Długa sukienka – czy warto nosić?

Długie sukienki od kilku już sezonów wracają do łask. I choć nie są tak wygodne, jak te za kolano, mini czy jeansy to wyglądają zdecydowanie bardziej dostojnie i kobieco. Mało tego, noszenie ich ma też dodatkowe korzyści. Kiedyś gdzieś przeczytałam, że my – kobiety jesteśmy tak zbudowane przez naturę, że w przeciwieństwie do mężczyzn, energię czerpiemy od Matki Ziemi – czyli z dołu. To właśnie Ziemia daje obfitość poprzez plony i urodzaj. Przypadek? Oczywiście, że nie. 🙂 Energia Matki jest bardzo ważna ponieważ materializuje się w dobrach materialnych. Kiedy ubieramy spodnie, Drogie Panie, zamykamy tym samym kanał więzi energetycznej z Matką Ziemią.

Częstym argumentem, który pojawia się w naszej głowie wybierając spodnie jest wygoda i szybkość działania bo długa suknia czy spódnica faktycznie nas spowalniają… ale wg praktyk duchowych to spowolnienie dla nas kobiet jest bardzo dobre. Naszym stanem w którym osiągamy harmonię jest spokój i równowaga.

Dlatego od czasu do czasu wskocz w długą sukienkę (tak, wg praktyk duchowych długość też ma znaczenie), a od razu poczujesz jak zmieni się Twoje samopoczucie. Nie oceniajcie, tylko obserwujcie. Czy tego dnia jesteście bardziej delikatne, zmysłowe, bardziej zauważalne dla płci przeciwnej? A jeśli chcecie ten eksperyment przeprowadzić na tak zwanym „wyższym levelu” to spróbujcie w długich sukienkach lub spódnicach chodzić przez tydzień. Zobaczycie, że zaczną dziać się małe cuda. Powodzenia i dajcie znać jak było! 🙂

Do końca czerwca na hasło: FIT11 macie 15% rabatu

Sukienka – Bon Prix (KLIK)

Sandałki – Bon Prix (KLIK)

Biżuteria – Exitto Shop

Continue Reading

Dworek Tradycja – magiczne miejsca w Polsce!

Trochę to trwało, ale w końcu, zapraszam Was na kolejny wpis podróżniczy. Jeszcze do niedawna używając słowa „podróż” raczej miałam na myśli oddalone setki, albo tysiące kilometrów miejsca na Ziemi. Dzisiaj, w obliczu panującej na świecie pandemii, która wymusiła nie tylko na mnie, zmianę sposobu myślenia – przekonałam się, że tak naprawdę nie trzeba wyjeżdżać setki kilometrów, żeby piękne miejsca mieć na „wyciągnięcie ręki”. Wystarczy wsiąść w samochód i zaufać intuicji. W dzisiejszym wpisie chciałabym Wam opowiedzieć o magii pewnego miejsca na Pomorzu Zachodnim. Gotowi? No to zapnijcie pasy, włączcie mapy Googla i lecimy.

Idealne miejsce dla osób, które chcą zwolnić #slowlife.

Dworek Tradycja, to 300-letnia pastorówka, która znajduje się we wsi Bełczna na Pomorzu Zachodnim. Z Leszna jest to około 300 km, a dojazd do dworku zajął nam niecałe 4 godzinki. Ale zarówno ja, jak i moja mama, która tym razem była moją towarzyszką podróży, stwierdziłyśmy, że trasa, szczególnie od połowy jest tak malownicza, że nawet nie zorientowałyśmy się, kiedy nam ta droga zleciała. Warto też wspomnieć, że do plaży w Kołobrzegu mamy zaledwie 45 minut jazdy samochodem. Ja z mamą z opcji odwiedzenia polskiego morza nie skorzystałyśmy – zdecydowanie wolałyśmy zaszyć się w 300-letnim dworku i korzystać z energii tego miejsca.

Wracając do magii tego miejsca, zacznijmy od jedzenia. Jako osoby, które w gościnnych progach Pani Niny i Pana Tadeusza byłyśmy po raz pierwszy,  zupełnie niepotrzebnie zrobiłyśmy zakupy spożywcze w pobliskiej miejscowości Łobez, nie zdając sobie sprawy, że właścicielka Dworku jest prawdziwą czarodziejką w kuchni! Zaraz po przyjeździe zostałyśmy zaproszone na Ivan Czaj i domowy serniczek. Ivan Czaj wywodzi się z Rosji (stąd jej nazwa), ale tak naprawdę nie robi się jej z liści herbaty, tylko z naszej polskiej wierzbówki kiprzycy. Wierzbówkę na herbatkę osobiście zbiera Pani Nina, podobnie zresztą jak ślimaki, które zaserwowała nam na kolację. Wcześniej była jeszcze przystawka – zupa szczawiowa, domowy chlebek, kompot, ciasto i naleweczka z lipy. I jak już myślałam, że nie może być lepiej, to ku naszemu początkowemu przerażeniu, które z czasem zmieniło się w zachwyt, zostałyśmy zaproszone na kolacje na świeżym powietrzu, w towarzystwie natury i z naturą (ślimakami) na talerzu. Ślimaki jadłyśmy pierwszy raz i niestety nie mamy porównania, jak smakują na przykład te we Francji, ale przeczucie mówi nam, że lepszych już długo nie zjemy. O smakołykach dnia następnego może nie będę szczegółowo pisać, bo zobaczycie je na zdjęciach, ale śniadaniowe racuchy czy krupnik (którego ja normalnie nie lubię), domowe pierogi z truskawkami i jagodami – skradły nasze serca. To o czym natomiast muszę wspomnieć i czego nigdy wcześniej nie jadłam to przeróżne kiszonki (i nie mam tu na myśli ogórków, czy kapusty)! Pani Nina kisi dosłownie wszystko… Kto kiedykolwiek jadł kiszone pomarańcze, jarzębinę, paproć, czy krewetki? Takie doznania moje kubki smakowe zapamiętają na długo. Pani Nina korzysta w kuchni z tego, co oferuje nam lokalny świat fauny i flory i to jest naprawdę fantastyczne. A miłość i pasja, z jaką opowiada o swoich eksperymentach kulinarnych sprawiają, że można tego słuchać godzinami…

Ivan Czaj i domowy serniczek (moje ulubione ciasto).
„Delikatna uczta” przed gwiazdą wieczoru – ślimakami.
Zdrowie! Naleweczką z lipy.
Ślimaki (wyglądają jak grzybki, prawda?) jedzone na łonie natury.
Za każdym razem posiłek w Dworku Tradycja to była prawdziwa uczta.

Dworek Tradycja, dawna pastorówka, ma w swojej ofercie nie tylko kilka pokoi przeznaczonych dla gości, ale również saunę, czy bibliotekę. W tym budynku mieści się również piwniczka – spiżarka ze smakołykami własnej roboty, które serwowane są gościom.

Piwniczka pełna domowych smakołyków.
Zejście do piwniczki – klimatycznie.
Stary piec na którym stały pyszne świeżo pieczone chlebki.
Sukienka w grochy – EXITTO

Pokój, w którym się zatrzymałyśmy – to tak zwany „pokój anielski”. Piękne anioły są wszędzie – widnieją na ścianie, na obrazkach malowanych przez znanego artystę, jako figurki na stole, a sielski klimat i dobra energia sprawia, że naprawdę chce się w nim przebywać. I choć oprócz nas byli jeszcze inni goście, to czułyśmy się tam tak, jakbyśmy były same. I sama nie wiem, czy to kwestia tej przestrzeni i miejsc w których można się w Dworku zaszyć, czy po prostu intuicyjnie nie wchodziliśmy sobie w drogę. 

W takim anielskim towarzystwie niezwykle dobrze się śpi 🙂
Prezent powitalny.

W wielkim ogrodzie, oprócz 300-letniego drzewa, mieści się pawilon ogrodowy, który świetnie sprawdzi się jako letni salon, bądź miejsce do zorganizowania fajnego „babskiego” wypadu/wieczoru. Dlaczego pisze babskiego? Bo obawiam się, że większość panów nie doceniłoby uroku tego miejsca, a nas – kobiety taki klimat od razu  wprowadza w dobry nastrój. Coś co może natomiast zainteresować mężczyzn to duży taras tuż przy pawilonie z miejscem do grillowania.

Każdy detal dopracowany do perfekcji.

Dla tych co szukają czegoś na wyłączność, to do dyspozycji gości jest również drewniana Wiejska Chata – Ekomuzeum z 3 pokojami dwuosobowymi. Na dole znajduje się ogromna przestrzeń z aneksem kuchennym i starym piecem, na przykład na warsztaty kulinarne, rozwojowe itp. To co zwróciło moją uwagę w tym pomieszczeniu to cudowny zapach drewna, który kojarzy mi się ze spokojem i wakacjami.

W ofercie jest też opcja dla tych, którzy całkowicie chcą się odciąć od świata zewnętrznego –  „Dom pod Gruszą” znajduje się w Klępnicy, około 4 km od Bełczna. Jest to miejsce na uboczu w otoczeniu drzew, z bezpośrednim dostępem do jeziora, przy którym znajduje się prywatny pomost. Siedząc właśnie na tym pomoście w bujanym fotelu, obserwując spokojną taflę wody i majaczących w oddali wędkarzy doznałam wspaniałego uczucia wdzięczności za to, że żyję i mogę na własne oczy podziwiać i na własnej skórze doświadczać magii tego miejsca. W otoczenia Domu pod Gruszą jest jakaś niesamowita energia, która uspokaja… a delikatny szum trzcin daje sygnały, że wszystko będzie dobrze. Już sobie wyobrażam, jak to miejsce musi pięknie wyglądać o świcie, spowite poranną mgłą lub podczas zachodu Słońca. Szkoda, że nie było mi dane tego doświadczyć…

Z tarasu jest piękny widok na jezioro, które jest kila kroków od domku
Prywatny pomost – cisza, spokój. Prawdziwy luksus
Wnętrze Domu pod Gruszą – jedna z dwóch sypialni
Na wyjazd wzięłam mój czytnik e-booków INKBook (sprawdził się świetnie)
Tak trzeba żyć!
Fotel wyniosłyśmy z domku i zaniosłyśmy na prywatny pomost, bo to dosłownie „rzut beretem”

Coś co zachwyci tak zwanych #naturelovers’ów – to przepiękny las nieopodal dworku ze źródełkiem Świętego Nepomucena, które nieoczekiwanie zmienia się w porośnięty roślinnością strumyczek. Rośnie tu między innymi rukiew wodna, z której śmiało można robić pyszne sałatki. W okolicy jest też sporo jezior, ze stanowiskami do wędkowania – zatem, fani ryb będą zachwyceni, a Ci którzy wolą po prostu relaksować się na łonie natury, mogą udać się nad któreś z nich i podziwiać zachody słońca. Jest tu „dziko” i pięknie, czyli tak jak lubię najbardziej.

Mówiłam, magia!

To, co niewątpliwie wyróżnia miejsca, do których chce się wracać to energia ludzi, którzy je tworzą. W Dworku Tradycja zostaniecie ugoszczeni i poczujecie się jak w domu. Ja już planuję kolejną, jesienną wizytę w Dworku. Chciałabym zobaczyć te wszystkie miejsca spowite barwami mojej ulubionej pory roku i jestem pewna, że będą wyglądały równie pięknie.

Z właścicielką Dworku Tradycja i Domu pod Gruszą – Panią Niną.

I to tyle. Mam nadzieję, że wpis Wam się podobał, a gdybyście mieli niedosyt to zapraszam na mój profil na instagramie (KLIK) do relacji wyróżnionych.

Continue Reading

Filmy- piękne, mądre, wzruszające!

Dzisiaj, chciałabym Was zachęcić do obejrzenia filmów, które są nie tylko pozytywne, ale również przypominają nam o pięknych wartościach, i o tym, co jest w życiu ważne. Osoby, które uwielbiają oglądać horrory, dreszczowce, czy obrazy z dużą dawką przemocy, mogą poczuć się trochę zawiedzione. Uważam, że obecnie wszędzie jest tak wiele przemocy i złych wiadomości, że powinniśmy otaczać się pięknem i przyciągać do swego życia tylko dobrą energię… a taką niewątpliwie znajdziecie w przygotowanych przeze mnie propozycjach. Aaa – i jeszcze jedno – decydując się na seans filmowy z poniższej listy nie zapomnijcie zaopatrzyć się w popcorn i chusteczki… gwarantuje, że poleje się „morze oczyszczających” łez. 😊

1. Cudowny Chłopak

-to film, o którym już wspominałam na insta stories i który poruszył mnie do tego stopnia, że postanowiłam stworzyć tę oto listę. Obraz dość nowy, bo z 2017 roku i z genialną obsadą (Julia Roberts, Owen Wilson, Jacob Tremblay). Ale nie obsada, a wartości jakie przekazuje są tutaj najważniejsze. Jest to film o 10-letnim chłopcu, który rodzi się ze zdeformowaną twarzą i któremu nagle przychodzi zmierzyć się z życiem. Jego nowe życie to coś więcej niż „wnętrze własnego domu”. Więcej nie zdradzę, ale uprzedzam, że ja na tym filmie płakałam 6 razy, a jestem dość twardą sztuką jeśli chodzi o „wyciskacze łez”. Najbardziej poruszyło mnie to, jak  główny bohater (ale nie tylko on) przypomina nam, że piękno to nie tylko wygląd zewnętrzny, ale przede wszystkim to, jak postępujemy i jakimi jesteśmy ludźmi; że „inny” nie znaczy gorszy. Uczy tolerancji, akceptacji, ale też spojrzenia na tą samą sytuacje z różnej perspektywy. Mój ulubiony cytat z całego filmu: „Bądź dobry, bo każdy boryka się z losem. A żeby dostrzec, jacy ludzie naprawdę są wystarczy po prostu patrzeć”.


2. „Cuda z nieba”

– to kolejny film, na który trafiłam całkowicie przypadkiem (no ale przecież dobrze wiemy, że w życiu nie ma przypadków 😊). Trochę starszy niż „Cudowny Chłopak”, bo z 2016 roku, ale za to oparty na faktach. Już na samym początku, kiedy dowiadujemy się, że  jedna z córek Państwa Beam (w roli mamy – Jennifer Garner) zaczyna chorować na bardzo rzadką i straszną chorobę, zdajemy sobie sprawę, że  bez chusteczek się nie obędzie. Mocno poruszający, trudny, ale i przepiękny obraz dający dowód na to, że cuda się zdarzają. Mało tego, wcale nie trzeba szukać daleko, wystarczy rozejrzeć się dookoła!!! Wiara, nadzieja i miłość – to trzy wartości, o których warto pamiętać każdego dnia.  

3. „Żyj dwa razy, kochaj raz”

– tym razem zachęcam do obejrzenia hiszpańskiej produkcji ‚Vivir dos veces’. Całkiem nowa, bo z 2019 roku, ale do wczoraj o niej nie słyszałam ;-). Na to, że film ten mocno chwycił mnie za serce składa się kilka rzeczy: język hiszpański, który kocham, a który w jakiś magiczny sposób potrafi mocniej nasycić emocjami wypowiadane słowa; piękne, urokliwe hiszpańskie miasteczka i historia życia ze straszną chorobą w tle (Alzhaimer). Jeśli kiedykolwiek wydawało Wam się, że najpiękniejsze deklaracje miłosne w literaturze i kinie już padły, to obejrzyjcie ten film. Mój ulubiony fragment filmu – to wyznanie miłosne wypowiedziane językiem matematyki, tak logiczne i magiczne zarazem. Coś pięknego! Ale nie myślcie sobie, że jest to typowo płaczliwa produkcja – wręcz przeciwnie, gwarantuję, że uśmiech również zagości na Waszych twarzach. Jak dla mnie – bomba emocjonalna pokazująca miłość we wszystkich jej kolorach. Film zdecydowanie lżejszy niż poprzedni. Idealny na sobotni wieczór.

4. „17”

– kolejna hiszpańska produkcja i kolejny obraz, w którym jestem zakochana. Hiszpańskie kino ma w sobie coś takiego, że w dość „leniwy” sposób potrafi opowiedzieć nam historię, która nie dość, że wciąga, to przekazuje też „między wierszami”, jakie są najważniejsze wartości w życiu. Nie ma tu dynamicznych zwrotów akcji, jak w typowych hollywoodzkich produkcjach. Jest za to powoli opowiadana piękna historia. Film w  prosty, ale i cudowny zarazem sposób pokazuje rodzinne więzy, braterstwo, szacunek do starszych. Historia zaczyna się od tego, jak 17-letni Hector ucieka z ośrodka dla młodych przestępców, aby odnaleźć psa, z którym stworzył piękną więź (Ci co posiadają jakieś zwierzątko, a w szczególności psa – wiedzą o czym mówię). Jest to film o przyjaźni i lojalności, głębokich relacjach i miłości. Dodatkowo – mamy przepiękne hiszpańskie krajobrazy i podróż camperem (która „nawiasem mówiąc” jest moim skrytym marzeniem). Obejrzyjcie i pozwólcie się ponieść tym emocjom, doświadczcie wspaniałej lekcji uczciwości i pokory. 

5. „Sekret”

– na koniec film, który mam nadzieję większość z Was już widziała. To obraz, który przypomina nam o tym, jak potężnym narzędziem jest nasz umysł; to dowód na to, że to my kreujemy swoją rzeczywistość, a to jakim życiem żyjemy zależy tylko i wyłącznie od nas. Film ten zmienił moje życie już 10 lat temu (wtedy to po raz pierwszy go obejrzałam). Od tego czasu nieustannie doświadczam, na własnej skórze „prawa przyciągania”. Jeśli chcecie coś zmienić w swoim życiu – to jest to, razem z książką „Potęga podświadomości”, pozycja obowiązkowa. 😊


Wszystkie filmy, o których pisałam powyżej znajdziecie na Netflixie. Życzę udanych seansów i dajcie znać, która z wymienionych propozycji podobała Wam się najbardziej. 

FOTO: Marta Bressa Fotografia

Bluza: Pull&Bear

Continue Reading

Kwarantanna nie taka straszna!

28 marca 2020 roku… dokładnie pamiętam tą datę… bo był to nie tylko dzień mojego powrotu z Gruzji do Polski, ale też urodziny mojej mamy, których świętowanie tym razem musiałyśmy odłożyć na jakiś czas… Zanim dano mi szansę powrotu do kraju, który przez te 3 tygodnie tak bardzo się zmienił, bardzo długo się wahałam. Intuicja mówiła mi, żebym została jeszcze jakiś czas w Gruzji, a zdrowy rozsądek namawiał na powrót do Ojczyzny. Ostateczna decyzja zapadła, gdy od mojej mamy usłyszałam słowa, że „mój powrót będzie dla niej najlepszym prezentem urodzinowym”. Cóż było robić, klamka zapadła. Nie mogłam jej tego zrobić… Kupiłam więc bilet na #LOTdodomu, spakowałam walizkę, bardzo ubolewając, że w Tbilisi zostawiam przyjaciół i świat, w którym tak naprawdę czułam się bezpieczna, w którym trochę odcięłam się od koronawirusa. O samym powrocie nie będę się tutaj rozpisywać (wszystko jest zapisane w wyróżnionych relacjach na Instagramie). Postanowiłam, że w tym wpisie skupię się na tych 14 dniach obowiązkowej kwarantanny, które trzeba było odbyć, a które właśnie dobiegają końca…

Obowiązkowa kwarantanna, czyli absolutny zakaz 14-sto dniowego opuszczania domu po powrocie z innego kraju do Polski to coś, co u większości ludzi budzi przerażenie. Nawet nie wiecie ile razy słyszałam: „Ale jak Ty dasz radę? Przez 14 dni? Sama, zamknięta, bez telewizora?

Ha! Dałam! Powiem więcej, mam się świetnie, a te dwa tygodnie wiele mnie nauczyły.

Zacznijmy od tego, że nauczyłam się celebrować każdą chwilę. Szczerze to nie pamiętam, kiedy ostatnio, w tym normalnym, choć ja wolę go nazywać „starym świecie” miałam czas, żeby zjeść śniadanie dłużej niż 5 minut. Teraz, moje posiłki to jest prawdziwe święto. Jem wolno, w skupieniu, doceniając to, że mogę delektować się każdym kęsem. Ostatnio często jem z zamkniętymi oczami, a to sprawia, że moja celebracja śniadania, czy obiado-kolacji jest jeszcze bardziej świadoma. Śmiać mi się chce, jak przypominam sobie śniadania jedzone w pośpiechu, między wejściami na antenę, czy przed telewizorem, albo obiady pochłaniane na szybko w samochodzie!!!. Dobrze, że świat, postanowił mi w dość okrutny, ale jednak skuteczny sposób przypomnieć, jak to powinno wyglądać.

Druga rzecz, która ponownie pojawiła się w moim życiu to KSIĄŻKI/LITERATURA. Pamiętam czasy, jak za dzieciaka uwielbiałam książki, które stanowiły najlepszy prezent. Gdy szlam z babcią lub dziadkiem do sklepu, zawsze prosiłam, żeby zamiast zabawki kupili mi książeczkę… Bynajmniej nie służyły mi one do oglądania kolorowych obrazków, a do „czytania” – mogłam przez wiele godzin słuchać czytane przez dziadków bajki… Do teraz mam w swojej głowie obrazy, jak z babcią albo dziadkiem leżymy w łóżku, a ja wsłuchuje się w skupieniu w fabułę swoich ulubionych książeczek, które po jakimś czasie znałam już na pamięć. Smutne jest, że z czasem książki poszły w odstawkę i zostały zastąpione telefonem i komputerem. Kwarantanna przypomniała mi, jak cudownie można spędzić wolny czas, bez ciągłego gapienia się w ekran smartfonu.

Kolejny kwarantannowy bonus – to poranna medytacja, joga i ćwiczenia- te 3 rzeczy włączyłam do mojej codzienności i przyznam Wam szczerze, że jest mi z tym niesamowicie dobrze. Dzień zaczynam od medytacji, pozytywnego myślenia i miłości, później robię 20-minutowy program jogi na stres i dobre samopoczucie, jedną sekwencje jogi kundalili, po czym kończę ten mój poranny maraton 25-cio minutowym programem treningowym Focus T25 od Shauna T. Nie dość, że po tej mega dawce endorfin czuję się o niebo lepiej, to dodatkowo, gratisowo – pojawiły się pierwsze zmiany w moim ciele. Ufff, dobrze, że kwarantanna trwa tylko 2 tygodnie bo mogłabym siebie nie poznać do lata. 😉

Zamknięcie w domu, w którym oprócz mnie nie ma nikogo innego, dało mi też dużą swobodę psychiczną. Moje ego, które zawsze zastanawia się co o nas pomyślą inni, odłożyłam na półkę, a skupiłam się na poznawaniu siebie. Jaką naprawdę jestem osobą, kim jestem? Co czuję? Czego pragnę? Co w moim życiu robiłam z przyzwyczajenia, wygody, lenistwa i czy naprawdę to mi służyło? Mogę sobie również pozwolić na totalną swobodę. Tańczę pod prysznicem, śpiewam mantry i robię wszystko to, co do tej pory mogłoby się wydawać co najmniej dziwne  .

Zapytacie – a co z samotnością? O dziwo, stwierdzam, że nie odczuwam jej kompletnie… To, że jestem sama, nie znaczy, że jestem samotna. Rozmawiam z przyjaciółmi na video konferencjach, z rodzicami przez telefon… a codziennie odwiedza mnie również osiedlowy kot, z którym się nawet zaprzyjaźniłam. 

Dla mnie czas kwarantanny okazał się czasem przełomowym. Odkryłam życie na nowo, tak naprawdę zwolniłam, zaczęłam doceniać zwykłe rzeczy – nauczyłam się siedzieć na tarasie, cieszyć się każdą chwilą, wsłuchiwać w śpiew ptaków, oglądać zachody słońca, po prostu być tu i teraz i czerpać z tego radość. Tak naprawdę jestem niesamowicie wdzięczna losowi, że zmusił mnie, żebym zwolniła, żebym przewartościowała pewne rzeczy i celebrowana każdą chwilę, bo ostatnio żyłam w takim pędzie, że mogłabym sobie przypomnieć o zwolnieniu w sytuacji, gdzie mogłoby być już za późno…

Foto: Marta Bressa Fotografia
Sukienka: Exitto
Sweter: Exitto
Buty: Born2be
Continue Reading

Coraz bliżej Święta…

Idealny prezent świąteczny

Bezceremonialnie w tym roku, nagle  i znienacka rozpanoszył się grudzień na salonach. Pamiętam jego pierwszy dzień, myślałam sobie: luzik, to dopiero początek. A dziś już prawie połowa. W tym roku czas od końca września po prostu mignął mi przed oczami! To nie był bezproduktywny kwartał, ale skończył się nadzwyczaj szybko, trochę za… nie zdążyłam celebrować każdej z tych chwil, a było ich przecież tak wiele… podróże małe i duże, praca z ludźmi, których znam już od dawna, ale również z tymi, których spotkałam po raz pierwszy i cieszę się z tego powodu ogromnie. Cieszę się podwójnie, bo w grudniu jest jeszcze cudniej przebywać w miły towarzystwie! Odkąd pojęłam ideę, że fajnie jest dostawać, ale jeszcze lepiej dawać, grudzień zdecydowanie podbił stawkę pozostałej „jedenastce”.

Nie da się pominąć…

Synonimem grudnia są prezenty, niezaprzeczalnie. Zdarzały mi się sytuacje, gdy umawiałam się z kimś, że w tym roku „sobie podarujemy”, a później nie potrafiłam się powstrzymać i kupić choćby tego pięknego mydełka z mydlarni na leszczyńskiej starówce. Prawdą jest, że uśmiech i błysk w oku osoby obradowanej jest jak porządna dawka endorfin po dobrym treningu. A element zaskoczenia to przepis na sukces.

Nie da się zatem pominąć w grudniu prezentów, więc zapracowana jestem w tym czasie jak sam Święty! Mikołaj ma elfy, a ja wyobraźnię i Internet ☺ Mam też dobre serce, więc podsunę Wam pod nos kilka sprawdzonych pomysłów.

Trafiony zatopiony

Dla mnie łamigłówki co dla kogo, są jak gra strategiczna. Prędzej czy później dojdę do celu. Są jednak tacy, którzy do 23 grudnia rok w rok potrafią się zastanawiać, co kupić drugiej osobie. A wystarczy jeden klik do sklepu e-glamour.pl

W zakładce prezenty na święta znajdziecie gotowe rozwiązania dla każdego, nawet dla dzieci! Jeśli ustawicie filtr na widełki cenowe, których nie chcecie przekroczyć, to sprawa jest już całkiem prosta. Wystarczy przenieść wybrane produkty do wirtualnego koszyka i nie ma co zwlekać, bo dostawy przed świętami mają mocno napięty grafik.

Nie bójcie się produktów z kategorii unisex, bo one faktycznie są w stanie trafić w gust zarówno damski jak i męski. CK2 od Calvina Kleina jest tego przykładem–> KLIK

Jeśli na prezent dla mamy, cioci, czy siostry możemy przeznaczyć trochę ponad stówkę, to jestem przekonana, że każda z nich z chęcią otuli się zapachem od Versace. Zapakowane w piękne pudełko, w zestawie z żelem pod prysznic i balsamem na pewno zaskoczą obdarowaną. KLIK

Gdy chodzi bardziej o gest lub sprawienie radości małej kobietce te trzy kolorowe sówki z pewnością przyniosą zamierzony efekt. Są urocze, balsamy pięknie pachną i mają „zdrowy” skład. Sprawdzą się podczas zimowy spacerów, by usta nie wysuszyły się od mrozu. KLIK

Ta propozycja małego zestawu od firmy Pupa również skradła moje serce. Znajdziecie je na stronie w kategorii Prezenty dla dzieci, ale ja z chęcią wręczyłabym ten zestaw cieni i błyszczyków swojej koleżance. Design jest pierwszorzędny, a o jakości produktów w przypadku Pupy nie ma co dyskutować. KLIK

Kiedy w grę wchodzi coś bardziej luksusowego, perfumy z pewnością są na szczycie takiej listy. Wystarczy kliknąć w zakładkę Luksusowe prezenty i wybierać możemy od piżma po bergamotkę. Osobiście uważam, że klasyki od Giorgio Armanii, Thierry Mugler czy Caroliny Herrera nigdy nie wyjdą z mody. Na stronie e-glamour.pl znajdziecie też zestawy do pielęgnacji Clinique i Collistar, a wszystkie produkty są przecenione o kilka ładnych %.

Gdyby czas stanął

Jestem trochę przesądna i jeszcze do niedawna bałam się pakować do ozdobnego pudełka zegarek. Zażegnałam jednak te nierozsądne myśli odkąd sama stałam się posiadaczką egzemplarza hiszpańskiej marki MELLER (Na hasło: fitashion macie aż 25% rabatu na stronie www.aleho.pl !!!) Udało mi się go kupić na moim lokalnym rynku, co tym bardziej mi się podoba. Jeśli więc szukacie inspiracji koniecznie odwiedźcie sklep BASIC PL w Lesznie. Jestem pewna, że sympatyczni pracownicy pomogą Wam znaleźć coś odpowiedniego. Pamiętajcie, że kupowanie prezentu dla samych siebie jest jak najbardziej ok, zwłaszcza w grudniu☺

Mój zegarek zwalnia tempo gdy otwieram drzwi do Centrum chirurgii i estetyki ciała Nova Clinic. Być może zabieg z oferty Nova Clinic sprawi radość teściowej lub szwagierce? Odszukajcie w pamięci rozmowy, w których wspominały, że chętnie wypróbowałyby tego, czy owego. Osobiście polecam Wam usługi tej kliniki, nie ma więc opcji wpadki w kwestii jakości oraz indywidualnego podejścia do klienta.

Z miłości do pasji

Obracając się w świecie mody mam wiele koleżanek, których pasją są ciuchy i wiem, że bon podarunkowy ucieszy je najbardziej. Czasami nie ma sensu szukać czegoś bardzo efektownego. Proste rozwiązania też mogą być idealne i sprawić wiele radości. W Exitto każda fanka mody znajdzie dla siebie niepowtarzalną perełkę. A no właśnie! Kupując ubrania i dodatki w Exitto macie zagwarantowany efekt braku klonów na ulicy ☺

Jeśli w gronie Waszych przyjaciół macie pasjonatów biegania, sportów ekstremalnych, czy też osoby, które chcą rozpocząć przygodę na siłowni, to idealnym prezentem może być bon do wykorzystania z trenerem personalnym (Ja ze swojej strony mogę Wam polecić Ewę z Gold Fit). Znowu idziemy w kierunku niewyszukanych rozwiązań, ale czyż nie ucieszą?

Idealną opcją na obdarowanie bliskich niezapomnianym prezentem może być voucher na profesjonalną sesję zdjęciową. Fotki, które oglądacie w tym wpisie były robione w studio Daria Dalaszynska Fotografia i wiem, że takie sesje można u Darii zamówić z dostawą pod choinkę. 🙂 Piękna pamiątka, dowolna aranżacja wnętrz sprawią, że czas na chwilę się zatrzyma i zostanie uwieczniony na pięknych zdjęciach.

Dobry grunt pod interes

Podsunęłam Wam wiele sprawdzonych i naprawdę dobrych rozwiązań. Mam nadzieję, że z moim mini przewodnikiem przebrniecie przez czas przygotowań do świąt Bożego Narodzenia. Zdaję sobie sprawę z kłopotliwości zagadnienia, bo nawet dla mnie, osoby, która lubi cały ten szał pakowania, jest to trudne. Lista długa, osób do obdarowania wciąż przybywa, budżet się kurczy… ale właśnie dlatego nie ma sensu uruchamiać machiny stresu. Pomyślcie o tym, że prezent to tylko pretekst do spotkania, do wspólnie wypitej filiżanki kawy, krótkiej upragnionej rozmowy. To czas by wyhamować, celebrować moment, który nigdy więcej się nie powtórzy.


Continue Reading