Dieta pudełkowa So! Yolo Catering – hit czy kit?

Temat jedzenia, jest chyba, zaraz po modzie i kosmetykach, jednym z moich ulubionych tematów. A to dlatego, że kocham jeść. Próbując nowych potraw z ogromną niecierpliwością czekam na kolejne doznania smakowe. Pomimo mojego wielkiego uwielbienia do jedzenia, na regularne posiłki nie mam czasu i często po kilku, nierzadko kilkunastu godzinach, wpycham w siebie (delektując się odpowiednio, jak na smakosza przystało) przygotowane naprędce posiłki… Los chciał, że na mojej drodze stanął Michał Zabłocki – właściciel So! Yolo Catering, oferującej tzw. dietę „pudełkową” (oczywiście z dostawą do domu).

To właśnie Michał przekonał mnie, że odpowiedni podział makroskładników stanowi o sukcesie dobrej jakościowo diety. Hasło przewodnie, którym kieruje się jego firma, jak i on sam brzmi: „dieta nie ma być katorgą, ma stanowić styl życia”.

Zainspirowana przez Michała zaczęłam przeglądać informacje zawarte na stronie So Yolo. Zapoznałam się z podstawowymi regułami dotyczącymi odpowiedniego zbilansowania makroskładników, które są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Podekscytowana tym, co wyczytałam, postanowiłam wypróbować „pudełkową” dietę na własnej skórze. W końcu nikt i nic tak dobrze nie da mi znać o tym, że coś mi służy, bądź nie, jak mój własny organizm :). Jeżeli jesteście ciekawi, czy taka forma odżywiania okazała się dla mnie odpowiednia i czy nie było monotonii, czytajcie dalej! 🙂

Ja zdecydowałam się na opcje Basic, z zapotrzebowaniem kalorycznym 1700 Kcal. Ta opcja wydała mi się, na ten moment, najbardziej odpowiednią, tym bardziej, że przez ostatnie 3 tygodnie z siłownią było mi nie po drodze ;).

Pierwszy zestaw, na poniedziałek, dostarczono mi w niedziele, zaraz po skończonym meczu naszej reprezentacji (więc radość była podwójna). Wszystko było pięknie i estetycznie zapakowane w plastikowe pojemniczki oraz papierową torbę. Michał pomyślał również o plastikowych sztućcach, co w moim przypadku okazało się strzałem w dziesiątkę, ponieważ większość z tych posiłków jadłam albo w pracy, albo w samochodzie, albo w jeszcze innych dziwnych miejscach. Do każdego zestawu dołączona jest również „rozpiska” informująca jakie posiłki są przewidziane na dany dzień oraz ile zawierają makroskładników.

czwartkowe śniadanie – jajeczne Muffiny!

Przygotowałam też dla Was kilka zdjęć, aby pokazać Wam, że dostarczone przez So Yolo posiłki nie tylko dobrze smakują, ale też obłędnie wyglądają. Także, jeśli jesteście wzrokowcami i tak jak ja, jecie oczami, będziecie w 100% usatysfakcjonowani.  Pewnie w tym momencie zastanawiacie się, czy smak jest faktycznie niesamowity, bo to przecież on jest tutaj najważniejszy. Jak dla mnie – bomba!!! Na 5 dni, w których w każdym zestawie miałam 5 posiłków, tylko jedno danie nie podpasowało moim kubkom smakowym. A musicie wiedzieć, że jeśli chodzi o smak to jestem dość wybredna :). Było mega smacznie, cudownie różnorodnie i przede wszystkim sycąco.

Shaorma drobiowa z frytkami z batatów i selera – poniedziałkowy obiad!
Kolacja z poniedziałku – sałatka makaronowa z pomidorami, oliwkami, fasolą i fetą

Bałam się, że ze względu na małe porcje (przy wybranym przeze mnie bilansie energetycznym) będę chodzić głodna… A wiadomo Polak głodny, to Polak zły. Na szczęście, moje obawy się nie sprawdziły. I wiecie co okazało się największą wartością dodaną tego eksperymentu  –  wreszcie nauczyłam się regularnie spożywać posiłki! Mój organizm, w podzięce, za systematyczne dostarczanie mu posiłków, odpłacił mi dużą dawką energii i dobrym samopoczuciem.

 Jak to wygląda finansowo?

Koszt takiej diety to 55 zł za dzień (przy zamówieniu powyżej 21 dni – 53 zł). Pomyślicie pewnie, że to dość sporo. Jak się tak głębiej zastanowić, to może się okazać, że to guzik prawda! Przypominam, że mamy tu 5 naprawdę różnorodnych i pożywnych posiłków. Gotując samemu niejednokrotnie wydaję 50 zł kupując składniki tylko na obiad… Do tego trzeba doliczyć czas spędzony w kuchni, zmywanie, prąd/gaz itp.

podwieczorek – carpaccio z buraka z orzechami, roszponką i cheddarem
Gofr z jajkiem sadzonym i warzywami – czyli wtorkowy zestaw śniadaniowy

Powiem Wam szczerze, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczona cateringiem So! Yolo. Z ręką na sercu, mogę polecić każdemu, a w szczególności tym, którym zależy na smacznym, pożywnym i dobrze zbilansowanym posiłku. Wiem, że w moim przypadku, na tych 5 dniach się nie skończy. Pamiętajcie też, że jest możliwość wypróbowania, czy catering So! Yolo jest dla Was (zachęcam do skorzystania z  jednorazowego dnia testowego – wtedy płacicie tylko 40 zł za wybraną dietę). Szczegóły znajdziecie tutaj->KLIK

Mam nadzieje, że tych wszystkich, którzy nie mają czasu na gotowanie i regularne spożywanie posiłków, przekonałam do takiej opcji żywienia… Pamiętajcie, że żyjąc w ciągłym biegu zapominamy o takich podstawowych rzeczach, jak prawidłowe odżywianie! A nasz organizm, wcześniej, czy później się o to upomni…. Dajcie znać, czy kiedykolwiek korzystaliście z takiej diety; a może macie inne sposoby na zdrowe jedzenie? Ja tymczasem życzę smacznych i zdrowych posiłków i mówię do następnego!

Continue Reading

Herbatki Hello Slim- czy one faktycznie odchudzają?

Zastanawialiście się kiedyś, czy to możliwe, że „zwykła” herbatka może zdziałać cuda: dodać energii, przyspieszyć metabolizm, zapewnić spokojny sen, zniwelować boczki, czy też poprawić wygląd naszej cery? Brzmi co najmniej jak jakiś magiczny wywar z kociołka, do którego wpadł Obelix bedąc dzieckiem… A chyba nie muszę nikomu przypominać, jaką nadludzką siłą ta postać dysponowała?! Co więcej, mam dla Was dobrą wiadomość – żeby spróbować takiego cudownego naparu nie trzeba szukać Panoramixa… Jedyne co trzeba – to posiadać dostęp do internetu i wiedza pt. „gdzie szukać”. Zainteresowani? Obiecuję, że wszystko wyjaśni się w dalszej części wpisu!

Wróćmy więc na ziemię ;). Doszły mnie słuchy, że niektórzy z Was wprost nie mogą się doczekać opinii na temat kuracji teatoxowej Hello Slim od firmy OHTOMI. Dlatego, nie będę Was już dłużej trzymać w niepoewności i osobiście zdam Wam relację, jak teatox sprawdził się u mnie. Zacznijmy od tego, że paczka, którą otrzymałam do testów zawierała miesięczną kurację,  po której powinny pojawić się już pierwsze efekty. Zestaw to tak naprawdę 2-stopniowy program, którego zadaniem jest poprawa naszego metabolizmu oraz pozbycie się z organizmu nagromadzonych toksyn. Mamy więc zestaw z saszetkami na dzień – Hello Slim Good Morning i zestaw z herbatkami na noc – Hello Slim Good Night. Obie wersje mają spełnić zupełnie różne funkcje, także zwróćcie koniecznie uwagę na oznaczenie na opakowaniu, no chyba, że chcecie np. rano wypić napar zaewniający spokojny sen! Wtedy drzemka przed komputerem w pracy gwarantowana!

Zacznijmy od przyjrzenia się bliżej herbatkom na dzień. Hello Slim Good Morning z założenia mają pomóc nam spalić kalorie, przyspieszyć metabolizm, zmniejszyć apetyt i zapewnić dodatkowy zastrzyk energii! Skład tego zestawu jest bardzo obiecujący, zresztą przekonajcie się sami. W składzie porannej herbatki znajdziemy:

  • zieloną herbatę – która jak wszyscy  wiemy wspomaga spalanie kalorii i zapewnia zastrzyk energii,
  • yerba mate – która znana jest ze swoich właściwości pobudzających i zmniejeszających apetyt,
  • dziką różę – która cudownie wpływa na naszą cerę, rozjaśnia ją i redukuje zmiany potrądzikowe,
  • liść eukaliptusa – który wspomaga trawienie glukozy,
  • guarane – która niweluje uczucie zmęczenia zarówno fizycznego, jak i psychicznego; poprawia również funkcjonowanie naszego układu nerwowego,
  • owoc czarnego bzu – który znany jest ze swoich właściwości antyoksydacyjnych,
  • korzeń cykorii – który wspomaga pracę wątroby.

Zadałam sobie pytanie: czy faktycznie Hello Slim Good Morning pomógł mi spalić zbędne kalorie? Tego nie wiem, nie mam przecież żadnej maszyny, która by to monitorowała. Jedno jest pewne – picie herbatek Hello Slim podczas posiłku sprawiało, że organizm nie domagał się takiej ilości jedzenia, jaką byłabym w stanie zjeść popijając śniadanie zwykłą herbatą. W połowie owsianki, która zazwyczaj nie stanowiła dla mnie najmniejszego problemu, miałam dość i byłam w pełni syta. Czułam się też o niebo lepiej, jeśli chodzi o poziom energetyczny. Wiecie, że zazwyczaj wstaje o 5 rano, więc około 8 – odczuwałam spadek formy. Po wypiciu Hello Slim na dzień dobry, zdecydowanie dłuzej mogłam funkcjonować na wyższych obrotach. Tyle z „plusów”. Nie mogę pominąć małego minusa – myślałam, że produkt pozwoli mi pohamować mój ogromny apetyt na słodkie… Niestety, tak wielkiego fana czekolady chyba nikt i nic nie jest w stanie od niej odciągnąć! 😉 Aaa i jeszcze jedno (prawie bym zapomniała) –  w pierwszym tygodniu od rozpoczęcia kuracji miałam mały wysyp „niechcianych gości na skórze”. Myślę, że był to efekt uboczny oczyszczania organizmu z toksyn. Dlatego też, nie zrażając się tym – ja nie przerwałam kuracji, a po jakimś czasie wszystko samoistnie wróciło do normy!

 

Herbatki na dzień dobry powinniśmy pić do śniadania (zaparzamy je zazwyczaj od 5 do 7 minut), natomiast Hello Slim Good Night – pijemy po ostatnim posiłku, ja zazwyczaj piłam na godzinę przed snem (parzymy krócej, bo tylko 2-3 minuty). Wieczorny napar ma za zadanie wyciszyć nas, poprawić jakość naszego snu i ukoić zszargane nerwy. Wieczorem herbatka ma także swoje „zadanie specjalne” – walczy z nagromadzonymi w ciągu dnia toksynami. W skład wieczornego naparu wchodzą:

  • korzeń lukrecji  który od bardzo dawna stosowany jest w leczeniu wrzodów żołądka,
  • trawa cytrynowa  udowodniono, że regularne picie z niej naparu pozwala znacząco pobudzić organizm, a tym samym zwalczyć objawy depresji; zmniejsza też wydzielanie przez cerę łoju, co ucieszy osoby borykające się z trądzikiem,
  • skórka pomarańczowa – nie dość, że pięknie pachnie, to ma również właściwości relaksujące i poprawiające jakość naszego snu,
  • mięta – która wspomaga trawienie,
  • korzeń imbiru – który przeciwdziała wzdęciom,
  • hibiskus – ma silne działanie antyoksydacyjne i zmniejszające stres oksydacyjny (niszczy wolne rodniki); działa również jako środek wspomagający lecznie otyłości.

Jeśli chodzi o moje spostrzeżenia: faktcznie – po takiej herbatce śpi się jak dziecko… Po wypiciu Hello Slim na noc mój sen był spokojniejszy, głębszy, a wczesne wstawanie nie tak dokuczliwe! 😉

Wróćmy jednak do pytania z początku wpisu: „Czy herbatki Hello Slim faktycznie odchudzają”? Chcąc być z Wami szczerą (bo nikt nie lubi, jak mu się wciska kit) – wydaje mi się, że to, czy schudniemy, czy też nie zależy tylko od nas! EUREKA! No nie oszukujmy się, cudów nie ma… Jeśli ktoś będzie z jednej strony pił herbatki, ale przy tym nie zmieni swoich nawyków (sport, zdrowe jedzenie) i  nadal będzie wcinać fast foody, a jedyną aktywnością będzie przesuwanie palcem po ekranie smartfona, to nie ma siły… Nic się nie zmieni!  Jeżeli natomiast do teatoxowego programu dodacie aktywność fizyczną i zdrowe posiłki, to rezultaty mogą przejść Wasze najśmielsze oczekiwania. Ja wreszcie pozbyłam się niechcianych boczków a mój brzuch już dawno tak pięknie się nie prezentował… Zatem zachęcam Was do eksperymentowania – nie wierzcie mi na słowo! Sami sprawdźcie i dajcie znać w komentarzach. Oryginalne herbatki Hello Slim możecie kupić TUTAJ!

I na koniec niespodzianka! Dla jednej/jednego z Was mam box z miesięczną kuracją Hello Slim (dokładnie taki sam jak na zdjęciu poniżej)! Wszystko, a raczej jedyne co musicie zrobić to wejść na mojego instagrama: KLIK i wziąć udział w konkursie! Powodzenia i trzymam kciuki! :*

Continue Reading

Beauty & Food- kuchenne inspiracje!

Dzisiaj zapraszam Was na pierwszy post z nowej serii, która zagości na blogu. Tak jak mówiłam na Insta Story postanowiłam, że raz na jakiś czas, prawdopodobnie raz w miesiącu, ale zobaczymy jak to wyjdzie w praniu :), będę tutaj dodawać kilka przepisów z jednej, wybranej książki, którą już kiedyś Wam polecałam. Tak żebyście mogli wypróbować sobie te przepisy i zdecydować o ewentualnym kupnie danej książki. Będą to sprawdzone na własnej skórze, a raczej własnym żołądku dania, godne polecenia i wypróbowania! Tyle tytułem wstępu! 😉 To co, zaczynamy?!

Na pierwszy ogień idzie książka „Beauty&Food” Emilie Hebert wydawnictwa Muza. Jest to nie tylko książka z przepisami, ale też z poradami dotyczącymi urody, czyli tym co my kobiety lubimy najbardziej. 🙂 Znajdziecie w niej między innymi przepisy na domowe kosmetyki, oraz porady co jeść żeby na przykład pozbyć się zmarszczek? :O Zdradzę tylko, że orzechy włoskie i pekan są bardzo wskazane. 😉

Ja zdecydowałam się przygotować antystresową granolę, która jest bogata w węglowodany, a płatki owsiane które w niej znajdziecie wzmagają produkcję serotoniny, tak zwanego hormonu szczęścia, pełniącego funkcję naturalnego antydepresantu. Dodatkowo suszone owoce są bogate w witaminę C, a orzechy dostarczają wartościowych tłuszczów, które napędzają nasze ciało i dostarczają mu niezbędnej energii na cały dzień!

Co będzie potrzebne do wykonania naszej „Antystresowej Granoli”?

  • 300 g płatków owsianych
  • 75 g orzechów laskowych
  • 75 g migdałów
  • 50 g suszonych, miękkich moreli
  • 10 g jagód goji
  • 40 g nasion chia
  • 80 ml soku jabłkowego
  • 50 g syropu klonowego lub z agawy
  • 1/2 łyżeczki soli

Przepis jest banalny i bardzo szybki, a zrobiona tak granola starczy na wiele śniadań 😉

  1. Rozgrzej piekarnik do 170°C.
  2. Na czystą ściereczkę wsyp migdały i orzechy laskowe, zawiń je i roztłucz wałkiem niezbyt drobno.
  3. Zmieszaj wszystkie składniki w foremce (oprócz jagód goji) i wstaw do piekarnika na 45 minut, aż się zezłocą. Jeśli lubicie duże, chrupiące kawałki, warto od czasu do czasu wszystko wymieszać.
  4. Wyjmij z piekarnika i wystudź, a następnie dodaj jagody goji. Przechowuj granolę w szczelnym słoiku.

Kolejny przepis idealnie sprawdzi się w upalne dni. A truskawkowe smoothie  zapewni nam pełną blasku cerę. Nie wiem czy wiecie, ale truskawki chronią przed wieloma chorobami degeneracyjnymi i stanami zapalnymi skóry, także pomogą też osobom borykającym się z trądzikiem.

Składniki na 2 duże szklanki:

  • 200 g świeżych truskawek
  • 2 odpestkowane daktyle Medjool
  • 50 g orzechów nerkowca (najlepiej namoczonych przez 4 godziny i osuszonych)
  • szklanka wody mineralnej
  1. Umyj i odszypułkuj truskawki. Włóż wszystkie składniki do blendera, a następnie miksuj kilka minut, do uzyskania gładkiego smoothie.

Daktyle są niezwykle odżywcze i zawierają więcej błonnika niż chleb razowy oraz więcej potasu niż banany. Wspomagają też trawienie, także warto je włączyć do listy składników, nawet jeśli przygotowujecie inny wariant smoothie. 🙂

Trzeci przepis to coś dla łasuchów i wielbicieli słodyczy. Clafoutis bez pudła zapewni nam skórę pełną blasku i dobry koloryt. W tej wersji clafoutis nie ma cukru, glutenu, ani laktozy. Jest idealną alternatywą chociażby dla zwykłej szarlotki. Można też dorzucić tak jak ja, gałkę lodów, ale wtedy nie będzie to już tak zdrowe! 😉

Składniki na 6 porcji:

  • 3 duże nektarynki (lub inne sezonowe owoce)
  • 4 duże łyżki kaszki ryżowej lub innej bezglutenowej (na przykład ararutowej)
  • 250 ml mleka migdałowego
  • 250 ml mleka ryżowego
  • 4 łyżki syropu z agawy

Wykonanie:

  1. Rozgrzej piekarnik do 180°C.
  2. Wymieszaj widelcem kaszkę z syropem z agawy i oboma rodzajami mleka roślinnego.
  3. W naczyniu do zapiekania ułóż nektarynki  pokrojone w ósemki i zalej je kaszką.

Wstaw potrawę do piekarnika na 45 minut. Odstaw do ostygnięcia, a następnie włóż do lodówki. Podawaj na zimno.

I na koniec danie, które świetnie sprawdzi się, jeśli będziemy mieć ochotę na zdrową kolację. Jest to cukiniowe spaghetti z jarmużowym pesto.

Składniki na 4 porcje:

  • 4 małe zielone cukinie
  • 4 małe żółte cukinie

Na pesto:

  • 1 pęczek jarmużu (około 10 liści)
  • 3 dojrzałe awokado
  • 1/2 cebuli
  • sok z limonki
  • garść siekanej, świeżej kolendry (ja ten składnik pominęłam)
  • 1 łyżka  pasty tahini
  • szczypta soli morskiej

Wykonanie:

  1. Umyj cukinie. Obieraczką do warzyw pokrój cukinie w cienkie paski.
  2. Zrób pesto: umyj jarmuż. Z każdego liścia usuń aż do góry łodygę, czyli twardą część. W gotującej się wodzie parz przez minutę liście, a następnie je osącz i przepłucz zimną wodą, by jarmuż zachował kolor i witaminy.
  3. Obierz i posiekaj cebulę. Obierz awokado i włóż je do miski robota. Dorzuć cebulę, kolendrę, sok z limonki i tahini. Miksuj kilka sekund. Dodaj zblanszowany jarmuż, sól i znów miksuj kilka sekund. Dolej troszkę wody, by rozrzedzić sos.

Podawaj spaghetti cukiniowe z jarmużowym pesto.

Wszystkie 4 przepisy, jak już pewnie zauważyliście, są bardzo proste, także każdy na pewno, nawet jeśli nie jest kolejnym Masterchefem, ba nawet Masterchefem Juniorem sobie poradzi. Spróbujcie zrobić je w domu, a jeśli Wam zasmakują przedstawione tutaj dania, to zaręczam, że i reszta przepisów z książki „Beauty&Food” przypadnie Wam do gustu. 🙂

Continue Reading

The rythym of my life!

Hej Kochani! Dzisiaj trochę o tym co mi w duszy gra! 😉  Ci, którzy od dłuższego czasu śledzą mojego bloga wiedzą, że jedną z moich największych pasji jest podróżowanie. Warto jednak dodać, że nie samymi podróżami człowiek żyje… Trzeba jakoś na nie zarobić, prawda?! 🙂 Ja należę do tych szczęściarzy, którzy robią to co lubią i jeszcze im za to płacą, także narzekać nie mogę… <3 Już od dobrych paru lat pracuję w radiu i uwielbiam tę robotę.  Co więcej, muzyka jest nieodłącznym elementem mojego życia, bo zarówno w pracy, jak i w podróży non stop mi towarzyszy. Nie lubię ciszy, nie czuję się z nią komfortowo – właśnie mi się przypomniało, że nawet będąc w liceum, czy na studiach, uczyłam się przy włączonym telewizorze lub radiu. Hmmm, czy to już czas zadać sobie pytanie czy ze mną wszystko w porządku? ;>

Jedno jest pewne, muzyka jest często mało inwazyjnym lekarstwem na naszą duszą. Wiedzieliście, że nasze ulubione rytmy wyzwalają aktywność w tej samej strukturze mózgu, która uwalnia dopaminę – hormon szczęścia i przyjemności wyzwalany również podczas jedzenia na przykład czekolady. A chyba nie muszę przypominać, że słuchając muzyki nie tylko nie przytyjemy, ale też możemy zrzucić zbędne kilogramy. Wystarczy do ulubionych rytmów potupać trochę nóżką :). Słuchanie muzyki jest nie tylko świetną formą przywoływania uśmiechu na naszej twarzy, ale też sposobem na relaks. A wiadomo, w czasach, gdy pojawia się coraz więcej czynników stresogennych, te działające pozytywnie są nam bardzo potrzebne.

Dlatego też, dzisiaj podzielę się z Wami moimi ulubionymi ostatnio utworami. Takimi, które potrafią poprawić mi humor po ciężkim dniu, zrelaksować i naładować pozytywną energią. Chętnie też dopisze do mojej listy kolejne utwory, także jeśli macie w swojej playliście jakieś niezawodne hity, to koniecznie dajcie mi o tym znać w komentarzach! 🙂

Ed Sheeran- Shape Of You

Justin Timberlake- CAN’T STOP THE FEELING

WALK THE MOON- Shut Up and Dance

John Mamann- Love Life ft. Kika

Robbie Williams- Love My Life

Robbie Williams- Pretty Woman

Madcon- Don’t Worry feat. Ray Dalton

Mark Ronson- Uptown Funk ft. Bruno Mars

Alvaro Soler- Libre ft. Monika Lewczuk

The Weekend- I Feel It Coming ft. Daft Punk

To tylko ostatnie z moich muzycznych ulubieńców. No, ale czym byłaby muzyka, szczególnie w podróży, bez odpowiedniego sprzętu. Kiedyś miałam z tym ogromny problem, dlatego cieszę się, że od jakiegoś czasu towarzyszą mi słuchawki marki SUDIO. Mój model to Sudio Vasa w kolorze różowym. Firma oferuje ten model również w kolorze czarnym, białym i niebieskim, także każdy na pewno znajdzie coś dla siebie. Są to słuchawki przewodowe, ale jakże wygodne. Dzięki kablowi w kształcie tasiemki, słuchawki nie plączą się, co jest, oprócz dźwięku oczywiście… no i koloru, największym plusem tego zestawu. Do tego modelu, została opracowana też nowa generacja sterownika 10,2 mm, dzięki któremu jesteśmy w stanie usłyszeć w swoim ulubionym utworze, każdy dźwięk i instrument. Tu macie link do mojego modelu–> KLIK .

Mam też dla Was miłą niespodziankę! 🙂 Na hasło: FIT.ASHIONN15 otrzymacie 15% zniżki na wszystkie produkty zakupione na www.sudiosweden.com/pl .

Niech muzyka będzie z Wami i do następnego! :*

Continue Reading