Na co pozwalam sobie latem!

Cześć! Dawno mnie tu nie było, a przecież nie samym instagramem człowiek żyje ;). Dzisiaj zapraszam Was na wpis o trzech moich ulubionych aktywnościach, na które pozwalam sobie zwłaszcza latem. To właśnie w lipcu i sierpniu, dni są najdłuższe, najcieplejsze, a człowiek ma więcej energii i chęci na realizację swoich zachcianek…. Albo na błogie lenistwo! Którego absolutnie nie potębiam:) Gotowi? No to zaczynamy!

 

1. Czytanie książek!

To nie jest tak, że w pozostałe miesiące swoją biblioteczkę omijam szerokim łukiem. Lubię sięgać po książki o każdej porze roku. Ale tak jakoś w moim życiu się układa, że w długie jesienne i zimowe wieczory nadrabiam wszystkie seriale, a latem książki. Zresztą to właśnie o tej porze roku możemy sobie pozwolić na czytanie swoich ulubionych powieści na balkonie, tarasie albo na łonie natury. Mój wzrok też nie protestuję, nie lubi jak czytam przy sztucznym oświetleniu. 🙂 Dziewczyny, nie wiem czy też tak macie, ale latem jakoś tak łatwiej przychodzi mi sięganie po lekkie, babskie powieści. Romansidła mogę pochłaniać w ciepłe wieczory w każdej ilości. Niedługo pojawi się wpis o nowościach książkowych, które polecam. 🙂

2. Odpoczynek na łonie natury!

Jestem typowy „nature lover”. Kocham spędzać czas na świeżym powietrzu, spacerując lub urządzając sobie pikniki. Nie oszukujmy się, ale w naszym kraju sezon piknikowy zarezerwowany jest na obecną porę roku czyli właśnie lato. Nie ma nic przyjemniejszego niż patrzenie na bezkresne pola zbóż, po których lada chwila zostaną tylko snopki siana… albo słuchanie „cykania” świerszczy. Wierzcie mi, że chwile spędzone na łonie natury naładują Wasze wewnętrzne akumulatory lepiej niż kilka godzin snu. No i nie oszukujmy się, takie krajobrazy są pięknym tłem do zdjęć! 🙂

3. Jedzenie!

Lody, świeże owoce i warzywa lub dobrze schłodzone wino najlepiej smakują latem! O ile zimą i jesienią jestem sobie w stanie wyobrazić trzymanie się restrykcyjnej diety, tak latem nie ma absolutnie mowy o tym, żeby sobie odmawiać takich sezonowych przyjemności. Tak więc jak już się wybieram na piknik to w towarzystwie moich ulubionych przekąsek. Hej- życie jest zbyt krótkie, żeby nie brać z niego pełnymi garściami 🙂 Także wyrzuty sumienia zostawcie w domu, a do koszyka spakujcie swoje ulubione smakołyki!

Foto: Bartosz Skopiński

Sukienka- Cinamoon

Torebka- Mohito

Zegarek- Daisy Dixon London (KLIK) Na hasło: FITASHIONN10 macie 10% rabatu na zegarki tej firmy na stronie swiss.com.pl

Continue Reading

Kochany Święty Mikołaju…

„Kochany Święty Mikołaju…” któż z nas nie pamięta dni, kiedy to właśnie tymi słowami starannie spisanymi na pięknej papeterii  rozpoczynaliśmy grudzień? Od tego czasu sporo się zmieniło… W Świętego Pana z siwą brodą chyba już przestaliśmy wierzyć, ale nie przestaliśmy czekać na podarki. Dla mnie prezenty w Święta nie są najważniejsze, co nie zmienia jednak faktu, że miło zobaczyć pod choinką chociaż symboliczny, drobny upominek. Dzisiaj chciałabym pobawić się trochę w Elfa, czyli pomocnika Świętego Mikołaja, który pomaga mu kompletować prezenty dla wszystkich grzecznych dzieci… Pojawią się propozycje dla niej i dla niego i to takie, którymi sama chętnie obdarowałabym swoich bliskich. Gotowi? No to startujemy! 🙂

Świąteczne pomysły na prezent dla niej:

Kosmetyki!

Moje Drogie, chyba nie muszę Was przekonywać, że kosmetyków nigdy za wiele?! To coś, co każda z nas lubi i potrzebuję. Choć w normalnych okolicznościach zaopatrujemy się w kosmetyki pierwszej potrzeby, czyli te które używamy na co dzień, to od święta można poszaleć i sprawić komuś „marzo-kosmetyk”. Tak wiem, że nie ma takiego słowa. 😉 Powstało ono na potrzeby tego wpisu i oznacza kosmetyk marzenie, o którym śnimy po nocach, a którego jednak sobie nie kupujemy, bo przecież na co dzień jest tyle innych wydatków. Wierzcie mi, taki marzo-kosmetyk będzie strzałem w dziesiątkę i na pewno ucieszy obdarowywaną osobę. W przypadku tej kategorii macie też duże pole do popisu. Może to być coś z pielęgnacji, czyli na przykład krem pod oczy, o którym słyszeliśmy wiele dobrego, nowa paletka cieni, czy idąc dalej, akcesoria do makijażu, które obecnie można kupić w świetnych świątecznych zestawach.

Vouchery!

Kolejna moja propozycja to vouchery! Tutaj również mamy duże pole manewru. Może to być zarówno voucher na zabieg pielęgnacyjny, makijaż, masaż, czy voucher/karta podarunkowa do ulubionego sklepu. Dla każdego znajdzie się coś w zależności od upodobań. Zatem szalejcie! 🙂

Bilety!

W tej kategorii mowa o wszelkiego rodzaju biletach. Ja osobiście najbardziej ucieszyłabym się z tych lotniczych (wiecie jak kocham podróże), ale w grę wchodzą również bilety na koncert ulubionego zespołu czy wokalisty… Szkoda, że te na Edka Sheerana są już wyprzedane! Dobrze pamiętam jak kiedyś podarowałam taki właśnie bilet na koncert zespołu Coldplay i radości było co niemiara. Także jeśli wiecie kogo muzycznie lubi osoba obdarowywana to śmiało kupujcie, a nie będzie mowy o żadnej prezentowej wpadce. Można też iść o krok dalej i kupić na przykład bilet na całe wydarzenie muzyczne, czyli Open’er Festival. A w tym roku na Opene’rze naprawdę będzie się działo: Depeche Mode, Massive Attack, Gorrilaz czy Bruno Mars – to tylko niektóre z gwiazd które się pojawią. <3

Biżuteria!

Biżuteria to kolejna po kosmetykach rzecz, której nigdy za wiele. Do tej kategorii zaliczam zarówno wymarzone przez naszą mamę kolczyki, zegarek dla dziadka (i tutaj zahaczamy o akapit: prezenty dla niego :)) czy bransoletka dla przyjaciółki.  Mnie w tym roku niezwykle urzekł marynarski motyw czyli bransoletka z kotwicą, obok której nie mogłam przejść obojętnie. Znajdziecie ją w kolekcji marki Paul Hewitt (KLIK), a na żywo jest jeszcze piękniejsza!

Instax!

Będę z Wami szczera. Gdybym miała sama tworzyć tą listę, Instax pewnie by się na niej nie znalazł. Ale jakiś czas temu pytałam Was na instagramie (KLIK) jakie są Wasze wymarzone prezenty i wśród wielu fajnych propozycji jedna pojawiła się kilka razy. A chodziło właśnie o Instaxa. Dla niewtajemniczonych wyjaśniam, że Instax to nowy model aparatu do fotografii natychmiastowej. Łopatologicznie mówiąc, cykamy takim kolorowym i ładnie wyglądającym cudem fotkę, czekamy chwilę, a później cieszymy się od razu wywołanym zdjęciem. Brzmi super, prawda? Ja sama dopóki nie zagłębiłam się w temat nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo chcę Instaxa! 😛

Perfumy!

Perfumy to niby oczywista oczywistość, jeśli chodzi o podarki dla płci pięknej, ale jednak wielu panów ma z nimi problem. Dlatego warto dowiedzieć się jakie perfumy czy chociażby nuty zapachowe lubi osoba przez nas obdarowywana. Fajnym pomysłem będzie też zakup kilku mniejszych buteleczek zapachów, które z okazji Świąt sprzedawane są często w pięknie pakowanych zestawach. Taka mini wersja ulubionego, przez osobę, której robimy prezent, zapachu jest też świetnym wyjściem jeśli nie chcemy zbyt mocno nadszarpnąć naszego budżetu.

Galanteria skórzana!

Portfel, torebka, czy rękawiczki – wszystkie kochamy tego typu rzeczy. Ja portfele wymieniam średnio dwa razy w roku, bo wiadomo, rzecz którą się tak intensywnie eksploatuje codziennie szybko się niszczy. Także w przypadku mojej skromnej osoby portfel byłby idealnym prezentem (koniecznie czerwony!), nie pogardziłabym też pięknymi rękawiczkami ze skóry (pod kolor portfela :)), czy nową torebką (bo przecież wszystko musi do siebie pasować!).

Książka!

To kategoria prezentowa, przy której trzeba być bardzo ostrożnym, bo przecież nie każdy lubi czytać! Zanim wpadniemy na pomysł obdarowania kogoś czymś do czytania, upewnijmy się, że ta osoba lubi zaglądać do książek. Ja osobiście z książki ucieszyłabym się bardzo! Zarówno tej związanej z tematyką podróżniczą, jak i z pięknie wydanej książki kucharskiej. A tutaj wydawnictwa naprawdę prześcigają się w pomysłach! Można też tradycyjną, drukowaną książkę zastąpić urządzeniem do czytania e-booków. Chociaż ja uważam, że nie ma nic piękniejszego niż zapach kartek świeżo kupionej książki.

Świąteczne pomysły na prezent dla niego:

I tutaj my – Kobiety mamy zazwyczaj większy problem. Bo o ile prezent mamie, siostrze czy przyjaciółce byłybyśmy w stanie wybrać w 5 minut, nawet obudzone o 3 w nocy, o tyle z mężczyznami nie jest już tak łatwo. Dlatego śpieszę z pomocą i propozycjami podarków, które podsunęliście mi Wy, bądź faceci bliscy mojemu sercu.

Filtry do aparatu!

Jeśli Wasz facet jest współautorem zdjęć na Waszym blogu, czyli interesuję się fotografią to takie filtry na pewno mu się przydadzą. Będzie to na pewno prezent praktyczny, wykorzystany w codziennym użytku, a mężczyźni ponoć właśnie takie lubią najbardziej. Ja się kompletnie na tym nie znam, także jeśli chodzi konkretny model, musicie podpytać Waszego ukochanego.

Zestaw gadżetów z ulubionego serialu bądź filmu!

Jeśli obdarowywany przez Was mężczyzna jest fanem komiksów, koniecznie dowiedzcie się jakich. W internecie aż roi się od gadżetów związanych z konkretnymi tytułami. Od koszulek zaczynając, a kończąc na notesach. Zatem jest w czym wybierać! Jak już wiecie czy obdarowywany jest fanem Marvela czy DC to już połowa sukcesu. A wierzcie mi, to jest dość istotna różnica (o której ja też do niedawna nie wiedziałam ;))  Później można szaleć, w zależności na ile pozwala Wasz budżet!

Gry planszowe!

O ile fascynacji grami na telefonie, tablecie czy komputerze nie jestem w stanie zrozumieć, o tyle cieszy mnie, że są wyjścia alternatywne, czyli oldschoolowe planszówki. Takie gry planszowe nie tylko zapewnią świetną zabawę obdarowywanej osobie, ale również jego bliskim. Planszówek w sklepach jest cała masa, są przepięknie wydane i naprawdę różne, od gier strategicznych poprzez towarzyskie, a kończąc na tych przy których trzeba ruszyć trochę głową, czyli na przykład Rummikub! Polecam! Bo nie ma chyba nic fajniejszego niż spędzenie wieczoru w dobrym towarzystwie grając w wciągająca grę planszową.

Mucha!

Jeśli osoba przez Was obdarowywana jest fanem kolorowych i fikuśnych much to koniecznie zajrzyjcie na stronę marthu.com. Tylu wzorów i kolorów jak żyję (a żyję dość długo ;)) jeszcze nie widziałam. Taka mucha będzie idealnym podarkiem dla mężczyzn, którzy lubią i nie boją się eksperymentować z modą. Gwarantuję, że nie będzie to prezent na długo zapamiętany i miejmy nadzieje często noszony przez obdarowywanego.

I to już wszystkie moje propozycje! Tak wiem, że pomysłów na prezenty dla mężczyzn jest dużo mniej, ale tak jakoś wyszło, że jestem kobietą i doskonale wiem, co nam – płci pięknej w duszy gra. Dlatego też chętnie przeczytam Wasze komentarze. Jeśli macie jeszcze pomysły na prezent dla niego, koniecznie dajcie znać! Wszystkie chwyty dozwolone! Do następnego! 🙂

 

 

Continue Reading

Książkowi Ulubieńcy Wakacji!

Przygotowując się do tego wpisu uświadomiłam sobie, że dawno takiego na blogu nie było, a przecież kocham książki. Gdy tylko wygospodaruję odrobinę czasu to sięgam po kolejną pozycję z mojej biblioteczki, w której aż roi się, nie od moli, a od nieprzeczytanych jeszcze książek, które co rusz trafiają w moje ręce. Tak sobie myślę, że gdyby można było rozciągnąć dobę to poprosiłabym o jakieś dodatkowe 5 godzin na czytanie. Wtedy na pewno ze wszystkim byłabym na bieżąco, a już na pewno szybciej pochłonęłabym najlepszą książkę jaką czytałam i która również znalazła się w tym zestawieniu. Jesteście ciekawi co to za pozycja i jakie gatunki uwielbiam? Czytajcie dalej! 🙂

1. „Byle Dalej w 888 dni dookoła świata”- Marta Owczarek i Bartek Skowroński

Nie jest tajemnicą, że książki podróżnicze to numer jeden w mojej biblioteczce! One też zajmują w niej zaszczytne, honorowe miejsce, co oznacza, że zawsze układam je na wysokości moich oczu, tak żebym w każdej chwili mogła wrócić do ulubionych tytułów. I tak jest właśnie w przypadku książki „Byle dalej. W 888 dni dookoła świata” Marty Owczarek i Bartłomieja Skowrońskiego. Historia Bartka i Marty to niby nic odkrywczego. Dwoje ludzi, wspólna pasja i ogromna chęć żeby zrobić coś dla siebie.  Tak naprawdę jest to historia banalnie prosta, która może być opowieścią każdego z nas i być może, właśnie dlatego tak mnie urzekła. Nasi bohaterowie postanowili  porzucić swoje dotychczasowe życie, prace i wyruszyć w podróż, o której większość z nas rozmyśla i marzy. Oni udowadniają, że ze sfery marzeń, łatwo przejść do czynów. Jedyne co trzeba mieć to wystarczająco duże „jaja”, które mam nadzieję i mi kiedyś urosną! 😉 Oczywiście jak każda podróż tak i ta nie obyła się bez miłych i tych trochę mniej miłych przygód, ale nie chce Wam tutaj za dużo zdradzać, bo gorąco zachęcam żebyście sięgnęli po tę książkę. Jak to się teraz mówi? „Winter is coming”, a nie ma chyba nic przyjemniejszego, niż jesienny wieczór, z kubkiem kakao i dobrą, lekko napisaną książką, która przeniesie nas w cieplejsze rejony globu! Czy coś może się z tym równać? Chyba tylko rzeczywiste odwiedzenie miejsc do których zawędrowali Marta i Bartek! 😉

2. „Swoją drogą”- Tomek Michniewicz

Kolejną pozycją „must read” na mojej liście jest „Swoją drogą” Tomka Michniewicza. Tutaj również pojawia się wątek wyprawy, a właściwie trzech wypraw, w trzy zupełnie różne rejony świata i w towarzystwie trzech różnych osób. Pozycja fascynuje, śmieszy, ale często też daje do myślenia.  Autor bierze trzy bliskie sobie osoby: przyjaciela, żonę i tatę do miejsc, które sami mogą sobie wybrać. Na początku więc przenosimy się na Czarny Ląd i poznajemy kolegę Tomka oraz historię plemienia Baka. Zdradzę Wam w sekrecie, że jest to moja ulubiona podróż z tej książki i coraz częściej mam ochotę spakować plecak i ruszyć do Afryki, w której mnie jeszcze nie było. Historia wciąga, jak dobry kryminał, gwarantuję, że jeden dłuższy jesienny wieczór, a będziecie już po tej części i pozostanie tylko rozpacz, że skończyło się tak szybko. Ale książka się jeszcze nie kończy, są przecież jeszcze wyprawy, do Arabii Saudyjskiej, gdzie Tomek zabrał żonę i do Nowego Orleanu gdzie wybrał się z tatą. Mam wrażenie, że ta ostatnia miała być tą najmocniejszą częścią, a jakoś nie wyszło. Mnie osobiście dużo bardziej wciągnęły i zaintrygowały dwie wcześniejsze. Ale nie oznacza to, że podróż do Stanów Zjednoczonych była nijaka, warto sprawdzić to na własnej skórze. Być może Wam bardziej przypadnie do gustu wyprawa po amerykańskich pubach i ulicach w rytmie dźwięków bluesa. Wiem z dobrych źródeł, od  samego autora, że w przygotowywaniu jest nowa książka, której nie mogę się już doczekać. Tym bardziej, że ma się w niej pojawić wątek moich Indii…

3. „Shantaram”- Gregory David Roberts

A propos Indii, to do nich przeniesiemy się z 3 pozycją, która jest absolutną petardą w tym zestawieniu. Właściwie znalazłaby się na podium nawet jeśli brałabym pod uwagę wszystkie książki jakie do tej pory przeczytałam! :O „Shantaram” G.D Roberts’a nie bez powodu jest światowym bestsellerem i dziwie się tylko, że w moje ręce trafiła tak późno. Jest to inspirowana prawdziwymi wydarzeniami opowieść , która przenosi nas w brudne, tajemnicze, ale i piękne zakątki Bombaju. Główny bohater – Australijczyk, który w biały dzień uciekł z więzienia i przedostał się do Indii, właśnie w Bombaju odnajduje drugi dom. Tylko nie myślcie sobie, że to sielankowa opowieść o Bollywood i pięknych Indiach. O nie! To co tu znajdziemy, to szemrane interesy, bombajską mafię z niedopowiedzianymi praktycznie do samego końca wątkami i postaciami, które co rusz wkraczają w życie naszego bohatera, oraz kobietę – femme fatale dla której Lin traci głowę. Jest też moja ulubiona postać czyli Prabaker, którego nie da się nie lubić. Czytając zachwyty Marcina Mellera nad tą książką, myślałam sobie: „pic na wodę, na pewno przesadza, jak to zwykle w przypadku recenzji bywa”, a on pisał prawdę i tylko prawdę i wcale się nie dziwie, że pozycja ta na stałe zagościła w jego repertuarze podarków dla rodziny, przyjaciół, a nawet znajomych przyjaciół. Jeśli chcecie poznać Indie takie jakie ja znam, wyjątkowe, nieobliczalne i zaskakujące na każdym kroku,  wyjścia są dwa: albo kupcie bilet do Delhi albo sięgnijcie po Shantaram. Wszystkie sytuacje tam opisane, nawet te najdziwniejsze, dla kogoś kto tak jak ja, rok czasu spędził w Indiach, wcale nie były aż tak szokujące. I wierzcie lub nie, ale jestem prawie w 100% pewna, że każda z tych najbardziej absurdalnych historii zdarzyła się naprawdę.

I to były 3 książki z mojej biblioteczki, które polecam Wam na długie jesienne wieczory. Ja już rozglądam się za drugą częścią „Shantaram” czyli książką „Cień Góry” niestety w Empiku widziałam tylko wydanie w twardej oprawie, a 800-stronicowa pozycja i tak już jest wyjątkowo ciężka i nieporęczna, szczególnie w przypadku czytania na leżąco. 😉 Ale może i dobrze, że jeszcze jej nie dorwałam, bo pewnie znowu przepadłabym na kilka dni, a mam kilka ważnych projektów do zrealizowania. Także nie sięgajcie po wyżej wymienione pozycje, jeśli nie dysponujecie wystarczająco dużą ilością wolnego czasu, bo może to się źle skończyć! 😀 Ja lecę… czytać! Do następnego!

Continue Reading

Beauty & Food- kuchenne inspiracje!

Dzisiaj zapraszam Was na pierwszy post z nowej serii, która zagości na blogu. Tak jak mówiłam na Insta Story postanowiłam, że raz na jakiś czas, prawdopodobnie raz w miesiącu, ale zobaczymy jak to wyjdzie w praniu :), będę tutaj dodawać kilka przepisów z jednej, wybranej książki, którą już kiedyś Wam polecałam. Tak żebyście mogli wypróbować sobie te przepisy i zdecydować o ewentualnym kupnie danej książki. Będą to sprawdzone na własnej skórze, a raczej własnym żołądku dania, godne polecenia i wypróbowania! Tyle tytułem wstępu! 😉 To co, zaczynamy?!

Na pierwszy ogień idzie książka „Beauty&Food” Emilie Hebert wydawnictwa Muza. Jest to nie tylko książka z przepisami, ale też z poradami dotyczącymi urody, czyli tym co my kobiety lubimy najbardziej. 🙂 Znajdziecie w niej między innymi przepisy na domowe kosmetyki, oraz porady co jeść żeby na przykład pozbyć się zmarszczek? :O Zdradzę tylko, że orzechy włoskie i pekan są bardzo wskazane. 😉

Ja zdecydowałam się przygotować antystresową granolę, która jest bogata w węglowodany, a płatki owsiane które w niej znajdziecie wzmagają produkcję serotoniny, tak zwanego hormonu szczęścia, pełniącego funkcję naturalnego antydepresantu. Dodatkowo suszone owoce są bogate w witaminę C, a orzechy dostarczają wartościowych tłuszczów, które napędzają nasze ciało i dostarczają mu niezbędnej energii na cały dzień!

Co będzie potrzebne do wykonania naszej „Antystresowej Granoli”?

  • 300 g płatków owsianych
  • 75 g orzechów laskowych
  • 75 g migdałów
  • 50 g suszonych, miękkich moreli
  • 10 g jagód goji
  • 40 g nasion chia
  • 80 ml soku jabłkowego
  • 50 g syropu klonowego lub z agawy
  • 1/2 łyżeczki soli

Przepis jest banalny i bardzo szybki, a zrobiona tak granola starczy na wiele śniadań 😉

  1. Rozgrzej piekarnik do 170°C.
  2. Na czystą ściereczkę wsyp migdały i orzechy laskowe, zawiń je i roztłucz wałkiem niezbyt drobno.
  3. Zmieszaj wszystkie składniki w foremce (oprócz jagód goji) i wstaw do piekarnika na 45 minut, aż się zezłocą. Jeśli lubicie duże, chrupiące kawałki, warto od czasu do czasu wszystko wymieszać.
  4. Wyjmij z piekarnika i wystudź, a następnie dodaj jagody goji. Przechowuj granolę w szczelnym słoiku.

Kolejny przepis idealnie sprawdzi się w upalne dni. A truskawkowe smoothie  zapewni nam pełną blasku cerę. Nie wiem czy wiecie, ale truskawki chronią przed wieloma chorobami degeneracyjnymi i stanami zapalnymi skóry, także pomogą też osobom borykającym się z trądzikiem.

Składniki na 2 duże szklanki:

  • 200 g świeżych truskawek
  • 2 odpestkowane daktyle Medjool
  • 50 g orzechów nerkowca (najlepiej namoczonych przez 4 godziny i osuszonych)
  • szklanka wody mineralnej
  1. Umyj i odszypułkuj truskawki. Włóż wszystkie składniki do blendera, a następnie miksuj kilka minut, do uzyskania gładkiego smoothie.

Daktyle są niezwykle odżywcze i zawierają więcej błonnika niż chleb razowy oraz więcej potasu niż banany. Wspomagają też trawienie, także warto je włączyć do listy składników, nawet jeśli przygotowujecie inny wariant smoothie. 🙂

Trzeci przepis to coś dla łasuchów i wielbicieli słodyczy. Clafoutis bez pudła zapewni nam skórę pełną blasku i dobry koloryt. W tej wersji clafoutis nie ma cukru, glutenu, ani laktozy. Jest idealną alternatywą chociażby dla zwykłej szarlotki. Można też dorzucić tak jak ja, gałkę lodów, ale wtedy nie będzie to już tak zdrowe! 😉

Składniki na 6 porcji:

  • 3 duże nektarynki (lub inne sezonowe owoce)
  • 4 duże łyżki kaszki ryżowej lub innej bezglutenowej (na przykład ararutowej)
  • 250 ml mleka migdałowego
  • 250 ml mleka ryżowego
  • 4 łyżki syropu z agawy

Wykonanie:

  1. Rozgrzej piekarnik do 180°C.
  2. Wymieszaj widelcem kaszkę z syropem z agawy i oboma rodzajami mleka roślinnego.
  3. W naczyniu do zapiekania ułóż nektarynki  pokrojone w ósemki i zalej je kaszką.

Wstaw potrawę do piekarnika na 45 minut. Odstaw do ostygnięcia, a następnie włóż do lodówki. Podawaj na zimno.

I na koniec danie, które świetnie sprawdzi się, jeśli będziemy mieć ochotę na zdrową kolację. Jest to cukiniowe spaghetti z jarmużowym pesto.

Składniki na 4 porcje:

  • 4 małe zielone cukinie
  • 4 małe żółte cukinie

Na pesto:

  • 1 pęczek jarmużu (około 10 liści)
  • 3 dojrzałe awokado
  • 1/2 cebuli
  • sok z limonki
  • garść siekanej, świeżej kolendry (ja ten składnik pominęłam)
  • 1 łyżka  pasty tahini
  • szczypta soli morskiej

Wykonanie:

  1. Umyj cukinie. Obieraczką do warzyw pokrój cukinie w cienkie paski.
  2. Zrób pesto: umyj jarmuż. Z każdego liścia usuń aż do góry łodygę, czyli twardą część. W gotującej się wodzie parz przez minutę liście, a następnie je osącz i przepłucz zimną wodą, by jarmuż zachował kolor i witaminy.
  3. Obierz i posiekaj cebulę. Obierz awokado i włóż je do miski robota. Dorzuć cebulę, kolendrę, sok z limonki i tahini. Miksuj kilka sekund. Dodaj zblanszowany jarmuż, sól i znów miksuj kilka sekund. Dolej troszkę wody, by rozrzedzić sos.

Podawaj spaghetti cukiniowe z jarmużowym pesto.

Wszystkie 4 przepisy, jak już pewnie zauważyliście, są bardzo proste, także każdy na pewno, nawet jeśli nie jest kolejnym Masterchefem, ba nawet Masterchefem Juniorem sobie poradzi. Spróbujcie zrobić je w domu, a jeśli Wam zasmakują przedstawione tutaj dania, to zaręczam, że i reszta przepisów z książki „Beauty&Food” przypadnie Wam do gustu. 🙂

Continue Reading

Książkowi Ulubieńcy Maja!

Hejka wszystkim!

Dzisiejszy post będzie o książkowych ulubieńcach… Ostatnio mam dość chaotyczną technikę czytania książek, zaczynam jedną, po czym porzucam ją na rzecz innej, nie doczytawszy do końca, a następnie znowu do niej wracam. No normalne to to nie jest, ale cóż… Ważne, że jeszcze jestem w stanie się w tym połapać, chociaż muszę przyznać, że czasami jest naprawdę ciężko :). Jednak jestem zdania, że trening pamięci i rozruszanie szarych komórek jeszcze nikomu nie zaszkodził…

Ale do rzeczy! Mimo majowego skakania z „kwiatka na kwiatek”, czy raczej z „książki na książkę” – trzy pozycje urzekły mnie i pochłonęły na tyle, że przeczytałam je od razu od deski do deski i własnie o tych 3 książkach chce Wam dzisiaj napisać.

Jeśli jesteście ciekawi, co trafiło na listę moich majowych książkowych ulubieńców – czytajcie dalej! 🙂

Zaczynamy od „Ciszy” Erlinga Kagge, który jest nie tylko autorem tej przepięknie wydanej książki, ale też podróżnikiem i filiozofem. Wyobraźcie sobie, że ten mający 54 lata Norweg jako pierwszy człowiek na Ziemi dotarł samotnie na biegun południowy. To oczywiście nie wszystko, a tylko przedsmak tego czego dokonał. Erling Kagge zdobył również Mount Everest, dwukrotnie przepłynął Ocean Atlantycki… Jeżeli sądzicie, że ta książka jest stricte o podróżach, to autor szybko wyprowadzi was z błędu… Książka traktuje o doświadczeniach z tych najdalszych zakątków, o tym co zainspirowało autora do samotnych wypraw… Zastanawiacie się pewnie, czy w książce znajdziemy odpowiedź na pytanie – czym tak naprawdę jest cisza, gdzie ją można znaleźć, dlaczego jest tak ważna i potrzebna w naszym życiu? Być może… Ja znalazłam w niej dużo więcej… ale teraz już ciiii…sza! I tak jak śpiewają chłopki z Depeche Mode – po prostu „Enjoy the silence”.

Kolejna książka, w której po prostu się zakochałam to „Blondynka w Japonii” Beaty Pawlikowskiej. Ci, którzy śledzą mojego bloga od samego początku wiedzą, że uwielbiam książki podróżnicze i dosłownie „pochłaniam” je w każdej ilości :). A jeżeli do tego, książka podróżnicza dotyczy kraju, który mnie fascynuje – to nie ma zmiłuj – muszę ją kupić i jak najszybciej przeczytać!

I tak właśnie było z książką Pani Beaty. Z „Blodnynki w Japonii” dowiedziałam się mnóstwo ciekawych i jednocześnie przydatnych informacji… Bo czy wiedzieliście na przykład, że w Japonii jest zakaz wydmuchiwania nosa podczas jedzenia? Odbierane jest to jako coś bardzo nieeleganckiego. W restauracjach serwujących słynne japońskie gorące zupy Miso, na porządku dziennym jest pociąganie  nosem. Jak dla mnie – trochę obrzydliwe, ale cóż, z obcą kulturą raczej się nie dyskutuje i pozostaje nam uszanować dziwne, jak dla nas, zwyczaje Japończyków. Takich ciekawostek w tej książce znajdziecie od „groma i trochę”, a ja, po jej przeczytaniu, jeszcze bardziej utwierdziłam się w przekonaniu, że chiałabym w niedalekiej przyszłości odwiedzić ten baaaardzo dziwny, ale i fascynujący kraj! Jeśli kiedyś będzie mi dane go odwiedzić, to na pewno przypomnę sobie wszystkie rady Beaty Pawlikowskiej i być może, dzieki temu, uniknę sytuacji, w których zrobie z siebie przysłowiowego „głupka” 😉

Kolejna, ostatnia już książka, to „Dzika Fermentacja” Sandora Katza. Jest to swego rodzaju kulinarny przewodnik po sztuce fermentacji, który zachęca do eksperymentów w kuchni.

Czy dacie wiarę, że ja – ogromna fanka kiszonych ogórków i kapuchy, do tej pory nie miałam pojęcia, ile jeszcze produktów można poddać procesowi fermentacji? Sandor w swojej książce udowadnia, że ukisić można prawie wszystko! 😉 W swoim przewodniku poprowadzi nas praktycznie za rękę. Ten fascynujący człowiek to krótko mówiąc po prostu maniak i odkrywca niecodziennych smaków, to pasjonat fermentacji, to wreszcie człowiek kochający zdrowe jedzenie. „The New York Times” okrzyknął go „kulinarną gwiazdą rocka” i choć jego sceną jest tylko, albo aż – kuchnia, to przyznam szczerze, że ja na takim kulinarnym koncercie Katza ustawiłabym się w pierwszym rzędzie.

 

I to wszystko jeśli chodzi o książkowych ulubieńców maja! Dajcie znać co Wy ciekawego przeczytaliście w ubiegłym miesiącu! A może mieliście styczność z którąś z polecanych przeze mnie pozycji? Jeśli tak, to koniecznie podzielcie się wrażeniami!

Buziaki i do następnego!

Continue Reading