Długa sukienka – czy warto nosić?

Długie sukienki od kilku już sezonów wracają do łask. I choć nie są tak wygodne, jak te za kolano, mini czy jeansy to wyglądają zdecydowanie bardziej dostojnie i kobieco. Mało tego, noszenie ich ma też dodatkowe korzyści. Kiedyś gdzieś przeczytałam, że my – kobiety jesteśmy tak zbudowane przez naturę, że w przeciwieństwie do mężczyzn, energię czerpiemy od Matki Ziemi – czyli z dołu. To właśnie Ziemia daje obfitość poprzez plony i urodzaj. Przypadek? Oczywiście, że nie. 🙂 Energia Matki jest bardzo ważna ponieważ materializuje się w dobrach materialnych. Kiedy ubieramy spodnie, Drogie Panie, zamykamy tym samym kanał więzi energetycznej z Matką Ziemią.

Częstym argumentem, który pojawia się w naszej głowie wybierając spodnie jest wygoda i szybkość działania bo długa suknia czy spódnica faktycznie nas spowalniają… ale wg praktyk duchowych to spowolnienie dla nas kobiet jest bardzo dobre. Naszym stanem w którym osiągamy harmonię jest spokój i równowaga.

Dlatego od czasu do czasu wskocz w długą sukienkę (tak, wg praktyk duchowych długość też ma znaczenie), a od razu poczujesz jak zmieni się Twoje samopoczucie. Nie oceniajcie, tylko obserwujcie. Czy tego dnia jesteście bardziej delikatne, zmysłowe, bardziej zauważalne dla płci przeciwnej? A jeśli chcecie ten eksperyment przeprowadzić na tak zwanym „wyższym levelu” to spróbujcie w długich sukienkach lub spódnicach chodzić przez tydzień. Zobaczycie, że zaczną dziać się małe cuda. Powodzenia i dajcie znać jak było! 🙂

Do końca czerwca na hasło: FIT11 macie 15% rabatu

Sukienka – Bon Prix (KLIK)

Sandałki – Bon Prix (KLIK)

Biżuteria – Exitto Shop

Continue Reading

Kwarantanna nie taka straszna!

28 marca 2020 roku… dokładnie pamiętam tą datę… bo był to nie tylko dzień mojego powrotu z Gruzji do Polski, ale też urodziny mojej mamy, których świętowanie tym razem musiałyśmy odłożyć na jakiś czas… Zanim dano mi szansę powrotu do kraju, który przez te 3 tygodnie tak bardzo się zmienił, bardzo długo się wahałam. Intuicja mówiła mi, żebym została jeszcze jakiś czas w Gruzji, a zdrowy rozsądek namawiał na powrót do Ojczyzny. Ostateczna decyzja zapadła, gdy od mojej mamy usłyszałam słowa, że „mój powrót będzie dla niej najlepszym prezentem urodzinowym”. Cóż było robić, klamka zapadła. Nie mogłam jej tego zrobić… Kupiłam więc bilet na #LOTdodomu, spakowałam walizkę, bardzo ubolewając, że w Tbilisi zostawiam przyjaciół i świat, w którym tak naprawdę czułam się bezpieczna, w którym trochę odcięłam się od koronawirusa. O samym powrocie nie będę się tutaj rozpisywać (wszystko jest zapisane w wyróżnionych relacjach na Instagramie). Postanowiłam, że w tym wpisie skupię się na tych 14 dniach obowiązkowej kwarantanny, które trzeba było odbyć, a które właśnie dobiegają końca…

Obowiązkowa kwarantanna, czyli absolutny zakaz 14-sto dniowego opuszczania domu po powrocie z innego kraju do Polski to coś, co u większości ludzi budzi przerażenie. Nawet nie wiecie ile razy słyszałam: „Ale jak Ty dasz radę? Przez 14 dni? Sama, zamknięta, bez telewizora?

Ha! Dałam! Powiem więcej, mam się świetnie, a te dwa tygodnie wiele mnie nauczyły.

Zacznijmy od tego, że nauczyłam się celebrować każdą chwilę. Szczerze to nie pamiętam, kiedy ostatnio, w tym normalnym, choć ja wolę go nazywać „starym świecie” miałam czas, żeby zjeść śniadanie dłużej niż 5 minut. Teraz, moje posiłki to jest prawdziwe święto. Jem wolno, w skupieniu, doceniając to, że mogę delektować się każdym kęsem. Ostatnio często jem z zamkniętymi oczami, a to sprawia, że moja celebracja śniadania, czy obiado-kolacji jest jeszcze bardziej świadoma. Śmiać mi się chce, jak przypominam sobie śniadania jedzone w pośpiechu, między wejściami na antenę, czy przed telewizorem, albo obiady pochłaniane na szybko w samochodzie!!!. Dobrze, że świat, postanowił mi w dość okrutny, ale jednak skuteczny sposób przypomnieć, jak to powinno wyglądać.

Druga rzecz, która ponownie pojawiła się w moim życiu to KSIĄŻKI/LITERATURA. Pamiętam czasy, jak za dzieciaka uwielbiałam książki, które stanowiły najlepszy prezent. Gdy szlam z babcią lub dziadkiem do sklepu, zawsze prosiłam, żeby zamiast zabawki kupili mi książeczkę… Bynajmniej nie służyły mi one do oglądania kolorowych obrazków, a do „czytania” – mogłam przez wiele godzin słuchać czytane przez dziadków bajki… Do teraz mam w swojej głowie obrazy, jak z babcią albo dziadkiem leżymy w łóżku, a ja wsłuchuje się w skupieniu w fabułę swoich ulubionych książeczek, które po jakimś czasie znałam już na pamięć. Smutne jest, że z czasem książki poszły w odstawkę i zostały zastąpione telefonem i komputerem. Kwarantanna przypomniała mi, jak cudownie można spędzić wolny czas, bez ciągłego gapienia się w ekran smartfonu.

Kolejny kwarantannowy bonus – to poranna medytacja, joga i ćwiczenia- te 3 rzeczy włączyłam do mojej codzienności i przyznam Wam szczerze, że jest mi z tym niesamowicie dobrze. Dzień zaczynam od medytacji, pozytywnego myślenia i miłości, później robię 20-minutowy program jogi na stres i dobre samopoczucie, jedną sekwencje jogi kundalili, po czym kończę ten mój poranny maraton 25-cio minutowym programem treningowym Focus T25 od Shauna T. Nie dość, że po tej mega dawce endorfin czuję się o niebo lepiej, to dodatkowo, gratisowo – pojawiły się pierwsze zmiany w moim ciele. Ufff, dobrze, że kwarantanna trwa tylko 2 tygodnie bo mogłabym siebie nie poznać do lata. 😉

Zamknięcie w domu, w którym oprócz mnie nie ma nikogo innego, dało mi też dużą swobodę psychiczną. Moje ego, które zawsze zastanawia się co o nas pomyślą inni, odłożyłam na półkę, a skupiłam się na poznawaniu siebie. Jaką naprawdę jestem osobą, kim jestem? Co czuję? Czego pragnę? Co w moim życiu robiłam z przyzwyczajenia, wygody, lenistwa i czy naprawdę to mi służyło? Mogę sobie również pozwolić na totalną swobodę. Tańczę pod prysznicem, śpiewam mantry i robię wszystko to, co do tej pory mogłoby się wydawać co najmniej dziwne  .

Zapytacie – a co z samotnością? O dziwo, stwierdzam, że nie odczuwam jej kompletnie… To, że jestem sama, nie znaczy, że jestem samotna. Rozmawiam z przyjaciółmi na video konferencjach, z rodzicami przez telefon… a codziennie odwiedza mnie również osiedlowy kot, z którym się nawet zaprzyjaźniłam. 

Dla mnie czas kwarantanny okazał się czasem przełomowym. Odkryłam życie na nowo, tak naprawdę zwolniłam, zaczęłam doceniać zwykłe rzeczy – nauczyłam się siedzieć na tarasie, cieszyć się każdą chwilą, wsłuchiwać w śpiew ptaków, oglądać zachody słońca, po prostu być tu i teraz i czerpać z tego radość. Tak naprawdę jestem niesamowicie wdzięczna losowi, że zmusił mnie, żebym zwolniła, żebym przewartościowała pewne rzeczy i celebrowana każdą chwilę, bo ostatnio żyłam w takim pędzie, że mogłabym sobie przypomnieć o zwolnieniu w sytuacji, gdzie mogłoby być już za późno…

Foto: Marta Bressa Fotografia
Sukienka: Exitto
Sweter: Exitto
Buty: Born2be
Continue Reading

Czy to można połączyć? Czerwona maxi nie tylko od święta!

Wiecie co najbardziej lubię w modzie? Totalny brak granic. Obecnie modą możemy się bawić, a eleganckie wieczorowe sukienki łączyć z codziennymi dodatkami. Nikogo już nie szokuje, balowa suknia i ciężki buty… Minęły też czasy kiedy buty musiały być w tym samym kolorze co torebka, a decydując się na złote kolczyki absolutnie nie mogliśmy sobie pozwolić na srebrny zegarek. Dzisiaj te wszystkie „niedozwolone” kiedyś chwyty są na porządku dziennym. Nie będę ukrywać, że mnie to bardzo cieszy, bo jeszcze kilka lat temu, długą czerwoną suknie, kupioną specjalnie na wesele odwiesiłabym do szafy (i pewnie na tym zakończyłby się jej żywot), a obecnie dodając do niej kilka rockowych dodatków śmiało mogę występować w niej na codzień. Dwa moje ulubione połączenia to czarne mokasyny i oversizowa bluzka, którą zarzucam luźno na sukienkę, albo ramoneska i czarna nerka. Ten drugi zestaw Wam dzisiaj prezentuję i po cichu mam nadzieje, że Wam również taki look przypadnie do gustu.

Foto: Bartosz Skopiński

Sukienka- E-Lili Butik

Szpilki- Orsay

Nerka- Mohito

Ramoneska- Top Secret

Continue Reading

Wspomnienie lata!

Nie wiem czy też już czujecie nadchodzącą jesień? Słońce nawet jak świeci to nie grzeje już z taką mocą jak jeszcze kilka tygodni temu, na drzewach są już kasztany, a za kilka dni w szkołach wybrzmieje pierwszy dzwonek zapraszający na lekcje… Być może właśnie dlatego mam wrażenie, że to już ostatni moment żeby dodać tutaj jeszcze letnią stylizacją, z piękną panoramą Helu w tle. Nie ukrywam, że w mijającym letnim sezonie oszalałam na punkcie maxi sukienek. Da się  to zauważyć przeglądając modowe wpisy na tym blogu, albo zaglądając do mojej garderoby. Ale maxi którą prezentuję Wam dzisiaj dorwałam dopiero niedawno i szczerze mówiąc mam niedosyt jeśli chodzi o jej eksploatowanie. 🙂 Nie martwię się jednak zbytnio, bo wyciągając jesienne swetry, schowam ją do szafy gdzie bezpiecznie przezimuje czekając na kolejne letnie dni…Już w przyszłym roku…

Foto: Bartosz Skopiński

Sukienka- E-lili Butik

Naszyjnik, kolczyki- Biżuteria Bovem (na hasło: fitashionn macie 15 % zniżkik) KLIK

Zegarek- Smartwatch Fossil Q

Torebka- Shop Queen Głogów

Continue Reading

Znowu maxi!

Po krótkiej przerwie, regeneracyjnym wypadzie na Kaszuby, wracam z nową stylizacją. Mamy jeszcze 2 tygodnie wakacji, zatem trzeba je odpowiednio, również modowo, wykorzystać. Mam wrażenie, że to już naprawdę ostatni moment aby wskoczyć w kwiecistą maxi bo jesienne trendy bombardują nas ze wszystkich. Zanim jednak zaopatrzymy się w grube swetry, stonowane kolory, poszalejmy! 🙂 Kocie okulary przeciwsłoneczne i wiklinowa torebka to moje ulubione letnie dodatki. Maxi sukienka to ukochany trend. Cała stylizacja jest więc ukłonem w stronę lata. Jak Wam się podoba? Nie muszę chyba dodawać, że ja w takich zestawach czuję się najlepiej… 🙂

Foto: Bartosz Skopiński

Sukienka, okulary- Selfieroom

Torebka- Shop Queen Głogów

Zegarek- Fossil Q

Continue Reading