Dworek Tradycja – magiczne miejsca w Polsce!

Trochę to trwało, ale w końcu, zapraszam Was na kolejny wpis podróżniczy. Jeszcze do niedawna używając słowa „podróż” raczej miałam na myśli oddalone setki, albo tysiące kilometrów miejsca na Ziemi. Dzisiaj, w obliczu panującej na świecie pandemii, która wymusiła nie tylko na mnie, zmianę sposobu myślenia – przekonałam się, że tak naprawdę nie trzeba wyjeżdżać setki kilometrów, żeby piękne miejsca mieć na „wyciągnięcie ręki”. Wystarczy wsiąść w samochód i zaufać intuicji. W dzisiejszym wpisie chciałabym Wam opowiedzieć o magii pewnego miejsca na Pomorzu Zachodnim. Gotowi? No to zapnijcie pasy, włączcie mapy Googla i lecimy.

Idealne miejsce dla osób, które chcą zwolnić #slowlife.

Dworek Tradycja, to 300-letnia pastorówka, która znajduje się we wsi Bełczna na Pomorzu Zachodnim. Z Leszna jest to około 300 km, a dojazd do dworku zajął nam niecałe 4 godzinki. Ale zarówno ja, jak i moja mama, która tym razem była moją towarzyszką podróży, stwierdziłyśmy, że trasa, szczególnie od połowy jest tak malownicza, że nawet nie zorientowałyśmy się, kiedy nam ta droga zleciała. Warto też wspomnieć, że do plaży w Kołobrzegu mamy zaledwie 45 minut jazdy samochodem. Ja z mamą z opcji odwiedzenia polskiego morza nie skorzystałyśmy – zdecydowanie wolałyśmy zaszyć się w 300-letnim dworku i korzystać z energii tego miejsca.

Wracając do magii tego miejsca, zacznijmy od jedzenia. Jako osoby, które w gościnnych progach Pani Niny i Pana Tadeusza byłyśmy po raz pierwszy,  zupełnie niepotrzebnie zrobiłyśmy zakupy spożywcze w pobliskiej miejscowości Łobez, nie zdając sobie sprawy, że właścicielka Dworku jest prawdziwą czarodziejką w kuchni! Zaraz po przyjeździe zostałyśmy zaproszone na Ivan Czaj i domowy serniczek. Ivan Czaj wywodzi się z Rosji (stąd jej nazwa), ale tak naprawdę nie robi się jej z liści herbaty, tylko z naszej polskiej wierzbówki kiprzycy. Wierzbówkę na herbatkę osobiście zbiera Pani Nina, podobnie zresztą jak ślimaki, które zaserwowała nam na kolację. Wcześniej była jeszcze przystawka – zupa szczawiowa, domowy chlebek, kompot, ciasto i naleweczka z lipy. I jak już myślałam, że nie może być lepiej, to ku naszemu początkowemu przerażeniu, które z czasem zmieniło się w zachwyt, zostałyśmy zaproszone na kolacje na świeżym powietrzu, w towarzystwie natury i z naturą (ślimakami) na talerzu. Ślimaki jadłyśmy pierwszy raz i niestety nie mamy porównania, jak smakują na przykład te we Francji, ale przeczucie mówi nam, że lepszych już długo nie zjemy. O smakołykach dnia następnego może nie będę szczegółowo pisać, bo zobaczycie je na zdjęciach, ale śniadaniowe racuchy czy krupnik (którego ja normalnie nie lubię), domowe pierogi z truskawkami i jagodami – skradły nasze serca. To o czym natomiast muszę wspomnieć i czego nigdy wcześniej nie jadłam to przeróżne kiszonki (i nie mam tu na myśli ogórków, czy kapusty)! Pani Nina kisi dosłownie wszystko… Kto kiedykolwiek jadł kiszone pomarańcze, jarzębinę, paproć, czy krewetki? Takie doznania moje kubki smakowe zapamiętają na długo. Pani Nina korzysta w kuchni z tego, co oferuje nam lokalny świat fauny i flory i to jest naprawdę fantastyczne. A miłość i pasja, z jaką opowiada o swoich eksperymentach kulinarnych sprawiają, że można tego słuchać godzinami…

Ivan Czaj i domowy serniczek (moje ulubione ciasto).
„Delikatna uczta” przed gwiazdą wieczoru – ślimakami.
Zdrowie! Naleweczką z lipy.
Ślimaki (wyglądają jak grzybki, prawda?) jedzone na łonie natury.
Za każdym razem posiłek w Dworku Tradycja to była prawdziwa uczta.

Dworek Tradycja, dawna pastorówka, ma w swojej ofercie nie tylko kilka pokoi przeznaczonych dla gości, ale również saunę, czy bibliotekę. W tym budynku mieści się również piwniczka – spiżarka ze smakołykami własnej roboty, które serwowane są gościom.

Piwniczka pełna domowych smakołyków.
Zejście do piwniczki – klimatycznie.
Stary piec na którym stały pyszne świeżo pieczone chlebki.
Sukienka w grochy – EXITTO

Pokój, w którym się zatrzymałyśmy – to tak zwany „pokój anielski”. Piękne anioły są wszędzie – widnieją na ścianie, na obrazkach malowanych przez znanego artystę, jako figurki na stole, a sielski klimat i dobra energia sprawia, że naprawdę chce się w nim przebywać. I choć oprócz nas byli jeszcze inni goście, to czułyśmy się tam tak, jakbyśmy były same. I sama nie wiem, czy to kwestia tej przestrzeni i miejsc w których można się w Dworku zaszyć, czy po prostu intuicyjnie nie wchodziliśmy sobie w drogę. 

W takim anielskim towarzystwie niezwykle dobrze się śpi 🙂
Prezent powitalny.

W wielkim ogrodzie, oprócz 300-letniego drzewa, mieści się pawilon ogrodowy, który świetnie sprawdzi się jako letni salon, bądź miejsce do zorganizowania fajnego „babskiego” wypadu/wieczoru. Dlaczego pisze babskiego? Bo obawiam się, że większość panów nie doceniłoby uroku tego miejsca, a nas – kobiety taki klimat od razu  wprowadza w dobry nastrój. Coś co może natomiast zainteresować mężczyzn to duży taras tuż przy pawilonie z miejscem do grillowania.

Każdy detal dopracowany do perfekcji.

Dla tych co szukają czegoś na wyłączność, to do dyspozycji gości jest również drewniana Wiejska Chata – Ekomuzeum z 3 pokojami dwuosobowymi. Na dole znajduje się ogromna przestrzeń z aneksem kuchennym i starym piecem, na przykład na warsztaty kulinarne, rozwojowe itp. To co zwróciło moją uwagę w tym pomieszczeniu to cudowny zapach drewna, który kojarzy mi się ze spokojem i wakacjami.

W ofercie jest też opcja dla tych, którzy całkowicie chcą się odciąć od świata zewnętrznego –  „Dom pod Gruszą” znajduje się w Klępnicy, około 4 km od Bełczna. Jest to miejsce na uboczu w otoczeniu drzew, z bezpośrednim dostępem do jeziora, przy którym znajduje się prywatny pomost. Siedząc właśnie na tym pomoście w bujanym fotelu, obserwując spokojną taflę wody i majaczących w oddali wędkarzy doznałam wspaniałego uczucia wdzięczności za to, że żyję i mogę na własne oczy podziwiać i na własnej skórze doświadczać magii tego miejsca. W otoczenia Domu pod Gruszą jest jakaś niesamowita energia, która uspokaja… a delikatny szum trzcin daje sygnały, że wszystko będzie dobrze. Już sobie wyobrażam, jak to miejsce musi pięknie wyglądać o świcie, spowite poranną mgłą lub podczas zachodu Słońca. Szkoda, że nie było mi dane tego doświadczyć…

Z tarasu jest piękny widok na jezioro, które jest kila kroków od domku
Prywatny pomost – cisza, spokój. Prawdziwy luksus
Wnętrze Domu pod Gruszą – jedna z dwóch sypialni
Na wyjazd wzięłam mój czytnik e-booków INKBook (sprawdził się świetnie)
Tak trzeba żyć!
Fotel wyniosłyśmy z domku i zaniosłyśmy na prywatny pomost, bo to dosłownie „rzut beretem”

Coś co zachwyci tak zwanych #naturelovers’ów – to przepiękny las nieopodal dworku ze źródełkiem Świętego Nepomucena, które nieoczekiwanie zmienia się w porośnięty roślinnością strumyczek. Rośnie tu między innymi rukiew wodna, z której śmiało można robić pyszne sałatki. W okolicy jest też sporo jezior, ze stanowiskami do wędkowania – zatem, fani ryb będą zachwyceni, a Ci którzy wolą po prostu relaksować się na łonie natury, mogą udać się nad któreś z nich i podziwiać zachody słońca. Jest tu „dziko” i pięknie, czyli tak jak lubię najbardziej.

Mówiłam, magia!

To, co niewątpliwie wyróżnia miejsca, do których chce się wracać to energia ludzi, którzy je tworzą. W Dworku Tradycja zostaniecie ugoszczeni i poczujecie się jak w domu. Ja już planuję kolejną, jesienną wizytę w Dworku. Chciałabym zobaczyć te wszystkie miejsca spowite barwami mojej ulubionej pory roku i jestem pewna, że będą wyglądały równie pięknie.

Z właścicielką Dworku Tradycja i Domu pod Gruszą – Panią Niną.

I to tyle. Mam nadzieję, że wpis Wam się podobał, a gdybyście mieli niedosyt to zapraszam na mój profil na instagramie (KLIK) do relacji wyróżnionych.

You may also like

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *