Coraz bliżej Święta…

Idealny prezent świąteczny

Bezceremonialnie w tym roku, nagle  i znienacka rozpanoszył się grudzień na salonach. Pamiętam jego pierwszy dzień, myślałam sobie: luzik, to dopiero początek. A dziś już prawie połowa. W tym roku czas od końca września po prostu mignął mi przed oczami! To nie był bezproduktywny kwartał, ale skończył się nadzwyczaj szybko, trochę za… nie zdążyłam celebrować każdej z tych chwil, a było ich przecież tak wiele… podróże małe i duże, praca z ludźmi, których znam już od dawna, ale również z tymi, których spotkałam po raz pierwszy i cieszę się z tego powodu ogromnie. Cieszę się podwójnie, bo w grudniu jest jeszcze cudniej przebywać w miły towarzystwie! Odkąd pojęłam ideę, że fajnie jest dostawać, ale jeszcze lepiej dawać, grudzień zdecydowanie podbił stawkę pozostałej „jedenastce”.

Nie da się pominąć…

Synonimem grudnia są prezenty, niezaprzeczalnie. Zdarzały mi się sytuacje, gdy umawiałam się z kimś, że w tym roku „sobie podarujemy”, a później nie potrafiłam się powstrzymać i kupić choćby tego pięknego mydełka z mydlarni na leszczyńskiej starówce. Prawdą jest, że uśmiech i błysk w oku osoby obradowanej jest jak porządna dawka endorfin po dobrym treningu. A element zaskoczenia to przepis na sukces.

Nie da się zatem pominąć w grudniu prezentów, więc zapracowana jestem w tym czasie jak sam Święty! Mikołaj ma elfy, a ja wyobraźnię i Internet ☺ Mam też dobre serce, więc podsunę Wam pod nos kilka sprawdzonych pomysłów.

Trafiony zatopiony

Dla mnie łamigłówki co dla kogo, są jak gra strategiczna. Prędzej czy później dojdę do celu. Są jednak tacy, którzy do 23 grudnia rok w rok potrafią się zastanawiać, co kupić drugiej osobie. A wystarczy jeden klik do sklepu e-glamour.pl

W zakładce prezenty na święta znajdziecie gotowe rozwiązania dla każdego, nawet dla dzieci! Jeśli ustawicie filtr na widełki cenowe, których nie chcecie przekroczyć, to sprawa jest już całkiem prosta. Wystarczy przenieść wybrane produkty do wirtualnego koszyka i nie ma co zwlekać, bo dostawy przed świętami mają mocno napięty grafik.

Nie bójcie się produktów z kategorii unisex, bo one faktycznie są w stanie trafić w gust zarówno damski jak i męski. CK2 od Calvina Kleina jest tego przykładem–> KLIK

Jeśli na prezent dla mamy, cioci, czy siostry możemy przeznaczyć trochę ponad stówkę, to jestem przekonana, że każda z nich z chęcią otuli się zapachem od Versace. Zapakowane w piękne pudełko, w zestawie z żelem pod prysznic i balsamem na pewno zaskoczą obdarowaną. KLIK

Gdy chodzi bardziej o gest lub sprawienie radości małej kobietce te trzy kolorowe sówki z pewnością przyniosą zamierzony efekt. Są urocze, balsamy pięknie pachną i mają „zdrowy” skład. Sprawdzą się podczas zimowy spacerów, by usta nie wysuszyły się od mrozu. KLIK

Ta propozycja małego zestawu od firmy Pupa również skradła moje serce. Znajdziecie je na stronie w kategorii Prezenty dla dzieci, ale ja z chęcią wręczyłabym ten zestaw cieni i błyszczyków swojej koleżance. Design jest pierwszorzędny, a o jakości produktów w przypadku Pupy nie ma co dyskutować. KLIK

Kiedy w grę wchodzi coś bardziej luksusowego, perfumy z pewnością są na szczycie takiej listy. Wystarczy kliknąć w zakładkę Luksusowe prezenty i wybierać możemy od piżma po bergamotkę. Osobiście uważam, że klasyki od Giorgio Armanii, Thierry Mugler czy Caroliny Herrera nigdy nie wyjdą z mody. Na stronie e-glamour.pl znajdziecie też zestawy do pielęgnacji Clinique i Collistar, a wszystkie produkty są przecenione o kilka ładnych %.

Gdyby czas stanął

Jestem trochę przesądna i jeszcze do niedawna bałam się pakować do ozdobnego pudełka zegarek. Zażegnałam jednak te nierozsądne myśli odkąd sama stałam się posiadaczką egzemplarza hiszpańskiej marki MELLER (Na hasło: fitashion macie aż 25% rabatu na stronie www.aleho.pl !!!) Udało mi się go kupić na moim lokalnym rynku, co tym bardziej mi się podoba. Jeśli więc szukacie inspiracji koniecznie odwiedźcie sklep BASIC PL w Lesznie. Jestem pewna, że sympatyczni pracownicy pomogą Wam znaleźć coś odpowiedniego. Pamiętajcie, że kupowanie prezentu dla samych siebie jest jak najbardziej ok, zwłaszcza w grudniu☺

Mój zegarek zwalnia tempo gdy otwieram drzwi do Centrum chirurgii i estetyki ciała Nova Clinic. Być może zabieg z oferty Nova Clinic sprawi radość teściowej lub szwagierce? Odszukajcie w pamięci rozmowy, w których wspominały, że chętnie wypróbowałyby tego, czy owego. Osobiście polecam Wam usługi tej kliniki, nie ma więc opcji wpadki w kwestii jakości oraz indywidualnego podejścia do klienta.

Z miłości do pasji

Obracając się w świecie mody mam wiele koleżanek, których pasją są ciuchy i wiem, że bon podarunkowy ucieszy je najbardziej. Czasami nie ma sensu szukać czegoś bardzo efektownego. Proste rozwiązania też mogą być idealne i sprawić wiele radości. W Exitto każda fanka mody znajdzie dla siebie niepowtarzalną perełkę. A no właśnie! Kupując ubrania i dodatki w Exitto macie zagwarantowany efekt braku klonów na ulicy ☺

Jeśli w gronie Waszych przyjaciół macie pasjonatów biegania, sportów ekstremalnych, czy też osoby, które chcą rozpocząć przygodę na siłowni, to idealnym prezentem może być bon do wykorzystania z trenerem personalnym (Ja ze swojej strony mogę Wam polecić Ewę z Gold Fit). Znowu idziemy w kierunku niewyszukanych rozwiązań, ale czyż nie ucieszą?

Idealną opcją na obdarowanie bliskich niezapomnianym prezentem może być voucher na profesjonalną sesję zdjęciową. Fotki, które oglądacie w tym wpisie były robione w studio Daria Dalaszynska Fotografia i wiem, że takie sesje można u Darii zamówić z dostawą pod choinkę. 🙂 Piękna pamiątka, dowolna aranżacja wnętrz sprawią, że czas na chwilę się zatrzyma i zostanie uwieczniony na pięknych zdjęciach.

Dobry grunt pod interes

Podsunęłam Wam wiele sprawdzonych i naprawdę dobrych rozwiązań. Mam nadzieję, że z moim mini przewodnikiem przebrniecie przez czas przygotowań do świąt Bożego Narodzenia. Zdaję sobie sprawę z kłopotliwości zagadnienia, bo nawet dla mnie, osoby, która lubi cały ten szał pakowania, jest to trudne. Lista długa, osób do obdarowania wciąż przybywa, budżet się kurczy… ale właśnie dlatego nie ma sensu uruchamiać machiny stresu. Pomyślcie o tym, że prezent to tylko pretekst do spotkania, do wspólnie wypitej filiżanki kawy, krótkiej upragnionej rozmowy. To czas by wyhamować, celebrować moment, który nigdy więcej się nie powtórzy.


Continue Reading

Kosmetyki naturalne, które biorę w podróż!

 Kilka ostatnich dni w moim kalendarzu wypełniały obowiązki związane z upragnionym wyjazdem do Portugalii. Prawda jest też taka, że połowę tego czasu mogłam zaoszczędzić… Jestem podróżniczką z zamiłowania, taką przez duże „Pe”, ale kompletnie nie radzę sobie z ostatnim etapem organizacyjnym, jakim jest pakowanie walizki. Dzień pierwszy – wlokę torbę podróżną na środek pokoju i na tym koniec prac. Dzień drugi – przerzucam ubrania z miejsca na miejsce układając w głowie przykładowe stylizacje, ale nie jestem zadowolona z efektów. Dzień trzeci – kapitulacja. Postanawiam jechać na zakupy z zamysłem, że ubrania na tą wycieczkę muszę skompletować od nowa. Chwila namysłu i wracam do szafy… w końcu kilka sztuk ląduje w walizce. Dzień przed odlotem wena nadchodzi i odpowiednie outfity układają się wygodnie na dnie mojej torby.
Całe szczęście, że z kompletowaniem kosmetyczki poszło mi o wiele łatwiej!

Jako pierwsze wylądowały w niej produkty do pielęgnacji twarzy. Codziennego rytuału oczyszczania nie pomijam nawet podczas podróży. Zmęczona cera po zarwanej nocy i kilku godzinach lotu jest odwodniona i przesuszona. Moja najlepiej regeneruje się przy pomocy olejków. Ten z firmy Sattva (KLIK) z formułą ajurwedyjską na bazie kwiatu lotosu przyjemnie pachnie, dobrze się wchłania, ale też doskonale uelastycznia skórę. Dodatkowo eliminuje delikatne zmarszczki oraz brązowe plamki.

Pewnie zastanawiacie się, a co niektóre z Was już googlują czym tak naprawdę jest formuła ajurwedyjska? Ta tradycyjna nauka o zdrowiu wywodzi się z moich ukochanych Indii. Mądrość nauki była przekazywana słownie, aż do dnia, w którym 5000 lat temu została w końcu spisana. Ajurwedępostrzega się jako kolebkę medycyny, a wiele jej idei i sposobów kuracji przejęła bardziej nam znana medycyna alternatywna. Jak to w indyjskich wierzeniach bywa, wszystko opiera się na równowadze, którą można osiągnąć tylko działając zgodnie z prawami natury. Nie ma już zatem wątpliwości dlaczego ten produkt bierze udział w Festiwalu Kosmetyków Naturalnych w drogeriach Hebe.

Podczas wyjazdów staram się zabierać ze sobą takie produkty pielęgnacyjne, które są wielofunkcyjne. Peeling kawowy firmy Nacomi o zapachu gorzkiej czekolady i pomarańczy (KLIK) wpadł do kosmetyczki jako drugi. Spełnia kilka wymogów. Po pierwsze jego zapach pobudza, jak filiżanka kawy, więc poranny prysznic przed dniem pełnym wrażeń w nowym miejscu na ziemi – no same przyznajcie, efekt gwarantowany! Po drugie wspomaga wyszczuplanie i walczy z cellulitem, a z tym intruzem walczy większość z nas… Peelingi jednak przede wszystkim pobudzają krążenie, wygładzają i ujędrniają. Jest to produkt wegański, a teraz możecie go upolować w drogeriach Hebe w obniżonej cenie – 44,99.

Ostatni z pewniaków, który trafił do kosmetyczki, a tym samym do mojej walizki jest żel pod prysznic firmy YOPE z serii Kwiat Lipy (KLIK) . Przyznam wprost, że ta buteleczka posłuży podczas podróży na wiele sposobów. Przede wszystkim nie jestem fanką hotelowych mini kosmetyków do pielęgnacji ciała. Zazwyczaj są wysuszające i nie wiem dlaczego, ale mam nieodparte wrażenie, że szampon i żel pod prysznic to jedno i to samo… dlatego wiem, że będę używać tego żelu pod prysznic także jako mydło do umycia rąk po wyjściu z toalety, czy po przejechaniu dłuższej trasy samochodem.


Seria naturalnych kosmetyków YOPE także jest w tej chwili dostępna w promocyjnych cenach. Wybierając serię Kwiat Lipy mamy okazję choć trochę przyczynić się do akcji wspierania pszczół. Część dochodu bowiem zostanie przekazana na Fundację Łąka, która sieje w miastach… łąki. Ja bardzo lubię takie akcje i chętnie się do nich przyłączam.

Festiwal kosmetyków naturalnych trwa jeszcze przez tydzień. Do 15 listopada macie możliwość zaopatrzyć się w produkty, które nie posiadają żadnych SLES, PEG, PRB, czy SLS. Warto zwracać uwagę na to, jaki skład mają kosmetyki, które nakładamy na nasze twarze i ciało. Świadomość, że to co w środku pochodzi z naturalnych surowców na mnie działa podwójnie – wiem, że nie zaszkodzę sama sobie i przyczynię się choć odrobinę do poratowania naszego środowiska. A tymczasem até mais logo! 

Continue Reading

Kosmetyki do pielęgnacji- nowości w mojej łazience!

Ostatnio tak mocno zacumowałam w srticte makijażowych produktach, że zupełnie do głowy mi nie przyszło aby uzupełnić braki u podstaw… 😉 Na szczęście drogeria Hebe przyszła z pomocą w samą porę i zaopatrzyła mnie w to co najważniejsze. Moja codzienna pielęgnacja pod prysznicem nie należy do bardzo skomplikowanych. Muszę jednak przyznać, że jestem wymagająca i wybredna w kwestii produktów, które mają zagościć w mojej łazience na dłużej.
Wiadomym jest, że po kilku zastosowaniach nie jestem obiektywna, ale śmiało mogę stwierdzić, gdzie pojawiła się chemia i nie mam tu na myśli SLS’ów 😉

Head, shoulders,… czyli zacznijmy od włosów


Jeśli śledzicie mój kanał na IG, pewnie zauważyliście, że od kilku dni jestem posiadaczką miedzianych włosów. Z blondem zawsze mi po drodze, ale raz na jakiś czas mam ochotę na powrót do korzeni, co jednocześnie zaspokaja moją potrzebę nagłej życiowej zmiany. Nawilżający szampon micelarny Charles Worthington do codziennego stosowania, który chroni kolor wydaje się być w tej chwili jednym z trafniejszych wyborów. Jest łagodny, więc można stosować go każdego dnia. Producent zapewnia, że wolny od sulfatów skład skutecznie usuwa zanieczyszczenia nie obciążając przy tym włosów. Niezaprzeczalną zaletą tego szamponu jest jego zapach, który utrzymuje się przez cały dzień! W połączeniu z delikatną, nieobciążającą włosów odżywką mam z głowy jakiekolwiek dodatkowe zabiegi. Odżywcza formuła ma za zadanie zredukować uszkodzenia, czyli to co funduję im podczas farbowania. Za równo szampon jak o odżywkę możecie obecnie kupić taniej (KLIK , KLIK)

Peeling solny

Prawda jest taka, że uwielbiam peelingi. Ich efekt chyba jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. Ten tutaj czyli Sanctuary SPA jest na bazie soli z Morza Martwego, a także z dodatkiem bogatej mieszanki olejków: jojoba, kokosowego i migdałowego. Obiecałam sobie, że wypróbuję go, jak tylko trafi mi się wolny wieczór. Mogłabym oczywiście zastosować peeling standardowo pod prysznicem, ale najlepszy efekt jest wtedy, gdy wmasujemy kosmetyk w suchą skórę, a dopiero później spłuczemy go ciepłą wodą. Muszę tylko pamiętać, że ten nie nadaje się do stosowania na twarzy. Obecnie w promocyjnej cenie, kupicie go nawet o połowę taniej (KLIK)

Krem, czy żel pod prysznic?

Tego produktu producent również nie zaleca do stosowania na twarzy, ale o pozostałą część ciała faktycznie dba fantastycznie. Często szukam takich rozwiązań, które pozwolą mi zaoszczędzić czas w łazience. Wczesne wstawanie lub późne powroty do domu sprawiają, że pielęgnację ciała chcę „odbębnić”, ale bez efektów ubocznych. Ten krem pod prysznic z serii Sanctuary Spa z powodzeniem pozwala ominąć balsamowanie ciała. Formuła wzbogacona w witaminę E, masło shea i olej słonecznikowy delikatnie nawilża i pozostawia skórę gładką i elastyczną. No i ten zapach… zastanawiam się tylko jak na dłuższą metę zniosę go w połączeniu z moimi perfumami?

„Wonder Body”

To rozświetlający balsam do ciała, który zazwyczaj stosuję latem. Tym razem stwierdziłam, że niby dlaczego pora roku miałaby mnie ograniczać? Często odsłaniam kawałek ciała nosząc sukienki, czy swetry z duży dekoltem. Migoczące drobinki w jesiennych promieniach słońca, które cały czas nas rozpieszcza też wyglądają pięknie! Domyślam się, że balsam lekko podrasuje koloryt mojej skóry, która z natury jest bardzo blada. Jaki będzie efekt, będę mogła Wam powiedzieć dopiero po kilku aplikacjach. Balsam jest wzbogacony o ekstrakt z pestek winogron i olejków abisyńskich. Brzmi całkiem nieźle! Znajdziecie go tutaj (KLIK)


I to już wszystkie nowości, które zagościły w mojej małej łazience. Kilka skradło moje serce natychmiast, inne chciałabym jeszcze trochę potestować, by móc wydać ostateczny werdykt. Na pewno będę sięgać po nie, gdy do wyjście zostanie mi 15 minut, a ja będę „w proszku”. Ich wielozadaniowość może okazać się sporą zaletą. Wszystkie te produkty znajdziecie w drogeriach Hebe. Są więc w zasięgu ręki większości z Was, a ja niedługo przypomnę o nich w podsumowaniu ulubieńców. Co Wy na to? Czy znajdzie się tutaj i dla Was jakiś faworyt?

Continue Reading

Olejowanie włosów- hit czy kit?

Tłusta robota

Przyznam szczerze, że jak na osobę, która jest kosmetycznym freakiem  w jednym temacie wciąż wiedziałam niewiele. Ba! Nadal raczkuję, ale w końcu by coś dobrze poznać musimy zrobić pierwszy krok ku odkryciu. Mowa o olejowaniu włosów. Miałam w swoim życiu kilka podejść do tematu, każde kończyło się na przeczytanym leadzie jakiegoś wpisu, czy artykułu. Myślałam sobie: przecież moje włosy są zdrowe, mam ich całe mnóstwo, błyszczą, lśnią, zawsze jakoś wyglądają. Myślałam, że w moim przypadku olejowanie nie jest konieczne. Nic bardziej mylnego, jak się okazało…

Moja blond głowa przechodziła kilka eksperymentów, a zdecydowanie najbardziej szkodzi im farbowanie. Do największego koszmaru w kwestii włosów zaliczam ich rozczesywanie po umyciu. Są poplątane w ten charakterystyczny sposób, bardzo suche i kruche. Kiedy więc usłyszałam, że olejowanie chroni włosy podczas farbowania stwierdziłam, że muszę ten temat zgłębić i rozebrać na części pierwsze.

Na czym to polega?

Olejowanie włosów to po prostu nakładanie kilku kropel naturalnych olei na włosy. Nie ma większego znaczenia czy będą one suche czy wilgotne. W zależności od potrzeb nakłada się specyfik na same końcówki lub także na skórę głowy i włosy na całej długości. Wybór oleju jest bardzo ważny, a na rynku dostępne są między innymi takie jak: palmowy, rycynowy, migdałowy, kokosowy, morelowy, z awokado, kukurydziany, lniany, sezamowy, słonecznikowy, rozmarynowy i wiele innych. O każdym z nich znajdziecie kilka słów w Internecie.
Korzyści z olejowania są ogromne! Po kuracji włosy stają się odżywione, elastyczne, pełne blasku, odporne na zniszczenia, bardo sprężyste. I muszę tu użyć ulubionej formułki reklamodawców: już po pierwszym stosowaniu. Naprawdę! Dobroczynne składniki olejków wnikają głęboko w strukturę włosa i cebulek. W rezultacie skalp jest zdrowy, normuje się wydzielanie serum, komórki są dotlenione.

Co może pójść nie tak?

Zabieg wydaje się prosty z pozoru, ale można popełnić kilka błędów, które przeszkodzą w osiągnięciu odpowiednich rezultatów. Przede wszystkim:
→Nie należy nakładać oleju na bardzo brudne, tłuste już włosy. Może to spowodować nadmierne ich wypadanie.
→Nie można przesadzić z ilością oleju. Lepiej jest wykonać zabieg dwa razy w tygodniu niż raz z podwójną dawką produktu (ok. 2ml oleju będzie wystarczające). Co jeśli już zdarzy Wam się wylać na włosy za dużo olejku? Dodatkowo należy zaaplikować odżywkę lub maskę by zemulgować olej.
→Nie każdemu olejowanie służy, nie ma więc sensu usilnie poddawać włosy tym zabiegom, skoro ewidentnie nie przynosi to efektu. Włos włosiu nierówny.

Klucz do sukcesu

Tak jak w przypadku innych zabiegów, które stosujemy w domowym zaciszu, tak i olejowanie wymaga od nas po prostu regularności. Jeśli będziemy fundować sobie takie Spa tylko wtedy gdy nam się akurat o tym przypomni, to nie doszukujmy się w lustrze efektów. Wybierz zatem dwa dni w tygodniu i staraj się tego trzymać.

Mój wybór

Spośród wszystkich dostępnych na rynku olejków mi najbardziej do gustu przypadł  olej makadamia (więcej na jego temat TUTAJ). Jego skład jest zbliżony do budowy ludzkich komórek. Zawiera nienasycone kwasy tłuszczowe, witaminy B, E i A, lecytynę i właśnie sam skwalen, czyli to co znajduje się w płaszczu lipidowym skóry. Jego zapach jest bardzo przyjemny, a włosy po zabiegu gładkie, łatwe do rozczesania i błyszczące.  Olejek ten zapobiega rozdwajaniu końcówek. Jest także nazywany „znikającym olejkiem”, ponieważ włosy i skóra głowy wchłaniają każdą jego ilość. Naprawdę potrafi uratować zniszczone zabiegami fryzjerskimi czupryny. Dla mnie stał się obowiązkowym elementem dostępnym w łazience. Czytając o nim więcej znalazłam dla niego kilka innych zastosować, ale to już temat na odrębny wpis. Dodam jeszcze tylko, że olej makadamia składa się z kwasów tłuszczonych jednonienasyconych, co sprawia, że jest lepszy niż oliwa z oliwek. Póki co jednak cieszę się, że tak dobrze dba o witalność moich cebulek włosów!

Continue Reading

Kosmetyki Mineralne- hit czy kit?

Kosmetyki mineralne już od dłuższego czasu cieszą się sporą popularnością, która ciągle rośnie. Czy słusznie? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć w dzisiejszym wpisie. I choć firm produkujących popularne „minerałki” jest coraz więcej, ja skupię się na jednej konkretnej marce, świetnie już znanej na ryku. Lily Lolo bo o nich będziemy dzisiaj mówić, jeszcze do nie dawna, znałam tylko  z jednego produktu: pięknie opalizującego rozświetlacza, który polecała 5 lat temu Katosu lub Maxineczka, już nawet nie pamiętam ;). Jakież było moje zdziwienie gdy jakiś miesiąc temu odkryłam, że ich oferta pęka w szwach, a mineralne są nawet korektory! Ale po kolei. 🙂

Składając zamówienie w sklepie costasy.pl (klik) postanowiłam tak dobrać produkty, żeby przetestować jak najwięcej kosmetyków, stanowiących podstawę mojego codziennego makijażu (bo makijaż wieczorowy to zupełnie inna bajka).

I tak w moim „testowym zestawie” (tak go nazwijmy roboczo) znalazł się:

-mineralny podkład w odcieniu warm peach (klik)

-mineralny korektor w kolorze barely beige (klik)

-mineralny puder matujący Flawless Matte (klik)

-prasowany mineralny rozświetlacz Rose Illuminator (klik)

-pędzel do podkładu- Super Kabuki (klik)

-naturalna szminka- Passion Pink (klik)

Co je wyróżnia?

Kosmetyki mineralne Lily Lolo są delikatne dla skóry, wolne od szkodliwych bądź drażniących substancji chemicznych, barwników i wypełniaczy. Nie wiem czy wiecie, ale w skład produktów Lily Lolo wchodzi tlenek cynku, który ma właściwości lecznicze. A to w przypadku mojej problematycznej cery ze skłonnością do trądziku jest bardzo ważne. Makijaż wykonany kosmetykami mineralnymi jest lżejszy, nie ma tutaj mowy o efekcie maski. Przy takich temperaturach jakie obecnie panują w Polsce sprawdza się genialnie. Można uzyskać piękny, zdrowy efekt: make up- no make up. Producent zapewnia też o trwałości produktów i odporności na wodę i pot. Szczerze przyznam, że  faktycznie nawet po moich wizytach na siłowni, wcale nie wyglądam gorzej niż kiedy stosowałam ciężki Double Wear Estee Lauder. Także trwałość sprawdzona w ekstremalnych warunkach. 🙂 Ostatnia już, ale wcale nie mniej ważna informacja to taka, że kosmetyki chronią przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych, a ich faktor to SPF15

Jak nakładać kosmetyki mineralne?

Tak jak w przypadku makijażu każdymi innymi kosmetykami, najważniejsze jest przygotowanie buzi. Bez odpowiedniej pielęgnacji nie ma szans, żeby jakikolwiek kosmetyk był trwały i ładnie wyglądał. Dlatego ja najpierw robię lekki peeling buzi, następnie tonizuję skórę tonikiem, a na koniec nakładam krem nawilżający. Te 3 etapy to fundament naszego makijażu. Jak już krem się ładnie wchłonie możemy przejść do aplikacji podkładu. I tutaj do akcji wkracza pędzel Kabuki. Wysypuję produkt na wieczko, równomiernie „wmasowuję go w pędzel” aż całkowicie zniknie z pokrywki, uderzam pędzlem o blat i na koniec przechodzę do aplikacji na buzię. Podkład nakładam kolistymi ruchami zaczynając od środka twarzy. I w zależności od krycia czynność powtarzam kilka razy. Słyszałam też o metodzie stemplowania, ale sama jej nie próbowałam. Natomiast tą pierwszą z czystym sumieniem mogę polecić. Niesamowite jest to, jak pięknie potrafi kryć sypki podkład (bo początkowo, ze względu na konsystencję byłam do niego sceptycznie nastawiona). Taki sam mechanizm działania jest w przypadku korektora. Tutaj jednak polecam zaopatrzyć się w mniejszy pędzel Kabuki- Baby Buki, który będzie bardziej precyzyjny. Ja w swojej rutynie z minerałkami robię jeszcze dodatkowy krok. Między warstwami podkładu, nakładam jedną do „zadań specjalnych”, która składa się z wymieszanych ze sobą podkładu i korektora. Całość na koniec utrwalam pudrem mineralnym, który też nakładam kolistymi ruchami.

Czy jakiś produkt nie spełnij moich oczekiwań?

Jedyne drobne  zastrzeżenia mam do rozświetlacza. Może dlatego, że ja lubię mocny błysk, tak zwaną „taflę” i tego oczekuję od produktów rozświetlających. Tutaj efekt jest bardzo delikatny i znowu dający wrażenie make up-no make up. Buzia jest rozświetlona, ale na tyle delikatnie, że wygląda po prostu na zdrową, a nie podkreśloną jakimś kosmetykiem. Dla niektórych z Was, lubiących subtelniejszy efekt w makijażu będzie to plus, dlatego nie zrażajcie się do niego i przetestujcie po prostu na własnej skórze. Zaletą jest kolor, który pasuje do wszystkich typów karnacji, daje delikatnie chłodne wykończenie.

Pomadka, czy jest trwała?

Pomadka Passion Pink ma piękny fuksjowy, soczysty, wakacyjny kolor. Wzbogacona jest też o witaminę E i ekstrakt z rozmarynu co zapewnia odżywienie i nawilżenie ust. Ładnie kryje i trzyma się podobnie jak inne kremowe pomadki w mojej kolekcji. Oczywiście nie jest to trwałość na poziomie produktów matowych, ale absolutnie mi to nie przeszkadza. Pamiętajcie, że zawsze lepiej dołożyć nową warstwę produktu mniej trwałego, a pielęgnującego, niż chodzić z wysuszonymi, nieciekawie wyglądającymi ustami.

Podsumowując, bardzo polecam zapoznać się bliżej z kosmetykami mineralnymi. Ja od kiedy wypróbowałam poszczególne produkty na własnej skórze, nareszcie rozumiem ich fenomen. Co więcej, na stronie costasy.pl trwa teraz promocja na wybrane produkty, zatem i ceny są bardziej przystępne. No bo kiedy jak nie teraz? Lato to najlepszy czas na przerzucenie się z ciężkich kosmetyków, na te lżejsze, zapewniające naszej skórze uczucie komfortu i wypoczynku. Nasza cera, podobnie jak my, zasługuję na wakacje. 🙂

Continue Reading