Kosmetyczne Top & Not- czyli ulubieńcy i rozczarowania!

Hej Kochani! Dzisiaj zapraszam Was na kolejny post z serii beauty. Ze statystyk bloga wynika, że bardzo lubicie tego typu wpisy, dlatego też postanowiłam trochę rozszerzyć temat i tym razem oprócz kosmetyków, które wzbudziły mój niepohamowany zachwyt, pojawią się też totalne klapy i rozczarowania. Będzie ciekawie bo prawdopodobnie jestem jedyną osobą w blogosferze, która nie pokochała tego kosmetyku! 😀 Jeśli chcecie wiedzieć co to za beauty produkty- czytajcie dalej! 🙂

Zaczniemy (tak jak w dowcipach, w których bohater ma do wyboru dobrą i złą wiadomość i zawsze wybieraj najpierw tą pierwszą) od ulubieńców bo tak naprawdę gdyby nie one, dzisiejszy wpis by nie powstał. Także pierwszym naszym pozytywnym bohaterem jest olejek do mycia twarzy koreańskiej firmy Klairs. Zapewne się domyślacie, że po ten produkt sięgnęlam po przeczytaniu książki „Sekret urody Koreanek” o której pisałam w innym wpisie (KLIK). Wcześniej moja wieczorna pielęgnacja twarzy polegała na umyciu buzi żelem i przejechaniu tego wszystkiego na szybko wacikiem nasączonym wodą micelarną. And that’s it! A jak się okazało olejek do mycia jest bardzo istotnym etapem pielęgnacji czego dowodem jest moje cera po ponad miesiącu stosowania. Olejków innej firmy póki co nie stosowałam, także nijak mam z czym porównać, jedno jednak jest pewne-ten produkt zdecydowanie mojej (wybrednej) cerze służy i z czystym sumieniem mogę Wam go polecić.

Znajdziecie go TUTAJ

Kolejny produkt, to również dziecko firmy Klairs- tym razem chodzi o nawilżający tonik. Jak zapewnia producent tonik ma za zadanie nawilżać i odżywiać, a dodatkowo ma również działanie przeciwzapalne i kojące- i z tym wszystkim się zgadzam. Tonik stworzony został na bazie ekstraktów roślinnych i zapewnia skórze odpowiednie pH, zatem niweluje uczucie ściągnięcia i napięcia, które czasami powstaje po umyciu twarzy żelem.  Bardzo zaintrygowała mnie również konsystencja tego produktu, która przypomina rozwodniony żel, co jest akurat plusem bo daje nam to większe pole manewru przy wyborze stosowania. Można użyć do tego wacika, albo wylać kilka kropel na dłoń i wmasować kosmetyk rękoma. Obie wersje przetestowane i obie się sprawdzają 😉 Myślę, że posiadaczki każdego rodzaju cery mogą śmiało sięgnąć po ten produkt.

Do kupienia TUTAJ

Kolejnym kosmetykiem, który chce Wam polecić jest matowa pomadka firmy Zoeva. Także jak widzicie, w moim szaleństwie na temat koreańskich kosmetyków do pielęgnacji znalazło się też miejsce miejsce dla czegoś z kolorówki. Jest to pomadka trwała, matowa, ale nie wysuszająca jak inne tego typu produkty. Dodatkowo ma piękny intensywny kolor! Czego chcieć więcej? 🙂 Aaa dodam jeszcze tylko, że po wyjęciu „szpatułki” z opakowania ilość produktu jaka się na niej znajduje w zupełności wystarczy na dokładne pomalowanie całych ust! ;D Także nie dobierajcie kolejnej porcji bo jak wiadomo we wszystkim umiar jest wskazany, a czasami mniej znaczy więcej 🙂

Zerknijcie też na inne kolory TUTAJ

No i tym optymistycznym akcentem kończymy serię ulubieńców, a przechodzimy do kosmetyków, które miały być bombą, a okazały się niewypałem… Całe szczęście, że nie spowodowały tylu szkód jak prawdziwe materiały wybuchowe, nie mniej jednak moje rozczarowanie jest spore.

Zaczynamy od czarnej maski firmy Pilaten. Ani nie poradziła sobie z moimi zaskórnikami, ani nie pozostawiła cery oczyszczonej, ani nawet ładnie nie pachnie. Jedyne moje skojarzenie póki co po kilku stosowaniach to czerwona twarz (i nie chodzi tutaj o indiański pseudonim), a o wygląd mojej skóry po zdjęciu maski oraz niemiłosierny ból, który temu towarzyszy. Także jeśli macie sadomasochistyczne ciągoty, można spróbować, może u Was się sprawdzi, ale ja ogólnie jestem na nie i nie polecam. Jedyny plus, którego jestem w stanie się doszukać to niska cena, która niestety idzie w parze z jakością. A szkoda, bo wierzyłam, że w końcu znalazłam coś co poradzi sobie z moimi wągrami! 🙁

Jakbyście jednak chciały wypróbować na własnej skórze, do kupienia TUTAJ

I ostatnim produktem, który śmiało mogę nazwać największym rozczarowaniem ubiegłego miesiąca, jest kultowy krem Mizona z wydzieliną ślimaka. Oj ja naiwna, po tym wszystkim co przeczytałam na temat tego kremu w internecie, naprawdę myślałam, że ze ślimaczkiem się polubimy. Prawda okazała się bolesna i to dosłownie. Krem, który miał regenerować moją skórę najzwyczajniej w świecie wysusza (zastanawiam się czy któraś z Was miała podobny problem?). Wysusza do tego stopnia, że robią mi się suche placki na twarzy, które chyba nie muszę pisać, nie wyglądają zbyt dobrze, szczególnie pod warstwą podkładu, który się w tych miejscach zbiera i roluje. Zastanawiałam się czy to nie przypadkiem wina innego kosmetyku, który używam i który w połączeniu ze ślimakiem może dawać takie mało przyjemne rezultaty, ale szczerze mówiąc nie mam pojęcia kto mógłby być tym drugim ukrytym agentem! 😉 Niemniej dam mu jeszcze szansę i spróbuję zużyć go w innych kombinacjach, jeśli moja opinia na temat kultowego Mizona się zmieni to na pewno dam Wam znać! 🙂

Znajdziecie go TU

I to wszystko na dzisiaj! Mam nadzieję, że nowa forma ulubieńców przypadnie Wam do gustu! 🙂 Dajcie znać co u Was się ostatnio sprawdziło, a co kompletnie nie dało rady! Buziaki i do następnego!

You may also like

20 komentarzy

  1. U mnie pilaten średnio wypadł, wprawdzie nie robi mi krzywdy nawet czerwona nie jestem ale jakoś tak wolę inne metody które są bardzo skuteczne będzie niebawem post u mnie o jednym z tych produktów. Kosmetyki Klairs bardzo mnie kuszą ale obecnie mam spory zapas i chciałbym oszczędzić co nieco 🙂

  2. Agnieszko chyba Cie ozloce :))) spadlas mi z nieba :)))) wlasnie mialam zamiar kupic te maske ale chyba zrezygnuje :)))Masz swietne pioro:)) piszesz ladnie,krotko i na temat:))) Jestem Twoja wielka fanka :))) buziaki

  3. Kończą mi się właśnie produkty oczyszczające do twarzy, po twojej pozytywnej rekomendacji rozpatruję ten olejek 🙂
    Świetny kolor pomadki 🙂
    Szkoda że ostatni krem więcej zaszkodził niż pomógł :/ Ucierpiała cera i portfel :/

  4. Uwielbiam Klairs, bardzo lubię ich tonik, bo niestety olejek nie jest dla mnie, ale w sumie Klairs i Neogen stanowią większą część mojej pielęgnacji. Pilatenu unikam, bo to maska z aliexpress, a tam nigdy nie wiadomo czy skład jest taki jak na opakowaniu. O tym mizonie słyszałam mieszane opinie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *