Beauty & Food- kuchenne inspiracje!

Dzisiaj zapraszam Was na pierwszy post z nowej serii, która zagości na blogu. Tak jak mówiłam na Insta Story postanowiłam, że raz na jakiś czas, prawdopodobnie raz w miesiącu, ale zobaczymy jak to wyjdzie w praniu :), będę tutaj dodawać kilka przepisów z jednej, wybranej książki, którą już kiedyś Wam polecałam. Tak żebyście mogli wypróbować sobie te przepisy i zdecydować o ewentualnym kupnie danej książki. Będą to sprawdzone na własnej skórze, a raczej własnym żołądku dania, godne polecenia i wypróbowania! Tyle tytułem wstępu! 😉 To co, zaczynamy?!

Na pierwszy ogień idzie książka „Beauty&Food” Emilie Hebert wydawnictwa Muza. Jest to nie tylko książka z przepisami, ale też z poradami dotyczącymi urody, czyli tym co my kobiety lubimy najbardziej. 🙂 Znajdziecie w niej między innymi przepisy na domowe kosmetyki, oraz porady co jeść żeby na przykład pozbyć się zmarszczek? :O Zdradzę tylko, że orzechy włoskie i pekan są bardzo wskazane. 😉

Ja zdecydowałam się przygotować antystresową granolę, która jest bogata w węglowodany, a płatki owsiane które w niej znajdziecie wzmagają produkcję serotoniny, tak zwanego hormonu szczęścia, pełniącego funkcję naturalnego antydepresantu. Dodatkowo suszone owoce są bogate w witaminę C, a orzechy dostarczają wartościowych tłuszczów, które napędzają nasze ciało i dostarczają mu niezbędnej energii na cały dzień!

Co będzie potrzebne do wykonania naszej „Antystresowej Granoli”?

  • 300 g płatków owsianych
  • 75 g orzechów laskowych
  • 75 g migdałów
  • 50 g suszonych, miękkich moreli
  • 10 g jagód goji
  • 40 g nasion chia
  • 80 ml soku jabłkowego
  • 50 g syropu klonowego lub z agawy
  • 1/2 łyżeczki soli

Przepis jest banalny i bardzo szybki, a zrobiona tak granola starczy na wiele śniadań 😉

  1. Rozgrzej piekarnik do 170°C.
  2. Na czystą ściereczkę wsyp migdały i orzechy laskowe, zawiń je i roztłucz wałkiem niezbyt drobno.
  3. Zmieszaj wszystkie składniki w foremce (oprócz jagód goji) i wstaw do piekarnika na 45 minut, aż się zezłocą. Jeśli lubicie duże, chrupiące kawałki, warto od czasu do czasu wszystko wymieszać.
  4. Wyjmij z piekarnika i wystudź, a następnie dodaj jagody goji. Przechowuj granolę w szczelnym słoiku.

Kolejny przepis idealnie sprawdzi się w upalne dni. A truskawkowe smoothie  zapewni nam pełną blasku cerę. Nie wiem czy wiecie, ale truskawki chronią przed wieloma chorobami degeneracyjnymi i stanami zapalnymi skóry, także pomogą też osobom borykającym się z trądzikiem.

Składniki na 2 duże szklanki:

  • 200 g świeżych truskawek
  • 2 odpestkowane daktyle Medjool
  • 50 g orzechów nerkowca (najlepiej namoczonych przez 4 godziny i osuszonych)
  • szklanka wody mineralnej
  1. Umyj i odszypułkuj truskawki. Włóż wszystkie składniki do blendera, a następnie miksuj kilka minut, do uzyskania gładkiego smoothie.

Daktyle są niezwykle odżywcze i zawierają więcej błonnika niż chleb razowy oraz więcej potasu niż banany. Wspomagają też trawienie, także warto je włączyć do listy składników, nawet jeśli przygotowujecie inny wariant smoothie. 🙂

Trzeci przepis to coś dla łasuchów i wielbicieli słodyczy. Clafoutis bez pudła zapewni nam skórę pełną blasku i dobry koloryt. W tej wersji clafoutis nie ma cukru, glutenu, ani laktozy. Jest idealną alternatywą chociażby dla zwykłej szarlotki. Można też dorzucić tak jak ja, gałkę lodów, ale wtedy nie będzie to już tak zdrowe! 😉

Składniki na 6 porcji:

  • 3 duże nektarynki (lub inne sezonowe owoce)
  • 4 duże łyżki kaszki ryżowej lub innej bezglutenowej (na przykład ararutowej)
  • 250 ml mleka migdałowego
  • 250 ml mleka ryżowego
  • 4 łyżki syropu z agawy

Wykonanie:

  1. Rozgrzej piekarnik do 180°C.
  2. Wymieszaj widelcem kaszkę z syropem z agawy i oboma rodzajami mleka roślinnego.
  3. W naczyniu do zapiekania ułóż nektarynki  pokrojone w ósemki i zalej je kaszką.

Wstaw potrawę do piekarnika na 45 minut. Odstaw do ostygnięcia, a następnie włóż do lodówki. Podawaj na zimno.

I na koniec danie, które świetnie sprawdzi się, jeśli będziemy mieć ochotę na zdrową kolację. Jest to cukiniowe spaghetti z jarmużowym pesto.

Składniki na 4 porcje:

  • 4 małe zielone cukinie
  • 4 małe żółte cukinie

Na pesto:

  • 1 pęczek jarmużu (około 10 liści)
  • 3 dojrzałe awokado
  • 1/2 cebuli
  • sok z limonki
  • garść siekanej, świeżej kolendry (ja ten składnik pominęłam)
  • 1 łyżka  pasty tahini
  • szczypta soli morskiej

Wykonanie:

  1. Umyj cukinie. Obieraczką do warzyw pokrój cukinie w cienkie paski.
  2. Zrób pesto: umyj jarmuż. Z każdego liścia usuń aż do góry łodygę, czyli twardą część. W gotującej się wodzie parz przez minutę liście, a następnie je osącz i przepłucz zimną wodą, by jarmuż zachował kolor i witaminy.
  3. Obierz i posiekaj cebulę. Obierz awokado i włóż je do miski robota. Dorzuć cebulę, kolendrę, sok z limonki i tahini. Miksuj kilka sekund. Dodaj zblanszowany jarmuż, sól i znów miksuj kilka sekund. Dolej troszkę wody, by rozrzedzić sos.

Podawaj spaghetti cukiniowe z jarmużowym pesto.

Wszystkie 4 przepisy, jak już pewnie zauważyliście, są bardzo proste, także każdy na pewno, nawet jeśli nie jest kolejnym Masterchefem, ba nawet Masterchefem Juniorem sobie poradzi. Spróbujcie zrobić je w domu, a jeśli Wam zasmakują przedstawione tutaj dania, to zaręczam, że i reszta przepisów z książki „Beauty&Food” przypadnie Wam do gustu. 🙂

Continue Reading

Kosmetyczni ulubieńcy czerwca 2017!

Hej Kochani! Ponieważ mamy „upalny” lipiec, hahaha, taki żarcik – na dobry początek, czas więc na gorące podsumowanie! 😀 Dzisiaj „na tapetę” postanowiłam wziąć  kosmetycznych ulubieńców. Niektóre z prezentowanych w dzisiejszym poście kosmetyków używałam już wcześniej i powróciłam do nich po przerwie w stosowaniu, inne –  to całkowite „świeżynki”. Jest nawet kosmetyk, który na moją toaletkę trafił przez zupełny przypadek, a teraz – nie wyobrażam sobie, bez niego, mojego codziennego makijażu! Gotowi? No to zaczynamy!

Błyszczyk Clarins!

Na początek chciałabym Wam zaprezentować błyszczyk do ust, z którym polubiłam się od pierwszego użycia. Zazwyczaj, wśród moich ulubieńców, mogłyście znaleźć albo matowe pomadki, albo kredki również o matowym wykończeniu. Błyszczyk firmy Clarins jest nowością w mojej kosmetyczce, ale  tak się złożyło, że na lato nabrałam ochoty na błysk. Błysk na policzkach, na skórze no i oczywiście na ustach! A co daje piękniejszy efekt niż błyszczyk w pięknym karmelowym odcieniu? (jeśli macie inne pomysły, to koniecznie dajcie znać w komentarzach).  Błyszczyk Clarins’a jest wprost wymarzonym produktem na lato – nie dość, że ma piękny karmelowy zapach, to jeszcze nie powoduje dyskomfortu podczas noszenia. Gdyby nie zapach, który jest przepiękny, praktycznie możnaby zapomnieć, że został zaaplikowany. Na pewno, docenią go wszystkie fanki słodyczy ;-).  Ja wybrałam Nr 06 – odcień, który lekko wpada w ciepły brąz, a więc pięknie podkreśli delikatną opaleniznę. Zdradzę Wam jeszcze jeden powód, dla którego warto go kupić i przetestować na własnej skórze – w Douglasie, obecnie, znajdziecie go w promocji! Nie wiem do kiedy promocja trwa także Hurry Up! 🙂

Dermablend 3D Correction- Vichy!

Podkład 3D Correction jest właśnie tym produktem, który pojawił się u mnie przez totalny przypadek (bo sama nigdy bym go nie kupiła). Początkowo byłam do niego sceptycznie nastawiona, a ciężka (naprawdę ciężka!) konsystencja budziła moje głębokie obawy co do naturalnego wyglądu, który przecież każda z nas, po nałożeniu produktu, chce osiągnąć. Jak się okazało, moje obawy okazały się zupełnie niepotrzebnie. Ten „ciężki kaliber” marki VICHY, czyli podkład wyrównujący powierzchnię skóry, potrzebował po prostu odpowiedniego „kompana”, czyli gąbeczki Beauty Bledner. Wilgotna gąbeczka pomaga na odpowiednie, wg naszego uznania, stopniowanie krycia, a podkład dopiero wtedy ukazuje swoje świetne właściwości – maskuje wszystkie niedoskonałości. Dodam może jeszcze, że producent zaleca ten produkt do skóry tłustej, skłonnej do trądziku, czyli dokładnie takiej jaką sama posiadam! Co do trwałości, to niestety nie mam żadnego zarzutu. Dziewczyny, które tak jak ja, posiadają jakiekolwiek blizny potrądzikowe, powinny spróbować tego kosmetyku. Myślę, że będziecie zachwycone, a Wasze niedoskonałości znikną pod warstwą tego cuda jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki! 🙂 Do kupienia w aptece!

Korektor Full Cover – Make Up For Ever!

Jak już załatwiliśmy sprawę podkładu, to czas na kolejny ciężki, ale idealny do zadań specjalnych produkt. Jest to korektor, do którego powróciłam po rocznej przerwie (niestety nie udało mi się znaleźć tańszego i równie dobrego odpowiednika). Full Cover, jako jedyny korektor (z tych, które do tej pory stosowałam ;)) w pełni radzi sobie z moimi cieniami pod oczami (to niestety uroki wczesnego wstawania). Idealnie sprawdzi się też w przypadku blizn, czy niespodzianek, które od czasu do czasu pojawiają się chyba u każdej z nas. Abyście sobie jeszcze bardziej zwizualizowały moc krycia tego produktu – dodam, że korektor ten z powodzeniem zakryje również tatuaż. Jedna rzecz, o której musicie pamiętać – przed nałożeniem korektora, szczególnie pod oczy, należy zadbać o odpowiednie nawilżanie odpowiednim kremem. Na koniec, dodam jeszcze, że jest to produkt wodoodporny, także żadna ulewa, czy wysiłek fizyczny nam nie groźny. 😉 Mój kolor to czwóreczka (04), do kupienia w Sephorze.

Maskara Better than sex- Too Faced!

Kolejny ulubieniec, choć jest jedynie próbką, to już skradł moje serce i na pewno wkrótce zaopatrzę się w pełnowymiarowy produkt. Maskara od Too Faced cudownie upiększa rzęsy, sprawia, że po jego użyciu stają się długie, pogrubione i idealnie rozczesane. Będąc cały dzień w biegu, nie muszę się martwić, że coś mi się rozmaże, albo odciśnie na powiekach. Dodatkowo, próbka tego tuszu, idealnie sprawdzi się w podróży, gdzie każdy centymetr w walizce czy kosmetyczce jest na wagę złota :).

Rajstopy w sprayu – Lirene!

Ostatni produkt, który chce Wam polecić i który warto wypróbować, szczególnie latem, to rajstopy w sprayu Firmy Lirene. Dla mnie, zagorzałej fanki pięknej, opalonej skóry, ale z drugiej strony – przeciwniczki opalania, takie rajstopy są zbawieniem w okresie letnim. Dzięki nim nie wyglądam, jak córka młynarza, a jak osoba, która wróciła z egzotycznych wakacji :). Świetnie sprawdzą się też w przypadku sesji zdjęciowych: nogi po takim naspreyowaniu pięknie wyglądają, mają wyrównany koloryt i zapewniają efekt opalonej skóry. Dziwią mnie negatywne opinie w internecie jakoby produkt nie wywiązywał się ze swoich obietnic i wszystko brudził. Jest to absolutną nieprawdą – gdyby tak było, na pewno nie kupiłabym kolejnego opakowania. Oczywiście, można też kupić dwa razy droższy produkt od Sally Hansen, który ma zdecydowanie przyjemniejszą konsystencję i jest dużo łatwiejszy w nakładaniu  (też kiedyś stosowałam), ale skoro ten sprawdza się równie dobrze, to po co przepłacać. Wg mnie, przy odpowiednim roztarciu, można osiągnąć bardzo satysfakcjonujący efekt.

I to już wszyscy moi czerwcowi ulubieńcy!

Jestem ciekawa Waszych perełek, także koniecznie dajcie znać w komentarzach! 🙂 Chętnie podpatrzę i wypróbuję na własnej skórze! Uwielbiam testować nowe kosmetyki! <3

 

Continue Reading

Kosmetyczni Ulubieńcy Maja 2017!

Hej wszystkim! Tym razem szczególnie ciepło witam na blogu panie, bo jestem świadoma, że mężczyznom ten post raczej słabo przypadnie do gustu. Chociaż, kto wie… ?!w Korei ponoć, płeć brzydsza równie mocno interesuję się nowinkami kosmetycznymi co kobiety! Dlatego nikogo nie dyskryminując witam raz jeszcze wszystkich zainteresowanych tematyką „beauty”. Jedno jest pewne! Mamy już prawie połowę czerwca, a tutaj nie pojawili się jeszcze ulubieńcy maja! :O Trochę jestem w szoku, tym bardziej,  że w minionym miesiącu trochę tych produktów, co skradły moje serce, było. Zatem aby więcej nie igrać z czasem, który leci jak szalony zapraszam na wpis! Jeśli jesteście ciekawi moich kosmetycznych hitów maja- czytajcie dalej!

L’Oreal- Brown Artist Genius Kit

Na początek „przedstawiam” Wam produkt, który od jakiegoś czasu jest punktem „must do” mojego porannego rytuału makijażowego. Niestety nie wiem, jaki jest dokładny numer, czy też kolor mojego zestawu do brwi, a to dlatego, że po naklejce z tą informacją zostało tylko puste pole. Jedno jest pewne, kolor idealnie pasuje blondynkom. Nie jest ani za ciemny, ani za jasny- po prostu idealny. Dodam jeszcze, że wcześniej moja rutyna związana z brwiami zaczynała i kończyła się na pomalowaniu ich cieniem. Tutaj w zestawie mamy 2 produkty i 3 kroki do wykonania. Najpierw za pomocą skośnego pędzelka (który też dołączony jest do zestawu) przeciągamy brwi woskiem (to ten po lewej stronie) w celu przygładzenia wszystkich niesfornych włosków. Następnie przy pomocy tego samego pędzelka używając cienia (po prawej) rysujemy kształt jaki chcemy nadać naszym łukom brwiowym, po czym wypełniamy środek. No i na końcu pozostaje nam jeszcze przejechać, pięknie już wyglądające brwi, szczoteczką, którą również znajdziemy w tym secie. Czego więcej trzeba? Mi osobiście absolutnie niczego, dlatego Brown Artist Genius Kit stał się moim długofalowym ulubieńcem. Cena? Moim zdaniem bardzo w porządku, bo za taki pełnowymiarowy zestaw na ezebra.pl zapłacimy niecałe 30 zł. Żebyście nie musieli szukać–> TUTAJ podsyłam link do sklepu! 🙂

Rozświetlacz Dr Irena Eris- Sun Shimmer

Kolejny produkt z kategorii „beauty” o którym muszę wspomnieć to rozświetlacz od Pani Irki, a właściwie Dr Ireny Eris. Rozświetlacz nie tylko pięknie prezentuję się na toaletce, ale nadaje naszej cerze cudownie rozświetlony wygląd. Wydaje mi się, że bosko będzie wyglądał na muśniętej słońcem buzi podkreślając naszą opaleniznę. Efekt rozświetlenia nie jest tak mocny, jak na przykład w przypadku Mary Lou Manizer z firmy The Balm. Dlatego osoby, które w makijażu stosują zasadę make-up – nomake-up pokochają ten produkt. Ja kocham go też za obłędny zapach. Pierwszy raz spotkałam się z produktem rozświetlającym, który również pachnie! Rozświetlacz jest obecnie w promocji w Douglasie i można go kupić z 30%rabatem płacąc tylko 45 zł –> KLIK!

Peeling- Skin79

Kolejną rzeczą, z którą bardzo się polubiłam w maju jest peeling w żelu koreańskiej fitmy Skin 79, ale spokojnie można go też kupić na polskich stronach (na końcu opisu podeślę Wam link ;)) Jest to bardzo delikatny produkt, nie powodujący podrażnień, przynajmniej z mojego punktu widzenia, a warto tutaj dodać, że moja skóra jest bardzo wybredna i jak tylko coś jej nie pasuję to złości się niemiłosiernie, dając upust tej złości w postaci wyprysków, które niczym grzyby po deszczu zaczynają wychodzić na mojej buzi. Tutaj- nic takiego nie nastąpiło. Buzia po peelingu staję się gładka i promienna. Mimo delikatnego działania, peeling „robi robotę” czyli ściera martwy naskórek, przygotowując cerę do nałożenia innych produktów. Peeling znajdziecie zarówno w sklepach internetowych typu ekobieca.pl jak i Rossmannie, a regularna cena to około 49 zł. Ja, specjalnie dla Was przeszukałam pół internetu i znalazłam peeling w promocyjnej cenie –> KLIK 🙂

Max Factor- Lipfinity Lip Colour

Ostatni już produkt, który namiętnie eksploatowałam w maju to podwójna pomadka do ust z firmy Max Factor. Jest to produkt idealny dla wszystkich fanek trwałych pomadek. Trzyma się cały dzień, a do tego nie wysusza ust. Wszytko dzięki wazelinie dołączonej do pomadki(to ta druga tubka). Niech Was nie odstraszy to, że po nałożeniu warstwy koloru usta się kleją, na taką lepką bazę, nakładamy odrobinę wazeliny, którą znajdziecie w czarnym opakowaniu. Matowy efekt pojawia się dopiero po jakimś czasie, gdy wazelina nam się zetrze. Jest to produkt z którym naprawdę się polubiłam, a kolor 160, który posiadam jest tak naturalny, że pasuje niemal do wszystkiego.

No i na koniec, mam jeszcze jedną perełkę o której nie sposób nie wspomnieć w przypadku beauty ulubieńców. Mowa o wyszukiwarce salonów kosmetycznych Mójsalon.eu . Jest to świetne narzędzie, moim zdaniem niezbędne nam kobietom w tych zabieganych czasach. Kliknij –> TUTAJ a sama zobaczysz ile możliwości daje strona. Znajdziecie tu informacje na temat usług i cen salonów kosmetycznych bądź fryzjerskich z Waszego miasta, ale nie tylko. Wielkim plusem portalu są również opinie klientów, z którymi warto się zapoznać, jeśli chcemy trafić do fajnego, profesjonalnego miejsca. I to wszystko w jednym miejscu!!! Polecam!

A Wy, jakie produkty z kategorii beauty polubiliście w maju? Jak zwykle czekam na Wasze komentarze! Koniecznie dajcie znać czy stosowałyście, któryś z polecanych przeze mnie produktów. A może znacie portal Mójsalon.eu? Buziaki i do następnego!

Continue Reading

Metamorfoza!

Hej Kochani! Dzisiaj zapraszam Was na wpis jakiego jeszcze na tym blogu nie było ;-). Jego bohaterką, wyjątkowo, będzie Patrycja -zwyciężczyni konkursu „Wygraj Metamorfozę”, w jakim mogliście wziąć udział, jakiś czas temu, na moim profilu na facebooku–> KLIK Patrycję pozanałam tydzień temu, kiedy to odbyła się cała „akcja” łącznie ze sesją zdjęciową, a której efekty będziecie mogli zobaczyć poniżej. Jest to przesympatyczna mama dwójki urwisów, która na codzień pracuje w przedszkolu. Zazwyczaj cały swój wolny czas poświęca rodzinie i dzieciom, dlatego bardzo się ucieszyłam, że tym razem to „my” mogliśmy ją trochę porozpieszczać.

Zapraszam na fotorelację z tego wyjątkowego dnia!

Metamorfozę zaczęłyśmy od Salonu Beauty Design (KLIK). Na początek, konieczne okazało się „ujarzmienie” i  nawilżenie włosów naszej bohaterki. Patrycja została poddana zabiegowi „ozonowej sauny parowej”, która jest idealnym zabiegiem głębokiego nawilżania włosów, a w szczególności włosów wysuszonych, słabych, porowatych, zniszczonych, łamliwych i pozbawionych blasku. Daje efekt pięknych, elastycznych, sprężystych i lśniących włosów, który w domowych warunkach niestety jest nie do osiągnięcia.

Następnie, wspólnie z Agnieszką z Beauty Design, ustaliłyśmy fryzurę w jakiej Patrycja będzie nie tylko wyglądać „odlotowo”, ale też będzie odpowiednia dla jej typu urody. Aga przekonała nas, że delikatne fale upięte na bok, nie tylko pięknie odsłonią buzię naszej bohaterki, ale też dodadzą sylwetce zwiewności, a całej stylizacji bardziej kobiecego charakteru… Z pewną dozą nieśmiałości muszę stwierdzić, że to był „strzał w dziesiątkę”. Naturalna, nieprzekombinowana fryzura idealnie się w tym przypadku sprawdziła.

Przy okazji, wszystkim czytelniczkom bloga z Leszna i okolic, chciałam bardzo polecić salon Beauty Design, i pracującą tam Agnieszkę. To profesjonalistka w każdym calu, nie tylko spełnia wszystkie życzenia swoich klientek, ale też cały czas się rozwija, szkoli i podąża za obowiązującymi trendami. Miła atmosfera jaka panuje w salonie sprawia, że siedząc na fotelu ma się wrażenie, jakby się wpadło na kawkę do dobrej znajomej, a nie do fryzjera…

Kolejnym etapem naszej Metamorfozy był oczywiście makijaż, który profesjonalnie wykonała Ada z Salonu Kosmetycznego Muscari (KLIK). Ada zaproponowała tzw. dzienną wersję „smokey eyes”  (kojarzymy go zazwyczaj ze specjalnymi okazjami i wieczornymi wyjściami, a w naszym wydaniu Patrycja mogła przekonać się, że można go również zastosować na codzień).  Wykonany przez Adę makijaż przepięknie podkreślił urodę Patrycji; ładne duże oczy i pełne usta wreszcie miały odpowiednią oprawę, a sama Patrcyja przyznała, że choć na codzień się nie maluje, to bardzo dobrze się czuje w takiej odsłonie.

Ada i jej dzienna propozycja makijażu idealnie wpisała się w moją wizję „Patrycji po metamorfozie”. Koniecznie zajrzyjcie na jej profil na FB! Znajdziecie tam nie tylko makijażowe propozycje… „Mani” wykonane przez Adę nie ma sobie równych (ja osobiście jestem ich ogromną fanką)! Z czystym sumieniem polecam i wpisuję Salon Muscari na swoją osobistą „Beauty Mapę” Leszna.

Kiedy już załatwiłyśmy sprawę fryzury i makijażu, przyszła kolej na coś, co tygryski lubią najbardziej… Udałyśmy się do dobrze Wam już znanego sklepu La Boca (KLIK) i zaczęłyśmy wybierać odpowiednią dla Patrycji stylizację. Jak się okazało, nasza bohaterka pięknie prezentuje się w czerwieni… Czerwona sukienka, która od razu wpadła nam w oko – stała się główną bohaterką pierwszej stylizacji.

Kolejną perełką w La Boca okazła się granatowa marynarka w wiśnie oraz spodnie, tzw. „marchewki” – jest to fason ze zwężającymi się nogawkami; tak naprawdę nadaje się do każdej figury, ponieważ nie zaburza proporcji. Spodnie tego typu dobrze wyglądają zarówno z butami na obcasie, jak i balerinami.

Patrycja w granatowym garniturze wyglądała przepięknie! Zobaczcie sami – jest klasycznie, elegnacko, ale i z nutką humoru, a T-shirt i baleriny nadają całej stylizacji bardziej casualowy charakter.

Naszej bohaterce przypadło do gustu kilka zaproponowanych stylizacji, a voucher upominkowy, który był jedną z nagród w metamorfozie, na pewno zostanie przez Patrycję we właściwy sposób spożytkowany 😉

Bardzo jestem ciekawa, która stylizacja i które „wydanie” Patrycji bardziej przypadnie Wam do gustu! Z niecierpiliwością czekam na Wasze komentarze.

Pysznym zwieńczeniem naszego wspólnego dnia była wspólna kawa w restauracji Zielona Antresola (KLIK). Piękny wytrój, przemiła obsługa i nasze uśmiechnięte buzie, myślę powiedzą Wam więcej niż tysiące słów…;)

I na koniec zostawiam Was ze zdjęciami ślicznej Patrycji! Koniecznie dajcie znać czy Wam się podoba metamorfoza jaką przeszła nasza bohaterka!

Foto: Dorota Siemianów

Continue Reading

Kosmetyczni Ulubieńcy – Kwiecień!

Hej Kochani! W kalendarzu mamy już maj (tak nawiasem mówiąc mój ulubiony miesiąc 😉 ), dlatego czas najwyższy na podsumowanie kwietnia jeśli chodzi o zawartość mojej kosmetyczki. Dzisiaj będzie sporo nowości, które jednak na tyle skradły moje serce, że od razu stały się ulubieńcami miesiąca.

Jesteście ciekawi co to za kosmetyki? Czytajcie dalej 😉

Szampon Botanicals do włosów farbowanych- L’oreal

Ten produkt jest jednocześnie ulubieńcem jak i rozczarowaniem. Hmmm takiej sytuacji chyba jeszcze nie było, ale jak wiadomo my-kobiety jesteśmy dość skomplikowanymi istotami. Powiem Wam, bez owijania w bawełnę, że nowa seria od firmy L’oreal znalazła się w moim koszyku ze względu na opakowanie, bo ono faktycznie jest przepiękne. Od razu wyobraziłam sobie tą śliczną buteleczkę z pompką stojącą dumnie i zdobiącą moją wannę. Kolejnym powodem do zakupu była obniżona cena produktu, normalnie kosztuję on ponad 40 złotych, a na promocji w Rossmannie dorwałam go za niecałe 25 zł. Podekscytowana tymi dwoma rzeczami, włożyłam go szybko do koszyka i powędrowałam do kasy, nie sprawdzając nawet składu. No ale skoro nazwa ma w sobie słowo BOTANICALS to TO musi być naturalny produkt, prawda? Nic bardziej mylnego! Szampon co prawda, jak zapewnia producent pozbawiony jest silikonów, parabenów i barwników, ale w składzie znajdziemy SLS. Szkoda, bo gdyby nie to, nie miałabym się do czego przyczepić. Moje włosy bardzo polubiły ten produkt. A one za nowościami nie przepadają. 🙂 Wybredne bestie! 

Odżywka do włosów Botanicals- L’oreal

Jak się pewnie już domyślacie, wrzucając do koszyka wyżej wspominany szampon, dorzuciłam też odżywkę. A co! Jak szaleć to na całego! 😉 I w przypadku odżywki sytuacja jest analogiczna do tej dotyczącej szamponu. Fajnie, ładnie, ale nie do końca bio i naturalnie. Jedno jest pewne, odżywka, a właściwie balsam do włosów, świetnie radzi sobie z moimi skłonnymi do plątania włosami. Nie obciąża ich, a ładnie wygładza. Ogromny plus za to, że po jej nałożeniu nie muszę już wspomagać się dodatkowymi produktami podczas rozczesywania. Aaaa zapomniałam jeszcze wspomnieć o zapachu. Bo jeśli nie lubicie ziołowych aromatów omijajcie tą serię szeroki łukiem. 😉 Mi zapach nie przeszkadza, a nawet się podoba!

Całonocna maska Bubble Tea- Etude House

Kolejny produkt, o którym muszę Wam napisać to całonocna maska koreańskiej firmy Etude House. Okej, tutaj również opakowanie miało mocny wpływ na decyzję zakupową, ale żeby nie było że jestem podatna na takie tanie sztuczki marketingowe, to tym razem sprawdziłam również opinię na temat tej maski. Po przeczytaniu kilku recenzji kosmetyku stwierdziłam, że jest to coś dla mnie! I nie zawiodłam się! Maskę, tak jak nazwa wskazuję nakładamy na całą noc dołączoną do słoiczka szpatułką, a dokładniej: nabieramy trochę różowego kisielu plus jedną z kuleczek, jak na „prawdziwą atrapę” bubble tea przystało. 😉 Kulkę przed nałożeniem rozgniatamy na ręce (wspomnianą wcześniej szpatułką) i mieszamy z różową mazią. Tak przygotowaną miksturę nakładamy na twarz i idziemy spać. Rano myjemy buzię letnią wodą i gotowe. Nasza twarz po takim zabiegu jest pięknie rozświetlona, po prostu ładna, a efekty widać gołym okiem. Jest to jedna z niewielu masek w mojej kolekcji, po której zastosowaniu widzę natychmiastową zmianę w kondycji swojej skóry!

Zapomniałam jeszcze wspomnieć, że do wyboru są trzy rodzaje „herbatek”: czarna, zielona i truskawkowa. Pierwsza zapewnia nam świetlistość i ujędrnienie, druga pomaga dbać o pory i kontrolować wydzielanie sebum, a ostatnia zapewnia nam gładkość i świetlistość buzi. To są obietnice producenta, ale po przetestowaniu truskawkowej herbatki muszę przyznać, że pokrywają się one z rzeczywistością!

Do kupienia TUTAJ!

Konturówka nr 68- Inglot

Kolejną rzeczą, tym razem nie nowością, a kosmetykiem do którego powróciłam po dłuższej przerwie jest konturówka firmy Inglot o numerku 68, która idealnie zgrywa się z kolorem moich ust. To właśnie nią obrysowuję usta, przed nałożeniem pomadki, wyjeżdżając poza krawędzie. Dzięki temu mam optycznie powiększone wargi bez interwencji lekarza i botoksu! 🙂 Daje mi to bardziej naturalny efekt, który jednak jest zauważalny! Skąd to wiem? Od kiedy stosuję ten zabieg już pare osób zapytało mnie czy mam powiększone usta?! 😉

Róż do policzków Insta Glow nr 002 – Miss Sporty

Kolejnym kosmetykiem z kolorówki, którego w kwietniu używałam non stop jest róż do policzków firmy Miss Sporty. Ma piękny odcień i lekką, pudrową konsystencję. Ważna informacja dla fanek absolutnego matu, róż z tej serii nie zapewni Wam matowego wykończenia, gdyż ma w swoim składzie drobinki dające nam delikatne i naturalne rozświetlenie. Dużym plusem jest też bardzo przystępna cena. Jakość i trwałość jest tutaj na poziomie dużo droższych produktów. Polecam, spróbować któregoś z 6 kolorów, bo myśle, że większość z Was polubi się z tym różem! 😉

I to tyle jeśli chodzi o dzisiejszych ulubieńców! Dajcie znać czy któryś z tych produktów używałyście i czy Wam również przypadł do gustu, albo podzielcie się swoimi kwietniowymi ulubieńcami! 😉

Buziaki i do następnego!

Continue Reading