Kosmetyczni Ulubieńcy – Kwiecień!

Hej Kochani! W kalendarzu mamy już maj (tak nawiasem mówiąc mój ulubiony miesiąc 😉 ), dlatego czas najwyższy na podsumowanie kwietnia jeśli chodzi o zawartość mojej kosmetyczki. Dzisiaj będzie sporo nowości, które jednak na tyle skradły moje serce, że od razu stały się ulubieńcami miesiąca.

Jesteście ciekawi co to za kosmetyki? Czytajcie dalej 😉

Szampon Botanicals do włosów farbowanych- L’oreal

Ten produkt jest jednocześnie ulubieńcem jak i rozczarowaniem. Hmmm takiej sytuacji chyba jeszcze nie było, ale jak wiadomo my-kobiety jesteśmy dość skomplikowanymi istotami. Powiem Wam, bez owijania w bawełnę, że nowa seria od firmy L’oreal znalazła się w moim koszyku ze względu na opakowanie, bo ono faktycznie jest przepiękne. Od razu wyobraziłam sobie tą śliczną buteleczkę z pompką stojącą dumnie i zdobiącą moją wannę. Kolejnym powodem do zakupu była obniżona cena produktu, normalnie kosztuję on ponad 40 złotych, a na promocji w Rossmannie dorwałam go za niecałe 25 zł. Podekscytowana tymi dwoma rzeczami, włożyłam go szybko do koszyka i powędrowałam do kasy, nie sprawdzając nawet składu. No ale skoro nazwa ma w sobie słowo BOTANICALS to TO musi być naturalny produkt, prawda? Nic bardziej mylnego! Szampon co prawda, jak zapewnia producent pozbawiony jest silikonów, parabenów i barwników, ale w składzie znajdziemy SLS. Szkoda, bo gdyby nie to, nie miałabym się do czego przyczepić. Moje włosy bardzo polubiły ten produkt. A one za nowościami nie przepadają. 🙂 Wybredne bestie! 

Odżywka do włosów Botanicals- L’oreal

Jak się pewnie już domyślacie, wrzucając do koszyka wyżej wspominany szampon, dorzuciłam też odżywkę. A co! Jak szaleć to na całego! 😉 I w przypadku odżywki sytuacja jest analogiczna do tej dotyczącej szamponu. Fajnie, ładnie, ale nie do końca bio i naturalnie. Jedno jest pewne, odżywka, a właściwie balsam do włosów, świetnie radzi sobie z moimi skłonnymi do plątania włosami. Nie obciąża ich, a ładnie wygładza. Ogromny plus za to, że po jej nałożeniu nie muszę już wspomagać się dodatkowymi produktami podczas rozczesywania. Aaaa zapomniałam jeszcze wspomnieć o zapachu. Bo jeśli nie lubicie ziołowych aromatów omijajcie tą serię szeroki łukiem. 😉 Mi zapach nie przeszkadza, a nawet się podoba!

Całonocna maska Bubble Tea- Etude House

Kolejny produkt, o którym muszę Wam napisać to całonocna maska koreańskiej firmy Etude House. Okej, tutaj również opakowanie miało mocny wpływ na decyzję zakupową, ale żeby nie było że jestem podatna na takie tanie sztuczki marketingowe, to tym razem sprawdziłam również opinię na temat tej maski. Po przeczytaniu kilku recenzji kosmetyku stwierdziłam, że jest to coś dla mnie! I nie zawiodłam się! Maskę, tak jak nazwa wskazuję nakładamy na całą noc dołączoną do słoiczka szpatułką, a dokładniej: nabieramy trochę różowego kisielu plus jedną z kuleczek, jak na „prawdziwą atrapę” bubble tea przystało. 😉 Kulkę przed nałożeniem rozgniatamy na ręce (wspomnianą wcześniej szpatułką) i mieszamy z różową mazią. Tak przygotowaną miksturę nakładamy na twarz i idziemy spać. Rano myjemy buzię letnią wodą i gotowe. Nasza twarz po takim zabiegu jest pięknie rozświetlona, po prostu ładna, a efekty widać gołym okiem. Jest to jedna z niewielu masek w mojej kolekcji, po której zastosowaniu widzę natychmiastową zmianę w kondycji swojej skóry!

Zapomniałam jeszcze wspomnieć, że do wyboru są trzy rodzaje „herbatek”: czarna, zielona i truskawkowa. Pierwsza zapewnia nam świetlistość i ujędrnienie, druga pomaga dbać o pory i kontrolować wydzielanie sebum, a ostatnia zapewnia nam gładkość i świetlistość buzi. To są obietnice producenta, ale po przetestowaniu truskawkowej herbatki muszę przyznać, że pokrywają się one z rzeczywistością!

Do kupienia TUTAJ!

Konturówka nr 68- Inglot

Kolejną rzeczą, tym razem nie nowością, a kosmetykiem do którego powróciłam po dłuższej przerwie jest konturówka firmy Inglot o numerku 68, która idealnie zgrywa się z kolorem moich ust. To właśnie nią obrysowuję usta, przed nałożeniem pomadki, wyjeżdżając poza krawędzie. Dzięki temu mam optycznie powiększone wargi bez interwencji lekarza i botoksu! 🙂 Daje mi to bardziej naturalny efekt, który jednak jest zauważalny! Skąd to wiem? Od kiedy stosuję ten zabieg już pare osób zapytało mnie czy mam powiększone usta?! 😉

Róż do policzków Insta Glow nr 002 – Miss Sporty

Kolejnym kosmetykiem z kolorówki, którego w kwietniu używałam non stop jest róż do policzków firmy Miss Sporty. Ma piękny odcień i lekką, pudrową konsystencję. Ważna informacja dla fanek absolutnego matu, róż z tej serii nie zapewni Wam matowego wykończenia, gdyż ma w swoim składzie drobinki dające nam delikatne i naturalne rozświetlenie. Dużym plusem jest też bardzo przystępna cena. Jakość i trwałość jest tutaj na poziomie dużo droższych produktów. Polecam, spróbować któregoś z 6 kolorów, bo myśle, że większość z Was polubi się z tym różem! 😉

I to tyle jeśli chodzi o dzisiejszych ulubieńców! Dajcie znać czy któryś z tych produktów używałyście i czy Wam również przypadł do gustu, albo podzielcie się swoimi kwietniowymi ulubieńcami! 😉

Buziaki i do następnego!

You may also like

14 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *