Na co pozwalam sobie latem!

Cześć! Dawno mnie tu nie było, a przecież nie samym instagramem człowiek żyje ;). Dzisiaj zapraszam Was na wpis o trzech moich ulubionych aktywnościach, na które pozwalam sobie zwłaszcza latem. To właśnie w lipcu i sierpniu, dni są najdłuższe, najcieplejsze, a człowiek ma więcej energii i chęci na realizację swoich zachcianek…. Albo na błogie lenistwo! Którego absolutnie nie potębiam:) Gotowi? No to zaczynamy!

 

1. Czytanie książek!

To nie jest tak, że w pozostałe miesiące swoją biblioteczkę omijam szerokim łukiem. Lubię sięgać po książki o każdej porze roku. Ale tak jakoś w moim życiu się układa, że w długie jesienne i zimowe wieczory nadrabiam wszystkie seriale, a latem książki. Zresztą to właśnie o tej porze roku możemy sobie pozwolić na czytanie swoich ulubionych powieści na balkonie, tarasie albo na łonie natury. Mój wzrok też nie protestuję, nie lubi jak czytam przy sztucznym oświetleniu. 🙂 Dziewczyny, nie wiem czy też tak macie, ale latem jakoś tak łatwiej przychodzi mi sięganie po lekkie, babskie powieści. Romansidła mogę pochłaniać w ciepłe wieczory w każdej ilości. Niedługo pojawi się wpis o nowościach książkowych, które polecam. 🙂

2. Odpoczynek na łonie natury!

Jestem typowy „nature lover”. Kocham spędzać czas na świeżym powietrzu, spacerując lub urządzając sobie pikniki. Nie oszukujmy się, ale w naszym kraju sezon piknikowy zarezerwowany jest na obecną porę roku czyli właśnie lato. Nie ma nic przyjemniejszego niż patrzenie na bezkresne pola zbóż, po których lada chwila zostaną tylko snopki siana… albo słuchanie „cykania” świerszczy. Wierzcie mi, że chwile spędzone na łonie natury naładują Wasze wewnętrzne akumulatory lepiej niż kilka godzin snu. No i nie oszukujmy się, takie krajobrazy są pięknym tłem do zdjęć! 🙂

3. Jedzenie!

Lody, świeże owoce i warzywa lub dobrze schłodzone wino najlepiej smakują latem! O ile zimą i jesienią jestem sobie w stanie wyobrazić trzymanie się restrykcyjnej diety, tak latem nie ma absolutnie mowy o tym, żeby sobie odmawiać takich sezonowych przyjemności. Tak więc jak już się wybieram na piknik to w towarzystwie moich ulubionych przekąsek. Hej- życie jest zbyt krótkie, żeby nie brać z niego pełnymi garściami 🙂 Także wyrzuty sumienia zostawcie w domu, a do koszyka spakujcie swoje ulubione smakołyki!

Foto: Bartosz Skopiński

Sukienka- Cinamoon

Torebka- Mohito

Zegarek- Daisy Dixon London (KLIK) Na hasło: FITASHIONN10 macie 10% rabatu na zegarki tej firmy na stronie swiss.com.pl

Continue Reading

Wraps! Genialne rozwiązanie!

Nie często zdarza mi się tutaj zamieszczać typowo sportowe stylizację. Dzisiaj jednak w ramach wyjątku zapraszam Was na bardzo sportowy, ale jednocześnie bardzo dziewczęcy look. Kombinacja idealna! Cieszy mnie, że czasy szarych, brzydkich dresów dawno już odeszły w zapomnienie, a obecnie decydując się na sportowy zestaw, my – kobiety mamy duże pole do popisu. Sama często stawiam na wygodę, ale nadal chcę czuć się dziewczęco i stylowo. Różowy dwuczęściowy dres mi to zapewnia! 🙂 Kolejnym takim wygodnym rozwiązaniem są słuchawki WRAPS. Nieużywane można zawinąć wokół nadgarstka i nosić jako bransoletkę. Tak drogie panie, koniec z poplątanymi w torebce kabelkami. Jakże to ułatwi nam życie, prawda? A do tego genialny design sprawia, że wyglądają zarówno w uszach jak i na ręce mega stylowo. Jedyne co mogę powiedzieć to, że żałuję, że ten gadżet trafił w moje ręce (ekhm… na moje nadgarstki) dopiero teraz! 🙂 Jak Wam się podoba taka propozycja? Lubicie sportowy szyk czy wolicie eleganckie zestawy?

Foto: Bartosz Skopiński

Dres- Bohooho (KLIK)

Słuchawki- Wraps ze sklepu headbeat.pl (KLIK)

Buty- New Balance

Shaker- Gym Hero

Continue Reading

Postanowienia Noworoczne 2018!

Temat postanowień noworocznych jest u mnie wałkowany co roku… Co roku również obiecuję sobie, że w tych postanowieniach wytrwam. I pewnie nie trudno się domyślić, że z wytrwałością różnie to bywa… Po części dlatego, że z biegiem czasu zapominam, co też sobie w ramach „noworocznej euforii” obiecałam ^^, a po części dlatego, że gdzieś po drodze – brakuje mi motywacji. Ale w 2018 roku powiedziałam „basta”! Czas wreszcie dojrzeć i podejść odpowiedzialnie do realizacji wyznaczonych sobie celów; czas wreszcie spełnić postanowienia, które przecież mają sprawić, że moje życie będzie lepsze, pełniejsze… A ten wpis ma mi o tym nieustannie przypominać! Gotowi? No to zapraszam do lektury mojej listy postanowień noworocznych.

1. Przynajmniej raz w miesiącu gdzieś wyjechać!

Ten kto śledzi mojego instagrama wie, że nie ma drugiej takiej rzeczy, która sprawiałaby mi tyle radości i dawała tyle szczęścia co podróże. Wybierając się chociażby na weekendowy wyjazd wracam z maksymalnie naładowanymi akumulatorami, a pozytywną energią mogłabym zarazić co najmniej pół Leszna (a musicie wiedzieć, że nie jest to wcale takie małe miasto :)). Właśnie tak na mnie działa odkrywanie nowych miejsc, poznawanie nowych ludzi, zwyczajów i pysznej kuchni z różnych zakątków globu. W związku z powyższym – obiecałam sobie, że w tym roku będęco miesiąc, regularnie wyjeżdżać. Nie musi to być od razu kraniec świata, zadowoli mnie chociażby krótki weekend w Karpaczu, do którego mam całkiem blisko. Postanowienie póki co ma się świetnie. Bilety na koniec stycznia już zarezerwowane. A gdzie się wybieram? O tym na pewno niebawem tu przeczytacie! 🙂

2. Nieustannie się doskonalić!

W różnych dziedzinach. Chociaż myśląc o tym postanowieniu, głównie chodzi mi po głowie jedna rzecz – MAKIJAŻE. Pomimo tego, że w ciągu minionego roku zrobiłam niesamowity postęp, jeśli chodzi o sztukę makijażu, to bardzo chciałabym uczyć się więcej i więcej :). Wystarczy ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Na moją listę na rok 2018 obowiązkowo wpisałam udział w co najmniej dwóch kursach makijażu (oczywiście u moich ulubionych wizażystek). Dodatkowo, w ramach doskonalenia w domowym zaciszu, obiecałam sobie, że raz w tygodniu będę przygotowywać dla Was makijażową inspirację i będę ją wrzucać na instagram. Uważam, że jak do tej pory, całkiem nieźle mi wychodzi dotrzymywanie tego postanowienia. Zresztą zerknijcie sami –> KLIK 

3. Czytać!

Nie żebym mało czytała. Przeglądam przecież codziennie masę blogów, instagramowych profili, czy stron internetowych… ^^ Nie zmienia to jednak faktu, że strasznie brakuje mi tej dość oldschoolowej formy spędzania wolnego czasu, czyli czytania książek. Obiecałam sobie, że codziennie będę czytać chociażby 30 minut. Ktoś może powiedzieć – niby niewiele, ale jak to się zbierze w tygodnie, miesiące, a później podliczy rok to wyjdzie całkiem sporo – jakieś 160 godzin. Nieźle, prawda? Sama jestem też ciekawa ile książek uda mi się przeczytać, jeśli będę działać wg tego schematu…

4. Wspierać potrzebujących!

To chyba jedno z tych postanowień, za które najbardziej trzymam kciuki. Wierzę, że mój zapał dotyczący wspierania różnych akcji/aukcji charytatywnych nie zmaleje i że kończąc 2018 rok z dumą spojrzę na ten wpis, myśląc sobie „I did it!”. Postanowiłam sobie, że co miesiąc będę zasilać określoną sumą pieniędzy różne cele charytatywne. Na stronie „siepomaga.pl” można znaleźć mnóstwo tego typu próśb, a każda złotówka dla tych potrzebujących ma znaczenie! Dlatego, każdego z Was, chciałabym również gorąco zachęcić do tego typu działań. Jak to się kolokwialnie mówi „w kupie siła” , a ja wiem, że my Polacy, w dobrym celu potrafimy się pięknie jednoczyć, czego dowodem jest chociażby rekordowa zbiórka na WOŚP. Poza tym pamiętajcie, że dobro zawsze wraca ze zdwojoną siłą!

5. Skończyć remont domu!

Pewnie nie wszyscy z Was wiedzą, że od zeszłego roku mieszkam w swoich własnych „czterech kątach”. Dom, który sobie wymarzyłam, nadal jest w fazie remontu i urządzania. O ile można by było powiedzieć, że dół jest już prawie całkowicie skończony, o tyle góra –  wymaga jeszcze mnóstwa pracy. Wierzę jednak, że w tym roku uda się postawić przysłowiową „kropkę nad i” i wreszcie z dumą będę mogła powiedzieć „zrobiłam to”. Póki co, najbardziej doskwiera mi brak garderoby, która chyba nie tylko dla mnie, jest jedną z niezbędnych przedmiotów. Trzymajcie zatem kciuki, aby skończenie remontu było kwestią kilku najbliższych miesięcy.

6. Postawić na aktywność fizyczną!

Pod koniec 2017 roku złapałam jakiegoś treningowego doła. Mając do wyboru siłownie, czy wieczór z Netflixem i paczką popcornu, czy też chipsów, zawsze stawiałam na to drugie! Na efekty moich wyborów nie musiałam długo czekać… (odbiło się to oczywiście na mojej sylwetce). Ale, od tego tygodnia wreszcie powróciłam na właściwe tory i od poniedziałku zaliczyłam już 3 treningi!!! Oczywiście zamierzam do treningów podchodzić z głową – będę ćwiczyć regularnie, ale nie więcej niż 5 razy w tygodniu (tak, żeby znowu nie pojawiło się przetrenowanie i niechęć do sali treningowej). Dodatkowo, odstawiłam wszystkie smażone rzeczy i słone przekąski, a w to miejsce pojawiły się warzywa. O i tutaj przydadzą mi się niesamowite pokłady silnej woli, ale wierzę, że się uda! 🙂

7. Próbowanie nowych rzeczy!

Postanowienie, które tak naprawdę może przybierać różne formy (ze względu na to, że jest bardzo ogólne). Generalnie chodzi o to, żeby próbować czegoś, czego nigdy wcześniej nie robiłam, bo: albo się bałam, albo byłam zbyt leniwa, albo nie miałam ku temu okazji. Pierwszą z rzeczy, która przychodzi mi do głowy jest spróbowanie jazdy na snowboardzie. Na nartach jeżdzę od wielu, wielu lat i nie wywołują one u mnie już takiej ekscytacji jak kiedyś, dlatego z chęcią przerzucę się na coś nowego. W związku z tym przy najbliższej wizycie w górach wypożyczam dechę i próbuję. Jestem bardzo ciekawa, czy snowboard podbije moje serce równie mocno, jak kiedyś narty.

Kolejna rzecz, z tych których nigdy nie robiłam, to hybrydowy manicure w domowym zaciszu. Całkiem niedawno zaopatrzyłam się w zestaw startowy od Firmy NeoNail i już nie mogę się doczekać pierwszych efektów. Zatem koniec wymówek. Czas sprawdzić, czy faktycznie jest to takie łatwe, jak wszyscy mówią. Dodatkowo, nowa kolekcja Paris My Love, całkowicie skradła moje serce i dlatego, jako pierwsza, wyląduje na moich paznokciach.

Jeśli również chcecie zacząć swoją przygodę z hybrydą, to firma NeoNail przygotowała dla Was bardzo fajny konkurs, w którym do wygrania między innymi: tydzień metamorfoz z Ewą Chodakowską, zestaw biżuterii marki Lilou oraz Starter Set Premium od NeoNail. Aby wziąć w nim udział należy zrobić zakupy za minimum 50 zł, zachować paragon, wejść na stronę https://happynewyou.neonail.pl/ i odpowiedzieć na proste pytanie: „Jak dotrzymać swoich postanowień noworocznych”. Prawda, że łatwe? Zatem do dzieła!

8. Dbać o relacje z przyjaciółmi!

Ubiegły rok nauczył mnie, że jedną z najważniejszych rzeczy w życiu jest otaczanie się właściwymi, życzliwymi i ciepłymi ludźmi. Takimi, którzy ciągną nas w górę, a nie pchają w dół. Prawdziwymi przyjaciółmi, którzy życzą Ci dobrze, cieszą się z Twoich sukcesów, a nie takimi, którzy czerpią radość z naszych potknięć i porażek. Rok 2017 był dla mnie rokiem weryfikacji wielu znajomości. Teraz wiem, w jakie przyjaźnie warto wchodzić i w 2018 roku zamierzam pielęgnować te znajomości. Mogę nie widzieć się z kimś bardzo długo, bo na przykład dzieli nas sporo kilometrów, ale jeśli ta osoba jest na liście życzliwych mi osób, prawdziwych przyjaciół, to obiecuję, że zrobie wszystko aby ta znajomość nie uschła.

9. Cieszyć się życiem!

 Tak po prostu!

Continue Reading

Kochany Święty Mikołaju…

„Kochany Święty Mikołaju…” któż z nas nie pamięta dni, kiedy to właśnie tymi słowami starannie spisanymi na pięknej papeterii  rozpoczynaliśmy grudzień? Od tego czasu sporo się zmieniło… W Świętego Pana z siwą brodą chyba już przestaliśmy wierzyć, ale nie przestaliśmy czekać na podarki. Dla mnie prezenty w Święta nie są najważniejsze, co nie zmienia jednak faktu, że miło zobaczyć pod choinką chociaż symboliczny, drobny upominek. Dzisiaj chciałabym pobawić się trochę w Elfa, czyli pomocnika Świętego Mikołaja, który pomaga mu kompletować prezenty dla wszystkich grzecznych dzieci… Pojawią się propozycje dla niej i dla niego i to takie, którymi sama chętnie obdarowałabym swoich bliskich. Gotowi? No to startujemy! 🙂

Świąteczne pomysły na prezent dla niej:

Kosmetyki!

Moje Drogie, chyba nie muszę Was przekonywać, że kosmetyków nigdy za wiele?! To coś, co każda z nas lubi i potrzebuję. Choć w normalnych okolicznościach zaopatrujemy się w kosmetyki pierwszej potrzeby, czyli te które używamy na co dzień, to od święta można poszaleć i sprawić komuś „marzo-kosmetyk”. Tak wiem, że nie ma takiego słowa. 😉 Powstało ono na potrzeby tego wpisu i oznacza kosmetyk marzenie, o którym śnimy po nocach, a którego jednak sobie nie kupujemy, bo przecież na co dzień jest tyle innych wydatków. Wierzcie mi, taki marzo-kosmetyk będzie strzałem w dziesiątkę i na pewno ucieszy obdarowywaną osobę. W przypadku tej kategorii macie też duże pole do popisu. Może to być coś z pielęgnacji, czyli na przykład krem pod oczy, o którym słyszeliśmy wiele dobrego, nowa paletka cieni, czy idąc dalej, akcesoria do makijażu, które obecnie można kupić w świetnych świątecznych zestawach.

Vouchery!

Kolejna moja propozycja to vouchery! Tutaj również mamy duże pole manewru. Może to być zarówno voucher na zabieg pielęgnacyjny, makijaż, masaż, czy voucher/karta podarunkowa do ulubionego sklepu. Dla każdego znajdzie się coś w zależności od upodobań. Zatem szalejcie! 🙂

Bilety!

W tej kategorii mowa o wszelkiego rodzaju biletach. Ja osobiście najbardziej ucieszyłabym się z tych lotniczych (wiecie jak kocham podróże), ale w grę wchodzą również bilety na koncert ulubionego zespołu czy wokalisty… Szkoda, że te na Edka Sheerana są już wyprzedane! Dobrze pamiętam jak kiedyś podarowałam taki właśnie bilet na koncert zespołu Coldplay i radości było co niemiara. Także jeśli wiecie kogo muzycznie lubi osoba obdarowywana to śmiało kupujcie, a nie będzie mowy o żadnej prezentowej wpadce. Można też iść o krok dalej i kupić na przykład bilet na całe wydarzenie muzyczne, czyli Open’er Festival. A w tym roku na Opene’rze naprawdę będzie się działo: Depeche Mode, Massive Attack, Gorrilaz czy Bruno Mars – to tylko niektóre z gwiazd które się pojawią. <3

Biżuteria!

Biżuteria to kolejna po kosmetykach rzecz, której nigdy za wiele. Do tej kategorii zaliczam zarówno wymarzone przez naszą mamę kolczyki, zegarek dla dziadka (i tutaj zahaczamy o akapit: prezenty dla niego :)) czy bransoletka dla przyjaciółki.  Mnie w tym roku niezwykle urzekł marynarski motyw czyli bransoletka z kotwicą, obok której nie mogłam przejść obojętnie. Znajdziecie ją w kolekcji marki Paul Hewitt (KLIK), a na żywo jest jeszcze piękniejsza!

Instax!

Będę z Wami szczera. Gdybym miała sama tworzyć tą listę, Instax pewnie by się na niej nie znalazł. Ale jakiś czas temu pytałam Was na instagramie (KLIK) jakie są Wasze wymarzone prezenty i wśród wielu fajnych propozycji jedna pojawiła się kilka razy. A chodziło właśnie o Instaxa. Dla niewtajemniczonych wyjaśniam, że Instax to nowy model aparatu do fotografii natychmiastowej. Łopatologicznie mówiąc, cykamy takim kolorowym i ładnie wyglądającym cudem fotkę, czekamy chwilę, a później cieszymy się od razu wywołanym zdjęciem. Brzmi super, prawda? Ja sama dopóki nie zagłębiłam się w temat nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo chcę Instaxa! 😛

Perfumy!

Perfumy to niby oczywista oczywistość, jeśli chodzi o podarki dla płci pięknej, ale jednak wielu panów ma z nimi problem. Dlatego warto dowiedzieć się jakie perfumy czy chociażby nuty zapachowe lubi osoba przez nas obdarowywana. Fajnym pomysłem będzie też zakup kilku mniejszych buteleczek zapachów, które z okazji Świąt sprzedawane są często w pięknie pakowanych zestawach. Taka mini wersja ulubionego, przez osobę, której robimy prezent, zapachu jest też świetnym wyjściem jeśli nie chcemy zbyt mocno nadszarpnąć naszego budżetu.

Galanteria skórzana!

Portfel, torebka, czy rękawiczki – wszystkie kochamy tego typu rzeczy. Ja portfele wymieniam średnio dwa razy w roku, bo wiadomo, rzecz którą się tak intensywnie eksploatuje codziennie szybko się niszczy. Także w przypadku mojej skromnej osoby portfel byłby idealnym prezentem (koniecznie czerwony!), nie pogardziłabym też pięknymi rękawiczkami ze skóry (pod kolor portfela :)), czy nową torebką (bo przecież wszystko musi do siebie pasować!).

Książka!

To kategoria prezentowa, przy której trzeba być bardzo ostrożnym, bo przecież nie każdy lubi czytać! Zanim wpadniemy na pomysł obdarowania kogoś czymś do czytania, upewnijmy się, że ta osoba lubi zaglądać do książek. Ja osobiście z książki ucieszyłabym się bardzo! Zarówno tej związanej z tematyką podróżniczą, jak i z pięknie wydanej książki kucharskiej. A tutaj wydawnictwa naprawdę prześcigają się w pomysłach! Można też tradycyjną, drukowaną książkę zastąpić urządzeniem do czytania e-booków. Chociaż ja uważam, że nie ma nic piękniejszego niż zapach kartek świeżo kupionej książki.

Świąteczne pomysły na prezent dla niego:

I tutaj my – Kobiety mamy zazwyczaj większy problem. Bo o ile prezent mamie, siostrze czy przyjaciółce byłybyśmy w stanie wybrać w 5 minut, nawet obudzone o 3 w nocy, o tyle z mężczyznami nie jest już tak łatwo. Dlatego śpieszę z pomocą i propozycjami podarków, które podsunęliście mi Wy, bądź faceci bliscy mojemu sercu.

Filtry do aparatu!

Jeśli Wasz facet jest współautorem zdjęć na Waszym blogu, czyli interesuję się fotografią to takie filtry na pewno mu się przydadzą. Będzie to na pewno prezent praktyczny, wykorzystany w codziennym użytku, a mężczyźni ponoć właśnie takie lubią najbardziej. Ja się kompletnie na tym nie znam, także jeśli chodzi konkretny model, musicie podpytać Waszego ukochanego.

Zestaw gadżetów z ulubionego serialu bądź filmu!

Jeśli obdarowywany przez Was mężczyzna jest fanem komiksów, koniecznie dowiedzcie się jakich. W internecie aż roi się od gadżetów związanych z konkretnymi tytułami. Od koszulek zaczynając, a kończąc na notesach. Zatem jest w czym wybierać! Jak już wiecie czy obdarowywany jest fanem Marvela czy DC to już połowa sukcesu. A wierzcie mi, to jest dość istotna różnica (o której ja też do niedawna nie wiedziałam ;))  Później można szaleć, w zależności na ile pozwala Wasz budżet!

Gry planszowe!

O ile fascynacji grami na telefonie, tablecie czy komputerze nie jestem w stanie zrozumieć, o tyle cieszy mnie, że są wyjścia alternatywne, czyli oldschoolowe planszówki. Takie gry planszowe nie tylko zapewnią świetną zabawę obdarowywanej osobie, ale również jego bliskim. Planszówek w sklepach jest cała masa, są przepięknie wydane i naprawdę różne, od gier strategicznych poprzez towarzyskie, a kończąc na tych przy których trzeba ruszyć trochę głową, czyli na przykład Rummikub! Polecam! Bo nie ma chyba nic fajniejszego niż spędzenie wieczoru w dobrym towarzystwie grając w wciągająca grę planszową.

Mucha!

Jeśli osoba przez Was obdarowywana jest fanem kolorowych i fikuśnych much to koniecznie zajrzyjcie na stronę marthu.com. Tylu wzorów i kolorów jak żyję (a żyję dość długo ;)) jeszcze nie widziałam. Taka mucha będzie idealnym podarkiem dla mężczyzn, którzy lubią i nie boją się eksperymentować z modą. Gwarantuję, że nie będzie to prezent na długo zapamiętany i miejmy nadzieje często noszony przez obdarowywanego.

I to już wszystkie moje propozycje! Tak wiem, że pomysłów na prezenty dla mężczyzn jest dużo mniej, ale tak jakoś wyszło, że jestem kobietą i doskonale wiem, co nam – płci pięknej w duszy gra. Dlatego też chętnie przeczytam Wasze komentarze. Jeśli macie jeszcze pomysły na prezent dla niego, koniecznie dajcie znać! Wszystkie chwyty dozwolone! Do następnego! 🙂

 

 

Continue Reading

Dieta pudełkowa So! Yolo Catering – hit czy kit?

Temat jedzenia, jest chyba, zaraz po modzie i kosmetykach, jednym z moich ulubionych tematów. A to dlatego, że kocham jeść. Próbując nowych potraw z ogromną niecierpliwością czekam na kolejne doznania smakowe. Pomimo mojego wielkiego uwielbienia do jedzenia, na regularne posiłki nie mam czasu i często po kilku, nierzadko kilkunastu godzinach, wpycham w siebie (delektując się odpowiednio, jak na smakosza przystało) przygotowane naprędce posiłki… Los chciał, że na mojej drodze stanął Michał Zabłocki – właściciel So! Yolo Catering, oferującej tzw. dietę „pudełkową” (oczywiście z dostawą do domu).

To właśnie Michał przekonał mnie, że odpowiedni podział makroskładników stanowi o sukcesie dobrej jakościowo diety. Hasło przewodnie, którym kieruje się jego firma, jak i on sam brzmi: „dieta nie ma być katorgą, ma stanowić styl życia”.

Zainspirowana przez Michała zaczęłam przeglądać informacje zawarte na stronie So Yolo. Zapoznałam się z podstawowymi regułami dotyczącymi odpowiedniego zbilansowania makroskładników, które są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Podekscytowana tym, co wyczytałam, postanowiłam wypróbować „pudełkową” dietę na własnej skórze. W końcu nikt i nic tak dobrze nie da mi znać o tym, że coś mi służy, bądź nie, jak mój własny organizm :). Jeżeli jesteście ciekawi, czy taka forma odżywiania okazała się dla mnie odpowiednia i czy nie było monotonii, czytajcie dalej! 🙂

Ja zdecydowałam się na opcje Basic, z zapotrzebowaniem kalorycznym 1700 Kcal. Ta opcja wydała mi się, na ten moment, najbardziej odpowiednią, tym bardziej, że przez ostatnie 3 tygodnie z siłownią było mi nie po drodze ;).

Pierwszy zestaw, na poniedziałek, dostarczono mi w niedziele, zaraz po skończonym meczu naszej reprezentacji (więc radość była podwójna). Wszystko było pięknie i estetycznie zapakowane w plastikowe pojemniczki oraz papierową torbę. Michał pomyślał również o plastikowych sztućcach, co w moim przypadku okazało się strzałem w dziesiątkę, ponieważ większość z tych posiłków jadłam albo w pracy, albo w samochodzie, albo w jeszcze innych dziwnych miejscach. Do każdego zestawu dołączona jest również „rozpiska” informująca jakie posiłki są przewidziane na dany dzień oraz ile zawierają makroskładników.

czwartkowe śniadanie – jajeczne Muffiny!

Przygotowałam też dla Was kilka zdjęć, aby pokazać Wam, że dostarczone przez So Yolo posiłki nie tylko dobrze smakują, ale też obłędnie wyglądają. Także, jeśli jesteście wzrokowcami i tak jak ja, jecie oczami, będziecie w 100% usatysfakcjonowani.  Pewnie w tym momencie zastanawiacie się, czy smak jest faktycznie niesamowity, bo to przecież on jest tutaj najważniejszy. Jak dla mnie – bomba!!! Na 5 dni, w których w każdym zestawie miałam 5 posiłków, tylko jedno danie nie podpasowało moim kubkom smakowym. A musicie wiedzieć, że jeśli chodzi o smak to jestem dość wybredna :). Było mega smacznie, cudownie różnorodnie i przede wszystkim sycąco.

Shaorma drobiowa z frytkami z batatów i selera – poniedziałkowy obiad!
Kolacja z poniedziałku – sałatka makaronowa z pomidorami, oliwkami, fasolą i fetą

Bałam się, że ze względu na małe porcje (przy wybranym przeze mnie bilansie energetycznym) będę chodzić głodna… A wiadomo Polak głodny, to Polak zły. Na szczęście, moje obawy się nie sprawdziły. I wiecie co okazało się największą wartością dodaną tego eksperymentu  –  wreszcie nauczyłam się regularnie spożywać posiłki! Mój organizm, w podzięce, za systematyczne dostarczanie mu posiłków, odpłacił mi dużą dawką energii i dobrym samopoczuciem.

 Jak to wygląda finansowo?

Koszt takiej diety to 55 zł za dzień (przy zamówieniu powyżej 21 dni – 53 zł). Pomyślicie pewnie, że to dość sporo. Jak się tak głębiej zastanowić, to może się okazać, że to guzik prawda! Przypominam, że mamy tu 5 naprawdę różnorodnych i pożywnych posiłków. Gotując samemu niejednokrotnie wydaję 50 zł kupując składniki tylko na obiad… Do tego trzeba doliczyć czas spędzony w kuchni, zmywanie, prąd/gaz itp.

podwieczorek – carpaccio z buraka z orzechami, roszponką i cheddarem
Gofr z jajkiem sadzonym i warzywami – czyli wtorkowy zestaw śniadaniowy

Powiem Wam szczerze, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczona cateringiem So! Yolo. Z ręką na sercu, mogę polecić każdemu, a w szczególności tym, którym zależy na smacznym, pożywnym i dobrze zbilansowanym posiłku. Wiem, że w moim przypadku, na tych 5 dniach się nie skończy. Pamiętajcie też, że jest możliwość wypróbowania, czy catering So! Yolo jest dla Was (zachęcam do skorzystania z  jednorazowego dnia testowego – wtedy płacicie tylko 40 zł za wybraną dietę). Szczegóły znajdziecie tutaj->KLIK

Mam nadzieje, że tych wszystkich, którzy nie mają czasu na gotowanie i regularne spożywanie posiłków, przekonałam do takiej opcji żywienia… Pamiętajcie, że żyjąc w ciągłym biegu zapominamy o takich podstawowych rzeczach, jak prawidłowe odżywianie! A nasz organizm, wcześniej, czy później się o to upomni…. Dajcie znać, czy kiedykolwiek korzystaliście z takiej diety; a może macie inne sposoby na zdrowe jedzenie? Ja tymczasem życzę smacznych i zdrowych posiłków i mówię do następnego!

Continue Reading