Kosmetyczni Ulubieńcy Lipca!

Mamy już sierpień, a to oznacza, że czas podsumować miniony miesiąc. O ile na książkowych ulubieńców będziecie musieli jeszcze trochę poczekać (kończę właśnie 800-stronnicową książkę, która jest jedną z lepszych książek jakie ostatnio czytałam i na pewno znajdzie się w tym zestawieniu:-)), o tyle ulubieńców kosmetycznych mogę Wam wymienić bez probemu. W końcu to ja sama wiem jakich kosmetyków używałam w lipcu najczęściej i które  rzeczy z mojej kosmetyczki okazały się niezawodne.

W poście tym znajdą się aż 3 nowości! Rzadko to się zdarza, że jakiś produkt od razu, po pierwszym użyciu, trafia na listę ulubieńców, ale wierzcie mi, te 3 kosmetyki są warte każdej złotówki i  zasłużyły na każdą pochwałę, jaką kiedykolwiek na ich temat słyszeliście. Jest też jedna rzecz, której do tej pory nie doceniałam, a jak się okazuje, jest niezbędna przy zrobieniu ładnego makijażu oka. Jesteście ciekawi…?

No to zapraszam do lektury! 🙂

Kiehl’s Ultra Facial Cream!

Zaczniemy od kremu, o którym słyszałam wiele dobrego, sama jednak wcześniej nie miałam okazji go wypróbować.  Jeśli czytacie mojego bloga już jakiś czas to wiecie, że po zawodzie, jakiego doznałam kupując krem Mizon z wyciągiem ze śluzu ślimaka (który narobił mi więcej szkód niż pożytku), do takich rewelacyjnych rzekomo produktów podchodzę bardzo ostrożnie. Biorąc pod uwagę jego niemałą cenę (około 110 zł), wyjątkowo! zachowałam zdrowy rozsądek i czekałam grzecznie, aż będę mogła go przetestować na własnej skórze. Taka okazja nadażyła się pod koniec czerwca, kiedy w końcu dotarłam do sklepu stacjonarnego Kiehl’sa w galerii Posnania w Poznaniu. Powąchałam, pooglądałam, posmarowałam kawałek szyi i ruszyłam na dalsze zakupy. Produkt okazał się jednak tym czego szukałam i nie minęło pół godziny, jak wróciłam do uśmiechniętej Pani ekspedientki, po pełnowymiarowe opakwanie :). Kremu używam codziennie rano i prawie codziennie wieczorem. Jest to idealny produkt pod makijaż. Szybko się wchłania i ma lekką, bardzo fajną konsystencję, która idealnie dogaduję się z drugim ulubieńcem, o którym przeczytacie niżej. Dodam jeszcze nieskromnie, że ostatnio dostaje coraz więcej komplemetnów odnośnie makijażu i wyglądu mojej cery! Chcecie poznać przepis na promienną twarz? Potrzebne są tylko dwa kosmetyki, żeby taki efekt osiągnąć. Podstawa to dobre nawilżenie – czyli krem Ultra Facial i genialny podkład – Double Wear Estee Lauder, które jak dla mnie tworzą duet idealny! Czas więc przejść do drugiej połowy tego duetu!

 

Estee Lauder Double Wear!

Jest to podkład idealny! Serio! I żałuję, że tak późno się na niego zdeycowałam (pewnie trochę odstraszała mnie cena – 175 zł w Sephorze; dzięki Bogu za sklepy online, w których można go kupić za 140 zł;)). Wg producenta, jest to produkt, który powinien trzymać się na naszej buzi przez 15 godzin. I wiecie co? On się naprawdę tyle trzyma! Nawet po treningu na siłowni… Tak wiem, pewnie się teraz zastanawiacie, jaki oszołom chodzi na siłownie w make-upie… (odpowiedzi nie trzeba daleko szukać- Ja! :)) – mój wygląd pozostawał bez zarzutu i bez jakichkolwiek poprawek mogłabym spokojnie ruszyć na imprezę. Ja wybrałam 1W2 Sand, który idealnie pasuje do mojej karnacji.  W internecie znalazłam opinie i negatywne komentarze, że tłusta cera się po nim świeci… No dziewczyny litości, która tłusta buzia, bez przypudrowania, się nie świeci? Chyba wszystkie posiadaczki takiego typu cery są świadome tego, że niezeleżnie, jak cudowny byłby to podkład, trzeba go przypudrować i nie rozumiem, jak można oczekiwać od podkładu zadań, które przeznaczone są dla pudrów. Z zalet muszę wymienić mocne krycie, dość dużą gamę kolorów (dzięki czemu podkład można dobrać prawie idealnie) oraz trwałość. Jest to dość „ciężki” produkt, dlatego bardzo ważne jest dobre nawilżenie buzi przed aplikacją. Inaczej skóra może wyglądać dużo gorzej niż przed nałożeniem podkładu. Jak temu zapobiec? To już przecież wiecie! A jeśli nie – to odsyłam do pierwszego ulubieńca :).

 

Evree – Peeling cukrowy do ust i balsam do ust!

Kolejne dwa produkty to też „duet idealny”, ale zdecydownie z niższej półki cenowej. Bardzo podręczny zestaw, z którego korzystam jak tylko czuję, że moje usta wymagają regeneracji (co przy używaniu matowych pomadek zdarza się dość często). Najpierw nakładam peeling cukrowy, którym delikatnie masuje usta, po czym ścieram nadmiar produktu chusteczką. Na tak przygotowane usta nakładam balsam, który zostawiam przeważnie na noc. Po takim zabiegu, rano, moje usta są gotowe na przyjęcie nowej dawki, nawet bardzo ciężkich i wysuszających kosmetyków.

 

Zoeva – pencil brush nr 230!

I ostatni ulubieniec – nie jest to może stricte kosmetyk, ale z kosmetykami ma dużo wspólnego! Pędzel od Zoevy, tak zwany pencil brush, którego do tej pory nie doceniałam… a to właśnie nim, podczas nakładania cieni, można nadać oku ładny kształt. Od kiedy go używam moje makijaże są zdeydownie ładniejsze, bardziej precyzyjne (polecam ten pędzel każdemu, nawet jeśli jest na początku swojej drogi makijażowej…). Pamiętajcie – dobre pędzle to podstawa, bez nich, mając nawet najlepsze cienie, nie będziemy w stanie „zrobić” ładnego oka :).

I to już wszyscy dzisiejsi ulubieńcy!

Ja kocham te kosmetyki i wiem, że jak tylko dacie im szanse, to Wy również je polubicie.

A może już stosujecie któryś z wymienionych przez mnie, w dzisiejszym wpisie, ulubieńców? Starsznie jestem ciekawa co myślicie o tych produktach. Koniecznie dajcie znać w komentarzach!

Buziaki i do następnego!

You may also like

9 komentarzy

  1. Zaintrygowałaś mnie tymi produktami!
    Jestem ich bardzo ciekawa – zwłaszcza pędzelka, nad którego kupnem zastanawiam się już od jakiegoś czasu…

    U mnie krem ze śluzu ślimaka sprawdził się świetnie, więc może ten z Twojego wpisu tym bardziej będzie hitem? 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *