. Wchodząc do Pałacu, nie wiedziałam, czego mogę się wewnątrz spodziewać. Obiekt przytłoczył mnie swoim bogactwem, pięknem i przepychem. Oprócz „tradycyjnych” komnat, znajdziemy tu ogromny hol (tak nawiasem mówiąc idealny do zdjęć :)), teatr  oraz kaplicę. Kupując bilet wstępu (4 euro) dostajemy słuchawki z audio przewodnikiem, który opowiada nam o zakamarkach tego miejsca. Z całego serca polecam! Nie będziecie zawiedzeni! Obok Pałacu Królewskiego znajduję się chyba najsłynniejsza kawiarnia Neapolu – Gambrinus! Wpadnijcie na Caffe alla nocciola a zrozumiecie fenomen tego miejsca :).

Kiedyś przeczytałam, że Neapol albo się kocha, albo nienawidzi – nie ma stanów pośrednich! Jak dla mnie – Neapol jest cudowny! I tak, jak pisałam na samym początku, na pewno jeszcze nie raz go odwiedzę. Jestem zachwycona nie tylko lokalną, przepyszną kuchnią, ale również gwarem zatłoczonych ulic i pięknem budowli, które robią piorunujące wrażenie.

A w mojej głowie, już są kolejne plany podróżnicze, o których na pewno tu przeczytacie :).

Continue Reading

Kochany Święty Mikołaju…

„Kochany Święty Mikołaju…” któż z nas nie pamięta dni, kiedy to właśnie tymi słowami starannie spisanymi na pięknej papeterii  rozpoczynaliśmy grudzień? Od tego czasu sporo się zmieniło… W Świętego Pana z siwą brodą chyba już przestaliśmy wierzyć, ale nie przestaliśmy czekać na podarki. Dla mnie prezenty w Święta nie są najważniejsze, co nie zmienia jednak faktu, że miło zobaczyć pod choinką chociaż symboliczny, drobny upominek. Dzisiaj chciałabym pobawić się trochę w Elfa, czyli pomocnika Świętego Mikołaja, który pomaga mu kompletować prezenty dla wszystkich grzecznych dzieci… Pojawią się propozycje dla niej i dla niego i to takie, którymi sama chętnie obdarowałabym swoich bliskich. Gotowi? No to startujemy! 🙂

Świąteczne pomysły na prezent dla niej:

Kosmetyki!

Moje Drogie, chyba nie muszę Was przekonywać, że kosmetyków nigdy za wiele?! To coś, co każda z nas lubi i potrzebuję. Choć w normalnych okolicznościach zaopatrujemy się w kosmetyki pierwszej potrzeby, czyli te które używamy na co dzień, to od święta można poszaleć i sprawić komuś „marzo-kosmetyk”. Tak wiem, że nie ma takiego słowa. 😉 Powstało ono na potrzeby tego wpisu i oznacza kosmetyk marzenie, o którym śnimy po nocach, a którego jednak sobie nie kupujemy, bo przecież na co dzień jest tyle innych wydatków. Wierzcie mi, taki marzo-kosmetyk będzie strzałem w dziesiątkę i na pewno ucieszy obdarowywaną osobę. W przypadku tej kategorii macie też duże pole do popisu. Może to być coś z pielęgnacji, czyli na przykład krem pod oczy, o którym słyszeliśmy wiele dobrego, nowa paletka cieni, czy idąc dalej, akcesoria do makijażu, które obecnie można kupić w świetnych świątecznych zestawach.

Vouchery!

Kolejna moja propozycja to vouchery! Tutaj również mamy duże pole manewru. Może to być zarówno voucher na zabieg pielęgnacyjny, makijaż, masaż, czy voucher/karta podarunkowa do ulubionego sklepu. Dla każdego znajdzie się coś w zależności od upodobań. Zatem szalejcie! 🙂

Bilety!

W tej kategorii mowa o wszelkiego rodzaju biletach. Ja osobiście najbardziej ucieszyłabym się z tych lotniczych (wiecie jak kocham podróże), ale w grę wchodzą również bilety na koncert ulubionego zespołu czy wokalisty… Szkoda, że te na Edka Sheerana są już wyprzedane! Dobrze pamiętam jak kiedyś podarowałam taki właśnie bilet na koncert zespołu Coldplay i radości było co niemiara. Także jeśli wiecie kogo muzycznie lubi osoba obdarowywana to śmiało kupujcie, a nie będzie mowy o żadnej prezentowej wpadce. Można też iść o krok dalej i kupić na przykład bilet na całe wydarzenie muzyczne, czyli Open’er Festival. A w tym roku na Opene’rze naprawdę będzie się działo: Depeche Mode, Massive Attack, Gorrilaz czy Bruno Mars – to tylko niektóre z gwiazd które się pojawią. <3

Biżuteria!

Biżuteria to kolejna po kosmetykach rzecz, której nigdy za wiele. Do tej kategorii zaliczam zarówno wymarzone przez naszą mamę kolczyki, zegarek dla dziadka (i tutaj zahaczamy o akapit: prezenty dla niego :)) czy bransoletka dla przyjaciółki.  Mnie w tym roku niezwykle urzekł marynarski motyw czyli bransoletka z kotwicą, obok której nie mogłam przejść obojętnie. Znajdziecie ją w kolekcji marki Paul Hewitt (KLIK), a na żywo jest jeszcze piękniejsza!

Instax!

Będę z Wami szczera. Gdybym miała sama tworzyć tą listę, Instax pewnie by się na niej nie znalazł. Ale jakiś czas temu pytałam Was na instagramie (KLIK) jakie są Wasze wymarzone prezenty i wśród wielu fajnych propozycji jedna pojawiła się kilka razy. A chodziło właśnie o Instaxa. Dla niewtajemniczonych wyjaśniam, że Instax to nowy model aparatu do fotografii natychmiastowej. Łopatologicznie mówiąc, cykamy takim kolorowym i ładnie wyglądającym cudem fotkę, czekamy chwilę, a później cieszymy się od razu wywołanym zdjęciem. Brzmi super, prawda? Ja sama dopóki nie zagłębiłam się w temat nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo chcę Instaxa! 😛

Perfumy!

Perfumy to niby oczywista oczywistość, jeśli chodzi o podarki dla płci pięknej, ale jednak wielu panów ma z nimi problem. Dlatego warto dowiedzieć się jakie perfumy czy chociażby nuty zapachowe lubi osoba przez nas obdarowywana. Fajnym pomysłem będzie też zakup kilku mniejszych buteleczek zapachów, które z okazji Świąt sprzedawane są często w pięknie pakowanych zestawach. Taka mini wersja ulubionego, przez osobę, której robimy prezent, zapachu jest też świetnym wyjściem jeśli nie chcemy zbyt mocno nadszarpnąć naszego budżetu.

Galanteria skórzana!

Portfel, torebka, czy rękawiczki – wszystkie kochamy tego typu rzeczy. Ja portfele wymieniam średnio dwa razy w roku, bo wiadomo, rzecz którą się tak intensywnie eksploatuje codziennie szybko się niszczy. Także w przypadku mojej skromnej osoby portfel byłby idealnym prezentem (koniecznie czerwony!), nie pogardziłabym też pięknymi rękawiczkami ze skóry (pod kolor portfela :)), czy nową torebką (bo przecież wszystko musi do siebie pasować!).

Książka!

To kategoria prezentowa, przy której trzeba być bardzo ostrożnym, bo przecież nie każdy lubi czytać! Zanim wpadniemy na pomysł obdarowania kogoś czymś do czytania, upewnijmy się, że ta osoba lubi zaglądać do książek. Ja osobiście z książki ucieszyłabym się bardzo! Zarówno tej związanej z tematyką podróżniczą, jak i z pięknie wydanej książki kucharskiej. A tutaj wydawnictwa naprawdę prześcigają się w pomysłach! Można też tradycyjną, drukowaną książkę zastąpić urządzeniem do czytania e-booków. Chociaż ja uważam, że nie ma nic piękniejszego niż zapach kartek świeżo kupionej książki.

Świąteczne pomysły na prezent dla niego:

I tutaj my – Kobiety mamy zazwyczaj większy problem. Bo o ile prezent mamie, siostrze czy przyjaciółce byłybyśmy w stanie wybrać w 5 minut, nawet obudzone o 3 w nocy, o tyle z mężczyznami nie jest już tak łatwo. Dlatego śpieszę z pomocą i propozycjami podarków, które podsunęliście mi Wy, bądź faceci bliscy mojemu sercu.

Filtry do aparatu!

Jeśli Wasz facet jest współautorem zdjęć na Waszym blogu, czyli interesuję się fotografią to takie filtry na pewno mu się przydadzą. Będzie to na pewno prezent praktyczny, wykorzystany w codziennym użytku, a mężczyźni ponoć właśnie takie lubią najbardziej. Ja się kompletnie na tym nie znam, także jeśli chodzi konkretny model, musicie podpytać Waszego ukochanego.

Zestaw gadżetów z ulubionego serialu bądź filmu!

Jeśli obdarowywany przez Was mężczyzna jest fanem komiksów, koniecznie dowiedzcie się jakich. W internecie aż roi się od gadżetów związanych z konkretnymi tytułami. Od koszulek zaczynając, a kończąc na notesach. Zatem jest w czym wybierać! Jak już wiecie czy obdarowywany jest fanem Marvela czy DC to już połowa sukcesu. A wierzcie mi, to jest dość istotna różnica (o której ja też do niedawna nie wiedziałam ;))  Później można szaleć, w zależności na ile pozwala Wasz budżet!

Gry planszowe!

O ile fascynacji grami na telefonie, tablecie czy komputerze nie jestem w stanie zrozumieć, o tyle cieszy mnie, że są wyjścia alternatywne, czyli oldschoolowe planszówki. Takie gry planszowe nie tylko zapewnią świetną zabawę obdarowywanej osobie, ale również jego bliskim. Planszówek w sklepach jest cała masa, są przepięknie wydane i naprawdę różne, od gier strategicznych poprzez towarzyskie, a kończąc na tych przy których trzeba ruszyć trochę głową, czyli na przykład Rummikub! Polecam! Bo nie ma chyba nic fajniejszego niż spędzenie wieczoru w dobrym towarzystwie grając w wciągająca grę planszową.

Mucha!

Jeśli osoba przez Was obdarowywana jest fanem kolorowych i fikuśnych much to koniecznie zajrzyjcie na stronę marthu.com. Tylu wzorów i kolorów jak żyję (a żyję dość długo ;)) jeszcze nie widziałam. Taka mucha będzie idealnym podarkiem dla mężczyzn, którzy lubią i nie boją się eksperymentować z modą. Gwarantuję, że nie będzie to prezent na długo zapamiętany i miejmy nadzieje często noszony przez obdarowywanego.

I to już wszystkie moje propozycje! Tak wiem, że pomysłów na prezenty dla mężczyzn jest dużo mniej, ale tak jakoś wyszło, że jestem kobietą i doskonale wiem, co nam – płci pięknej w duszy gra. Dlatego też chętnie przeczytam Wasze komentarze. Jeśli macie jeszcze pomysły na prezent dla niego, koniecznie dajcie znać! Wszystkie chwyty dozwolone! Do następnego! 🙂

 

 

Continue Reading

Sweater Weather!

Hej Kochani! I już po Świętach, także 5 kilo cięższa wracam do Was z nowym wpisem. 🙂 Dawno nie było na blogu wpisu ze sportową stylizacją, a przecież po takie rozwiązania chyba większość z nas sięga najczęściej. Dlatego tym razem prezentuję, może niezbyt wyszukaną, ale na pewno sprawdzającą się na co dzień propozycję. Gruby sweter to podstawa jeśli chodzi o zimową garderobę, dlatego bardzo się ucieszyłam, że w sklepach trwają obecnie poświąteczne wyprzedaże i większość rzeczy można kupić naprawdę w rewelacyjnych cenach. Sweter ze zdjęć upolowałam za 60 zł (przeceniony ze 130 zł), także warto właśnie teraz zaopatrzyć się w grube swetry, które normalnie są dużo droższe. A Wam udało się coś upolować na wyprzedażach? Dajcie znać w komentarzach. Buziaki i do następnego!


    


Fot. Bartosz Skopiński

Sweter, spodnie- Reserved

Buty- Reebok

Zegarek- Cropp

Okulary- Guess

Torebka- Primark

Kurtka- No name

Continue Reading

All About Summer!

Hej Kochani! Dzisiaj prezentuję Wam kolejną wakacyjną stylizację, która towarzyszyła mi podczas jednodniowego wypadu nad polskie morze. Ten zestaw to nie tylko piękne połączenie kolorów: musztardowej żółci indygo ale również wygoda. Luźne szorty i przewiewna koszula świetnie sprawdziły się podczas spontanicznego wypadu do Gdyni. Zwróćcie też uwagę na narzutkę, która świetnie się sprawdzi na plaży. Wystarczy zarzucić ją na bikini, do tego dobrać słomkowy kapelusz i plażowy niebanalny look macie gwarantowany. A jak Wam podoba się dzisiejsza stylizacja? Dajcie znać w komentarzach! Buziaki i do następnego! 😉

DSC_0007

DSC_0015

DSC_0018

DSC_0019 DSC_0024

FotorCreated DSC_0028

DSC_0043

DSC_0071

FotorCreated1 DSC_0081

DSC_0086

DSC_0097

DSC_0098

Foto: Dorota Siemianów

Koszula, spodenki, narzutka, buty- H&M

Zegarek- Parfois

Okulary- Sinsay

Continue Reading