Catch the moment!

Hej Kochani! Dzisiaj trochę powrotu do dzieciństwa, które zawsze wywołuje uśmiech na mojej twarzy…  Ale od razu uspakajam, nie będziemy się tutaj bawić w Benjamina Buttona 🙂 a jedynie przenosić do przeszłości za pomocą swoistego rodzaju wehikułu czasu, czyli albumu ze zdjęciami. Dzięki mojej mamie, każdy rok z mojego dzieciństwa jest dokładnie udokumentowany w postaci wydrukowanych zdjęć, które poukładane są w kolejności chronologicznej w dziesiątkach albumów. To ona, z ogromną dbałością pilnowała, żeby nic mi z tych najwcześniejszych chwil nie umknęło. Otwierając album ze zdjęciami, za każdym razem, zapominam o „Bożym świecie” i przenoszę się do czasów bez komórek, komputerów i innych bajerów. Wiem, powiecie, że teraz jest prościej, łatwiej, że zdjęcia możemy zapisać na dysku, albo w telefonie… Ale sami sobie odpowiedzcie, czy siedzenie przed ekranem komputera i oglądanie zdjęć w „jpgach” ma ten sam urok i klimat, co otwieranie albumu i przerzucanie kolejnych stron? Nie wiem, może to ja jestem dziwna, ale przeglądanie fotografii na tego typu urządzeniach mnie osobiście nie kręci! Bardzo się ucieszyłam, że wspólnie z Saal Digital (KLIK) mogłam stworzyć swoją pierwszą, osobistą foto-książkę. Ktoś może powiedzieć, że foto-książka to przecież nie to samo, co album ze zdjęciami… Czyżby? Jak dla mnie, to nowocześniejsza wersja właśnie dawnych albumów. Samemu można zaprojektować okładkę i umieścić na niej opis nakierowujący na to, jakich zdjęć możemy spodziewać się w środku…  Sztywne strony zabezpieczają przed ewentualnym zniszczeniem i dają bardzo dużo frajdy (przewracanie ich jest zdecydowanie bardziej ekscytujące niż scrollowanie myszką). I wreszcie – pięknie oprawioną foto-książkę można podarować w prezencie, albo postawić na półce i sięgnąć po nią w każdej chwili, kiedy najdzie nas ochota na wspomnienia. Wyobrażacie sobie, że dajecie komuś w prezencie, albo stawiacie na półce pendrive’a z fotami? Trochę słabe, prawda?! 🙂

A jak zaprojektować taką foto-książkę?

Najpierw trzeba zainstalować na swoim komputerze program. Jeśli na słowa „komputer”, „zainstalować” i „program” włos się Wam na głowie zjeżył, to od razu uspokajam – jest to dziecinnie proste, a cały proces przebiega bardzo sprawnie. Następnie, zanim zdecydujemy, jakie zdjęcia chcemy umieścić w naszej foto-książce, musimy podjąć jeszcze kilka ważnych decyzji – odnośnie formatu, rodzaju okładki, ilości oraz rodzaju stron (do wyboru mamy błyszczące oraz matowe). Fajne jest również to, że w programie, do wyboru, są już gotowe układy, które można wykorzystać do komponowania własnych kolaży. Ja w swojej foto-książce zdecydowałam się na uwiecznienie kilku chwil z moich podróży (stanowią dla mnie bardzo ważną część mojego życia i chętnie do nich wracam).

I tym sposobem powstał mój pierwszy „Travel Diary”! 😉 Co do tytułu nie miałam wątpliwości; napis mógł być w sumie po polsku, ale tutaj odezwało się chyba moje zboczenie zawodowe i wykształcenie filologa ;). Przyznam się, że dużą trudność stanowiło dla mnie wybranie kilkunastu odpowiednich zdjęć, ponieważ  mam ich tysiące (mój dysk już się powoli buntuje i ciągle przypomina, że za chwilę zabraknie mu miejsca :-))… i to chyba kolejny argument za tym, żeby wybrane zdjęcia archiwizować w postacie książek, a nie folderów. Swoje kolaże opatrzyłam też cytatami oraz datą, kiedy dana podróż miała miejsce.

Przekopanie się przez tysiące zdjęć było nie lada wyzwaniem… Ale ostatecznie dałam radę i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jestem zachwycona ostatecznym efektem! <3

Zwróćcie też uwagę na jakość zdjęć, które zamierzacie wydrukować. Co prawda, program podpowiada nam, czy dana fotka jest w rozdzielczości dopuszczalnej do poprawnego wydruku, jednakże nie zważając na ostrzeżenia i dodając zdjęcia słabej jakości, sami strzelamy sobie w kolano – wszystkie błędy niestety będą widoczne.

I na koniec „naszego projektowania” – pamiętajcie, mamy możliwość podglądu przed wydrukiem oraz wprowadzenia ewentualnych poprawek; sprawdźcie, czy wszystko wygląda tak, jak to sobie zaplanowaliście (Saal Digital oferuje taką opcję).

Uff, wreszcie zaprojektowałam, zatwierdziłam i złożyłam zamówienie, które dotarło do mnie bardzo szybko.

Powiem Wam szczerze, że przeglądanie swojej własnej foto-książki jest bardzo miłym uczuciem; z ekscytacją po raz pierwszy przewracałam kartki i przeglądałam zawartość. I już teraz wiem, że nie będzie to moja ostatnia przygoda w uwiecznianie wspomnień! Wiem, że kolejna foto-książka na jaką się zdecyduję, będzie już prezentem. Wiem nawet dla kogo i na jaką okazję ją zamówię… Ale póki co, nic więcej nie zdradzę, żeby nie psuć niespodzianki! 🙂

A Wy, jakie zdjęcia byście umieścili we własnym egzemplarzu?

Buziaki i do następnego! :*

Continue Reading

Książkowi Ulubieńcy Marca!

Hej Kochani! Jak Wam weekend mija? Ja przyznam się szczerze,że jak zerknęłam wczoraj do kalendarza, to wierzyć mi się nie chciało, że mamy już kwiecień. Serio, gdzie mi te wszystkie marcowe dni umknęły? Dlatego w kwietniu mam mocne postanowienie, żeby również w dni wolne od pracy wstawać wcześniej, najpóźniej o 7, tak żeby jak najdłużej cieszyć się kwietniowymi, wiosennymi dniami. W końcu to jedna z piękniejszych pór roku. No i być może będę dzięki temu miała więcej czasu na czytanie, tym razem już na świeżym powietrzu. 🙂 Bo w marcu po książki sięgałam dopiero późnym wieczorem… Niemniej pozycje, które chce Wam polecić są na tyle ciekawe, że mimo mojego ogromnego zmęczenia, zamiast przyłożyć głowę do poduszki, zakładałam okulary, zapalałam lampkę (inne lampki też mi czasami towarzyszyły ;)) i przenosiłam się w zupełnie inny świat. Właściwie w 3 zupełnie rożne światy, wszystkie cudowne i fascynujące! Interesuje Was jakie pozycje mnie w tym miesiącu zainteresowały? To zapraszam do dalszej lektury.

I na początek chce Wam polecić powieść brytyjskiej dziennikarki i pisarki Jojo Moyes- „Razem będzie lepiej”. Jest to przyjemna lektura do poduszki, którą pochłonęłam bardzo szybko. Tak to chyba jest, że jeśli coś jest napisane fajnym językiem, a do tego pojawia się bohaterka, która od początku wzbudza naszą sympatię to od razu chcemy uczestniczyć w tym wyimaginowanym świecie. Ja od samego początku kibicowałam Jess, podziwiałam jej upór, wewnętrzną siłę i to, że mimo niełatwego życia zawsze znajdowała rozwiązanie. I niech mi ktoś powie, że my kobiety to słaba płeć?! Nie chce Wam tu zdradzać za dużo, dlatego napisze tak: Jest to powieść o podróży na drugi koniec kraju, po to aby spełnić marzenie córki. Oprócz Jess, jej córki, która ma chorobę lokomocyjną i  problematycznego nastolatka, który jest przyszywanym synem Jess w podróż tę wyrusza również ogromnym, śliniący się psiak i przypadkowo spotkany mężczyzna. To nie może być nudna podróż! A biorąc pod uwagę, że wszyscy muszą się pomieścić w jednym samochodzie i spędzić ze sobą kilka dni robi się czasami naprawdę gorąco. Polecam! Szczególnie na ciepłe, wiosenne dni. Ja na pewno sięgnę również po inne książki Pani Moyes! 🙂

Kolejna książka, którą bardzo Wam polecam, zabiera nas w zupełnie inny świat. To już nie jest powieść, a bardzo rzetelnie napisany poradnik autorstwa wykwalifikowanej i wykształconej kosmetolog Bożeny Społowicz. Pani Bożena , która od kilkudziesięciu lat zajmuje się tematem skóry wymyśliła sobie nawet nowy zawód- Skin Coach. I jak to w przypadku różnego rodzaju coachów bywa… jako pierwszy w Polsce Skin Coach, zajmuję się doradztwem w sprawie naszej skóry. Po terapii z Panią Bożeną ponoć każda z nas wyjdzie z domu bez makijażu, bo nie będzie go potrzebować. „Dzięki Skin Coachowi polubisz siebie, uśmiech będzie Twoim najlepszym makijażem, poznasz potrzeby swojej skóry i dowiesz się, jak ją odpowiednio pielęgnować, zaoszczędzisz czas i pieniądze, będziesz odporna na marketingowe obietnice.”- to zdanie przepisane z książki, które najlepiej oddaje to co w niej znajdziecie. Tak jak już kiedyś mówiłam, jest to taki nasz polski odpowiednik książki Charlotte Cho- „Sekrety Urody Koreanek”. Napisana troszkę inaczej, zwracająca uwagę na naturalne sposoby dbania o skórę, uświadamiająca nam, że nie tylko kosmetyki, ale też sposób w jaki żyjemy wpływa na to jak wyglądamy. W przypadku tej lektury notatnik jest nieodzownym elementem procesu czytania. Ja notowałam sobie najważniejsze rzeczy, tak aby w każdej chwili móc sobie je przypomnieć nie musząc przekopywać się znowu przez 280 stron. 🙂 Mam nadzieje, że Pani Bożena odniesie tą książką taki sam sukces jak wspomniana wcześniej Charlotte Cho. Powiedzenie „Dobre, bo polskie” jest tu w 100% uzasadnione. Polecam!

I ostatnia lektura, o które chce dzisiaj wspomnieć  to chyba najpiękniej wydana książka kucharska autorstwa Wendy Rowe. Przyznam się szczerze, że mnie jako typową sroczkę najpierw zauroczyła okładka, a dopiero później zagłębiałam się w treść „Jedz i bądź piękna”. Na szczęście w tym przypadku powiedzenie „Nie oceniaj książki po okładce” się nie sprawdziło i zarówno szata graficzna, jak i treść pięknie się uzupełniają. Z książki dowiesz się między innymi co pomaga, a o przeszkadza w utrzymaniu zdrowia i promiennej cery. Bo czy wiedziałyście na przykład, że nadmiar nabiału nam szkodzi, a picie wody kokosowej działa na nasz wygląd zbawiennie?! Ja też nie, dlatego chętnie uzupełniłam swoją wiedzę  o wspomniane kwestie. W książce znajdziecie przepisy na wszystkie  4 pory roku. Dodatkowo porady dla urody i przepisy na domowe kosmetyki. Jest to kolejne książka- urodowa biblia, która moim zdaniem powinna znaleźć się na półce każdej świadomej kobiety, która chce wyglądać pięknie.

I to już koniec na dzisiaj. Dajcie znać, czy którąś z tych książek czytałyście? Czekam też, w komentarzach, na Waszych „książkowych ulubieńców” bo chętnie sięgnę po coś sprawdzonego! 🙂 Buziaki i do następnego!

Continue Reading

Książkowi Ulubieńcy Lutego!

Hej Kochani! Zapraszam Was na kolejny post z cyklu książkowi ulubieńcy. Wiem i Wy zapewne też pamiętacie, że wpisy te miały pojawiać się co miesiąc jednak w natłoku obowiązków, z książką w styczniu było mi zdecydowanie nie po drodze. 😉 Także dzisiaj o tym co przeczytałam i mogę Wam z czystym sumieniem polecić w lutym. Będą to 3 zupełnie różne pozycje, zatem mam nadzieje, że każdy znajdzie coś dla siebie. Jeśli jesteście ciekawi co zainteresowało mnie na tyle, że byłam w stanie porzucić świat mediów na rzecz papierowych kartek, czytajcie dalej… 😉

I zaczynamy od książki, którą znają już chyba wszyscy… a jeśli się mylę, możecie śmiało mnie poprawić. Sekrety urody Koreanek. Elementarz pielęgnacji- to pozycja napisana przez Charlotte Cho, założycielkę firmy Soko Glam, której głównym mottem jest nie tyko sprzedawać, ale i sprawdzać na własnej skórze koreańskie kosmetyki, wybierając dla nas prawdziwe perełki spośród milionów pozycji na koreańskim rynku „beauty”. Przeglądając asortyment koreańskich marek i  kosmetyki do pielęgnacji jakie oferują, można doznać nie tylko lekkiego szoku, ale też oczopląsu. Dlatego fajnie, że jest taka pozycja książkowa na rynku, która w znacznym stopniu podpowiada nam na co zwrócić uwagę w składzie i po jaki produkt sięgnąć w przypadku konkretnego rodzaju cery. Nie jest to nudy poradnik z cyklu: czytam bo muszę, a w bardzo ciekawy i zabawny sposób uporządkowana wiedza na temat pielęgnacji wg Koreańskich kobiet… i mężczyzn. Czy poradnik jest nas w stanie czymś zaskoczyć? Oj tak!!! Bo czy wiedziałyście, że kosmetyk do mycia na bazie oleju używamy na początku naszej wieczornej bądź porannej rutyny pielęgnacyjnej, a dopiero potem kosmetyk na bazie wody? Ja do tej pory stosowałam tylko ten drugi, a o istnieniu pierwszego nie miałam większego pojęcia. A takich „małych trików” w Sekrecie Urody Koreanek znajdziecie więcej. 🙂

Kolejna książka to dość obszerna powieść, którą czyta się jednym tchem. Przyznam Wam się szczerze, że dawno po żadną powieść nie sięgałam, a „Najlepsze chwile w życiu” Maeve Haran trafiła w moje ręce zupełnie przypadkiem (wygrałam ją w konkursie organizowanym przez MBP w Lesznie :)) Człowiek to jednak ma czasami farta, bo książka idealnie trafiła w moje gusta. Ma wszystko co dobra powieść mieć powinna czyli ciekawe bohaterki ( aż 4 główne), z nie mniej ciekawymi historiami, jest zabawna, inspirująca i zmusza nas do znalezienia odpowiedzi na pytanie, które pojawia się już na samym początku, czyli co nas czeka, powiem może brutalnie, ale na starość. Nasze bohaterki są po sześćdziesiątce, ale historie, które pisze im życie przydarzyć tak naprawdę mogłyby się każdemu, bez względu na wiek. Tutaj jednak, jak twierdzą panie czyli Claudia, Ella, Sal i Laura ten wiek odgrywa na tyle istotną rolę, że temat przewija się przez całą powieść. Dla mnie jednak nie lata „dziewczyn” są istotne, a przyjaźń je łącząca , która, chyba się ze mną zgodzicie potrafi przenosić góry i jest nam potrzebna do funkcjonowanie, niemal tak samo jak powietrze. Nic więcej nie zdradzę… no może poza tym, że znajdziecie w tej książce również polski wątek, a bohater pochodzący z Polski, jest uroczy, zaradny i  przedstawiony (o dziwo :P) w pozytywnym świetle.  Jeśli macie ochotę na coś lekkiego, ale poruszającego istotnie tematy sięgnijcie po „Najlepsze chwile w życiu”.

I na koniec książka-album Humans of New York- Ludzie Nowego Jorku, do której wróciłam po jakimś czasie. Jest to swoistego rodzaju album z portretami i krótkim historiami mieszkańców Nowego Jorku. Historie czasami inspirujące, czasami szokujące, czy wzruszające, ale jedno jest stałe czyli piękne zdjęcia. Jeżeli też lubicie się relaksować przeglądając różne albumy to polecam. Jest to też fajny pomysł na prezent dla przysłowiowego „wrażliwca” bądź osoby interesującej się fotografią. 😉

I to wszystko jeśli chodzi o Książkowych Ulubieńców Lutego, dajcie znać czy którąś z tych książek czytałyście/ oglądałyście, albo co Wy możecie mi polecić. Jak widzicie sięgam po różne rodzaje książek, także chętnie poznam Wasze książkowe top.

 

Continue Reading

Top Books- ulubieńcy grudnia!

Witajcie Kochani! Dzisiaj przychodzę do Was z postem, który być może nie wszystkich zaciekawi, ale wierzę, że wśród czytelników fitashion.com są też tacy, którzy od czasu do czasu lubią przeczytać coś więcej niż tylko to co znajduję się na ekranie komputera. 🙂 Top Books-ulubieńcy miesiąca to cykl, który będzie się pojawiał co miesiąc bo mimo notorycznego braku czasu, tych książek jednak trochę pochłaniam, a niektóre z nich są naprawdę godne polecenia! 🙂

Grudzień był miesiącem, który należał do trzech książek, które polecam z całego serca. A dlaczego i dla kogo? O tym przeczytacie za chwilę.

Zaczynam od książki, po którą powinien sięgnąć każdy. Hygge. Duńska sztuka szczęścia. Jest to przepiękna pozycja, która zwraca nam uwagę na to  co w życiu jest najważniejsze. Szczęście!  A właściwie uczy nas, jak w prosty sposób to szczęście poczuć. Bo jak przypomniała mi autorka Hygge – nie potrzebujemy do tego ani milionów na koncie, ani luksusów, czy sławy. Wystarczy odnaleźć szczęście w drobnych rzeczach, w życiu codziennym. Naprawdę polecam spróbować wdrożyć w swoje życie filozofię Hygge. Ja bardzo potrzebowałam takiego pociągnięcia za warkoczyk i przypomnienia: Hej, jest super. Masz świetne życie, doceniaj je i ciesz się nim każdego dnia! 🙂 O przepięknych zdjęciach i oprawie graficznej chyba nie muszę wspominać bo to pierwsze co rzuca się w oczy jeśli chodzi o tę książkę. Na koniec jeszcze dodam, że przeczytałam ją w jeden wieczór i już wiem dlaczego Duńczycy uważani są za jeden z najszczęśliwszych narodów na świecie… Nic więcej nie zdradzę, o Duńczykach i ich sposobach na ,,małe szczęścia” przeczytajcie sami! „:)

Kolejna pozycja to książka jurorki Masterchef i Masterchef Junior ale przede wszystkim osoby, która na garnkach i nożach kuchennych „zjadła zęby”. Ania Starmach tej pani chyba nie muszę Wam przedstawiać. Powiem Wam, że choć mam wszystkie książki z przepisami Ani to właśnie Lekkość jest tą najcenniejszą w mojej kolekcji. Dlaczego? Bo jest to nie tylko książka kucharska, ale taka mini encyklopedia jak być fit. Znajdziecie w niej 60 zdrowych, lekkich i przede wszystkim łatwych przepisów oraz 15 zestawów ćwiczeń. Idealny kompan w zrzucaniu zbędnych kilogramów. Także polecam tym, których jednym z postanowień noworocznych było to, żeby żyć aktywniej, jeść zdrowo, ale nie tracić na przygotowywanie wyszukanych potraw połowy dnia.

Wielka Magia autorstwa Elizabeth Gilbert to już ostatnia książka, którą chcę Wam polecić. Elizabeth Gilbert to niezwykle mądra kobieta, jestem pewna, że czytaliście jej najbardziej popularną powieść czyli Jedz, módl się, kochaj. (albo chociaż widzieliście film :)) Jeśli jednak myślicie, że Wielka Magia to kolejna książka w stylu „jedz, módl się, kochaj” to od razu Wam zdradzę, że jesteście w błędzie. Jedno się jednak nie zmienia. Elizabeth Gilbert inspiruję, tym razem do tego żeby być cierpliwym i wytrwałym. Nie bać się sięgać po swoje marzenia i chwytać życie pełnymi garściami. Polecam szczególnie tym, którym brakuję pewności siebie. Po przeczytaniu tej lektury stwierdzicie, że wielka magia naprawdę istnieje, a pomysł-idea, która do Was się przyczepi, jeśli nie zostanie wdrożona w życie powędruję do kogoś innego, szukając bardziej podatnego gruntu. 🙂 Także nie bójcie się żyć kreatywnie! Jeśli ja Was do tego nie przekonałam, to na pewno zrobi to Pani Gilbert.

I to wszystko na dzisiaj. Mam nadzieję, że takie posty, pośród tych modowych, również znajdą swoich czytelników. Dajcie znać czy którąś z polecanych przeze mnie książek czytaliście i co o niej myślicie? Podzielcie się też Waszymi ulubionymi książkami, chętnie przeczytam Wasze propozycje. Buziaki i do następnego! 🙂

Continue Reading

Presents Ideas!

Witajcie Kochani! Wierzyć mi się nie chce, że za kilka dni już Wigilia. Za oknami wczesna jesień, a w powietrzu czuć wszystko inne, a nie Święta… 🙂 Także wcale mnie nie zdziwi, jeśli tak jak ja, zakupy świąteczne w tym roku zostawicie na ostatnią chwilę. Nie ma w tym nic złego. Chociaż zanim wybierzemy się na takie „last minute” poszukiwania podarków dla najbliższych to trzeba pamiętać o powiedzeniu: „Jak się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy”, a przecież chodzi nam przede wszystkim o to, żeby z prezentu cieszyła się osoba obdarowywana. Dlatego wyciągam do Was pomocną dłoń i przedstawiam Wam moje gwiazdkowe propozycje prezentów, które być może pomogą Wam w podjęciu decyzji lub zainspirują do jeszcze innego podarku! Gotowi? No to startujemy! 🙂

dsc_0812-jpgobrobka1

I na początek coś co ucieszy każdą kobietę czyli biżuteria! Nie znam osoby (mówimy tutaj oczywiście o paniach), która nie lubi błyskotek. Nawet jeśli są takie, które twierdzą, że na codzień biżuterii nie noszą to jestem pewna, że z radością przyjmą taki prezent. W końcu każda z nas znajdzie się prędzej czy później w sytuacji, w której biżuterię wypada założyć. Sklepy jubilerskie w tym roku mają naprawdę piękne kolekcje biżuterii, wśród moich faworytów znajduje się bransoletka z kolekcji YES Charms na skórzanym pasku, którą mam nadzieję znajdę pod choinką :). Bardzo ładne, delikatne wzory znajdziecie też w nowej kolekcji marki Swarovski, niżej pierścionek w bardzo modnym odcieniu rose gold, który chociaż dostałam bez okazji świetnie sprawdziłby się jako prezent pod choinkę.dsc_0841-jpgobrobka4

dsc_0874-jpgobrobka6

Kolejną propozycją prezentową jest planner na nowy 2017 rok, który tak nawiasem mówiąc już za 10 dni! :O Nigdy z takiego plannera nie korzystałam i już teraz (po przejrzeniu zawartości) wiem, że to był błąd. Myślę, że taka wypasiona wersja kalendarza zdecydowanie ułatwi mi życie w nowym roku. Polecam taki prezent sprawić osobom, które wiecznie o czymś zapominają, które nie potrafią zaplanować dnia tak żeby zrobić wszystko co sobie założyły, ale też osobom, które bez kalendarza nie wyobrażają sobie funkcjonowania. Taka rozszerzona wersja kalendarza naprawdę może się okazać mega pomocna. Podsumowując, myśle, że planner jest świetnym prezentem dla każdego! 🙂 Mój znalazłam w Empiku za jakieś 40-50 zł.

dsc_0879-jpgobrobka7

fotorcreated

Kolejny idealny prezent, tym razem dla kobiet, które lubią czas spędzać w kuchni to „Przepiśnik”-czyli po prostu zeszyt na przepisy. Nie dość, że pięknie się prezentuję to pomieści przepisy na Wasze ulubione dania. Mój Przepiśnik jest z Biedronki i kosztował coś około 20 zł.

dsc_0897-jpgobrobka11

dsc_0912-jpgobrobka13

Tym razem propozycja, która ucieszy wszystkich fanów podarków „hand made”. Zarówno choinka jak i drewniany anioł, zostały stworzone przez bardzo zdolne osoby, które włożyły sporo serca aby zrobić coś co ucieszy osobę, która zostanie taką rzeczą obdarowana. Przyznam Wam szczerze, że bardzo lubię dostawać takie właśnie prezenty. Choinkę znajdziecie na stoisku Lapin Decor (Centrum Handlowe Manhattan w Lesznie), a aniołek powstał w Pracowni Wyobraźni-Anety Olejniczak, gdzie znajdziecie naprawdę piękne rzeczy. Jeśli lubicie takie „rzeczy z duszą” zajrzyjcie w oba te miejsca, a na pewno się nie zawiedziecie!

dsc_0954-jpgobrobka15

dsc_0966-jpgobronka16

dsc_0970-jpgobrobka17

Kapcie to oklepany, ale w moim przypadku zawsze trafiony prezent! 🙂 Uwielbiam ciepłe skarpetki i uroczę kapcie, które kiedy zakładam po ciężkim dniu, od razu poprawiają mi humor. Te są z Pepco! 🙂

dsc_0933-jpgobrobka14

Teraz coś co tygryski lubią najbardziej, czyli kosmetyki. Tym razem, jeśli mówimy o prezentach świątecznych to polecam te, które nie tylko świetnie się sprawdzą na codzień, ale też pięknie wyglądają. Także na naszej toaletce będą pełnić również funkcje dekoracyjną. O obu kosmetykach już Wam pisałam, także nad ich zaletami rozwodzić się już nie będę, tylko przykładem moich koleżanek z blogosfery wkleję linki do postów Klik i Klik 🙂

dsc_0988-jpgobrobka18

Kolejny kosmetyk, który bardzo Wam polecam, nie tylko jako prezent na Święta, to krem parowy- Steam Cream. Jest to rzecz bez której nie wyobrażam sobie codziennej pielęgnacji. Nie wierzycie? To co powiecie na to, jak Wam zdradzę, że  jest to moje piąte opakowanie. Ma lekką konsystencje, super nawilża, łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia i co bardzo ważne w przypadku mojej problematycznej cery nie zapycha i nie uczula. Ja minusów nie widzę, chociaż wiem, że są osoby którym  przeszkadza zapach, także jeśli chcecie obdarować steam creamem kogoś, kto nie lubi lawendy, to raczej zrezygnowałabym z tego pomysłu. Krem kosztuje około 60 zł i jak na to co robi dla mojej cery, to uważam, że jest to naprawdę niewielki wydatek. Do tego pakowany jest w urocze pudełka, w których możecie wybierać do woli. Co rusz pojawiają się nowe propozycje designu. Niżej moje ulubione świąteczne pudełeczko steam creamu.

dsc_0001-jpgobrobka19

W moim prezentowym niezbędniku nie może zabraknąć też czegoś do czytania. Nie było chyba okazji, kiedy nie ucieszyłabym się z książki. Wam proponuję nową książkę Beaty Pawlikowskiej, która świetnie sprawdzi się jako prezent dla wszystkich tych, którzy potrzebują motywacyjnego kopa.

dsc_0019-jpgobrobka20

Tym razem prezent bardzo zachowawczy, który sprawdzi się w sytuacji kiedy na przykład nie wiecie, co lubi osoba, którą chcecie obdarować. A takie sytuacje się zdarzają, chociażby na Wigilii firmowej. 🙂 Wtedy zawsze sprawdzą się słodkości, dodatkowo warto też poszukać jakiegoś ciekawego pudełka czy słoika, który pokaże osobie obdarowywanej, że choć może nie do końca wiedzieliście co kupić, to  przyłożyliście się do prezentu. Logika pokrętna, ale się sprawdza! Niżej na zdjęciu słoiczek z Lidla wypełniony Skittlesami!

dsc_0030-jpgobrobka21

dsc_0038-jpgobrobka22

I na koniec prezent, który ja sama dostałam na Wigilii w pracy, który okazał się bardzo trafiony! Poznajcie Pana Ołówka! Czyż nie jest uroczy?

Mam nadzieje, że prezenty, które wręczycie swoim bliskim będą również trafione, sprawią dużo radości obdarowywanym i wywołają uśmiech na ich twarzach. Bo nic tak nie cieszy, jak świadomość, że Wasz podarek się spodobał. Buziaki i do następnego! <3

dsc_0012-jpgobrobka22

Continue Reading