Książkowi Ulubieńcy Maja!

Hejka wszystkim!

Dzisiejszy post będzie o książkowych ulubieńcach… Ostatnio mam dość chaotyczną technikę czytania książek, zaczynam jedną, po czym porzucam ją na rzecz innej, nie doczytawszy do końca, a następnie znowu do niej wracam. No normalne to to nie jest, ale cóż… Ważne, że jeszcze jestem w stanie się w tym połapać, chociaż muszę przyznać, że czasami jest naprawdę ciężko :). Jednak jestem zdania, że trening pamięci i rozruszanie szarych komórek jeszcze nikomu nie zaszkodził…

Ale do rzeczy! Mimo majowego skakania z „kwiatka na kwiatek”, czy raczej z „książki na książkę” – trzy pozycje urzekły mnie i pochłonęły na tyle, że przeczytałam je od razu od deski do deski i własnie o tych 3 książkach chce Wam dzisiaj napisać.

Jeśli jesteście ciekawi, co trafiło na listę moich majowych książkowych ulubieńców – czytajcie dalej! 🙂

Zaczynamy od „Ciszy” Erlinga Kagge, który jest nie tylko autorem tej przepięknie wydanej książki, ale też podróżnikiem i filiozofem. Wyobraźcie sobie, że ten mający 54 lata Norweg jako pierwszy człowiek na Ziemi dotarł samotnie na biegun południowy. To oczywiście nie wszystko, a tylko przedsmak tego czego dokonał. Erling Kagge zdobył również Mount Everest, dwukrotnie przepłynął Ocean Atlantycki… Jeżeli sądzicie, że ta książka jest stricte o podróżach, to autor szybko wyprowadzi was z błędu… Książka traktuje o doświadczeniach z tych najdalszych zakątków, o tym co zainspirowało autora do samotnych wypraw… Zastanawiacie się pewnie, czy w książce znajdziemy odpowiedź na pytanie – czym tak naprawdę jest cisza, gdzie ją można znaleźć, dlaczego jest tak ważna i potrzebna w naszym życiu? Być może… Ja znalazłam w niej dużo więcej… ale teraz już ciiii…sza! I tak jak śpiewają chłopki z Depeche Mode – po prostu „Enjoy the silence”.

Kolejna książka, w której po prostu się zakochałam to „Blondynka w Japonii” Beaty Pawlikowskiej. Ci, którzy śledzą mojego bloga od samego początku wiedzą, że uwielbiam książki podróżnicze i dosłownie „pochłaniam” je w każdej ilości :). A jeżeli do tego, książka podróżnicza dotyczy kraju, który mnie fascynuje – to nie ma zmiłuj – muszę ją kupić i jak najszybciej przeczytać!

I tak właśnie było z książką Pani Beaty. Z „Blodnynki w Japonii” dowiedziałam się mnóstwo ciekawych i jednocześnie przydatnych informacji… Bo czy wiedzieliście na przykład, że w Japonii jest zakaz wydmuchiwania nosa podczas jedzenia? Odbierane jest to jako coś bardzo nieeleganckiego. W restauracjach serwujących słynne japońskie gorące zupy Miso, na porządku dziennym jest pociąganie  nosem. Jak dla mnie – trochę obrzydliwe, ale cóż, z obcą kulturą raczej się nie dyskutuje i pozostaje nam uszanować dziwne, jak dla nas, zwyczaje Japończyków. Takich ciekawostek w tej książce znajdziecie od „groma i trochę”, a ja, po jej przeczytaniu, jeszcze bardziej utwierdziłam się w przekonaniu, że chiałabym w niedalekiej przyszłości odwiedzić ten baaaardzo dziwny, ale i fascynujący kraj! Jeśli kiedyś będzie mi dane go odwiedzić, to na pewno przypomnę sobie wszystkie rady Beaty Pawlikowskiej i być może, dzieki temu, uniknę sytuacji, w których zrobie z siebie przysłowiowego „głupka” 😉

Kolejna, ostatnia już książka, to „Dzika Fermentacja” Sandora Katza. Jest to swego rodzaju kulinarny przewodnik po sztuce fermentacji, który zachęca do eksperymentów w kuchni.

Czy dacie wiarę, że ja – ogromna fanka kiszonych ogórków i kapuchy, do tej pory nie miałam pojęcia, ile jeszcze produktów można poddać procesowi fermentacji? Sandor w swojej książce udowadnia, że ukisić można prawie wszystko! 😉 W swoim przewodniku poprowadzi nas praktycznie za rękę. Ten fascynujący człowiek to krótko mówiąc po prostu maniak i odkrywca niecodziennych smaków, to pasjonat fermentacji, to wreszcie człowiek kochający zdrowe jedzenie. „The New York Times” okrzyknął go „kulinarną gwiazdą rocka” i choć jego sceną jest tylko, albo aż – kuchnia, to przyznam szczerze, że ja na takim kulinarnym koncercie Katza ustawiłabym się w pierwszym rzędzie.

 

I to wszystko jeśli chodzi o książkowych ulubieńców maja! Dajcie znać co Wy ciekawego przeczytaliście w ubiegłym miesiącu! A może mieliście styczność z którąś z polecanych przeze mnie pozycji? Jeśli tak, to koniecznie podzielcie się wrażeniami!

Buziaki i do następnego!

Continue Reading

Książkowi Ulubieńcy Marca!

Hej Kochani! Jak Wam weekend mija? Ja przyznam się szczerze,że jak zerknęłam wczoraj do kalendarza, to wierzyć mi się nie chciało, że mamy już kwiecień. Serio, gdzie mi te wszystkie marcowe dni umknęły? Dlatego w kwietniu mam mocne postanowienie, żeby również w dni wolne od pracy wstawać wcześniej, najpóźniej o 7, tak żeby jak najdłużej cieszyć się kwietniowymi, wiosennymi dniami. W końcu to jedna z piękniejszych pór roku. No i być może będę dzięki temu miała więcej czasu na czytanie, tym razem już na świeżym powietrzu. 🙂 Bo w marcu po książki sięgałam dopiero późnym wieczorem… Niemniej pozycje, które chce Wam polecić są na tyle ciekawe, że mimo mojego ogromnego zmęczenia, zamiast przyłożyć głowę do poduszki, zakładałam okulary, zapalałam lampkę (inne lampki też mi czasami towarzyszyły ;)) i przenosiłam się w zupełnie inny świat. Właściwie w 3 zupełnie rożne światy, wszystkie cudowne i fascynujące! Interesuje Was jakie pozycje mnie w tym miesiącu zainteresowały? To zapraszam do dalszej lektury.

I na początek chce Wam polecić powieść brytyjskiej dziennikarki i pisarki Jojo Moyes- „Razem będzie lepiej”. Jest to przyjemna lektura do poduszki, którą pochłonęłam bardzo szybko. Tak to chyba jest, że jeśli coś jest napisane fajnym językiem, a do tego pojawia się bohaterka, która od początku wzbudza naszą sympatię to od razu chcemy uczestniczyć w tym wyimaginowanym świecie. Ja od samego początku kibicowałam Jess, podziwiałam jej upór, wewnętrzną siłę i to, że mimo niełatwego życia zawsze znajdowała rozwiązanie. I niech mi ktoś powie, że my kobiety to słaba płeć?! Nie chce Wam tu zdradzać za dużo, dlatego napisze tak: Jest to powieść o podróży na drugi koniec kraju, po to aby spełnić marzenie córki. Oprócz Jess, jej córki, która ma chorobę lokomocyjną i  problematycznego nastolatka, który jest przyszywanym synem Jess w podróż tę wyrusza również ogromnym, śliniący się psiak i przypadkowo spotkany mężczyzna. To nie może być nudna podróż! A biorąc pod uwagę, że wszyscy muszą się pomieścić w jednym samochodzie i spędzić ze sobą kilka dni robi się czasami naprawdę gorąco. Polecam! Szczególnie na ciepłe, wiosenne dni. Ja na pewno sięgnę również po inne książki Pani Moyes! 🙂

Kolejna książka, którą bardzo Wam polecam, zabiera nas w zupełnie inny świat. To już nie jest powieść, a bardzo rzetelnie napisany poradnik autorstwa wykwalifikowanej i wykształconej kosmetolog Bożeny Społowicz. Pani Bożena , która od kilkudziesięciu lat zajmuje się tematem skóry wymyśliła sobie nawet nowy zawód- Skin Coach. I jak to w przypadku różnego rodzaju coachów bywa… jako pierwszy w Polsce Skin Coach, zajmuję się doradztwem w sprawie naszej skóry. Po terapii z Panią Bożeną ponoć każda z nas wyjdzie z domu bez makijażu, bo nie będzie go potrzebować. „Dzięki Skin Coachowi polubisz siebie, uśmiech będzie Twoim najlepszym makijażem, poznasz potrzeby swojej skóry i dowiesz się, jak ją odpowiednio pielęgnować, zaoszczędzisz czas i pieniądze, będziesz odporna na marketingowe obietnice.”- to zdanie przepisane z książki, które najlepiej oddaje to co w niej znajdziecie. Tak jak już kiedyś mówiłam, jest to taki nasz polski odpowiednik książki Charlotte Cho- „Sekrety Urody Koreanek”. Napisana troszkę inaczej, zwracająca uwagę na naturalne sposoby dbania o skórę, uświadamiająca nam, że nie tylko kosmetyki, ale też sposób w jaki żyjemy wpływa na to jak wyglądamy. W przypadku tej lektury notatnik jest nieodzownym elementem procesu czytania. Ja notowałam sobie najważniejsze rzeczy, tak aby w każdej chwili móc sobie je przypomnieć nie musząc przekopywać się znowu przez 280 stron. 🙂 Mam nadzieje, że Pani Bożena odniesie tą książką taki sam sukces jak wspomniana wcześniej Charlotte Cho. Powiedzenie „Dobre, bo polskie” jest tu w 100% uzasadnione. Polecam!

I ostatnia lektura, o które chce dzisiaj wspomnieć  to chyba najpiękniej wydana książka kucharska autorstwa Wendy Rowe. Przyznam się szczerze, że mnie jako typową sroczkę najpierw zauroczyła okładka, a dopiero później zagłębiałam się w treść „Jedz i bądź piękna”. Na szczęście w tym przypadku powiedzenie „Nie oceniaj książki po okładce” się nie sprawdziło i zarówno szata graficzna, jak i treść pięknie się uzupełniają. Z książki dowiesz się między innymi co pomaga, a o przeszkadza w utrzymaniu zdrowia i promiennej cery. Bo czy wiedziałyście na przykład, że nadmiar nabiału nam szkodzi, a picie wody kokosowej działa na nasz wygląd zbawiennie?! Ja też nie, dlatego chętnie uzupełniłam swoją wiedzę  o wspomniane kwestie. W książce znajdziecie przepisy na wszystkie  4 pory roku. Dodatkowo porady dla urody i przepisy na domowe kosmetyki. Jest to kolejne książka- urodowa biblia, która moim zdaniem powinna znaleźć się na półce każdej świadomej kobiety, która chce wyglądać pięknie.

I to już koniec na dzisiaj. Dajcie znać, czy którąś z tych książek czytałyście? Czekam też, w komentarzach, na Waszych „książkowych ulubieńców” bo chętnie sięgnę po coś sprawdzonego! 🙂 Buziaki i do następnego!

Continue Reading

Książkowi Ulubieńcy Lutego!

Hej Kochani! Zapraszam Was na kolejny post z cyklu książkowi ulubieńcy. Wiem i Wy zapewne też pamiętacie, że wpisy te miały pojawiać się co miesiąc jednak w natłoku obowiązków, z książką w styczniu było mi zdecydowanie nie po drodze. 😉 Także dzisiaj o tym co przeczytałam i mogę Wam z czystym sumieniem polecić w lutym. Będą to 3 zupełnie różne pozycje, zatem mam nadzieje, że każdy znajdzie coś dla siebie. Jeśli jesteście ciekawi co zainteresowało mnie na tyle, że byłam w stanie porzucić świat mediów na rzecz papierowych kartek, czytajcie dalej… 😉

I zaczynamy od książki, którą znają już chyba wszyscy… a jeśli się mylę, możecie śmiało mnie poprawić. Sekrety urody Koreanek. Elementarz pielęgnacji- to pozycja napisana przez Charlotte Cho, założycielkę firmy Soko Glam, której głównym mottem jest nie tyko sprzedawać, ale i sprawdzać na własnej skórze koreańskie kosmetyki, wybierając dla nas prawdziwe perełki spośród milionów pozycji na koreańskim rynku „beauty”. Przeglądając asortyment koreańskich marek i  kosmetyki do pielęgnacji jakie oferują, można doznać nie tylko lekkiego szoku, ale też oczopląsu. Dlatego fajnie, że jest taka pozycja książkowa na rynku, która w znacznym stopniu podpowiada nam na co zwrócić uwagę w składzie i po jaki produkt sięgnąć w przypadku konkretnego rodzaju cery. Nie jest to nudy poradnik z cyklu: czytam bo muszę, a w bardzo ciekawy i zabawny sposób uporządkowana wiedza na temat pielęgnacji wg Koreańskich kobiet… i mężczyzn. Czy poradnik jest nas w stanie czymś zaskoczyć? Oj tak!!! Bo czy wiedziałyście, że kosmetyk do mycia na bazie oleju używamy na początku naszej wieczornej bądź porannej rutyny pielęgnacyjnej, a dopiero potem kosmetyk na bazie wody? Ja do tej pory stosowałam tylko ten drugi, a o istnieniu pierwszego nie miałam większego pojęcia. A takich „małych trików” w Sekrecie Urody Koreanek znajdziecie więcej. 🙂

Kolejna książka to dość obszerna powieść, którą czyta się jednym tchem. Przyznam Wam się szczerze, że dawno po żadną powieść nie sięgałam, a „Najlepsze chwile w życiu” Maeve Haran trafiła w moje ręce zupełnie przypadkiem (wygrałam ją w konkursie organizowanym przez MBP w Lesznie :)) Człowiek to jednak ma czasami farta, bo książka idealnie trafiła w moje gusta. Ma wszystko co dobra powieść mieć powinna czyli ciekawe bohaterki ( aż 4 główne), z nie mniej ciekawymi historiami, jest zabawna, inspirująca i zmusza nas do znalezienia odpowiedzi na pytanie, które pojawia się już na samym początku, czyli co nas czeka, powiem może brutalnie, ale na starość. Nasze bohaterki są po sześćdziesiątce, ale historie, które pisze im życie przydarzyć tak naprawdę mogłyby się każdemu, bez względu na wiek. Tutaj jednak, jak twierdzą panie czyli Claudia, Ella, Sal i Laura ten wiek odgrywa na tyle istotną rolę, że temat przewija się przez całą powieść. Dla mnie jednak nie lata „dziewczyn” są istotne, a przyjaźń je łącząca , która, chyba się ze mną zgodzicie potrafi przenosić góry i jest nam potrzebna do funkcjonowanie, niemal tak samo jak powietrze. Nic więcej nie zdradzę… no może poza tym, że znajdziecie w tej książce również polski wątek, a bohater pochodzący z Polski, jest uroczy, zaradny i  przedstawiony (o dziwo :P) w pozytywnym świetle.  Jeśli macie ochotę na coś lekkiego, ale poruszającego istotnie tematy sięgnijcie po „Najlepsze chwile w życiu”.

I na koniec książka-album Humans of New York- Ludzie Nowego Jorku, do której wróciłam po jakimś czasie. Jest to swoistego rodzaju album z portretami i krótkim historiami mieszkańców Nowego Jorku. Historie czasami inspirujące, czasami szokujące, czy wzruszające, ale jedno jest stałe czyli piękne zdjęcia. Jeżeli też lubicie się relaksować przeglądając różne albumy to polecam. Jest to też fajny pomysł na prezent dla przysłowiowego „wrażliwca” bądź osoby interesującej się fotografią. 😉

I to wszystko jeśli chodzi o Książkowych Ulubieńców Lutego, dajcie znać czy którąś z tych książek czytałyście/ oglądałyście, albo co Wy możecie mi polecić. Jak widzicie sięgam po różne rodzaje książek, także chętnie poznam Wasze książkowe top.

 

Continue Reading

Top Books- ulubieńcy grudnia!

Witajcie Kochani! Dzisiaj przychodzę do Was z postem, który być może nie wszystkich zaciekawi, ale wierzę, że wśród czytelników fitashion.com są też tacy, którzy od czasu do czasu lubią przeczytać coś więcej niż tylko to co znajduję się na ekranie komputera. 🙂 Top Books-ulubieńcy miesiąca to cykl, który będzie się pojawiał co miesiąc bo mimo notorycznego braku czasu, tych książek jednak trochę pochłaniam, a niektóre z nich są naprawdę godne polecenia! 🙂

Grudzień był miesiącem, który należał do trzech książek, które polecam z całego serca. A dlaczego i dla kogo? O tym przeczytacie za chwilę.

Zaczynam od książki, po którą powinien sięgnąć każdy. Hygge. Duńska sztuka szczęścia. Jest to przepiękna pozycja, która zwraca nam uwagę na to  co w życiu jest najważniejsze. Szczęście!  A właściwie uczy nas, jak w prosty sposób to szczęście poczuć. Bo jak przypomniała mi autorka Hygge – nie potrzebujemy do tego ani milionów na koncie, ani luksusów, czy sławy. Wystarczy odnaleźć szczęście w drobnych rzeczach, w życiu codziennym. Naprawdę polecam spróbować wdrożyć w swoje życie filozofię Hygge. Ja bardzo potrzebowałam takiego pociągnięcia za warkoczyk i przypomnienia: Hej, jest super. Masz świetne życie, doceniaj je i ciesz się nim każdego dnia! 🙂 O przepięknych zdjęciach i oprawie graficznej chyba nie muszę wspominać bo to pierwsze co rzuca się w oczy jeśli chodzi o tę książkę. Na koniec jeszcze dodam, że przeczytałam ją w jeden wieczór i już wiem dlaczego Duńczycy uważani są za jeden z najszczęśliwszych narodów na świecie… Nic więcej nie zdradzę, o Duńczykach i ich sposobach na ,,małe szczęścia” przeczytajcie sami! „:)

Kolejna pozycja to książka jurorki Masterchef i Masterchef Junior ale przede wszystkim osoby, która na garnkach i nożach kuchennych „zjadła zęby”. Ania Starmach tej pani chyba nie muszę Wam przedstawiać. Powiem Wam, że choć mam wszystkie książki z przepisami Ani to właśnie Lekkość jest tą najcenniejszą w mojej kolekcji. Dlaczego? Bo jest to nie tylko książka kucharska, ale taka mini encyklopedia jak być fit. Znajdziecie w niej 60 zdrowych, lekkich i przede wszystkim łatwych przepisów oraz 15 zestawów ćwiczeń. Idealny kompan w zrzucaniu zbędnych kilogramów. Także polecam tym, których jednym z postanowień noworocznych było to, żeby żyć aktywniej, jeść zdrowo, ale nie tracić na przygotowywanie wyszukanych potraw połowy dnia.

Wielka Magia autorstwa Elizabeth Gilbert to już ostatnia książka, którą chcę Wam polecić. Elizabeth Gilbert to niezwykle mądra kobieta, jestem pewna, że czytaliście jej najbardziej popularną powieść czyli Jedz, módl się, kochaj. (albo chociaż widzieliście film :)) Jeśli jednak myślicie, że Wielka Magia to kolejna książka w stylu „jedz, módl się, kochaj” to od razu Wam zdradzę, że jesteście w błędzie. Jedno się jednak nie zmienia. Elizabeth Gilbert inspiruję, tym razem do tego żeby być cierpliwym i wytrwałym. Nie bać się sięgać po swoje marzenia i chwytać życie pełnymi garściami. Polecam szczególnie tym, którym brakuję pewności siebie. Po przeczytaniu tej lektury stwierdzicie, że wielka magia naprawdę istnieje, a pomysł-idea, która do Was się przyczepi, jeśli nie zostanie wdrożona w życie powędruję do kogoś innego, szukając bardziej podatnego gruntu. 🙂 Także nie bójcie się żyć kreatywnie! Jeśli ja Was do tego nie przekonałam, to na pewno zrobi to Pani Gilbert.

I to wszystko na dzisiaj. Mam nadzieję, że takie posty, pośród tych modowych, również znajdą swoich czytelników. Dajcie znać czy którąś z polecanych przeze mnie książek czytaliście i co o niej myślicie? Podzielcie się też Waszymi ulubionymi książkami, chętnie przeczytam Wasze propozycje. Buziaki i do następnego! 🙂

Continue Reading

Top Books!

Witajcie Kochani! Dzisiaj zapraszam na dość nietypowy, biorąc pod uwagę dotychczasową tematykę bloga, post. W końcu nie tylko modą człowiek żyje… 😉 Stworzyłam Fitashion, by dzielić się z Wami fajnymi rzeczami, które z czystym sumieniem mogę polecić. Dzisiaj, zapraszam Was na przegląd trzech pozycji do czytania. Jak pewnie szybko zauważycie, wszystkie trzy książki, w mniejszym lub większym stopniu, związane są z podróżowaniem (czyli kolejną moją wielką pasją). Zatem zapnijcie pasy, zaczynamy podróży po kartkach 3 książek, które czyta się lekko, przyjemnie, z zapartym tchem.

„Blondynka nad Gangesem” – Beata Pawlikowska

zdjecie1poprawione

Na początek książka, którą w swojej biblioteczce mam już jakiś czas, ale po którą dopiero teraz zdecydowałam się sięgnąć. Dlaczego? Beatę Pawlikowską uwielbiam jako człowieka, ale jej książki podróżnicze zazwyczaj mi nie podchodziły. Za dużo było „fantastycznych” wątków, które mam wrażenie działy się tylko w głowie Pani Beaty. Zastanawiacie się pewnie czy w ,,Blondynce nad Gangesem” coś się zmieniło i od razu odpowiem – nie. Aczkolwiek albo to ja zmieniłam upodobania, albo ogromny sentyment do Indii sprawił, że ,,Blondynkę” przeczytałam od deski do deski. Dodatkową atrakcją dla osób, które zwracają uwagę na szczegóły, są obrazki rysowane przez Panią Beatę (są przeurocze i nie wstydzę się tego powiedzieć, że je uwielbiam) oraz dużo czarno-białych zdjęć, które wystarczy zeskanować telefonem, aby przenieść się do wirtualnej galerii fotografii albo filmu. Przyznam szczerze, że nigdy tego nie robiłam, a czarno-białe zdjęcia pokolorowałam oczami wyobraźni. Polecam „Blondynkę nad Gangesem”, szczególnie teraz, gdy na dworze coraz zimniej. Ale uwaga –  jeśli myślicie, że książka przeniesie Was do upalnych Indii, to możecie się nieźle zdziwić 😉

zdjecie2

zdjecie3

„Przesunąć horyzont” – Martyna Wojciechowska

Druga pozycja, którą polecam, to książka kolejnej podróżniczki – Martyny Wojciechowskiej. Przyznam Wam się szczerze, że tematyka górskich wspinaczek jakoś nigdy mnie nie pociągała, może dlatego, że sama nie bardzo lubię się wspinać i ciężko mi uwierzyć, że ktoś wydaje grube pieniądze, ryzykuje swoje życie, żeby spędzić kilka-kilkanaście nocy zamarzając w namiocie, sikając do butelki i jedząc jedzenie z proszku. Ale co ja tam wiem? Może faktycznie uczucie zdobycia szczytu upragnionej góry, rekompensuje te wszystkie powiedzmy delikatnie „niedogodności”. „Przesunąć horyzont” to wg mnie książka nie o samym wspinaniu, a o pokonywaniu własnych słabości, o zacięciu w dążeniu do celu (którego można Martynie pozazdrościć), oraz o tym, że nie ważne co się w naszym życiu dzieje, to nie dzieje się to bez przyczyny i jest planem „czegoś większego”. Polecam szczególnie tym, którzy potrzebują „motywacyjnego kopa” w przysłowiowe cztery litery! 🙂

zdjecie4

zdjecie5

zdjecie6

„Droga ku wolności- 1967 dni w kolumbijskiej dżungli”- Marc Gonsalves, Keith Stansell, Tom Howes oraz Gary Brozek

I czas na trzecią perełkę, którą w swoich zbiorach mam najdłużej i którą przeczytałam od deski do deski już trzy razy. „Droga ku wolności – 1967 dni w kolumbijskiej dżungli” to prawdziwa historia przetrzymywania obywateli Stanów Zjednoczonych, którzy w wyniku katastrofy lotniczej, stali się więźniami FARC (kolumbijskiej marksistowskiej organizacji terrorystycznej). Pokazuje od środka strukturę jednej z najstarszych i największych światowych organizacji terrorystycznych. To książka, która we mnie wywołała najwięcej emocji. Czyta się ją jednym tchem, a jeśli uświadomimy sobie, że to historia, która zdarzyła się naprawdę, to nie raz podczas czytania zadacie sobie pytanie: „jak to możliwe”? Polecam, wszystkim tym, którzy lubią historie prawdziwe, dostarczające mnóstwo emocji, a także tym, którzy tak jak ja, kochają Kolumbie.

zdjecie7

zdjecie8

I to by było na tyle, jeśli chodzi o pierwsze książkowe zestawienie ;). Mam nadzieję, że dobrnęliście do końca i że sięgniecie, jeżeli nie po wszystkie, to chociaż po jedną z polecanych przeze mnie książek. Obiecuje, że się nie zawiedziecie!

zdjecie9

Continue Reading