Kosmetyczni ulubieńcy czerwca 2017!

Hej Kochani! Ponieważ mamy „upalny” lipiec, hahaha, taki żarcik – na dobry początek, czas więc na gorące podsumowanie! 😀 Dzisiaj „na tapetę” postanowiłam wziąć  kosmetycznych ulubieńców. Niektóre z prezentowanych w dzisiejszym poście kosmetyków używałam już wcześniej i powróciłam do nich po przerwie w stosowaniu, inne –  to całkowite „świeżynki”. Jest nawet kosmetyk, który na moją toaletkę trafił przez zupełny przypadek, a teraz – nie wyobrażam sobie, bez niego, mojego codziennego makijażu! Gotowi? No to zaczynamy!

Błyszczyk Clarins!

Na początek chciałabym Wam zaprezentować błyszczyk do ust, z którym polubiłam się od pierwszego użycia. Zazwyczaj, wśród moich ulubieńców, mogłyście znaleźć albo matowe pomadki, albo kredki również o matowym wykończeniu. Błyszczyk firmy Clarins jest nowością w mojej kosmetyczce, ale  tak się złożyło, że na lato nabrałam ochoty na błysk. Błysk na policzkach, na skórze no i oczywiście na ustach! A co daje piękniejszy efekt niż błyszczyk w pięknym karmelowym odcieniu? (jeśli macie inne pomysły, to koniecznie dajcie znać w komentarzach).  Błyszczyk Clarins’a jest wprost wymarzonym produktem na lato – nie dość, że ma piękny karmelowy zapach, to jeszcze nie powoduje dyskomfortu podczas noszenia. Gdyby nie zapach, który jest przepiękny, praktycznie możnaby zapomnieć, że został zaaplikowany. Na pewno, docenią go wszystkie fanki słodyczy ;-).  Ja wybrałam Nr 06 – odcień, który lekko wpada w ciepły brąz, a więc pięknie podkreśli delikatną opaleniznę. Zdradzę Wam jeszcze jeden powód, dla którego warto go kupić i przetestować na własnej skórze – w Douglasie, obecnie, znajdziecie go w promocji! Nie wiem do kiedy promocja trwa także Hurry Up! 🙂

Dermablend 3D Correction- Vichy!

Podkład 3D Correction jest właśnie tym produktem, który pojawił się u mnie przez totalny przypadek (bo sama nigdy bym go nie kupiła). Początkowo byłam do niego sceptycznie nastawiona, a ciężka (naprawdę ciężka!) konsystencja budziła moje głębokie obawy co do naturalnego wyglądu, który przecież każda z nas, po nałożeniu produktu, chce osiągnąć. Jak się okazało, moje obawy okazały się zupełnie niepotrzebnie. Ten „ciężki kaliber” marki VICHY, czyli podkład wyrównujący powierzchnię skóry, potrzebował po prostu odpowiedniego „kompana”, czyli gąbeczki Beauty Bledner. Wilgotna gąbeczka pomaga na odpowiednie, wg naszego uznania, stopniowanie krycia, a podkład dopiero wtedy ukazuje swoje świetne właściwości – maskuje wszystkie niedoskonałości. Dodam może jeszcze, że producent zaleca ten produkt do skóry tłustej, skłonnej do trądziku, czyli dokładnie takiej jaką sama posiadam! Co do trwałości, to niestety nie mam żadnego zarzutu. Dziewczyny, które tak jak ja, posiadają jakiekolwiek blizny potrądzikowe, powinny spróbować tego kosmetyku. Myślę, że będziecie zachwycone, a Wasze niedoskonałości znikną pod warstwą tego cuda jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki! 🙂 Do kupienia w aptece!

Korektor Full Cover – Make Up For Ever!

Jak już załatwiliśmy sprawę podkładu, to czas na kolejny ciężki, ale idealny do zadań specjalnych produkt. Jest to korektor, do którego powróciłam po rocznej przerwie (niestety nie udało mi się znaleźć tańszego i równie dobrego odpowiednika). Full Cover, jako jedyny korektor (z tych, które do tej pory stosowałam ;)) w pełni radzi sobie z moimi cieniami pod oczami (to niestety uroki wczesnego wstawania). Idealnie sprawdzi się też w przypadku blizn, czy niespodzianek, które od czasu do czasu pojawiają się chyba u każdej z nas. Abyście sobie jeszcze bardziej zwizualizowały moc krycia tego produktu – dodam, że korektor ten z powodzeniem zakryje również tatuaż. Jedna rzecz, o której musicie pamiętać – przed nałożeniem korektora, szczególnie pod oczy, należy zadbać o odpowiednie nawilżanie odpowiednim kremem. Na koniec, dodam jeszcze, że jest to produkt wodoodporny, także żadna ulewa, czy wysiłek fizyczny nam nie groźny. 😉 Mój kolor to czwóreczka (04), do kupienia w Sephorze.

Maskara Better than sex- Too Faced!

Kolejny ulubieniec, choć jest jedynie próbką, to już skradł moje serce i na pewno wkrótce zaopatrzę się w pełnowymiarowy produkt. Maskara od Too Faced cudownie upiększa rzęsy, sprawia, że po jego użyciu stają się długie, pogrubione i idealnie rozczesane. Będąc cały dzień w biegu, nie muszę się martwić, że coś mi się rozmaże, albo odciśnie na powiekach. Dodatkowo, próbka tego tuszu, idealnie sprawdzi się w podróży, gdzie każdy centymetr w walizce czy kosmetyczce jest na wagę złota :).

Rajstopy w sprayu – Lirene!

Ostatni produkt, który chce Wam polecić i który warto wypróbować, szczególnie latem, to rajstopy w sprayu Firmy Lirene. Dla mnie, zagorzałej fanki pięknej, opalonej skóry, ale z drugiej strony – przeciwniczki opalania, takie rajstopy są zbawieniem w okresie letnim. Dzięki nim nie wyglądam, jak córka młynarza, a jak osoba, która wróciła z egzotycznych wakacji :). Świetnie sprawdzą się też w przypadku sesji zdjęciowych: nogi po takim naspreyowaniu pięknie wyglądają, mają wyrównany koloryt i zapewniają efekt opalonej skóry. Dziwią mnie negatywne opinie w internecie jakoby produkt nie wywiązywał się ze swoich obietnic i wszystko brudził. Jest to absolutną nieprawdą – gdyby tak było, na pewno nie kupiłabym kolejnego opakowania. Oczywiście, można też kupić dwa razy droższy produkt od Sally Hansen, który ma zdecydowanie przyjemniejszą konsystencję i jest dużo łatwiejszy w nakładaniu  (też kiedyś stosowałam), ale skoro ten sprawdza się równie dobrze, to po co przepłacać. Wg mnie, przy odpowiednim roztarciu, można osiągnąć bardzo satysfakcjonujący efekt.

I to już wszyscy moi czerwcowi ulubieńcy!

Jestem ciekawa Waszych perełek, także koniecznie dajcie znać w komentarzach! 🙂 Chętnie podpatrzę i wypróbuję na własnej skórze! Uwielbiam testować nowe kosmetyki! <3

 

You may also like

8 komentarzy

  1. Uwielbiam rajstopy w spray 😍 ale ta maskara zupełnie nie robi na mnie wrażenia. Właśnie zastanawiałam się na czym polega jej fenomen… u mnie strasznie odbija się na powiece i przy drugiej warstwie skleja rzęsy 😠

  2. ja muszę się w końcu skusić na takie rajstopy 🙂 świetna sprawa, tylko trochę się boję, że zrobię plamy, albo pobrudzę ubrania 😀 Ale skoro produkt nie brudzi to na najbliższe wesele spróbuję 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *